Выбрать главу

— O tak. W kilka lat później Siedem Klanów Spinowych przedstawiło dowody, że ów pahański wojownik faktycznie podjął wysiłki by zwrócić się o instrukcje, zanim rozpoczął swą interwencję, lecz warunki panujące w podprzestrzeni uniemożliwiły przedostanie się jakiejkolwiek wiadomości.

— I co z tego?

— To, że dla Soran była to olbrzymia różnica! W jednym wypadku wziął na siebie odpowiedzialność przekraczającą jego kwalifikacje, a w drugim zrobił tylko wszystko, co mógł! Zwiadowca został pośmiertnie oczyszczony z zarzutów, a jego dziedzicom przyznał podwyższone uprawnienia wspomaganiowe.

Zapadła długa cisza. Żadne z nich nie odzywało się. Fiben zastanawiał się głęboko. Nagle wszystko stało się dla niego jasne.

Liczy się podjęcie próby. To właśnie chciała powiedzieć. Byłoby niewybaczalne, gdybyśmy współpracowali z suzerenem, nawet nie próbując skonsultować się z naszymi opiekunami. Może mi się nie udać i zapewne tak się stanie, muszę jednak to uczynić.

— Popatrzmy na ten węzeł jeszcze raz — nachylił się i zbliżył oko do kapsułki z wiadomością. Ponownie pojawiły się linijki tekstu wraz z pulsującą czerwoną plamą. Fiben spojrzał prosto na oczekujący kleks i pomyślał intensywnie: Zgadzam się na to.

Plama zmieniła natychmiast kolor, potwierdzając jego akceptację. Co teraz? — zastanowił się Fiben, gdy usiadł z powrotem.

Odpowiedź otrzymał w chwilę później. Drzwi otworzyły się cicho i do środka weszła Sylvie, ubrana w tę samą, sięgającą kostek suknię, co poprzednio. Usiadła przed nimi.

— Inwigilacja nie działa. Puszczam przed kamerami pętlę z taśmy. Powinna upłynąć co najmniej godzina, zanim ich komputer zacznie coś podejrzewać.

Fiben wyszarpnął dysk z futra Gailet, która wyciągnęła po niego rękę.

— Daj mi minutę — szepnęła, po czym popędziła do swej osobistej studni danych i wrzuciła kapsułkę do środka. — Bez obrazy, Sylvie, ale dobór słów trzeba poprawić. Fiben może zawizować moją korektę.

— Nie czuję się obrażona. Wiedziałam, że będziesz musiała to przerobić. Chciałam tylko, żeby było na tyle jasne, byście mogli oboje zrozumieć, co proponuję.

Wszystko działo się tak szybko. Mimo to Fiben czuł już śpiew adrenaliny, który zaczął pobrzmiewać w jego żyłach.

— A więc uciekam?

— Uciekamy — poprawiła go Sylvie. — Ty i ja. Mam przygotowane zapasy, przebrania i drogę prowadzącą z miasta.

— To znaczy, że należysz do podziemia?

Potrząsnęła głową.

— Chciałabym się przyłączyć, rzecz jasna, ale to jest wyłącznie moja akcja. Ja… nie robię tego za darmo.

— Czego żądasz?

Sylvie potrząsnęła głową, by wskazać, że chce zaczekać na powrót Gailet.

— Jeśli oboje zgodzicie się podjąć ryzyko, wyjdę z powrotem na zewnątrz i zawołam nocnego strażnika. Wybrałam go starannie i bardzo się napracowałam, żeby Irongrip wyznaczył mu służbę dziś w nocy.

— Co jest takiego szczególnego w tym facecie?

— Może zauważyłeś, Fiben, że ten nadzorowany wyglądem bardzo przypomina ciebie. Jest też zbliżonej budowy. To chyba wystarczy, żeby po ciemku oszukać na pewien czas komputery szpiegowskie.

— A więc to dlatego szen u bramy wydawał mu się taki znajomy! Zastanawiał się przez chwilę na głos:

— Podać mu narkotyk. Zostawić go z Gailet, podczas gdy ja wymknę się na zewnątrz w jego łachach i z jego przepustką.

— Uwierz mi, jest w tym znacznie więcej — Sylvie wyglądała na podenerwowaną i wycieńczoną — ale w skrócie tak to wygląda. On i ja schodzimy ze służby za dwadzieścia minut, musimy więc to zrobić wcześniej.

Wróciła Gailet, która wręczyła kapsułkę Fibenowi. Ten podniósł ją do oka i przeczytał uważnie poprawiony tekst, nie dlatego, że zamierzał poddać krytyce dzieło Gailet, lecz po to, by móc wyrecytować go słowo w słowo, jeśli kiedykolwiek zdoła dotrzeć do Athacleny i Roberta.

Gailet napisała wiadomość zupełnie od nowa.

DEKLARACJA INTENCJI: ZAREJESTROWANE PRZEZ FIBENA BOLGERA, A-SZYM-AB-CZŁOWIEK, PODOPIECZNEGO OBYWATELA FEDERACJI TERRAGEŃSKIEJ ORAZ PORUCZNIKA REZERWY GARTHIAŃSKICH KOLONIALNYCH SIŁ OBRONNYCH.

DOCENIAM UPRZEJMOŚĆ, JAKĄ MI OKAZANO PODCZAS MOJEGO UWIĘZIENIA I JESTEM ŚWIADOMY ŁASKAWEJ UWAGI, KTÓRĄ OBDARZYLI MNIE CZCIGODNI I SZANOWNI SUZERENOWIE WIELKIEGO KLANU GUBRU. NIEMNIEJ UWAŻAM, ŻE MOJE OBOWIĄZKI JAKO ŻOŁNIERZA BIORĄCEGO UDZIAŁ W TOCZĄCEJ SIĘ WOJNIE POMIĘDZY MOJĄ A GUBRYJSKĄ LINIĄ ZMUSZAJĄ MNIE DO PEŁNEJ SZACUNKU ODMOWY DALSZEGO PRZEBYWANIA W NIEWOLI, BEZ WZGLĘDU NA TO, JAK UPRZEJMEJ.

PODJĘCIE PRÓBY UCIECZKI BYNAJMNIEJ NIE OZNACZA, ŻE Z POGARDA ODTRĄCAM ZASZCZYT, JAKIM OBDARZYŁ MNIE CZCIGODNY SUZEREN, BIORĄC MNIE POD UWAGĘ JAKO POTENCJALNEGO KANDYDATA NA REPREZENTANTA GATUNKU. MAM NADZIEJĘ, ŻE KONTYNUUJĄC HONOROWY OPÓR PRZECIWKO GUBRYJSKIEJ OKUPACJI GARTHU ZACHOWUJĘ SIĘ TAK, JAK PRZYSTOI PODOBNEJ PODOPIECZNEJ ISTOCIE ROZUMNEJ I OKAZUJĘ NALEŻYTE POSŁUSZEŃSTWO WOLI MOICH OPIEKUNÓW.

DZIAŁAM TERAZ ZGODNIE Z TRADYCJAMI GALAKTYCZNEGO SPOŁECZEŃSTWA, TAK JAK MNIE ICH NAUCZONO.

Tak jest. Dzięki pomocy Gailet Fiben nauczył się wystarczające wiele, by zrozumieć, o ile lepsza jest ta wersja. Ponownie zarejestrował swą akceptację i po raz kolejny plama rejestrująca zmieniła barwę. Fiben oddał dysk Gailet.

Liczy się podjęcie próby — powiedział sobie, zdając sobie sprawę, jak beznadziejne z pewnością było to przedsięwzięcie.

— A więc — Gailet zwróciła się do Sylvie. — O jakiej cenie mówiłaś? Czego pragniesz?

Sylvie przygryzła wargę. Zwróciła się twarzą w stronę Gailet, lecz ręką wskazała na Fibena.

— Jego — powiedziała szybko. — Chcę, żebyś się nim ze mną podzieliła.

— Co? — Fiben zaczął się podnosić z miejsca, lecz Gailet uspokoiła go szybkim gestem. — Wyjaśnij to — poleciła Sylvie. Ta wzruszyła ramionami.

— Nie byłam pewna, jaki rodzaj układu małżeńskiego macie wy dwoje.

— Nie mamy żadnego! — odparł gwałtownie Fiben. — I co ci do…

— Zamknij się, Fiben — nakazała mu spokojnym tonem Gailet. — To prawda, Sylvie. Nie mamy żadnego układu, grupowego czy monogamicznego. O co w tym wszystkim chodzi? Czego od niego chcesz?

— Czy to nie oczywiste? — Sylvie spojrzała na Fibena. — Bez względu na to, jaką miał wcześniej kategorię wspomaganiową, teraz jest praktycznie białokartowcem. Spójrz na jego zdumiewające wyczyny wojenne i na to, jak, w beznadziejnej sytuacji, pokrzyżował szyki nieziemniakom w Port Helenia i to nie raz, tylko dwa razy. Każda z tych rzeczy wystarczyłaby do awansu ze statusu niebieskiego. A teraz suzeren wytypował go na reprezentanta gatunku. Taki fakt nie mija bez echa. Zapamiętają go bez względu na to, kto wygra wojnę. Wiesz o tym, doktor Jones.

Sylvie dokonała podsumowania:

— On ma białą kartę. Ja zieloną. Tak się też składa, że podoba mi się jego styl. To cała sprawa.

Niech mnie Goodall! Ja? Białasem?

Fiben wybuchnął śmiechem wywołanym absurdalnością tej sytuacji. Dopiero teraz zaczęło do niego docierać, do czego zmierza Sylvie.

— Bez względu na to, kto wygra — ciągnęła spokojnie ta, ignorując go — czy Ziemia, czy Gubru, chcę, by moje dziecko popłynęło na szczycie fali Wspomagania, chronione przez Urząd. Pragnę, by czekało je wielkie przeznaczenie. Będę miała wnuki, a wraz z nimi udział w jutrze.

Sylvie najwyraźniej żywiła w tej kwestii namiętne uczucia. Fiben jednak nie był w nastroju odpowiednim do okazywania zrozumienia.

Cóż za metafizyczne bajdurzenie! — pomyślał. Ponadto Sylvie nawet nie rozmawiała o tym z nim. Mówiła tylko do Gailet, do niej zwracała się z prośbą!