Выбрать главу

Znacznie dalej na południe, bliżej kosmoportu, wzniesiono nowe kopuły stanowiące część gubryjskiego systemu obronnego. Miejscy partyzanci podczas swego nieudanego powstania sprawili tym fortyfikacjom jedynie niewielki kłopot. Barka jednak najwyraźniej nie kierowała się w tamtą stronę. Zmierzała ku nowej konstrukcji wznoszącej się na wąskich, górzystych zboczach pomiędzy Zatoką Aspinal a Morzem Ciimarskim.

Fiben wiedział, że nie ma sensu pytać strażników, o co tu chodzi. Technicy i przyboczni Kwackoo zachowywali się uprzejmie, był to jednak sztywny rodzaj uprzejmości. Zapewne takie mieli rozkazy. Nie byli zbyt skorzy do udzielania informacji.

Gailet podeszła do poręczy, stanęła obok niego i ujęła go za łokieć.

— Popatrz — szepnęła ściszonym głosem. Wspólnie przyglądali się, jak barka wznosi się ponad urwiskami. W pobliżu brzegu oceanu szczyt wzgórza ścięto płasko. Wokół jego podstawy skupiały się budynki, które Fiben rozpoznał jako elektrownie protonowe. Wychodzące z nich przewody prowadziły w górę wzdłuż zboczy. Na szczycie leżała zwrócona stroną wewnętrzną ku niebu półkulista konstrukcja, otwarta i lśniąca w świetle słońca niczym marmurowa czasza.

— Co to jest? Projektor pola siłowego? Jakiś rodzaj broni? Fiben skinął głową, potrząsnął nią, a wreszcie wzruszył ramionami.

— Nie mam pojęcia. Nie wygląda na instalację wojskową. Cokolwiek to jednak jest, na pewno zżera mnóstwo prądu. Popatrz na te wszystkie elektrownie. Goodall!

Nad nimi przemknął cień — mający nierówne brzegi, puszysty chłód chmury przesłaniającej słońce, lecz nagły, ostry ziąb czegoś litego i wielkiego, co przelatywało z hukiem nad ich głowami. Fiben zadrżał, tylko w części z powodu obniżenia temperatury. Oboje z Gailet nie mogli się nie skulić, gdy spoglądali w górę na wielki dźwigacz transportowy, który przeleciał zaledwie sto metrów nad nimi. Ich ptasi strażnicy wyglądali za to na niewzruszonych. Suzeren stał na grzędzie, ignorując ze spokojem buczące pola, pod wpływem których szymy dygotały.

Nie lubią niespodzianek — pomyślał Fiben — ale są całkiem twardzi, kiedy wiedzą, co się dzieje.

Ich transportowiec rozpoczął długi, powolny, leniwy objazd wokół placu budowy. Fiben kontemplował białą, zwróconą ku górze misę znajdującą się pod nimi w chwili, gdy Kwackoo z różową krawatką podszedł do niego i pochylił leciutko głowę.

— Czcigodny raczy — oferuje łaskę… i zechce zasugerować wspólnotę — wzajemne uzupełnianie się… celów i dążeń.

Na drugim końcu barki można było dojrzeć Suzerena Poprawności, który przycupnął po królewsku na swym piedestale. Fiben żałował, że nie potrafi odczytać wyrazu gubryjskiej twarzy.

Co ten stary ptak kombinuje? — zastanawiał się. Nie był pewien, czy naprawdę chciałby to wiedzieć.

Gailet odwzajemniła płytki ukłon Kwackoo.

— Powiedz, proszę, swemu szanownemu opiekunowi, że pokornie rozważymy jego propozycję.

Trzeci galaktyczny suzerena był bombastyczny i ceremonialny, przyozdobiony drobiącymi, wytwornymi krokami tanecznymi. Przekład płynący z generatora głosu nie pomagał Fibenowi wiele. Złapał się na tym, że obserwuje raczej Gailet niż nieziemca, starając się zrozumieć, o czym, u diabła, rozmawiają.

— …dopuszczalna rewizja Rytuału Wyboru Wspomaganiowego Doradcy… modyfikacja wprowadzona w czasie napięcia przez czołowych reprezentantów podopiecznych… jeśli w istocie dokonano jej w najlepiej pojętym interesie gatunku ich opiekunów…

Gailet wyglądała na wstrząśniętą. Spoglądała w górę, na gubryjskiego przywódcę. Jej wargi zacisnęły się w wąską linię. Splatające się ze sobą palce zacisnęła tak mocno, że aż zbielały. Gdy suzeren przestał ćwierkać, generator głosu przemawiał jeszcze przez chwilę, po czym wokół nich zapadła cisza, którą mącił jedynie gwizd przecinanego powietrza i ciche brzęczenie silników wehikułu.

Gailet przełknęła ślinę. Pokłoniła się. Wydawało się, że trudno jej jest wydobyć z siebie głos.

Dasz sobie radę — zachęcał ją w milczeniu Fiben. Blokada mowy była czymś, co mogło trafić każdego szyma, zwłaszcza poddanego takiemu naciskowi, wiedział jednak, że nie odważy się zrobić nic, by jej pomóc.

Gailet odkaszlnęła, ponownie przełknęła ślinę i zdołała wykrztusić z siebie słowa.

— Czci… czcigodny starszy, nie… nie możemy przemawiać w imieniu naszych opiekunów, ani nawet wszystkich szymów na Garthu. To, o co pan prosi, jest… jest…

Suzeren przemówił ponownie, jak gdyby zakończyła już swą odpowiedź. Albo, być może, po prostu nie uważano za nieuprzejme, gdy istota z klasy opiekunów przerywała podopiecznemu.

— Nie jesteście zmuszeni — nie musicie… odpowiadać teraz — oznajmił generator głosu, gdy Gubru ćwierkał i huśtał się na swej grzędzie. — Przestudiujcie — poznajcie — rozważcie… materiały, które otrzymacie. Ta okazja przyniesie wam korzyść.

Ćwierkanie ponownie zamilkło, a w ślad za nim brzęczący generator głosu. Wyglądało na to, że suzeren nakazał im odejść, zamykając po prostu oczy.

Jak na jakiś niewidoczny dla Fibena sygnał pilot barki poduszkowej oddalił pojazd od gorączkowej krzątaniny trwającej na zdewastowanym wzgórzu i skierował go ponad zatoką na północ, w kierunku Port Helenia. Wkrótce okręt liniowy w zatoce — gigantyczny i niewzruszony — został za nimi w spowijającym go wieńcu mgły i tęcz.

Fiben i Gailet podążyli za Kwackoo do siedzeń z tyłu barki.

— O co w tym wszystkim chodziło? — szepnął do niej Fiben. — Co ten cholerny stwór gadał o jakiejś ceremonii? Czego od nas oczekuje?

— Psst! — Gailet kazała mu gestem być cicho. — Wytłumaczę ci to później, Fiben. W tej chwili pozwól mi, proszę, pomyśleć.

Gailet usiadła w kącie, ramionami obejmując kolana. Z nieobecną miną podrapała się w futro na lewej nodze. Jej oczy były skierowane w pustkę. Gdy Fiben wykonał gest sugerujący, że chciałby ją poiskać, nawet nie zareagowała. Spoglądała tylko w stronę horyzontu, jak gdyby jej umysł przebywał gdzieś bardzo daleko.

Wróciwszy do celi, stwierdzili, że dokonano tam wielu zmian. — Chyba zdaliśmy wszystkie te testy — zauważył Fiben, spoglądając na ich odmienioną kwaterę.

Łańcuchy zabrano wkrótce po pierwszej wizycie suzerena, która odbyła się owej ciemnej nocy, kilka tygodni temu. Po tym wydarzeniu słomę na podłodze zastąpiono materacami i pozwolono im na czytanie książek.

Teraz jednak wszystko to mogło im się wydać wręcz spartańskie. Podłogę wyłożono pluszowymi dywanami, a większą część jednej ze ścian pokrywał kosztowny hologobelin. Były tam też takie luksusy, jak łóżka, krzesła i biurko, a nawet muzyczny dek.

— To łapówki — mruknął Fiben, przeglądając sześciany z nagraniami. — Cholera jasna, mamy coś, czego oni chcą. Może ruch oporu nie został jeszcze rozbity. Może Athaclena i Robert kąsają ich i Gubru chcieliby, byśmy…

— To nie ma nic wspólnego z twoją panią generał — powiedziała Gailet bardzo cichym głosem, ledwie głośniejszym od szeptu. — A przynajmniej niewiele. Ta sprawa ma bez porównania szerszy zasięg.

Twarz miała napiętą. Przez całą drogę powrotną była milcząca i podenerwowana. Od czasu do czasu Fiben wyobrażał sobie, że słyszy odgłos pracy jakichś mechanizmów, turkoczących wściekle w jej głowie.

Gailet nakazała mu gestem, by podszedł za nią pod nową holościankę. W owej chwili nastawiono ją tak, by przedstawiała trójwymiarową scenę złożoną z abstrakcyjnych kształtów i wzorów — pozornie bezkresną aleję lśniących sześcianów, sfer i piramid rozciągającą się w nieskończoną dal. Gailet usiadła po turecku i zaczęła manipulować przy układzie sterującym.