Выбрать главу

W gruncie rzeczy całkiem dużo klanów mogło uznać, że jedno małe plemię dzikusów przysporzyło już wystarczająco wielu kłopotów. Bez względu na to, po czyjej stronie była racja, niemało zwolenników znajdzie pomysł, by zakończyć ten problem raz na zawsze.

Nagle Gailet pojęła wszystko. Gubru nie pragnęli zostać jedynie „obrońcami” i nadzorcami szymów podczas następnego stadium. Mieli zamiar doprowadzić do eksterminacji ludzkości. Gdy już zostanie to osiągnięte, jej własny gatunek będzie przeznaczony do adopcji i Gailet nie miała wiele wątpliwości, czym się to skończy!

Serce jej waliło. Opierała się, nie chcąc zwrócić się w kierunku, w którym prowadził ją Irongrip, nic to jednak nie dało. Modliła się, by dostać wylewu.

Chcę umrzeć!

Jej życie nie miało większego znaczenia. Z pewnością zresztą zaplanowali jej „zniknięcie” natychmiast po ceremonii. Będą chcieli pozbyć się dowodów.

Och, Goodall i Ifni, powalcie mnie teraz! — chciała krzyknąć.

W tym momencie wreszcie rozległy się słowa… lecz to nie jej głos je wypowiedział.

— Stać! Dzieje się tu niesprawiedliwość! Żądam, by mnie wysłuchano!

Gailet nie wyobrażała sobie, że jej serce może bić jeszcze szybciej, teraz jednak tachykardia sprawiła, że poczuła się słabo.

O Boże, niech to będzie…

Usłyszała, jak Irongrip zaklął. Poczuła, że wypuścił jej rękę. Już to samo przyniosło jej radość. Rozległ się skrzekliwy odgłos gubryjskiego gniewu i wysokie „ips” szymskiego zaskoczenia. Ktoś — Mi-chaela, zdała sobie sprawę Gailet — ujął ją za ramię i odwrócił.

Była już pełna noc. Rozproszone chmury oświetlały od dołu jasne latarnie kierunkowe kopca oraz burzliwy, lśniący łagodnym blaskiem tunel energii, który formował się teraz ponad sztuczną górą. Samotny neoszympans w zabrudzonej piaskiem ceremonialnej szacie zbliżył się z ostatniego stanowiska testowego. Otarł pot z czoła i ruszył zdecydowanym krokiem ku trójce zaskoczonych dygnitarzy.

To Fiben — pomyślała Gailet. Z oszołomieniem przekonała się, że stare nawyki powróciły do niej jako pierwsze.

Och, Fiben, tylko nie udawaj chojraka! Staraj się nie zapomnieć o protokole…

Gdy zdała sobie sprawę, co robi, Gailet zachichotała nagle, ogarnięta przelotną falą histerii. Uwolniło ją to częściowo od paraliżu i zdołała podnieść rękę, by zasłonić usta.

— Och, Fiben — westchnęła.

Irongrip warknął, nowo przybyły zignorował jednak nadzorowanego. Fiben spojrzał jej w oczy i mrugnął znacząco. Gailet uderzyło, że gest, który kiedyś tak ją denerwował, teraz sprawił, że kolana ugięły się pod nią z radości.

Fiben podszedł do trojga dostojników i pokłonił się nisko. Potem, ze złożonymi na znak szacunku dłońmi, czekał, aż pozwolą mu przemówić.

— …niehonorowe, uporczywe, niedopuszczalne zakłócenia — zagrzmiał generator głosu gubryjskiego dostojnika. — Żądamy natychmiastowego usunięcia oraz sankcji, kary…

Hałas ucichł nagle, gdy Naczelny Egzaminator sięgnęła przed siebie jednym z przednich ramion i wyłączyła generator. Następnie wystąpiła zgrabnym krokiem naprzód i zwróciła się do Fibena.

— Młoda istoto, gratuluję ci, że zdołałaś sama pokonać drogę aż na szczyt. Twoja wspinaczka była jednym z głównych źródeł zamieszania i niekonwencjonalności, które sprawiają, że jest to jedna z najbardziej pamiętnych ceremonii, jakie kiedykolwiek odnotowano. Ze względu na wyniki twych testów oraz inne osiągnięcia zasłużyłaś sobie na miejsce na tym szczycie. — Serentinka skrzyżowała dwa ramiona i obniżyła przednią część ciała. — Teraz — ciągnęła, gdy podniosła się ponownie — czy możemy przyjąć, że chcesz złożyć skargę? I to wystarczająco ważną, by tłumaczyła tak obcesowy ton?

Gailet poczuła napięcie. Naczelny Egzaminator mogła z nimi sympatyzować, lecz w jej słowach kryła się zawoalowana groźba. Lepiej niech Fiben dobrze uzasadni swe stanowisko. Jeden błąd i może uczynić sytuację jeszcze gorszą niż przedtem.

Fiben pokłonił się ponownie.

— Z… z szacunkiem domagam się wyjaśnienia tego… tego, w jaki sposób wybiera się reprezentantów gatunku.

Nie najgorzej.

Mimo to Gailet wciąż walczyła ze swym uwarunkowaniem. Gdyby tylko mogła tam podejść, by mu pomóc!

Od pewnego czasu skryte w mroku zbocza, znajdujące się poza kręgiem świateł, zaczęły się wypełniać galaktycznymi dygnitarzami — tymi, którzy wcześniej oddalili się, by obserwować nieznane wydarzenia rozgrywające się na dole. Teraz wszyscy ucichli, spoglądając na skromnego podopiecznego z jednego z najnowszych spośród wszystkich gatunków, który żądał odpowiedzi od magnata z Instytutu.

Gdy Naczelny Egzaminator mu ich udzielała, w jej głosie brzmiała cierpliwość.

— Jest tradycją, że sponsorzy ceremonii wybierają parę spośród tych, którzy przeszli wszystkie próby. Choć jest prawdą, że w tym przypadku sponsorzy są zdeklarowanymi wrogami waszego klanu, ich nieprzyjaźń oficjalnie wygaśnie wraz z ukończeniem obrządków. Pomiędzy klanami Terran i Gooksyu-Gubru zapanuje pokój. Czy sprzeciwiasz się temu, młoda istoto?

— Nie — Fiben potrząsnął głową. — Nie temu. Chcę się tylko dowiedzieć jednego: czy bezwzględnie musimy zaakceptować dokonany przez sponsorów wybór reprezentantów?

Gubryjski emisariusz zaskrzeczał natychmiast z oburzenia. Zaskoczone szymy popatrzyły na siebie. Irongrip mruknął:

— Kiedy to wszystko się skończy, wezmę tego małego studencika i…

Serentinka nakazała gestem milczenie. Jej wielofasetkowe oczy skupiły się na Fibenie.

— Młoda istoto, co byś uczyniła, gdyby zależało to od ciebie? Czy chciałabyś, byśmy poddali to pod głosowanie twych współplemieńców?

Fiben pokłonił się.

— Chciałbym, wasza dostojność.

Tym razem wrzask Gubru był naprawdę bolesny dla ucha. Gailet po raz kolejny spróbowała wystąpić naprzód, lecz Irongrip trzymał ją mocno za ramię. Była zmuszona do stania bez ruchu i wysłuchiwania mamrotanych przez nadzorowanego przekleństw.

Wreszcie serentińska dostojniczka przemówiła:

— Choć odnoszę się do twej prośby życzliwie, nie widzę, w jaki sposób mogłabym ją spełnić. Przy braku precedensu…

— Ale jest taki precedens!

Był to nowy, basowy głos, dobiegający ze skrytego w mroku stoku znajdującego się za plecami dostojników. Z tłumu galaktycznych gości wyłoniły się cztery postacie, które wkroczyły na oświetlony obszar. Jeśli przedtem Gailet była zaskoczona, teraz mogła jedynie wybałuszyć oczy z niedowierzania.

Uthacalthing!

Smukłemu Tymbrimczykowi towarzyszył brodaty ludzki mel, który swą niedopasowaną ceremonialną szatę pożyczył zapewne w ostatniej chwili od jakiegoś dwunogiego, lecz nie całkiem człekokształtnego Galakta i zarzucił ją na coś, co wyglądało na skóry zwierzęce. Obok młodego człowieka kroczył neoszympans, który miał widoczne kłopoty ze staniem w pozycji pionowej i nosił wiele stygmatów atawizmu. Gdy grupa zbliżała się do pustego terenu, ów szym trzymał się z tyłu, jak gdyby rozumiał, że nie jest to miejsce dla niego.

To jednak czwarta istota — wysoka postać, której jaskrawy, nadęty grzebień grzbietowy wzniósł się w górę na znak godności jak balon — pokłoniła się od niechcenia i zwróciła do Serentinki.

— Widzę cię. Kaszlnięcie *Quinn’3 z Instytutu Wspomagania. Serentinka odwzajemniła pokłon.