Выбрать главу

Nastała kolejna chwila wahania. Następnie z zarośli wyszedł, powłócząc nogami, długoręki szym, bardziej owłosiony niż większość, o gęstych brwiach i masywnej żuchwie. Był brudny i całkowicie nagi.

Robert nie wątpił, że niektóre z plam stanowiła zakrzepła krew nie pochodząca z drobnych zadrapań samego szyma.

Cóż, ostatecznie jesteśmy kuzynami. A na stepie wegetarianie nie żyją długo.

Gdy wyczuł, że włochaty szym z niechęcią spogląda mu w oczy, Robert odwrócił wzrok.

— Cześć, Jo-jo — powiedział cicho, ze szczerą delikatnością. — Przeszedłem długą drogę, by przekazać wiadomość twemu pracodawcy.

81. Athaclena

Klatka składała się z grubych, drewnianych listew połączonych drutem. Zwisała z gałęzi drzewa w osłoniętej dolinie, pod zawietrznym stokiem burzącego się wulkanu. Mimo to utrzymujące ją na miejscu liny odciągowe drżały od czasu do czasu pod wpływem porywów wichru, a sama klatka kołysała się.

Jej mieszkaniec — nagi, nie ogolony i wyglądem bardzo przypominający dzikusa — spoglądał z góry na Athaclenę z miną, która paliłaby nawet bez wypromieniowywanej przez niego odrazy. Tymbrimce wydawało się, że polanka przesiąknięta jest nienawiścią więźnia. Miała zamiar uczynić swą wizytę tak krótką, jak to tylko było możliwe.

— Sądziłam, że zechce się pan o tym dowiedzieć. Gubryjski triumwirat ogłosił protokolarny rozejm, zgodnie z Zasadami Wojny — powiedziała. — Obiekt ceremonialny jest teraz nietykalny i żadne siły zbrojne na Garthu nie mogą podejmować działań, chyba że w samoobronie.

Prathachulthorn splunął przez kraty.

— I co z tego? Gdybyśmy dokonali ataku zgodnie z moim planem, zdążylibyśmy przed terminem.

— Wydaje mi się to wątpliwe. Nawet najlepsze plany rzadko są wykonywane w sposób bezbłędny, zaś gdybyśmy byli zmuszeni do zatrzymania akcji w ostatniej chwili, wszystkie nasze tajemnice wyszłyby na jaw bez żadnego pożytku dla nas.

— To ty tak sądzisz — żachnął się Prathachulthorn. Athaclena potrząsnęła głową.

— Nie jest to jednak jedyny ani nawet najważniejszy powód — zmęczyło ją już bezowocne wyjaśnianie niuansów galaktycznej etykiety oficerowi piechoty morskiej, w jakiś jednak sposób znalazła w sobie wolę, by spróbować raz jeszcze. — Mówiłam to już panu, majorze. Jak wiadomo, podczas wojen często występują cykle tego, co wy ludzie niekiedy nazywacie „wet za wet”. Jedna strona karze drugą za ostatni afront, po czym druga strona dokonuje odwetu. Gdyby pozostawić to bez kontroli, mogłoby dojść do niekończącej się eskalacji! Już od dni Przodków rozwijano zasady, które pomagają powstrzymać podobne wymiany, zanim rozrosną się poza wszelkie granice.

Prathachulthorn zaklął.

— Cholera, sama przyznałaś, że nasz atak byłby legalny, gdybyśmy dokonali go w odpowiednim czasie! Skinęła głową.

— Być może byłby legalny. Mimo to jednak dobrze posłużyłby się nieprzyjacielowi, gdyż byłaby to ostatnia akcja przed nastaniem rozejmu!

— A co to za różnica?

Cierpliwie próbowała mu to wytłumaczyć.

— Gubru ogłosili rozejm w chwili, gdy ich siły wciąż mają przemożną przewagę, majorze. Jest to uważane za czyn honorowy. Można powiedzieć, że w ten sposób „zdobywają punkty”. Ich zyski uległyby jednak zwielokrotnieniu, gdyby postąpili tak natychmiast po poniesieniu strat. Gdyby okazali umiar i powstrzymali się od odwetu, byłby to akt wyrozumiałości. Przypadłby im zaszczyt…

— Ha! — Prathachulthorn roześmiał się. — Guzik by im to dało, jeśli ich ceremonialny obiekt ległby w gruzach!

Athaclena pochyliła głowę. Doprawdy nie miała na to czasu. Jeśli będzie go spędzać w tym rejonie zbyt wiele, porucznik McCue może zacząć podejrzewać, że tu właśnie trzyma się w ukryciu jej zaginionego dowódcę. Żołnierze piechoty morskiej dokonali już nalotu na kilka możliwych kryjówek.

— Skutek mógłby być taki, że Ziemia zostałaby zmuszona do sfinansowania budowy nowego obiektu — oznajmiła. Prathachulthorn wbił w nią wzrok.

— Ale… ale trwa wojna!

Skinęła głową, nie rozumiejąc go.

— No właśnie. Nie można pozwolić na wojnę bez reguł i potężnych neutralnych sił, które wymuszą ich przestrzeganie. Alternatywą byłoby barbarzyństwo.

Skwaszona mina mężczyzny była jedyną odpowiedzią.

— Poza tym zniszczenie obiektu sugerowałoby, że ludzie nie chcą, by ich podopiecznych osądzono i przetestowano celem promocji! W tej chwili to Gubru muszą płacić za ten rozejm uszczerbkiem na honorze. Wasz klan zyskał odrobinę statusu przez to, że jest pokrzywdzoną i nie pomszczoną stroną. Ten skrawek poprawności może się okazać decydujący podczas nadchodzących dni.

Prathachulthorn zmarszczył brwi. Przez chwilę wydawało się, że się koncentruje, jak gdyby wątek jej logiki wisiał niemal w jego zasięgu. Poczuła, jak jego uwaga zamigotała, gdy spróbował… wkrótce jednak to znikło. Major skrzywił twarz i ponownie splunął.

— Co za kupa pierdoł. Pokaż mi zabite ptaki. To jest waluta, którą potrafię liczyć. Zgromadź ich tyle, żeby sięgały do tej klatki, ambasadorska córeczko, a może, ale tylko może, daruję ci życie, kiedy wreszcie się stąd wydostanę.

Athaclena zadrżała. Wiedziała, jak jałowe były próby utrzymania w zamknięciu kogoś takiego, jak ten człowiek. Powinno się go trzymać pod narkozą. Powinno się go zabić. Nie potrafiła się jednak zdobyć na uczynienie żadnej z tych rzeczy ani też na dalsze zaszkodzenie losowi szymów zamieszanych w jej spisek przez wplątanie ich w podobne zbrodnie.

— Życzę dobrego dnia, majorze — powiedziała i odwróciła się, by odejść.

Nie krzyczał, gdy się oddalała. W pewnym sensie fakt, że używał gróźb tak oszczędnie, sprawiał, że te nieliczne, które padały, brzmiały tym groźniej i wiarygodniej.

Ruszyła naprzód ukrytą ścieżką prowadzącą z sekretnej polany ponad grzbietem góry, obok ciepłych źródeł, które syczały i parowały niepewnie. Na szczycie grani Athaclena musiała wciągnąć witki, by uchronić je przed sponiewieraniem przez jesienny wiatr. Na niebie widać było niewiele obłoków, lecz w powietrzu wisiała mgiełka wywodząca się z pyłu nawiewanego z odległych pustyń.

Natknęła się na zwisający z pobliskiej gałęzi spadochronopodobny latawiec będący zarazem strąkiem z zarodnikami. Wiatr przyniósł go tu z jakiegoś pola bluszczu talerzowego. Jesienny wysiew trwał już na całego. Na szczęście zaczął się na dobre wcześniej niż dwa dni temu, gdy Gubru ogłosili swój rozejm. Ten fakt mógł się okazać naprawdę bardzo istotny.

Dzisiejszy dzień wydawał się jej osobliwy, w większym stopniu niż jakikolwiek od czasu owej nocy straszliwych snów, na krótko zanim wspięła się na tę górę, by stoczyć bój z okrutnym dziedzictwem swych rodziców.

Być może Gubru znowu rozgrzewają swój hiperprzestrzenny bocznik.

Dowiedziała się, że atak koszmarów sennych, jaki przeżyła owej fatalnej nocy, zbiegł się z pierwszą próbą nowego, olbrzymiego urządzenia najeźdźców. Ich eksperymenty wyemitowały we wszystkich kierunkach fale nieprzydzielonego prawdopodobieństwa i ci, którzy posiadali wrażliwość parapsychiczną, meldowali o dziwacznej mieszance śmiertelnego lęku i wesołości.

Tego rodzaju błąd nie pasował do z reguły skrupulatnych Gubru. Wyglądało na to, że potwierdza to raport Fibena Bolgera mówiący, że nieprzyjaciel ma poważne problemy z przywództwem.

Czy to dlatego tutsunucann zapadło się tak nagle i gwałtownie tego wieczoru? Czy to cała ta pozostająca na swobodzie energia była odpowiedzialna za straszliwą moc jej kontaktu s’ustm’thoon z Uthacalthingiem?