Tyle im przyszło z broni słabych — ukrycia i zaskoczenia. Pędząc w stronę nieprzyjaciela — kimkolwiek te diabły były — Fiben zauważył, że wyłaniająca się armada inwazyjna znajduje się niemal bezpośrednio pomiędzy nim a jasną, zieloną iskrą Garthu.
— Świetnie — żachnął się. — Przynajmniej kiedy mnie rozwalą będę leciał w stronę domu. Możliwe nawet, że kilka strzępów futra dotrze tam szybciej niż nieziemniacy. Jeśli ktoś jutro w nocy zobaczy spadającą gwiazdę, to mam nadzieję, że jego kurewskie życzenie spełni.
Zwiększył przyśpieszenie starożytnego statku wywiadowczego. Nawet przez naprężone pola zeroczasowe poczuł pchnięcie do tyłu. Jęk silników stał się wyższy. W chwili, gdy stateczek skoczył naprzód, Fiben odniósł wrażenie, że śpiewa on pieśń wojenną, brzmiącą niemal radośnie.
6. Uthacalthing
Czwórka ludzkich oficerów przemarszerowała przez ceglaną podłogę oranżerii. Ich wypolerowane, brązowe buty uderzały w nią rytmicznym trzaskiem. Trzech z nich zatrzymało się w podyktowanej szacunkiem odległości od wielkiego okna, przy którym stali oczekując — ambasador i Koordynator Planetarny. Czwarty, siwiejący komendant milicji podszedł bliżej i zasalutował dziarsko.
— Pani koordynator, zaczęło się.
Wyciągnął z teczki dokument i wręczył go jej.
Uthacalthing podziwiał opanowanie okazane przez Megan Oneagle chwili, gdy wzięła w ręce papier. Wyraz jej twarzy nie zdradzał nic z trwogi, jaką musiała poczuć w momencie, gdy ich największe obawy zostały potwierdzone.
— Dziękuję, pułkowniku Maiven — powiedziała.
Uthacalthing nie mógł nie zauważyć, że podenerwowani młodsi oficerowie wciąż spoglądali w jego stronę, najwyraźniej zaciekawieni, w jaki sposób tymbrimski ambasador przyjmuje te wieści. Okazywał niewzruszoność, jak przystało członkowi korpusu dyplomatycznego, lecz koniuszki jego korony drżały mimowolnie pod wpływem silnego napięcia towarzyszącego posłańcom od chwili, gdy weszli do wilgotnej cieplarni.
Za znajdującym się w niej długim szeregiem okien rozciągał się wspaniały widok na dolinę Sindu, w miły dla oka sposób usianą farmami i gajami drzew — zarówno miejscowych, jak i importowanych z Terry. Był to uroczy, spokojny krajobraz. Jedna Wielka Nieskończoność wiedziała, jak długo ten spokój miał jeszcze potrwać. Ifni jednak w obecnej chwili nie wtajemniczała Uthacalthinga w swoje plany.
Koordynator Planetarny Oneagle przejrzała pobieżnie raport.
— Czy macie już jakieś podejrzenia, kim jest nieprzyjaciel?
Pułkownik Maiven potrząsnął głową. — Właściwie nie, proszę pani. Floty są jednak coraz bliżej. Spodziewamy się, że wkrótce dokonamy identyfikacji.
Mimo powagi chwili Uthacalthing złapał się na tym, że po raz kolejny zaintrygował go osobliwy, archaiczny dialekt, którego używali ludzie na Garthu. We wszystkich pozostałych terrańskich koloniach, które odwiedził, anglic wzbogacony był mieszanką słów zapożyczonych z języków galaktycznych — siódmego, drugiego i dziesiątego. Tu jednak potoczna mowa nie różniła się w sposób widoczny od tej, której używano, gdy ludziom i ich podopiecznym wydano licencję na Garth, ponad dwa pokolenia temu.
Zachwycające, zadziwiające stworzenia — pomyślał. Tylko tutaj na przykład można było usłyszeć tak czystą, starodawną formę — „pani” — na określenie przywódcy płci żeńskiej. Na innych zajętych przez Terran światach funkcjonariusze zwracali się do swoich przełożonych, używając neutralnej formy „ser”, bez względu na ich płeć.
Na Garth były też inne niezwykłe rzeczy. W ciągu miesięcy, które upłynęły od jego przybycia, Uthacalthing uczynił sobie rozrywkę z wysłuchiwania każdej niezwykłej historii, każdej dziwnej opowieści przyniesionej z dzikich okolic przez farmerów, traperów i członków Służby Odnowy Ekologicznej. Krążyły pogłoski o tym, że w górach dzieją się dziwne rzeczy.
Rzecz jasna, z reguły były to głupie opowiastki, pełne przesady i zmyśleń. Podobnych rzeczy można się było spodziewać po dzikusach żyjących na skraju pustkowia. Mimo to stały się one zaczątkiem pewnego pomysłu.
Uthacalthing słuchał spokojnie, jak oficerowie sztabu jeden do drugim składali raporty. Wreszcie nastała długa przerwa — milczenie odważnych ludzi dzielących ze sobą poczucie własnej zagłady. Dopiero wtedy odważył się cicho przemówić.
— Pułkowniku Maiven, czy jest pan pewien, że nieprzyjaciel dąży do tego, by izolować Garth aż tak dokładnie?
Radca obrony pokłonił się Uthacalthingowi. — Panie ambasadorze, wiemy, że nieprzyjacielskie krążowniki zakładają w hiperprzestrzeni miny już w odległości sześciu milionów pseudometrów, przynajmniej na czterech głównych poziomach.
— Włączając poziom D?
— Tak, ser. Rzecz jasna oznacza to, że nie odważymy się wysłać żadnego z naszych lekko uzbrojonych statków na którąś z nielicznych dostępnych hiperścieżek, nawet gdybyśmy mogli odesłać jeden z nich z pola bitwy. Znaczy to też, że każdy, kto chciałby się przedostać do garthiańskiego układu planetarnego, musiałby być diabelnie zdeterminowany.
Uthacalthing był pod wrażeniem.
Zaminowali poziom D. Nigdy bym nie pomyślał, że będzie im się chciało. Najwyraźniej bardzo nie chcą, by ktokolwiek przeszkadzał im w tej operacji!
Świadczyło to o znacznych wysiłkach i kosztach. Ktoś nie żałował środków na tę akcję.
— To już nieistotne — powiedziała Koordynator Planetarny.
Popatrzyła przez okno na faliste łąki Sindu z ich zagrodami i stacjami badań nad środowiskiem. Tuż pod oknem szymski ogrodnik na traktorze strzygł szeroki trawnik z ziemskiej trawy otaczający gmach rządu.
Ponownie zwróciła się ku pozostałym.
— Ostatni statek kurierski przywiózł rozkazy od Rady Terrageńskiej. Mamy się bronić najlepiej jak potrafimy, z myślą o honorze i świadectwie historii. Poza tym jednak wszystko, co możemy mieć nadzieję osiągnąć, to utrzymanie jakiejś formy podziemnego oporu, zanim nie przybędzie pomoc z zewnątrz.
Głęboka jaźń Uthacalthinga omal nie uzewnętrzniła się w głośnym śmiechu, gdyż w tej chwili każdy człowiek w pomieszczeniu bardzo się starał, by nie spojrzeć na niego! Pułkownik Maiven odchrząknął, oglądając swój raport. Jego oficerowie zaczęli kontemplować olśniewające, kwitnące rośliny. Było jednak oczywiste, o czym myślą. Z nielicznych klanów Galaktów, których Ziemia mogła uważać za przyjaciół, jedynie Tymbrimczycy dysponowali wystarczającą siłą militarną, by móc jej udzielić znaczącej pomocy w tym kryzysie. Ludzie wierzyli w to, że oni nie opuszczą ich ani ich podopiecznych.
I to była prawda. Uthacalthing wiedział, że sojusznicy wspólnie stawią czoła trudnościom. Było też jednak jasne, że mały Garth leżał daleko na rubieżach i że w tych dniach ojczyste światy musiały mieć autorytet.
Nieważne — pomyślał Uthacalthing. — Najlepsze środki wiodące do celu to nie zawsze te, które wydają się najbardziej bezpośrednie.
Tymbrimczyk nie roześmiał się głośno, choć miał na to wielką ochotę. Mogłoby to jedynie zbić z tropu tych biednych, pogrążonych w żalu ludzi. W ciągu swej kariery spotkał kilku Ziemian, którzy posiadali wrodzony dar do płatania figli najwyższej kategorii. Niektórzy z nich mogli się nawet równać z najlepszymi Tymbrimczykami. Mimo to, na ogół ludzie byli tak okropnie poważni i skwaszeni. Większość z nich rozpaczliwie usiłowała zachować powagę w sytuacjach, gdy właśnie humor byłby najlepszym wyjściem.
Uthacalthing zamyślił się: Jako dyplomata nauczyłem się uważać na każde słowo, by skłonność naszego klanu do żartów nie stała się przyczyną kosztownych incydentów. Czy jednak było to mądre? Moja własna córka przejęła ode mnie ten nawyk… ten całun powagi. Być może właśnie dlatego wyrosło z niej takie dziwne, przejmujące się wszystkim, małe stworzenie.