Выбрать главу

Robert wzruszył ramionami. — Parę razy to się opłaciło.

— Tak, ale — jak brzmi właściwy, zwierzęcy idiom? — nosił wilk razy kilka? Robercie, fanatycy nie odpuszczą. Ich namiętności zostały pobudzone. Będą ścigać statek delfinów dopóki go nie dostaną. A jeśli nie zdołają zdobyć posiadanej przez niego informacji w ten sposób, to potężne klany, jak Jophuranie i Soranie, poszukają innych metod, by osiągnąć cel.

Unoszące się w powietrzu pyłki połyskiwały łagodnie, mijając wąskie snopy światła. Rozsiane tu i ówdzie pozostałe po deszczu kałuże lśniły tam, gdzie dotknęły ich promienie słońca. Robert grzebał nogą w miękkiej glebie. Wiedział aż za dobrze, co ma na myśli Athaclena.

Jeśli Jophyuranie, Soranie, Gubru czy Tandu — te potężne gatunki galaktycznych opiekunów, które raz za razem demonstrowały swe wrogie nastawienie do ludzkości — nie zdołają przechwycić Streakem, ich następny krok będzie oczywisty. Prędzej czy później któryś klan zwróci swą uwagę na Garth, Atlast albo Calafię — najodleglejsze i najsłabiej bronione placówki Ziemi — by zdobyć zakładników celem wyrwania delfinom ich tajemniczego sekretu. Podobna taktyka była nawet dozwolona, zgodnie z niezbyt ścisłymi ograniczeniami ustanowionymi przez starożytny Galaktyczny Instytut Sztuki Wojennej.

Ładna cywilizacja — pomyślał z goryczą Robert. Ironia polega na tym, że delfiny najprawdopodobniej w ogóle nie zachowają się zgodnie z oczekiwaniami tych drętwych Galaktów.

Na mocy tradycji podopieczny gatunek był winien posłuszeństwo i wierność swym opiekunom, rasie gwiezdnych wędrowców, która „wspomogła” go na drodze do osiągnięcia pełni intelektu. Ludzie uczynili to z szympansami z rodzaju Pan i delfinami z rodzaju Tursiops jeszcze przed Kontaktem z nieziemskimi gwiezdnymi wędrowcami. Było to ze strony ludzkości nieświadome naśladownictwo wzorca, który panował w Pięciu Galaktykach od jakichś i miliardów lat.

Na mocy tradycji podopieczny gatunek służył swym opiekunom przez tysiąc stuleci lub więcej, zanim zwolnienie z terminu nie pozwalało mu na poszukiwanie własnych podopiecznych. Niewiele klanów Galaktów wierzyło lub rozumiało jak wiele swobody dali delfinom i szymom ludzie z Ziemi. Trudno było powiedzieć, co dokładnie uczynią neodelfiny z załogi Streakera, jeśli ludzie zostaną wzięci w charakterze zakładników. To jednak najwyraźniej nie powstrzymało nieziemnianów przed podjęciem próby. Wysunięte posterunki podsłuchowe potwierdziły już najgorsze obawy. Nadciągnęły armady wojenne, zbliżające się do Garthu w chwili, gdy on i Athaclena stali tu, rozmawiając ze sobą.

— Co jest warte więcej, Robercie — zapytała cichym głosem Tymbrimka — ta kolekcja starożytnych kosmicznych wraków, które delfiny podobno znalazły… wraków nie mających żadnego znaczenia dla klanu tak młodego jak wasz? Czy też wasze światy, z ich farmami, parkami i miastami orbitalnymi? Nie mogę pojąć, jaką logią kierowała się wasza Rada Terrageńska, nakazując Streakerowi strzec swego sekretu, podczas gdy wy i wasi podopieczni jesteście stawieni na atak!

Robert ponownie spuścił wzrok ku ziemi. Nie potrafił udzielić jej odpowiedzi. Ich postępowanie wyglądało na nielogiczne, jeśli spojrzeć na nie w ten sposób. Pomyślał o swych kolegach z roku i przyjaciołach, którzy zbierali się teraz, by wyruszyć na wojnę bez niego i walczyć o sprawy, których żaden z nich nie rozumiał. Nie było to łatwe. Athaclenie, rzecz jasna, było równie ciężko. Rozdzielono ją z ojcem i zmuszono do pozostania w obcym świecie z powodu sporu, który miał niewiele — czy zgoła w ogóle nic — wspólnego z nią. Robert postanowił, że pozwoli jej mieć ostatnie słowo. Zresztą widziała większy kawałek wszechświata niż on i miała nad nim tę przewagę, że pochodziła ze starszego klanu o wyższym statusie.

— Może masz rację — powiedział. — Może masz rację.

Być może jednak — pomyślał sobie, gdy pomagał jej dźwignąć plecak, a potem podniósł własny przed wyruszeniem na następny etap podróży — być może młoda Tymbrimka potrafi być równie nieświadoma i uprzedzona, jak ludzki młodzieniec, który trochę się boi i jest daleko od domu.

5. Fiben

— Statek wywiadowczy TAASF Bonobo wzywa statek wywiad czy Proconsul… Fiben, znowu masz złe ustawienie. Jazda, stary szymie, spróbuj wyprostować lot, dobra?

Fiben szarpał się ze sterownicą swego starożytnego pojazdu kosmicznego obcej konstrukcji. Jedynie włączony mikrofon powstrzymywał go przed pofolgowaniem swej frustracji w bogatym potoku przekleństw. Wreszcie zdesperowany kopnął prowizoryczny pulpit kontrolny, który technicy zainstalowali jeszcze na Garthu. To skutkowało! Zapaliło się czerwone światełko. Korekcyjne antygrawitatory odblokowały się nagle.

Fiben westchnął. — Nareszcie!

Od całego tego wysiłku szyba jego skafandra zaparowała.

— Można by pomyśleć, że po tak długim czasie zbudują weszcie porządny skafander dla małp — mruknął, włączając odmgławiacz. Upłynęła ponad minuta, zanim ponownie pojawiły gwiazdy.

— Co to było, Fiben? Co powiedziałeś?

— Powiedziałem, że wyprostuję to stare pudło na czas! — warknął. — Nieziemniacy nie będą rozczarowani.

Popularne slangowe określenie obcych Galaktów było zniekształceniem słowa „nieziemiec”, sprawiło też jednak, że Fiben pomyślał o jedzeniu. Od kilku dni żywił się wyłącznie kosmiczną pastą. Czegóż by w tej chwili nie oddał za świeżego kurczaka i kanapkę z liściem palmowym!

Dietetycy wciąż czepiali się szymów, starając się zmniejszyć ich apetyt na mięso. Mówili, że jego nadmiar źle wpływa na ciśnienie. Fiben prychnął z pogardą.

Kurde, zadowoliłbym się słoikiem musztardy i ostatnim numerem „Fort Helenia Times” — pomyślał.

— Posłuchaj, Fiben, ty zawsze znasz najnowsze plotki. Czy ktoś się już pokapował, kto ma na nas napaść?

— No więc, znam jedną szymkę w biurze koordynatora i ona powiedziała mi, że ma przyjaciela w sztabie wywiadu, który myśli, że te sukinsyny to Soranie albo może Tandu.

— Tandu! Mam nadzieję, że się zgrywasz!

W głosie Simona zabrzmiała nuta przerażenia. Fiben musiał się z nim zgodzić. Niektórych rzeczy po prostu nie sposób było sobie wyobrazić.

— Och, cóż, ja myślę, że po prostu odwiedzi nas zgraja linteńskich ogrodników, którzy wpadną, by się upewnić, czy dobrze traktujemy roślinki.

Simon roześmiał się. To ucieszyło Fibena. Posiadanie wesołego towarzysza było warte więcej niż pobory otrzymywane przez oficera rezerwy.

Wprowadził swój maleńki kosmiczny wehikuł z powrotem na wyznaczoną orbitę. Łódź wywiadowcza — nabyta zaledwie kilka miesięcy temu od wędrownego xatińskiego handlarza szmelcem — była w istocie rzeczy cokolwiek starsza niż jego własny rozumny gatunek. Gdy jego przodkowie nękali jeszcze pawiany pod drzewami Afryki, ten myśliwiec brał już udział w potyczkach pod odległymi słońcami — kierowany przez dłonie, pazury czy macki innych nieszczęsnych stworzeń, podobnie jak on skazanych na walkę i śmierć w bezsensownych międzygwiezdnych wojnach.

Fibenowi dano tylko dwa tygodnie na przestudiowanie schematów i opanowanie galaktycznego pisma na tyle, by mógł odczytywać wskazania instrumentów. Na szczęście, w liczącej sobie eony lej kulturze, rozwiązania konstrukcyjne zmieniały się powoli Podstawowe rozwiązania były wspólne dla większości statków kosmicznych.

Jedno było pewne. Technika Galaktów robiła wrażenie. Ludzkość wciąż kupowała swe najlepsze statki, zamiast produkować je na Ziemi. I choć ta stara balia była skrzypiąca i zdefektowana zapewne w obecnej sytuacji pożyje dłużej niż on.