Выбрать главу

— Jest naprawdę cudna. Może kilka tygodni dodatkowej pracy uczyniłoby ją potężniejszą, ale ta partia jest wystarczająco silna i będzie gotowa na czas wysiewu bluszczu.

Doktor de Shriver włożyła kulturę z powrotem do inkubatora. Ich prowizoryczne laboratorium mieszczące się na zboczach góry było osłonięte przed wiatrami. Burza nie przeszkodziła w eksperymentach. Teraz wyglądało na to, że owoce ich wysiłków niemal już dojrzały.

Jej asystent jednak nie przestawał utyskiwać.

— I co to da? Gubru po prostu zastosują środki zaradcze. Zresztą major mówi, że atak się odbędzie, zanim nasz materiał będzie gotowy do użytku.

De Shriver zdjęła okulary.

— Rzecz w tym, że nie zaprzestaniemy pracy, dopóki nie nakaże nam tego miss Athaclena. Ja jestem cywilem. Ty również. Fiben i Robert mogą być zmuszeni do słuchania rozkazów starszych stopniem, nawet jeśli im się to nie podoba, ale ty i ja możemy podjąć decyzję…

Jej głos ucichł, gdy dostrzegła, że Sammy już jej nie słucha. Wbił wzrok w coś znajdującego się za jej plecami. Odwróciła się błyskawicznie, by zobaczyć co to takiego.

Jeśli rankiem, po przeżytym nocnym koszmarze, Athaclena robiła dziwne, niesamowite wrażenie, teraz na widok jej twarzy doktor de Shriver aż wciągnęła powietrze. Zszargana nieziemska dziewczyna zamrugała powiekami. Oczy miała przymknięte i zbliżone do siebie ze zmęczenia. Złapała się za tyczkę namiotu. Oba szymy rzuciły się do przodu, lecz gdy spróbowały przenieść ją na leżankę, pokręciła głową.

— Nie — powiedziała cicho. — Zaprowadźcie mnie do Roberta. Zaprowadźcie mnie do Roberta natychmiast.

Goryle znowu zaczęły śpiewać. W ich basowej muzyce brak było melodii. Sammy pobiegł po Benjamina, podczas gdy de Shriver usadziła Athaclenę na krześle. Nie wiedząc, co robić, spędziła kilka chwil na wyczesywaniu liści i ziemi z kołnierza młodej Tymbrimki. Witki jej korony zdawały się promieniować ciężkim, aromatycznym ciepłem, które doktor de Shriver wyczuwała swymi palcami.

Ponad nimi zaś, rzecz, w którą przerodziło się tutsunucann, sprawiła, że oszołomionej szymce wydało się, iż powietrze faluje przed jej oczyma.

Athaclena siedziała na krześle, wsłuchana w pieśń goryli. Po raz pierwszy odniosła wrażenie, że ją rozumie.

Wszystko, wszystko zagra swą rolę. Teraz to wiedziała. Szymy nie będą zbytnio zadowolone z tego, co się miało wydarzyć. To jednak był ich problem. Wszyscy mieli jakieś problemy.

— Zaprowadźcie mnie do Roberta — wydyszała ponownie.

73. Uthacalthing

Drżał, stojąc odwrócony plecami do wschodzącego słońca. Czuł się tak, jakby została z niego tylko pusta łupina.

Nigdy przedtem żadna przenośnia nie wydała mu się trafniejsza. Uthacalthing mrugnął, wracając powoli do świata… do suchego stepu zwróconego ku majaczącym w oddali górom Mulun. W jednej chwili wydało mu się, że jest stary. Lata zaciążyły mu bardziej niż kiedykolwiek.

Głęboko, na poziomie nahakieri, czuł odrętwienie. Po wszystkim, co zaszło, nie miał nawet sposobu, by sprawdzić, czy Athaclena w ogóle przeżyła doświadczenie, jakim było wchłonięcie w siebie tak wiele.

Musiała czuć wielką potrzebę — pomyślał. Po raz pierwszy jego córka spróbowała dokonać rzeczy, do której nie mogłoby jej przygotować żadne z rodziców. Nie było to też coś, czego można było nauczyć się w szkole.

— Wróciłeś — stwierdził rzeczowo Kault.

Thennanianin, który już od tylu miesięcy był towarzyszem Uthacalthinga, wspierał się na mocnym kiju, obserwując Tymbrimczyka z odległości kilku metrów. Stali w samym środku morza brązowej, porastającej sawannę trawy. Ich długie cienie stopniowo stawały się coraz krótsze, w miarę jak słońce wznosiło się w górę.

— Czy odebrałeś jakiś rodzaj wiadomości? — zapytał Kault. Cechowała go charakterystyczna dla wielu całkowicie pozbawionych zdolności parapsychicznych istot ciekawość spraw, które musiały mu się wydawać całkowicie nienaturalne.

— No więc… — Uthacalthing zwilżył wargi. Jak mógł wytłumaczyć Thennanianinowi, że niczego właściwie nie „odebrał”? Nie, wydarzyło się coś innego. Jego córka skorzystała z propozycji, jaką przedstawił, zostawiając w jej rękach swą witkę wraz z witką zmarłej żony. Zażądała spłaty długu, który rodzice zaciągają u dziecka przez to, że przywołują je, nie pytając go o zdanie, na nieznany świat.

Nigdy nie powinno się składać żadnych propozycji, nie widząc w pełni, co się stanie, jeśli zostaną one przyjęte.

Doprawdy, zostawiła ze mnie łupinę.

Czuł się tak, jakby nic w nim nie zostało. I, po tym wszystkim, nadal nie było gwarancji, że Athaclena w ogóle przeżyła to doświadczenie. Albo czy pozostawiło ją ono przy zdrowych zmysłach.

Czy więc mam położyć się na ziemi i umrzeć?

Uthacalthing zadrżał.

Nie sądzę. Jeszcze nie w tej chwili.

— Doświadczyłem pewnego rodzaju komunii — odpowiedział Kaultowi.

— Czy Gubru będą w stanie wykryć to, co uczyniłeś? Uthacalthing nie potrafił nawet ukształtować polaną — wzruszenia ramion.

— Nie przypuszczam. Być może — jego witki leżały płasko niczym ludzkie włosy. — Nie wiem. Thennanianin westchnął, trzepocząc szczelinami oddechowymi.

— Chciałbym, byś był ze mną szczery, kolego. Boli mnie, że jestem zmuszony uwierzyć, iż ukrywasz coś przede mną.

Jak wiele razy Uthacalthing próbował skłonić Kaulta do wypowiedzenia tych słów! Teraz jednak nie potrafił wzbudzić w sobie zainteresowania.

— Co masz na myśli? — zapytał. Thennanianin sapnął z rozdrażnienia.

— To, że zacząłem podejrzewać, iż wiesz więcej, niż chcesz mi powiedzieć o owym fascynującym stworzeniu, którego ślady widziałem. Ostrzegam cię, Uthacalthing. Buduję urządzenie, które rozwiąże dla mnie tę zagadkę. Lepiej na tym wyjdziesz, jeśli porozmawiasz ze mną szczerze, zanim odkryję prawdę na własną rękę!

Uthacalthing skinął głową.

— Rozumiem twoje ostrzeżenie. Teraz jednak, może lepiej podejmijmy marsz. Jeśli Gubru rzeczywiście wykryli to, co przed chwilą się stało, i zjawią się tu zbadać sprawę, to powinniśmy się postarać znaleźć daleko od tego miejsca, zanim przybędą.

Wciąż jeszcze był winien Athaclenie przynajmniej tyle, by nie dać się złapać, zanim będzie ona mogła zrobić użytek z tego, co od niego wzięła.

— Niech będzie i tak — odparł Kault. — Porozmawiamy o tym później.

Bez większego zainteresowania, raczej z przyzwyczajenia niż z jakiegokolwiek innego powodu, Uthacalthing poprowadził w stronę gór. Również z przyzwyczajenia wybrał kierunek wskazany przez słabe, błękitne, migoczące światełko, które jedynie jego oczy były w stanie dostrzec.

74. Gailet

Nowa Planetarna Filia Biblioteki była wspaniała. Ściany budowli połyskiwały beżowo w niedawno przygotowanym miejscu na szczycie Parku Urwiska Nadmorskiego, kilometr na południe od tymbrimskiej ambasady.

Jej architektura nie wtapiała się tak dobrze jak stara filia w neofulleriański motyw Port Helenia. Mimo to gmach wyglądał fantastycznie — pozbawiony okien sześcian, którego pastelowe odcienie przyjemnie kontrastowały z pobliskimi wychodniami kredowych pokładów.

Gailet wyszła na zewnątrz w obłok suchego pyłu, gdy autolot usiadł na płycie lotniskowej. Podążyła za eskortującymi ją Kwackoo po wyłożonym płytami chodniku w stronę wejścia do wyniosłego gmachu.