Fiben usiadł na ławce w końcu mola. Wyjął z kieszeni połowę kanapki, którą schował tam wcześniej. Przeżuwał ją spokojnie, obserwując chmury i wodę. Przynajmniej przez chwilę był w stanie przestać myśleć, przestać się przejmować. W jego głosie nie niosły się echem żadne słowa.
W tej chwili wszystkim, czego potrzebowałby do szczęścia, były banan, piwo i wolność.
W jakąś godzinę później „Kazik” zaczął brzęczeć natarczywie. Robot strażniczy ustawił się w pozycji pomiędzy nim a wodą i podskakiwał nagląco.
Fiben wstał z westchnieniem i otrzepał się. Ruszył z powrotem wzdłuż doków. Wkrótce już wędrował przez sterty liści ku swemu miejskiemu więzieniu. Na wietrznych ulicach pozostało bardzo mało szymów.
Strażnik o dziwnie znajomej twarzy spojrzał na niego z zasępioną miną, gdy Fiben pojawił się przy bramie, przepuszczono go jednak bez zwłoki.
Zawsze łatwiej było dostać się do więzienia niż z niego wyjść — pomyślał Fiben.
Sylvie wciąż pełniła dyżur za swym biurkiem.
— Miałeś miły spacer, Fiben?
— Ehe. Powinnaś się czasem ze mną przejść. Zatrzymalibyśmy się w parku i pokazałbym ci, jak udaję geparda — obdarzył ją przyjaznym mrugnięciem.
— Już to widziałam, pamiętasz? Nic nadzwyczajnego, o ile sobie przypominam — ton Sylvie nie zgadzał się z jej kpiącymi słowami. Sprawiała wrażenie spiętej. — Właź do środka, Fiben. Schowam „Kazika”.
— No dobra. — Drzwi otworzyły się z sykiem. — Dobranoc, Sylvie. Gailet siedziała na pluszowym dywaniku przed ścianą pogodową, którą teraz nastawiono na scenę z parnej, upalnej sawanny. Podniosła wzrok znad trzymanej na kolanach książki i zdjęła okulary, których używała do czytania.
— Cześć. Czujesz się lepiej?
— Aha — skinął głową. — Przepraszam za to, co było wcześniej. Chyba po prostu miałem ostry atak klaustrofobii. Teraz już wezmę się w garść i wrócę do roboty.
— Nie ma potrzeby. Na dzisiaj skończyliśmy — poklepała ręką dywanik. — Czemu tu nie przyjdziesz, żeby mnie podrapać w plecy? Później ci się odwzajemnię.
Fibena nie trzeba było prosić dwa razy. Musiał przyznać Gailet jedno: była naprawdę świetną partnerką do iskania. Zrzucił z siebie parkę, podszedł do niej i usiadł z tyłu. Położyła swobodnie jedną rękę na jego kolanie, podczas gdy on zaczął przeczesywać palcami jej włosy. Wkrótce oczy miała już zamknięte. Oddychała w łagodnych, cichych westchnieniach.
Próby zdefiniowania związku, jaki łączył go z Gailet, przyprawiały go o frustrację. Nie byli kochankami, zresztą z większością szymek było to możliwe lub sensowne jedynie podczas pewnych fragmentów ich cykli cielesnych. Ponadto Gailet bardzo wyraźnie dała do zrozumienia, że jej poczucie seksualności ma nader prywatny charakter. Przypominała pod tym względem raczej ludzką kobietą. Fiben rozumiał to i nie poddał jej żadnym naciskom.
Kłopot w tym, że po prostu nie mógł przestać o niej myśleć.
Powtarzał sobie, że nie powinien mieszać swego popędu seksualnego z innymi sprawami.
Mogę mieć na jej punkcie obsesję, ale jeszcze nie oszalałem.
Nie był pewien, czy czuł się gotowy do rozważenia nawiązania związku tak ścisłego, jakiego wymagałoby uprawianie miłości z tą szymką.
Gdy posuwał się przez futro z tyłu szyi Gailet, natknął się na stwardnienia wywołane napięciem.
— Hej, jesteś naprawdę podenerwowana! Co się stało? Czy ci cholerni Gu…
Jej palce wpiły się głęboko w jego kolano, choć poza tym Gailet nie poruszyła się w ogóle. Fiben zastanowił się szybko i zmienił to, co miał zamiar powiedzieć.
— Gówniarze próbowali się do ciebie dobierać? Czy ci nadzorowani zaczęli się robić zbyt zuchwali?
— A co, gdyby tak było? Co byś w tej sprawie zrobił? Wymaszerował na zewnątrz, by bronić mojej czci? — roześmiała się. Fiben czuł jednak jej ulgę, wyrażaną za pośrednictwem ciała. Coś tu się działo. Nigdy nie widział Gailet tak podenerwowanej.
Gdy drapał jej plecy, jego palce natrafiły na przedmiot ukryty w futrze… coś okrągłego i cienkiego, przypominającego kształtem dysk.
— Chyba włosy mi się tam skołtuniły — powiedziała pośpiesznie Gailet, gdy zaczął go wyszarpywać. — Ostrożnie, Fiben.
— Hmm, dobra — nachylił się nad nią. — Ehe, masz rację. Rzeczywiście się splątały. Będę to musiał rozsupłać zębami.
Jej plecy dygotały, a aromat potu był bardzo silny, gdy zbliżył do niej twarz.
Tak jak myślałem. Kapsułka z wiadomością!
Gdy jego oko znalazło się na jej wysokości, rozjarzył się maleńki, holograficzny projektor. Wiązka przedostała się do tęczówki i automatycznie przestroiła, by skupić się na siatkówce.
Znalazł tam tylko kilka prostych linijek tekstu, lecz to, co przeczytał, sprawiło, że zamrugał z zaskoczenia. Był to dokument napisany w jego imieniu!
DEKLARACJA DLACZEGO TO ROBIĘ: NAGRANE PRZEZ PORUCZNIKA FIBENA BOLGERA, NEOSZYMPANSA.
CHOĆŻEM BYŁ DOBRZE TRAKTOWANY, ODKĄD MNIE ZŁAPANO I DOCENIAM ŁASKAWĄ UWAGĘ, JAKĄ MI POŚWIĘCONO, OBAWIAM SIĘ, ŻE NIESTETY MUSZĘ STĄD UCIEC. NADAL TRWA WOJNA I JEST MOIM OBOWIĄZKIEM TO ZROBIĆ. JEŚLI ZDOŁAM.
PRÓBĄ UCIECZKI NIE CHCĘ OBRAZIĆ SUZERENA POPRAWNOŚCI ANI KLANU GUBRU. RZECZ W TYM, ŻE PO PROSTU JESTEM WIERNY LUDZIOM I MOJEMU KLANOWI I DLATEGO MUSZĘ TAK POSTĄPIĆ I JUŻ.
Pod tekstem znajdował się obszar, który pulsował czerwonym światłem, jak gdyby na coś oczekiwał. Fiben mrugnął. Odsunął się nieco i wiadomość zniknęła.
Rzecz jasna, słyszał o podobnych nagraniach. Jedyne, co musiał zrobić, to spojrzeć na czerwoną plamę i szczerze tego zapragnąć, a dysk zarejestruje jego akceptacje wraz ze wzorem siatkówki. Taki dokument byłby wiążący przynajmniej w równym stopniu jak podpis na jakimś kawałku papieru.
Ucieczka! Na samą myśl o tym serce Fibena zabiło szybciej. Ale… jak tego dokonać?
Nie przeoczył faktu, że nagranie wymieniało jedynie jego nazwisko. Gdyby Gailet miała zamiar udać się z nim, z pewnością dołączyłaby do niego swoje.
A jeśli nawet byłoby to możliwe, to czy powinien tak postąpić? Najwyraźniej Suzeren Poprawności wybrał go na partnera Gailet w być może najbardziej skomplikowanym i potencjalnie niebezpiecznym przedsięwzięciu w dziejach ich gatunku. Jak mógłby ją opuścić w podobnej chwili?
Zbliżył oko do kapsułki i ponownie przeczytał wiadomość, zastanawiając się szybko.
Kiedy Gailet miała okazję, by to napisać? Czy w jakiś sposób nawiązała kontakt z członkami ruchu oporu?
Ponadto Fiben odnosił wrażenie, że coś w tym tekście nie jest w porządku. Nie chodziło tylko o błędy w pisowni i niezbyt doskonałą gramatykę. Już na pierwszy rzut oka mógł pomyśleć o kilku poprawkach, które bezwzględnie należało wprowadzić do deklaracji, jeśli miała ona przynieść jakąkolwiek korzyść.
No jasne. Napisał ją ktoś inny, a Gailet tylko przekazała mu ją celem przeczytania!
— Sylvie była tu jakiś czas temu — odezwała się szymka. — Iskałyśmy się nawzajem. Miała kłopoty z samym węzłem.
Sylvie! No tak. Nic dziwnego, że była przedtem tak podenerwowana.