Выбрать главу

Z drugiej strony skrzydła, byłoby katastrofą, gdyby ktokolwiek z neutralnych zwrócił się przeciwko Wielkiemu Klanowi!

Zamiar wpłynięcia na podobne sprawy był zasadniczym powodem, dla którego Suzeren Poprawności wystąpił z planem inwazji na Garth. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że celem tej ekspedycji było wzięcie zakładników celem wydarcia sekretów ziemskiego dowództwa. Psychologiczne profile zawsze jednak wskazywały, że sukces tego przedsięwzięcia nie jest prawdopodobny. Dzikusy były upartymi stworzeniami.

Nie, tym co przekonało Władców Grzędy do propozycji kapłana była możliwość, że przyniesie to honor sprawie klanu i stanie się sukcesem, który zdobędzie nowych sojuszników wśród wahających się grup. Na początku wydawało się, że wszystko idzie tak dobrze! Pierwszy Suzeren Kosztów i Rozwagi…

Kapłan wyćwierkał głęboką nutę żałoby. Nie zdawał sobie dotąd sprawy, ile mądrości utracił, jak dalece stary biurokrata powściągał popędliwą błyskotliwość młodszej dwójki swym głębokim i godnym zaufania zdrowym rozsądkiem.

Cóż za consensus, jedność, linię polityczną mogli osiągnąć.

Teraz jednak, na dodatek do nieustannych walk wewnątrz wciąż rozbitego triumwiratu, nadeszła nowa zła wiadomość. Wśród oficjalnych obserwatorów z Instytutu Wspomagania znajdzie się Terranin. Implikacje tego nie były przyjemne.

A na tym jeszcze nie koniec! Suzeren ujrzał z przerażeniem, że Ziemianin wystąpił naprzód jako rzecznik! Oświadczenie wygłosił w poprawnym siódmym galaktycznym.

— Pozdrowienia dla triumwiratu sił zbrojnych Gooksyu-Gubru, i pod których zakwestionowaną okupacją znajduje się świat ograniczonej dzierżawy znany jako Garth. Witam was w imieniu Kaszlnięcie* Quinn’3, Naczelnego Wielkiego Egzaminatora Instytutu Wspomagania. Tę wiadomość wysyłamy przed naszym statkiem, najszybszą z dostępnych dróg, byście mogli przygotować się na nasze przybycie. Warunki panujące w hiperprzestrzeni i na punktach transferowych wskazują, że przyczynowość niemal na pewno pozwoli nam na stawienie się na zaproponowane ceremonie i przeprowadzenie odpowiednich testów rozumności w czasie i miejscu wymienionym przez was. Ponadto powiadamia się was, że Galaktyczny Instytut Wspomagania poszedł wam w znacznym stopniu na rękę, spełniając waszą niezwykłą prośbę — po pierwsze przez to, że zareagował z podobnym pośpiechem, a po drugie podejmując działania na podstawie tak skąpej informacji. Ceremonie Wspomaganiowe są radosnymi uroczystościami, zwłaszcza w czasach niepokoju, takich jak obecne. Stanowią one celebrację ciągłości i nieustannego odnawiania się kultury galaktycznej w imieniu najbardziej czcigodnych Przodków. Podopieczne gatunki to nadzieja i przyszłość naszej cywilizacji. Przy takich okazjach, jak obecna, demonstrujemy naszą odpowiedzialność, nasz honor i naszą miłość. Oczekujemy więc na to wydarzenie przepojeni ciekawością, jaki cud klan Gooksyu-Gubru zamierza ukazać Pięciu Galaktykom.

Obraz zniknął, pozwalając suzerenowi na rozważenie tej wiadomości.

Było już, rzecz jasna, zbyt późno, by wycofać zaproszenia i odwołać ceremonię. Rozumieli to nawet pozostali suzerenowie. Trzeba było ukończyć bocznik. Musieli też przygotować się na przyjęcie dostojnych gości. Gdyby postąpili inaczej, mogłoby to wyrządzić niepowetowane straty sprawie Gubru.

Suzeren odtańczył taniec gniewu i frustracji. Wymruczał krótkie, ostre przekleństwa.

Zaraza na diabelskiego tymbrimskiego spryciarza! Patrząc wstecz, sam pomysł, że mogliby istnieć „Garthianie” — tubylcze istoty przedrozumne ocalałe z Bururalskiej Masakry — był absurdalny. A jednak ślad fałszywych dowodów był tak zdumiewająco wiarygodny, tak uderzająca była szansa, którą implikował!

Suzeren Poprawności rozpoczął tę ekspedycję w dominującej pozycji. Po przedwczesnym zgonie pierwszego Suzerena Kosztów i Rozwagi jego lokata w mającym nastąpić pierzeniu wydawała się pewna.

Wszystko to jednak uległo zmianie, gdy nie odnaleziono żadnych Garthian i gdy stało się jasne, jak doszczętnie Poprawność dała się oszukać. Fakt, że nie odkryto dowodów na to, by ludzie niewłaściwie obchodzili się z Garthem lub ze swymi podopiecznymi, spowodował, że suzeren nie postawił jeszcze stopy na glebie planety. To z kolei opóźniło pojawienie się hormonów spełnienia. Wszystkie te czynniki były niekorzystne i stawiały wynik pierzenia pod poważnym znakiem zapytania.

Potem insurekcja wśród neoszympansów ułatwiła armii wysunięcie się na plan pierwszy. Teraz Suzeren Wiązki i Szponu zmierzał szybko, w niepowstrzymany sposób, ku prymatowi.

Zbliżające się pierzenie napełniało Suzerena Poprawności złymi przeczuciami. Podobne wydarzenia powinny być triumfalne i nieprześcignione, nawet dla pokonanych. Pierzenia były momentami odnowy oraz seksualnego spełnienia gatunku. Miały też reprezentować krystalizację linii politycznej — consensus odnośnie do prawidłowego kierunku akcji.

Tym razem jednak consensusu było niewiele bądź też nie było go wcale. Coś w tym pierzeniu doprawdy było bardzo nie w porządku.

Jedyną rzeczą, co do której wszyscy trzej suzerenowie zgadzali się ze sobą, było to, że bocznika hiperprzestrzennego trzeba użyć dla jakiegoś rodzaju wspomaganiowej ceremonii. Gdyby w tym momencie postąpili inaczej, równałoby się to samobójstwu. Poza tym punktem jednak ich drogi rozchodziły się. Ich nieustanne spory zaczęły wpływać na całą ekspedycję. Co bardziej religijni spośród żołnierzy Szponu wszczynali sprzeczki ze swymi towarzyszami. Biurokraci, którzy byli żołnierzami w stanie spoczynku, brali stronę swych dawnych kolegów w sporach o wydatki logistyczne lub popadali w przygnębienie, gdy szef zmieniał ich decyzje. Nawet pomiędzy kapłanami często dochodziło do sporów, choć powinna wśród nich panować jednomyślność.

Kapłan dopiero niedawno odkrył, do czego może doprowadzić rozbicie na frakcje. Podziały posunęły się już tak daleko, że doprowadziły do zdrady! Cóż innego mogłoby wytłumaczyć fakt kradzieży jednego z gatunkowych przywódców szympansów?

Teraz Suzeren Kosztów i Rozwagi nalegał, by przyznano mu prawo współdecydowania o wyborze nowego samca. Niewątpliwie to biurokrata był odpowiedzialny za „ucieczkę” owego Fibena Bolgera! Cóż to było za obiecujące stworzenie! Teraz z pewnością zamieniono je już w parę i popioły.

Nie było rzecz jasna sposobu na to, by mógł udowodnić winę w tej sprawie któremuś z konkurencyjnych suzerenów.

Przyboczny Kwackoo podszedł do niego i przyklęknął. W wyciągniętym dziobie trzymał sześcian danych. Po otrzymaniu zezwolenia wcisnął nagranie do odtwarzacza.

W pomieszczeniu zrobiło się ciemniej. Suzeren Poprawności wpatrzył się w zarejestrowany przez kamerę obraz ukazujący lejący deszcz i ciemność. Zadrżał mimo woli. Nie podobało mu się brzydkie, wilgotne i obskurne miasto dzikusów.

Obraz przesunął się nad zabłoconym obszarem ciemnego zaułka… ukazała się rozbita buda z drutu i drewna, w której trzymano terrańskie ptaki domowe… stos mokrego ubrania leżący przy nieczynnej fabryce… ślady stóp prowadzące do zdeptanego obszaru błota w pobliżu poobijanego i wykrzywionego płotu… dalsze ślady niknące w zamazanym pustkowiu…

Wnioski były dla suzerena oczywiste, zanim raport badaczy dobiegł końca.

Samiec neoszympansa dostrzegł zastawioną na niego pułapkę! Wyglądało na to, że ucieczka mu się powiodła!

Suzeren odtańczył na swej grzędzie serię drobiących kroczków o starożytnym pochodzeniu.

— Szkoda, uszczerbek, straty jakie poniósł nasz program są poważne. Nie są jednak, mogą nie być nie do naprawienia!

Na jego gest świta Kwackoo podążyła za nim. Pierwszy rozkaz suzerena był niedwuznaczny.

— Musimy zwiększyć, wzmocnić, poprawić nasze zaangażowanie, nasze bodźce. Powiedzcie samicy, że się zgadzamy, wyrażamy zgodę, przychylamy do jej prośby. — Może się udać do Biblioteki.