Rzecz jasna, nie wszyscy obserwatorzy byli nieuważni. Niedaleko od szczytu komisarze z Galaktycznego Instytutu Wspomagania śledzili bardzo skrupulatnie rezultaty przekazywane im przez każde stanowisko testowe. Nie opodal, spod własnego namiotu, przyglądała się temu ponuro grupa ludzi — opiekunów neoszympansów.
Wyglądali na trochę zagubionych i bezradnych. Sprowadzono ich z wyspy Ciimar dopiero dziś rano — kilku burmistrzów i profesorów oraz członka lokalnego Urzędu Wspomagania. Delegacja złożyła proceduralny protest ze względu na niezgodny z przepisami sposób, w jaki doszło do tej ceremonii. Gdy jednak przyparto ich do muru, żaden z ludzi nie powołał się na prawo do całkowitego jej odwołania. Możliwe konsekwencje były po prostu zbyt drastyczne.
Ponadto, co, jeśli propozycja była szczera? Ziemia od dwustu lat prowadziła agitację, by pozwolono jej przeprowadzić podobną ceremonię dla neoszympasnów.
Ludzcy obserwatorzy zdecydowanie wyglądali na nieszczęśliwych. Nie mieli pojęcia, co powinni robić, a tylko nieliczni z obecnych na ceremonii dostojnych galaktycznych posłów raczyli choćby się im pokłonić wśród chaosu nieformalnej dyplomacji.
Po przeciwnej stronie niż namiot oceniających znajdował się elegancki Namiot Sponsorów. Wielu Gubru i Kwackoo stało tuż przed nim. Od czasu do czasu podskakiwali nerwowo. Obserwowali każdy szczegół krytycznym spojrzeniem nie mrugających oczu.
Do niedawna widoczny był również gubryjski triumwirat. Dwóch jego członków stąpało dumnie, demonstrując swe zaczynające się już pokazywać pierzeniowe ubarwienie, podczas gdy trzeci wciąż uparcie trzymał się swego piedestału.
Nagle jeden z nich otrzymał jakąś wiadomość i cała trójka zniknęła we wnętrzu namiotu, by odbyć pilną naradę. Stało się to jakiś czas temu. Nie wyszli stamtąd do tej pory.
Suzeren Kosztów i Rozwagi zatrzepotał skrzydłami i splunął pozwalając wiadomości upaść na podłogę.
— Protestuję! Protestuję przeciwko tej ingerencji! Tej ingerencji i niemożliwej do zniesienia zdradzie!
Suzeren Poprawności spojrzał w dół ze swej grzędy. Absolutnie nie wiedział, co robić. Suzeren Kosztów i Rozwagi okazał się przebiegłym oponentem, nigdy jednak rozmyślnie nie okazywał tępoty. Najwyraźniej wydarzyło się coś, co straszliwie go zdenerwowało.
Skuleni przyboczni Kwackoo pośpiesznie podnieśli kapsułkę z wiadomością, upuszczoną przez suzerena, powielili ją i wręczyli kopie dwóm pozostałym gubryjskim władcom. Gdy Suzeren Poprawności przeglądał dane, niemal nie mógł uwierzyć w to, co widzi.
Ujrzał samotnego neoszympansa, wspinającego się na dolne zbocza wyniosłego Kopca Ceremonialnego. Przechodził on szybko przez automatyczne przesiewacze pierwszego stadium i stopniowo zaczął zmniejszać znaczny dystans dzielący go od oficjalnej grupy znajdującej się wyżej na stoku.
Neoszympans poruszał się z determinacją. W jego wyprostowanej postawie można było dostrzec świadomość celu. Ci z członków jego gatunku, którzy już oblali — i którzy schodzili po długiej, spiralnej ścieżce z powrotem w dół — najpierw wybałuszali oczy, a potem uśmiechali się i wyciągali ręce, by dotknąć szaty mijającego ich przybysza. Rzucali mu słowa zachęty.
— Tego nie było, nie mogło być w planie! — syknął Suzeren Wiązki i Szponu — To jest intruz i każę go spalić z lasera! — krzyknął wojskowy dowódca.
— Nie powinieneś, nie możesz, nie wolno ci! — odskrzeknął rozgniewany Suzeren Poprawności. — Jak dotąd nie doszło jeszcze do fuzji! Pierzenie nie dobiegło końca! Nie dzierżysz jeszcze mądrości królowej! Ceremoniami rządzą, zarządzają, kierują tradycje honoru! Wszyscy członkowie podopiecznego gatunku mogą się zgłosić i poddać próbie, testowi, ocenie!
Trzeci z gubryjskich władców pod wpływem podniecenia otworzył i zamknął dziób z trzaskiem. Wreszcie Suzeren Kosztów i Rozwagi nastroszył postrzępione pióra i wyraził zgodę.
— Zażądano by od nas reparacji. Przedstawiciele Instytutu mogliby odlecieć, oddalić się, nałożyć sankcje… Koszty… — odwrócił się, strosząc pióra w odruchu irytacji. — Pozwólmy mu iść dalej. Na razie. Sam, osamotniony, w izolacji nie może wyrządzić nam szkody.
Suzeren Poprawności nie był jednak tego taki pewien. Miał kiedyś bardzo wysoką opinię o tym podopiecznym. Gdy wydało się, że go ukradziono, jego własna pozycja uległa poważnemu osłabieniu.
Teraz jednak zrozumiał prawdę. Tego samca neoszympansa nie ukradli i nie wyeliminowali jego rywale, pozostali suzerenowie. Nie, jemu naprawdę udało się uciec!
A teraz powrócił, sam. W jaki sposób? I co miał nadzieję osiągnąć? Bez przewodnictwa, bez pomocy grupy, jak daleko — jego zdaniem — mógł się przedostać?
W pierwszej chwili, ujrzawszy to stworzenie, Suzeren Poprawności poczuł radosne zdumienie — uczucie niezwykłe dla Gubru. Teraz jednak odczuwał wrażenie jeszcze bardziej niepokojące… obawę, że to dopiero początek niespodzianek.
87. Fiben
Jak dotąd był to spacerek. Fiben zastanawiał się, o co tyle hałasu.
Obawiał się, że każą mu rozwiązać w pamięci skomplikowane równania lub recytować, jak Demostenes, z kamykami w ustach. Na początku jednak napotkał szereg siłowych barier przesiewających, które automatycznie dokonywały jego oceny. Potem zaś czekały na niego jedynie kolejne instrumenty o dziwnym wyglądzie, takie jak te, które widział obsługiwane przez gubryjskich techników tygodnie i miesiące temu. Teraz jednak władali nimi jeszcze dziwniej wyglądający nieziemcy.
Na razie szło mu dobrze. Pierwsze okrążenie pokonał z pewnością w rekordowym czasie.
Och, kilkakrotnie zadawano mu jakieś pytania. Jakie było jego najdawniejsze wspomnienie? Czy lubi swoją pracę? Czy jest zadowolony z fizycznej postaci obecnego pokolenia neoszympansów, czy też można by ją w jakiś sposób poprawić? Na przykład, czy chwytny ogon byłby przydatną pomocą we władaniu narzędziami?
Gailet byłaby dumna z tego, że nawet wówczas pozostawał uprzejmy. Przynajmniej miał nadzieję, że tak było.
Rzecz jasna, galaktyczni urzędnicy dysponowali wszelkimi danymi o nim — genetycznymi, szkolnymi i wojskowymi — i mogli uzyskać do nich dostęp w tej samej chwili, gdy minął grupę zdumionych Żołnierzy Szponu na urwiskach nad zatoką i przemaszerował przez zewnętrzne bariery, by poddać się pierwszemu testowi.
Gdy wysoki, drzewopodobny Kanten zapytał go o notatkę, którą pozostawił tej nocy, gdy „uciekł” z więzienia, stało się jasne, że Instytut jest w stanie docierać również do zapisów prowadzonych przez najeźdźców. Fiben odpowiedział zgodnie z prawdą, że to Gailet ubrała dokument w słowa, on jednak rozumiał jego cel i wyraził zgodę.
Listowie Kantena zadzwoniło niczym małe, srebrzyste dzwoneczki. Półroślinny Galakt sprawiał wrażenie zadowolonego i rozbawionego, gdy odsunął się powłóczystym krokiem na bok, by pozwolić mu przejść.
Zrywający się od czasu do czasu powiew chłodził Fibena, dopóki przebywał on na wschodnich stokach, lecz zachodnia pochyłość kopca zwracała się ku popołudniowemu słońcu i była osłonięta przed bryzą. Wysiłek, jaki wkładał w utrzymanie szybkiego tempa, sprawiał, że czuł się tak, jak gdyby miał na sobie gruby płaszcz, mimo że rzadkich, porastających ciało szyma włosów właściwie nie można było nazwać futrem.
Przypominające park wzgórze starannie ukształtowano. Ścieżka wyłożona była miękką, elastyczną wykładziną. Mimo to palcami nóg Fiben wyczuwał delikatne drżenie, jak gdyby cała sztucznie usypana góra pulsowała pod wpływem tonów znacznie, znacznie niższych niż granica słyszalności. Widział potężne elektrownie, zanim skryto je w ziemi, wiedział więc, że nie jest to wytwór jego wyobraźni.