Выбрать главу

— Oprócz tego, że sfałszował dane, Uthacalthing sprawił również, że Planetarną Bibliotekę ogołocono ze wszystkich plików dotyczących Wspomagania, co spowodowało, iż suzeren odniósł wrażenie, że coś tu próbuje się ukryć. Gubru ponieśli wielkie koszty, zanim się przekonali, że Uthacalthing ich oszukał. Na przykład sprowadzili tu Bibliotekę Planetarną klasy naukowej. Stracili też w górach sporo uczonych i żołnierzy, zanim się w tym połapali.

— Stracili? — Fiben przesunął się do przodu. — W jaki sposób?

— Szymskie oddziały nieregularne — odparła zwięźle Gailet. Ponownie pojawiło się to ostrzegawcze spojrzenie.

Daj spokój Gailet — pomyślał. — Nie jestem idiotą.

Fiben wiedział, że nie należy w żaden sposób wspominać o Robercie i Athaclenie. Wystrzegał się nawet myśli o nich.

Niemniej nie mógł całkowicie stłumić uśmiechu. A więc to dlatego Kwackoo byli tacy uprzejmi! Jeśli szymy prowadziły wojnę w sposób inteligentny i na dodatek zgodny z oficjalnymi regułami, w takim razie wszystkie z nich trzeba było traktować z pewną, minimalną dozą respektu.

— A więc górskie szymy przeżyły ten pierwszy dzień! Musiały wtedy przyłożyć najeźdźcom! Na pewno dalej to robią!

Wiedział, że ma prawo dać upust odrobinie radości. To będzie zgodne z jego rolą.

Uśmiech Gailet był blady. Ta wiadomość musiała u niej wywołać mieszane uczucia. Ostatecznie jej udział w powstaniu wypadł znacznie gorzej.

To znaczy — pomyślał Fiben — że starannie wypracowany podstęp Uthacalthinga przekonał Gubru, iż na planecie znajduje się coś przynajmniej równie ważnego jak wartość kolonii jako zakładnika. Garthianie! Kto by na to wpadł! Udali się w góry w pościg za mitem i pani generał wyszukała sposób, by zadać im cios, gdy tylko znaleźli się w jej zasięgu. Och, przykro mi z powodu tych wszystkich rzeczy, które pomyślałem o jej starym. Cóż za bombowy numer, Uthacalthing. Teraz jednak najeźdźcy przejrzeli już na oczy. Ciekawe, czy…

Fiben podniósł wzrok i ujrzał, że Gailet obserwuje go w skupieniu, jak gdyby chciała oszacować jego myśli. Fiben zrozumiał wreszcie jeden z powodów, dla których nie mogła być z nim całkowicie otwarta i szczera.

Musimy podjąć decyzję — zdał sobie sprawę. — Czy powinniśmy spróbować okłamać Gubru?

On i Gailet mogli spróbować podtrzymać dowcip Uthacalthinga przez jeszcze jakiś czas. Mogło im się udać przekonać suzerena, by jeszcze raz wyruszył na łowy na mitycznych Garthian. Warto było podjąć ten wysiłek, jeśli ściągnęłoby to jeszcze choć jeden oddział Gubru w zasięg górskich bojowników.

Czy jednak on lub Gailet posiadali choć w przybliżeniu wystarczającą dawkę wyrafinowania niezbędnego do przeprowadzenia podobnego fortelu? Co byłoby do tego potrzebne? Mógł to sobie wyobrazić: „A jużci, panie. Garthianie som. Tak, szefuniu. Może pan wierzyć staremu szymowi. Tak, tak.”

Albo, wprost przeciwnie, mogli spróbować psychologii odwrotnej: „Nieee rzucajcie mnie w tę kępę głogu!”

Rzecz jasna, żadna z tych metod w najmniejszym stopniu nie przypominała sposobu, w jaki zrobił to Uthacalthing. Gra sprytnego Tymbrimczyka polegała na subtelnym, chytrym zmyleniu przeciwnika. Fiben nawet nie myślał o próbie podjęcia działań o takim poziomie wyrafinowania.

Zresztą, gdyby jego i Gailet złapano na próbie okłamania Gubru, mogłoby to zdyskwalifikować ich jako kandydatów do owego specjalnego statusu, jaki Suzeren Poprawności zdawał się im oferować dziś po południu. Fiben nie miał pojęcia, czego chciała od nich ta istota, mogło to jednak oznaczać szansę na dowiedzenie się, co takiego najeźdźcy budują nad Morzem Ciimarskim. Ta informacja mogła mieć kluczowe znaczenie.

Nie, to po prostu nie jest warte ryzyka — uznał Fiben. Stanął teraz wobec następnego problemu: jak przekazać te myśli Gailet?

— Nawet najbardziej zaawansowany gatunek istot rozumnych może popełniać błędy — odezwał się powoli, starannie wymawiając słowa. — Zwłaszcza na obcym świecie.

Udając, że szuka pchły, ukształtował znak dziecięcej mowy oznaczający „koniec zabawy?”

Najwyraźniej Gailet zgadzała się z nim. Skinęła stanowczo głową.

— Zrozumieli już, że się mylili. Są pewni, że Garthianie to mit. Gubru przekonali się, że była to tylko tymbrimska pułapka. Odniosłam zresztą wrażenie, że pozostali suzerenowie — którzy sprawują dowództwo wspólnie z górskim kapłanem — nie pozwolą na dalsze bezsensowne wypady w góry, gdzie ptaki są łatwym celem dla guerrilli.

Fiben poderwał głowę. Serce zabiło mu mocno przez kilka przelotnych chwil. Wreszcie zrozumiał, co Gailet miała na myśli… jak dokładnie miało brzmieć ostatnie słowo, które wypowiedziała. Homonimy były jedną z uciążliwych wad, które nowoczesny anglic odziedziczył po dawnym angielskim, chińskim i japońskim. Podczas gdy języki galaktyczne skonstruowano z myślą o maksymalizacji zawartości informacji i eliminacji dwuznaczności, narzecza dzikusów wyewoluowały w sposób niekontrolowany i spontaniczny, więc pełno w nich było szczególnych cech, takich jak słowa o podobnym brzmieniu, lecz odrębnym znaczeniu.

Zauważył, że pięści ma zaciśnięte. Zmusił się do tego, by się odprężyć.

Guerrilli, nie goryli. Ona nic nie wie o tajnym projekcie wspomaganiowym w górach — zapewniał sam siebie Fiben. — Nie ma pojęcia, jak ironicznie zabrzmiała jej uwaga.

Był to jednak jeszcze jeden powód, by raz na zawsze położyć kres „żartowi” Uthacalthinga. Tymbrimczyk nie mógł zdawać sobie sprawy z istnienia Centrum Howlettsa w większym stopniu niż jego córka. Gdyby wiedział o prowadzonych tam tajnych pracach, z pewnością wybrałby inny podstęp niż ten, który miał zaprowadzić najeźdźców akurat w te same góry.

Gubru nie mogą wrócić do Mulunu — zdał sobie sprawę Fiben. — To tylko przypadek, że do tej pory nie odkryli gorków.

— Głupie ptaszyska — mruknął, grając wyznaczoną przez Gailet rolę. — Wyobraź sobie, że dały się nabrać na naiwną bajeczkę dzikusów. Za co się wezmą po Garthianach? Za Piotrusia Pana?

Twarz Gailet wyrażała dezaprobatę. — Musisz się postarać okazywać im więcej szacunku, Fiben.

Pod pozorami przygany wyczuwał jednak silną nutę pochwały. Ich powody mogły nie być takie same, jak dotąd jednak zgadzali się ze sobą. Żart Uthacalthinga dobiegł końca.

— Tym, za co wezmą się potem, Fiben, jesteśmy my. Zamrugał powiekami.

— My? Skinęła głową.

— Podejrzewam, że wojna nie układa się zbyt dobrze dla Gubru. Z pewnością nie odnaleźli statku delfinów, który wszyscy ścigają, gdzieś po drugiej stronie Galaktyki. Wydaje się też, że wzięcie Garthu na zakładnika nie wpłynęło na Ziemię ani na Tymbrimczyków. Idę o zakład, że w ten sposób wzmocnili tylko opór i pozyskali dla Terry trochę sympatii wśród tych, którzy dotąd byli neutralni.

Fiben zmarszczył brwi. Upłynęło już wiele czasu, odkąd ostatnio myślał o większym polu wydarzeń — o zamieszaniu panującym wszędzie w Pięciu Galaktykach — o Streakerze — o oblężeniu Terry. Ile jednak Gailet wiedziała, a ile było tylko spekulacją?

Wewnątrz znajdującej się obok ściany pogodowej pojawił się wielki, czarny ptak z potężnym, wesoło ubarwionym dziobem. Wylądował z szelestem bardzo blisko dywanu, na którym siedzieli Fiben i Gailet. Postąpił krok naprzód i spojrzał na Fibena najpierw jednym okiem, a potem drugim. Tukan przypominał szymowi Suzerena Poprawności. Fiben zadrżał.

— Zresztą — ciągnęła Gailet — wygląda na to, że przedsięwzięcie na Garthu wyczerpuje zasoby Gubru w sposób, na który nie mogą sobie oni za bardzo pozwolić, zwłaszcza jeśli do galaktycznego społeczeństwa powróci pokój i Instytut Sztuki Wojennej każe im oddać planetę zaledwie po jakichś kilku dekadach. Myślę sobie, że Gubru bardzo intensywnie zastanawiają się, w jaki sposób można by wyciągnąć z całego tego interesu jakiś zysk.