— Spróbuj raz jeszcze — szepnął.
Tym razem ukształtowała słowa w milczeniu.
— O… czym… mówisz, Fiben?
Jego głos był ledwie słyszalnym szeptem rozlegającym się w jej uchu.
— Czekają tam na nas, prawda, kochanie? I nie mówię o żadnych szymskich przemytnikach z bajki. Mówię o Gubru, słodziutka. Prowadzisz mnie prosto w ich piękne, pierzaste objęcia.
Sylvie zesztywniała.
— Fiben… ja… nie! Nie, Fiben.
— Czuję woń ptaka! — syknął. — Tak jest, oni tam są. Kiedy tylko poczułem ten zapach, wszystko nagle stało się całkiem logiczne!
Sylvie zachowywała milczenie. Jej oczy jednak były wystarczająco wymowne.
— Och, Gailet musiała uznać, że jestem konkursowym durniem.
Teraz, kiedy się nad tym zastanowię, jest oczywiste, że ucieczka musiała być zaaranżowana! W gruncie rzeczy datę z pewnością wyznaczono jakiś czas temu. Prawdopodobnie nie spodziewałaś się, że burza zmusi flotę rybacką do pozostania w porcie. Ta bajeczka o kapitanie-przemytniku była pomysłową improwizacją, mającą uśpić moje podejrzenia. Czy sama ją wymyśliłaś, Sylvie?
— Fiben…
— Zamknij się. Och, to było kuszące. Wyobraź sobie, że niektóre szymy są na tyle inteligentne, by odbywać kursy na Ciimar i z powrotem pod samym dziobem nieprzyjaciela! Próżność omal nie zwyciężyła, Sylvie. Byłem jednak kiedyś pilotem wywiadowczym, pamiętasz? Zacząłem się zastanawiać, jak trudno byłoby wykręcić podobny numer, nawet przy takiej pogodzie jak dzisiaj!
Wciągnął powietrze i ponownie zwęszył ten charakterystyczny, stęchły odór.
Teraz, gdy się nad tym zastanowił, zdał sobie sprawę, że żaden z testów, którym poddawano jego i Gailet w ciągu ostatnich kilku tygodni, nie dotyczył zmysłu węchu.
Jasne, że nie. Galaktowie uważają, że jest to relikt, odpowiedni tylko dla zwierząt.
Wilgoć skapywała na jego dłoń, mimo że w tej akurat chwili deszcz nie padał. Sylvie zalała się łzami. Potrząsnęła głową.
— Nic… ci… się nie stanie, Fiben. Suz… suzeren chce ci tylko za dać parę pytań. Potem pozwoli ci odejść! Ob… obiecał!
A więc jednak był to kolejny test.
Fiben miał ochotę się roześmiać. Był głupi, że w ogóle uwierzył, iż ucieczka jest możliwa.
Wygląda na to, że zobaczę Gailet szybciej, niż mi się zdawało.
Zaczął się wstydzić tego, że sterroryzował Sylvie w podobny sposób. Ostatecznie była to tylko „gra”. Po prostu jeszcze jeden egzamin. W takich warunkach nie miało sensu traktować czegokolwiek zbyt poważnie. Szymka wykonywała tylko swe zadanie.
Zaczął się rozluźniać i zwalniać ucisk na jej gardle, gdy nagle przypomniał sobie coś, o czym wspominała.
— Suzeren obiecał, że pozwoli mi odejść? — wyszeptał. — Chciałaś powiedzieć, że odeśle mnie z powrotem do więzienia, prawda? Potrząsnęła z wigorem głową.
— Nnie! — wypowiedziała bezgłośnie. — Wysadzi nas gdzieś w górach. Miałam zamiar dotrzymać tej części umowy z tobą i Gailet! Suzeren obiecał, że jeśli odpowiesz na jego pytania…
— Zaczekaj minutkę — warknął Fiben. — Nie mówisz o Suzerenie Poprawności, prawda?
Potrząsnęła głową.
Fibena ogarnęło nagłe oszołomienie.
— Który… który suzeren tam na nas czeka? Sylvie pociągnęła nosem.
— Suzeren Kosztów i… Kosztów i Rozwagi — wyszeptała.
Zamknął oczy. Zdał sobie z przerażeniem sprawę, co to oznacza. i więc to nie była „gra” ani test.
Och, Goodall — pomyślał. Teraz musiał głowić się nad tym, jak ratować własną skórę!
Gdyby był tu Suzeren Wiązki i Szponu, Fiben czułby się gotowy natychmiast rzucić ręcznik, gdyż w takim przypadku skierowano by przeciwko niemu wszystkie zasoby gubryjskiej machiny militarnej. W obecnej sytuacji szansę i tak były mizerne, lecz Fibenowi zaczynały przychodzić do głowy różne pomysły.
Księgowi. Agenci ubezpieczeniowi. Biurokraci. Z nich składała się armia Suzerena Kosztów i Rozwagi.
Kto wie — pomyślał Fiben. — Może się uda.
Zanim jednak cokolwiek zrobi, musi załatwić sprawę Sylvie. Nie mógł po prostu związać jej i zostawić, a z natury nie był krwiożerczym mordercą. To pozostawiało tylko jedną opcję. Musiał skłonić ją do współdziałania i to szybko.
Mógł jej powiedzieć, że czuje się pewien, iż Suzeren Kosztów i Rozwagi nie jest bynajmniej tak prawdomówny, jak Suzeren Poprawności. Gdy dowodem było jedynie jej słowo przeciw jego słowu, dlaczego ptak miałby dotrzymać obietnicy, że ich zwolni?
W gruncie rzeczy dzisiejszy atak przeprowadzony przez suzerena na własnego partnera mógł nawet być w myśl standardów najeźdźców nielegalny, a w takim przypadku byłoby głupotą wypuścić na wolność parę szymów, które o nim wiedziały. Znając Gubru, Fiben doszedł do wniosku, że Suzeren Kosztów i Rozwagi najpewniej rzeczywiście ich wypuści — przez śluzę prosto w próżnię.
Czy jednak Sylvie mi uwierzy, gdy jej to powiem?
Nie mógł podjąć takiego ryzyka. Sądził jednak, że zna inny sposób na przyciągnięcie niepodzielnej uwagi szymki.
— Chcę, żebyś wysłuchała mnie uważnie — powiedział. — Nie mam zamiaru spotkać się z twoim suzerenem. Nie pójdę tam z jednego, prostego powodu. Gdybym to zrobił, wiedząc to, co teraz wiem, ty i ja moglibyśmy pocałować się na pożegnanie z moją białą kartą.
Spojrzała mu prosto w oczy. Wzdłuż jej kręgosłupa przebiegło drżenie.
— Rozumiesz, kochanie, aby zasłużyć na ten zaszczyt muszę się zachowywać jak najznakomitszy przedstawiciel szympansiego rodzaju, a który superszympans wszedłby prosto w coś, o czym by już wiedział, że jest pułapką? Hę? Nie, Sylvie. Najprawdopodobniej i tak nas złapią, musi się to jednak stać w czasie, gdy będziemy ze wszystkich sił starać się uciec. W przeciwnym razie to nic nie da! Rozumiesz, o co mi chodzi?
Zamrugała kilka razy powiekami, aż wreszcie skinęła głową.
— Hej — szepnął z sympatią. — Nie przejmuj się! Powinnaś się cieszyć, że przejrzałem tę sztuczkę. To oznacza, że nasz dzieciak będzie jeszcze sprytniejszym małym skurczybykiem. Zapewne wykombinuje sposób na to, by wysadzić przedszkole w powietrze.
Sylvie mrugnęła i uśmiechnęła się niepewnie.
— Aha — powiedziała cicho. — Myślę, że to prawda.
Fiben opuścił rękę, w której trzymał nóż, i oswobodził gardło Sylvie, po czym wstał na nogi. To była chwila prawdy. Zapewne musiała tylko wydać z siebie krzyk, aby orszak Suzerena Kosztów i Rozwagi schwytał ich w parę chwil.
Nie zrobiła tego jednak, lecz zdjęła zegarek w pierścieni i wręczyła go Fibenowi.
Nadajnik.
Skinął głową i wyciągnął do niej rękę, by pomóc jej wstać. W pierwszej chwili zachwiała się na nogach. Wciąż drżała po przebytym szoku. On jednak objął ramieniem i cofnął się razem z nią o jedną przecznicę, po czym przeszedł kawałek w kierunku południowym.
Teraz tylko ten plan musi się udać — pomyślał.
Gołębnik znajdował się tam, gdzie — jak pamiętał — go widział — za zaniedbanym domem grupowym w rejonie przylegającym do portu. Najwyraźniej wszyscy spali, lecz mimo to Fiben zachowywał się najciszej, jak tylko potrafił. Przeciął kilka drutów i wpełzł do kojca.
Panowała tam wilgoć oraz nieprzyjemny, ptasi zapach, łagodne gruchanie gołębi przywodziło Fibenowi na myśl Kwackoo.
— No chodźcie, dzieciaki — szepnął do nich. — Dziś w nocy pomożecie mi oszukać swoich kuzynów.
Zauważył gołębnik podczas jednego ze swych spacerów. Fakt, że znajdował się on tak blisko, nie tylko był wygodny, lecz zapewne miał kluczowe znaczenie. On i Sylvie nie odważą się opuścić okolicy portu, dopóki nie pozbędą się nadajnika.