Выбрать главу

Fiben zastanowił się dogłębnie. Starał się złożyć w całość tę układankę. Sylvie musiała podrzucić dysk Gailet… nie, z pewnością miała go na sobie, dała Gailet do przeczytania, a dopiero później przeniosła na jej futro, za jej pozwoleniem.

— Być może myliłam się co do niej — ciągnęła Gailet. — Wydaje mi się, że mimo wszystko miła z niej szymka. Nie jestem pewna, jak dalece można jej zaufać, ale sądzę, że w głębi duszy to rzetelna osoba.

Co chciała mu Gailet w ten sposób powiedzieć? Że nie był to wcale jej pomysł, lecz Sylvie? Z pewnością musiała rozważyć propozycję drugiej szymki, w ogóle nie mogąc odezwać się na głos. Nie mogła nawet udzielić Fibenowi żadnej rady. Przynajmniej nie otwarcie.

— To trudny węzeł — stwierdził Fiben. Porzucił skrawek mokrego futra i usiadł. — Za minutę spróbuję jeszcze raz.

— W porządku. Masz czas. Jestem pewna, że go rozpracujesz.

Fiben przeczesywał inny obszar, blisko jej prawego barku, lecz jego myśli przebywały daleko.

Kurczę, pogłówkuj — czynił sobie wymówki.

Ale to wszystko było tak cholernie mętne! Skomplikowany sprzęt testujący Suzerena Poprawności musiał mieć spięcie w chwili, gdy technicy wybrali go jako „zaawansowanego” neoszympansa. W tej chwili Fiben odnosił wrażenie, że bardzo wiele dzieli go od wzorcowego egzemplarza istoty rozumnej.

No dobra — skupił się. — A więc oferują mi szansę ucieczki. Po pierwsze, czy propozycja jest uczciwa?

Na przykład Sylvie mogłaby być wtyczką, a jej oferta stanowić pułapkę.

To jednak nie miało żadnego sensu! Przede wszystkim, Fiben nigdy nie dał parolu, nie zobowiązał się, że nie ucieknie, o ile tylko będzie miał na to szansę. W gruncie rzeczy było to jego obowiązkiem jako terrańskiego oficera, zwłaszcza jeśli mógł to uczynić uprzejmie, z poszanowaniem galaktycznej etykiety.

W rzeczy samej zaakceptowanie propozycji mogło być uznane za poprawną odpowiedź. Jeśli był to kolejny gubryjski test, właściwą reakcją mogłoby być powiedzenie „tak”. Być może to właśnie zadowoliłoby nieprzeniknionych nieziemców… okazało się, że rozumie obowiązki podopiecznego.

Z drugiej strony, oferta mogła być szczera. Fiben przypomniał sobie poprzednie podniecenie Sylvie. W ciągu ostatnich kilku tygodni odnosiła się do niego bardzo przyjaźnie, w taki sposób, że żadnemu szenowi nie spodobałaby się myśl, iż była to tylko gra.

Dobra. Jeśli jednak propozycja jest szczera, to w jaki sposób Sylvie zamierza wykręcić ten numer?

Istniał tylko jeden sposób, by się o tym przekonać. Zapytać ją. Z pewnością do ucieczki niezbędne było oszukanie systemu inwigilacji. Być może istniał sposób, by tego dokonać, lecz Sylvie będzie w stanie uczynić to jedynie raz. Gdy tylko on i Gailet zaczną zadawać na głos otwarte pytania, decyzja będzie musiała być już podjęta.

A więc tak naprawdę mam postanowić, czy powiedzieć Sylvie:

„Dobra, opowiedz nam, jaki masz plan”. Jeśli powiem „tak”, powinienem być zdecydowany się zmyć.

Tak, ale dokąd?

Istniała, rzecz jasna, tylko jedna odpowiedź na to pytanie. W góry, by powtórzyć Athaclenie i Robertowi wszystko, czego się dowiedział. To oznaczało, że musi się wydostać nie tylko z więzienia, lecz również z Port Helenia.

— Jest taka sorańska opowieść — zaczęła cichym głosem Gailet. Jej oczy były zamknięte. Sprawiała wrażenie niemal odprężonej. Pocierała sobie bark. — Mówi ona o pewnym pahańskim wojowniku z czasów, gdy Pahańczycy nie ukończyli jeszcze Wspomagania. Czy chciałbyś ją usłyszeć?

Zaskoczony Fiben skinął głową.

— Jasne. Opowiedz mi o tym, Gailet.

— Dobra. No więc, na pewno słyszałeś o Pahańczykach. To dzielni wojownicy, wierni swym sorańskim opiekunom. W owych czasach bardzo dobrze wypadli w testach urządzonych przez Instytut Wspomagania, więc pewnego dnia Soranie postanowili powierzyć im odpowiedzialne zadanie. Wysłali całą ich grupę, by strzegła emisariusza wysłanego do Siedmiu Klanów Spinowych.

— Klanów Spinowych… Hmm, to cywilizacja maszyn, prawda?

— Tak. Ale nie są wyjęci spod prawa. To jedna z nielicznych kultur maszyn, które przyłączyły się do galaktycznego społeczeństwa w charakterze członków honorowych. Z reguły nie wchodzą innym w drogę, trzymając się obszarów ramion spiralnych o wysokiej gęstości, które są bezużyteczne zarówno dla tleno-, jak i wodorodysznych. Do czego ona zmierza? — zastanowił się Fiben.

— W każdym razie, gdy sorański ambasador targował się z wielkimi ważniakami Siedmiospinowców, jeden pahański zwiadowca wykrył coś na krawędzi lokalnego układu planetarnego i poleciał się temu przyjrzeć. No więc, tak się złożyło, że gdy już tam dotarł, zobaczył, że jeden z siedmiospinowych statków towarowych atakują wyjęte spod prawa maszyny.

— Berserkery? Niszczyciele planet? Gailet zadrżała.

— Czytasz za dużo science fiction, Fiben. Nie, po prostu roboty-bandyci, zajmując się rabunkiem. Tak czy inaczej, gdy nasz pahański zwiadowca nie otrzymał odpowiedzi na swe prośby o instrukcje, postanowił przejąć inicjatywę i ruszył do ataku, grzejąc ze wszystkich dział.

— Pozwól mi zgadnąć. Uratował ten statek towarowy. Skinęła głową.

— Zmusił bandytów do ucieczki. Siedmiospinowcy okazali wdzięczność. Dzięki nagrodzie niezbyt korzystna umowa obróciła się w zysk dla Soran.

— A więc Pahańczyk został bohaterem? Gailet potrząsnęła głową.

— Nie. Wrócił do domu okryty hańbą, gdyż zadziałał na własną rękę bez przewodnictwa.

— Zwariowani nieziemniacy — mruknął Fiben.

— Nie, Fiben — dotknęła jego kolana. — To ważny szczegół. Zachęcanie nowego gatunku podopiecznego do okazywania inicjatywy jest w porządku, ale nie w trakcie trudnych negocjacji na poziomie galaktycznym. Czy powierzyłbyś inteligentnemu dziecku elektrownię termojądrową?

Fiben zrozumiał, do czego zmierza Gailet. Im dwojgu złożono ofertę, która wydawała się bardzo korzystna dla Ziemi — przynajmniej z pozoru. Suzeren Poprawności zaproponował, że sfinansuje wielką Ceremonię Akceptacji dla neoszympansów. Gubru mieli zerwać ze swą polityką blokowania wysiłków ludzkości zmierzających do wzrostu jej statusu jako opiekunów, a także zaprzestać wszelkich działań wojennych przeciwko Ziemi. Wszystko, czego suzeren pragnął w zamian, to by Fiben i Gailet powiedzieli Pięciu Galaktykom poprzez bocznik hiperprzestrzenny, jakimi wspaniałymi facetami są Gubru.

Wyglądało to na próbę uratowania twarzy przez Suzerena Poprawności i wielki triumf dla ziemskiego rodzaju.

Ale, zastanowił się Fiben, czy on i Gailet mają prawo podjąć taką decyzję? Czy mogły istnieć możliwe konsekwencje wykraczając poza to, co potrafili wykalkulować sami? Potencjalnie śmiercionośne konsekwencje?

Suzeren Poprawności powiedział im, że istnieją powody, dla których nie pozwala się im skonsultować z ludzkimi przywódcami przebywającymi w obozach jenieckich na wyspach. Jego rywalizacja z pozostałymi suzerenami zbliżała się do fazy krytycznej, a nie mogli nie aprobować tego, jak wiele Suzeren Poprawności zamierza oddać. Potrzebne mu było zaskoczenie, by ich wyprowadzić w poi i postawić wobec fait accompli.

Coś w tym rozumowaniu wydawało się Fibenowi osobliwe. Ostatecznie jednak obcy byli z definicji obcy. Nie potrafił sobie wyobrazić, by jakiekolwiek wywodzące się z Terry społeczeństwo funkcjonowało w podobny sposób.

A więc Gailet mówiła mu, że powinni wymigać się od ceremonii Fiben nie miał nic przeciwko temu, by to ona podjęła decyzję. Ostatecznie musieli tylko powiedzieć „nie”… z szacunkiem, rzecz jasna.

— To jeszcze nie koniec tej opowieści — odezwała się Gailet.

— Jest jeszcze coś więcej?