Suzeren Kosztów i Rozwagi nie był zadowolony, że wypadki zmierzały w tym kierunku, jeśli jednak wszystko obróci się tak, jak się na to zanosiło, będzie miał jedną satysfakcję — gdy Poprawność zostanie wreszcie ściągnięta w dół ze swej wyniosłej grzędy.
Jeden z pomocników głównego biurokraty podszedł do niego. Suzeren wziął podaną mu płytkę informacyjną. Po unaocznieniu jej zawartości stanął bez ruchu pogrążony w myślach.
Na zewnątrz doszło do zamieszania… niewątpliwie wreszcie przybywał trzeci partner. Przez chwilę jednak Suzeren Kosztów i Rozwagi wciąż rozważał wiadomość, którą otrzymał od swych szpiegów.
Wkrótce, tak jest, wkrótce. Już niedługo przenikniemy tajne plany, plany, które mogą nie być dobrą linią polityczną. Wtedy być może ujrzymy zmianę, zmianę w seksualności… wkrótce…
63. Fiben
Głowa go bolała.
Gdy jeszcze studiował na uniwersytecie, również bywał zmuszony do nauki godzina za godziną, przez całe dni, gdy wkuwał do testów. Nigdy nie uważał nauki za rzecz najważniejszą i niekiedy przed egzaminami robiło mu się niedobrze. Wtedy jednak przynajmniej miał też ponadprogramowe zajęcia, podróże do domu — chwile wytchnienia, podczas których szen mógł się oderwać i odrobinę zabawić!
Ponadto na uniwersytecie Fiben lubił niektórych ze swych profesorów, w tej chwili zaś napatrzył się już na Gailet Jones po dziurki w nosie.
— A więc myślisz, że galaktyczna socjologia jest nudna i drętwa? — oskarżyła go Gailet, gdy odrzucił z niesmakiem książki i odszedł do najdalszego kąta pomieszczenia, by połazić tam w kółko. — Cóż, przykro mi, że nie uczymy się zamiast niej ekologii planetarnej — oznajmiła. — Wtedy może ty byłbyś nauczycielem, a ja uczennicą.
Fiben żachnął się.
— Dziękuję, że dopuszczasz taką możliwość. Zaczynałem myśleć, że wiesz już wszystko.
— To nieuczciwe! — Gailet odłożyła na bok masywną księgę, którą trzymała na kolanach. — Wiesz, że do ceremonii zostały już tylko tygodnie. W owej chwili ty i ja możemy zostać powołani do wystąpienia jako rzecznicy całego naszego gatunku! Czy nie powinniśmy postarać się przygotować do tego jak najlepiej?
— Czy rzeczywiście jesteś pewna, że wiesz, jaki rodzaj wiedzy okaże się istotny? Skąd wiadomo, że ekologia planetarna nie będzie miała kluczowego znaczenia, hę?
Gailet wzruszyła ramionami.
— Może się zdarzyć i tak.
— Albo mechanika, albo pilotaż kosmiczny, albo… albo picie piwa czy uzdolnienia seksualne, na miłość Goodall!
— W tym przypadku nasz gatunek będzie miał szczęście, że wybrano cię na jednego z reprezentantów, prawda? — odszczeknęła Gailet. Zapadło długie, pełne napięcia milczenie. Oboje spoglądali na siebie spode łba. Wreszcie Gailet uniosła rękę. — Fiben. Przepraszam cię. Wiem, że to dla ciebie frustrujące, ale, no wiesz, sama też o to nie prosiłam.
To fakt. Niemniej to nie ma znaczenia — pomyślał. — Jesteś do tego skonstruowana. Neoszympansi rodzaj nie mógłby marzyć o szymce, która byłaby lepiej przystosowana do tego, by być racjonalna, opanowana i tak bardzo chłodna, gdy nadejdzie czas.
— Co zaś do galaktycznej socjologii, Fiben, to wiesz, że istnieje kilka powodów, dla których jest to przedmiot o zasadniczym znaczeniu.
Znowu to samo. Ten wyraz w oczach Gailet. Fiben wiedział, że oznacza on, iż w jej słowach kryje się całe mnóstwo ukrytych znaczeń.
Powierzchownie głosiły one, że dwoje szymskich reprezentantów będzie musiało znać właściwe protokoły i przejść przez pewne surowe testy podczas Rytuałów Akceptacji, gdyż w przeciwnym razie przedstawiciele Instytutu Wspomagania uznaliby ceremonie za nieważne.
Suzeren Poprawności wytłumaczył im bardzo dobitnie, że gdyby do tego doszło, skutki będą nadzwyczaj nieprzyjemne.
Istniał jednak jeszcze inny powód, dla którego Gailet pragnęła, by Fiben dowiedział się jak najwięcej.
Niedługo przejdziemy punkt krytyczny… po którym nie będziemy już mogli zmienić zdania odnośnie współpracy z suzerenem. Nie możemy dyskutować o tym ze sobą otwarcie, gdyż Gubru zapewne przez cały czas podsłuchują. Będziemy musieli działać jednomyślnie, a to dla niej oznacza, że trzeba mnie dokształcić.
A może chodziło po prostu o to, że Gailet nie chciała sama dźwigać brzemienia ich decyzji, gdy już nadejdzie pora?
Z pewnością Fiben wiedział teraz znacznie więcej o galaktycznej cywilizacji niż przed schwytaniem. Być może nawet więcej niż kiedykolwiek pragnął się dowiedzieć. Zawiłości liczącej sobie trzy miliardy lat kultury złożonej z tysiąca rozmaitych, pogrążonych we wzajemnych sporach klanów — linii opiekunów i podopiecznych — utrzymywanych w luźnym związku przez sieć starożytnych instytutów i tradycji sprawiły, że Fibenowi kręciło się w głowie. W połowie przypadków ogarniał go cyniczny niesmak — był przekonany, że Galaktowie są niewiele więcej niż potężnymi, rozpieszczonymi bachorami, obdarzonymi wszystkimi najgorszymi cechami dawnych ziemskich państw narodowych z czasów przed osiągnięciem przez ludzkość dojrzałości.
Potem jednak coś zwracało jego uwagę i Gailet wyjaśniała mu jakąś tradycję czy zasadę, która cechowała się niesamowitą subtelnością i w trudzie zdobytą mądrością, rozwiniętymi w ciągu setek milionów lat.
Zaczął docierać do punktu, w którym nie wiedział już nawet, co ma myśleć.
— Muszę zaczerpnąć powietrza — oznajmiła. — Pójdę się przejść. Podszedł do wieszaka i złapał swoją parkę.
— Zobaczymy się gdzieś za godzinę.
Zastukał w drzwi, które uchyliły się. Wyszedł na zewnątrz zamknął je za sobą, nie oglądając się. — Potrzebna ci eskorta, Fiben?
Szymka, Sylvie, wzięła w rękę studnię danych i napisała naprędce komunikat. Miała na sobie prostą, sięgającą kostek suknię z długimi rękawami. Gdy się na nią spojrzało teraz, trudno ją było sobie wyobrazić na wzgórku tanecznym w „Małpim Gronie”, gdzie doprowadzała tłumy szenów ku krawędzi gwałtownych rozruchów. Jej uśmiech był niepewny, niemal nieśmiały. Fibenowi przyszło do głowy, że dzisiejszej nocy jest z jakichś niezrozumiałych powodów podenerwowana.
— A co, jeśli powiem „nie”? — zapytał. Zanim Sylvie zdążyła zrobić zaniepokojoną minę, uśmiechnął się. — Żartuję tylko. Jasne, Sylvie. Daj mi „Kazika Dwanaście”. To sympatyczna, stara kulka i nie przeraża zbytnio tubylców.
— Robot strażniczy KZS-12. Zapisany jako eskorta dla Fibena Bolgera, wypuszczonego na zewnątrz — powiedziała do studni danych. W korytarzu za jej plecami otworzyły się drzwi, zza których wychynęła kula zdalnego strzeżenia, prosta wersja robota bojowego, której jedynym zadaniem było dotrzymywanie towarzystwa więźniowi i pilnowanie, by nie uciekł.
— Życzę miłego spaceru, Fiben.
Mrugnął do Sylvie i odparł niewyraźnym tonem:
— A jaki inny może się trafić więźniowi?
Ostatni — odpowiedział sam sobie. — Ten, który wiedzie na szafot.
Zamachał jednak radośnie ręką.
— No chodź, Kazik.
Drzwi frontowe odsunęły się z sykiem, by umożliwić mu wyjście w wietrzne, jesienne popołudnie.
Wiele się zmieniło od chwili ich schwytania. Warunki w więzieniu stały się lżejsze, odkąd on i Gailet najwyraźniej nabrali większe go znaczenia dla tajemniczego planu Suzerena Poprawności.
I tak nienawidzę tego miejsca — pomyślał Fiben, gdy zszedł po betonowych schodach i skierował się poprzez zaniedbany ogród w stronę bramy wyjściowej. Roboty inwigilacyjne o zaawansowane konstrukcji obracały się powoli wokół osi w narożnikach muru. Blisko bramy Fiben napotkał szymskich strażników.