Kault zabulgotał tonem, który — jak wiedział Uthacalthing — oznaczał powątpiewanie.
— Nawet gdyby tak było, potrzebni by im byli ekologowie, po co jednak specjaliści od Wspomagania? Intuicja mówi mi, że wciąż dzieje się coś ciekawego — zakończył Kault. — W ciągu kilku ostatnich megasekund Gubru byli maksymalnie podekscytowani.
Uthacalthing wiedziałby tyle nawet bez ich małego odbiornika i wiadomości przyniesionych na falach eteru. Implikowało to pokazujące się od czasu do czasu błękitne światełko, za którym podążał już od kilku tygodni. Ta migotliwa łuna oznaczała, że tymbrimski schowek dyplomatyczny z pewnością został naruszony. Przynęta, którą pozostawił wewnątrz kopca, wraz z wieloma innymi wskazówkami i tropami, mogła doprowadzić rozumną istotę tylko do jednego wniosku.
Było oczywiste, że dowcip, jaki spłatał Gubru, okazał się dla nich bardzo kosztowny.
Niemniej wszystko co dobre kiedyś się kończy. W tej chwili nawet Grubru musieli się połapać, że wszystko to był tymbrimski trik. Te ptaszyska nie były właściwie głupie. Prędzej czy później musiały odkryć, że w rzeczywistości nie istnieje nic takiego jak „Garthianie”.
Mędrcy powiadają, że posuwanie się w żarcie zbyt daleko może okazać się pomyłką. Czy popełniam błąd, starając się nabrać na ten sam numer Kaulta?
Och, ale w tym przypadku procedura była tak całkowicie odmienna! Oszukanie Kaulta przeradzało się w znacznie powolniejsze, trudniejsze, bardziej osobiste przedsięwzięcie.
A zresztą co innego mogę robić dla zabicia czasu?
— Opowiedz mi więcej o swych podejrzeniach — zwrócił się na głos Uthacalthing do swego towarzysza. — Jestem bardzo zainteresowany.
56. Galaktowie
Wbrew wszelkim oczekiwaniom nowy Suzeren Kosztów i Rozwagi naprawdę zaczął zdobywać punkty. Na jego upierzeniu zaledwie zdążyły uwidocznić się królewskie odcienie stanu kandydackiego, a ponadto wystartował do rywalizacji daleko, daleko za swymi konkurentami, lecz mimo to, gdy tańczył, pozostali suzerenowie byli zmuszeni do bacznej obserwacji i liczenia się z jego dobrze sformułowanymi argumentami.
— Te wysiłki były nierozważne, kosztowne, niemądre — ćwierkał, wirując w delikatnym rytmie. — Zmarnowaliśmy skarb czas i honor na pościg,
gonitwę,
pogoń
za chimerą!
Na korzyść nowego naczelnego biurokraty działało kilka czynników. Szkolił go jego poprzednik — wywołujący głębokie wrażenie zmarły Suzeren Kosztów i Rozwagi. Ponadto przyniósł on ze sobą na to konklawe zestaw wywołujących nie mniejsze wrażenie, stanowiących oskarżenie faktów. Na podłodze leżały rozsypane sześciany danych. Informacje przedstawione przez głównego urzędnika były w gruncie rzeczy druzgocące.
— Nie istnieje możliwość, ewentualność, szansa, by na tym świecie mogła się ukrywać przedrozumna istota ocalała przed Bururallimi! Było to oszustwo, podstęp, diabelski spisek dzikusów i Tymbrimczyków, który miał nas skłonić byśmy
zmarnowali,
roztrwonili,
rozpuścili
nasze bogactwo!
Dla Suzerena Poprawności było to nadzwyczaj upokarzające. W gruncie rzeczy niewiele dzieliło go od katastrofy.
Podczas przerwy, gdy wybierano nowego biurokratycznego kandydata, kapłan i admirał królowali niepodzielnie. Nie było nikogo, kto trzymałby ich w ryzach. Wiedzieli dobrze, że nie jest mądrze podejmować działanie, gdy brakuje głosu trzeciego partnera, który by ich powstrzymywał; jaka istota jednak zawsze postępowała mądrze, gdy usłyszała kuszący zew szansy?
Admirał osobiście udawał się w misje mające na celu wyszukiwanie i niszczenie górskich partyzantów, w pogoni za blichtrem, który zwiększyłby jego osobisty honor.
Kapłan, ze swojej strony, rozkazał budowę kolejnych kosztownych konstrukcji i przyśpieszył dostawę nowej planetarnej Filii Biblioteki.
Było to cudowne interregnum dwuosobowego consensusu. Suzeren Wiązki i Szponu zatwierdzał każdy zakup, a Suzeren Poprawności błogosławił każdą decyzję Żołnierzy Szponu. W góry wysyłano ekspedycję za ekspedycją. Ściśle strzeżeni uczeni poszukiwali bezcennego skarbu.
Popełniono błędy. Dzikusy okazały się diabelsko sprytne w swych zasadzkach i zwierzęcej nieuchwytności. Mimo to nikt by nie narzekał na koszty, gdyby naprawdę znaleźli to, czego szukali. Opłaciłoby im się to, gdyby tylko…
Jednakże oszukano nas, nabrano, zrobiono z nas durniów — pomyślał z goryczą kapłan. Skarb okazał się kłamstwem. Teraz zaś nowy Suzeren Kosztów i Rozwagi wytykał im popełniony błąd bez najmniejszej litości. Biurokrata wykonał wspaniały taniec potępiający brak umiaru. Już w tej chwili zdołał zdominować kilka punktów consensusu — na przykład ten, że nie będzie więcej bezużytecznych pościgów w górach, dopóki nie znajdzie się tańszego sposobu na wyeliminowanie bojowników ruchu oporu.
Upierzenie Suzerena Wiązki i Szponu obwisło z przygnębienia. Kapłan wiedział, jak bardzo musiało to irytować admirała. Obu ich jednak zahipnotyzowała sprawiedliwa prawidłowość Tańca Potępiającego. Dwóch nie mogło przegłosować jednego, gdy ten jeden w tak oczywisty sposób miał rację.
Biurokrata rozpoczął teraz kolejną kadencję, prowadzącą do następnego tańca. Proponował, by porzucono nowe projekty budowlane. Nie miały one nic wspólnego z obroną gubryjskiego panowania nad tym światem. Prace nam nimi rozpoczęto przypuszczając, że uda się odnaleźć owych „Garthian”. Teraz kontynuacja budowy bocznika hiperprzestrzennego oraz kopca ceremonialnego była po prostu bez sensu!
Taniec był potężny i przekonujący. Wspierały go mapy, dane statystyczne oraz tabele pełne liczb. Suzeren Poprawności zdał sobie sprawę, że trzeba coś robić, i to szybko, gdyż w przeciwnym razie ten parweniusz zakończy dzień na pozycji lidera. Było niewyobrażalne, by miało dojść do takiego odwrócenia hierarchii w chwili, gdy zaczęli odczuwać w swych ciałach kłucie stanowiące wstęp do pierzenia!
Nawet pomijając sprawę jego hierarchii, trzeba było też wziąć pod uwagę wiadomość od Władców Grzędy. Zapytania nadsyłane z domu przez królowe i książąt stały się wręcz rozpaczliwe. Czy trójka na Garthu wypracowała już nową, śmiałą linię polityczną? Kalkulacje wskazywały, że ważne było szybkie wyjście z czymś oryginalnym i pełnym wyobraźni, gdyż w przeciwnym razie inicjatywa przejdzie na stale w ręce jakiegoś innego klanu.
Onieśmielała myśl, że los gatunku podąża za tobą w strumieniu poślizgowym.
Mimo całej widocznej finezji i piękna wymuskanych piór nowego biurokraty, łatwo było dostrzec jedną rzecz. Nowemu Suzerenowi Kosztów i Rozwagi brak było głębi i czystości wizji jego zmarłego poprzednika. Suzeren Poprawności wiedział, że żadna znakomita linia polityczna nie wyłoni się ze skąpstwa i krótkowzrocznego redukowania wydatków.
Trzeba było coś zrobić, i to teraz! Kapłan przybrał pozę przeczucia. Rozpostarł szeroko ramiona, demonstrując ich jaskrawe upierzenie. Biurokrata przerwał uprzejmie, być może nawet pobłażliwie, swój taniec i opuścił dziób, na znak, że oddaje mu pole.
Suzeren Poprawności zaczął powoli. Przemieszczał się na grzędzie małymi kroczkami. Kapłan celowo przejął kadencję użytą wcześniej przez swojego adwersarza.
— Choć Garthianie mogą nie istnieć, pozostaje jednak szansa, możliwość, okazja, byśmy użyli ceremonialnego obiektu, który zaplanowaliśmy, zbudowaliśmy, oddaliśmy do użytku takim kosztem.
— Istnieje plan, projekt, pomysł, który może jeszcze
zdobyć
chwałę,
honor,
poprawność
dla naszego klanu.