Выбрать главу

Nagle suzeren wpadł na pomysł. Przyniósł mu on trzepot tego niezwykłego uczucia — rozbawienia. Tak jest, rozkaże zwolnić szesnastu ludzi, ale górskie szympansy nie połączą się na nowo ze swymi nie bezpiecznymi panami. Zwolnieni ludzie zostaną odesłani na Ziemię!

Z pewnością spełni to wymogi poprawności parolu. Co prawdę będzie to drogie, dalece jednak tańsze niż wypuszczenie podobnych stworzeń na główny kontynent Garthu!

Myśl, że neoszympansy mogły osiągnąć rzecz, o której zameldowali wracający z gór, przyprawiała o oszołomienie. Jak to możliwe? Protopodopieczni, których obserwowali w mieście i w dolinie, nie sprawiali bynajmniej wrażenia zdolnych do takiej finezji.

Czy to możliwe, by nadal kryli się tam ludzie?

Ta myśl budziła lęk. Suzeren nie mógł sobie wyobrazić, w jak sposób mogłoby do tego dojść. Zgodnie ze spisem ludności liczba brakujących ludzi była zresztą zbyt mała, by mogła mieć znaczenie. W myśl twierdzeń statystyki wszyscy oni powinni po prostu być martwi.

Rzecz jasna, trzeba będzie zintensyfikować naloty gazowe. Nowy Suzeren Kosztów i Rozwagi będzie się skarżył, gdyż ten program okazał się bardzo drogi. Teraz jednak Suzeren Poprawności stanie bez zastrzeżeń po stronie armii.

Poczuł wewnątrz słabe poruszenie, lekkie ukłucie. Czy była to wczesna oznaka zmiany stanu seksualnego? Nie powinna się ona jeszcze zacząć. Sytuacja była na razie nie ustalona, a walka o dominację między trójką partnerów nie rozstrzygnięta. Pierzenie musi zaczekać, dopóki nie spełni się wymogów poprawności, dopóki nie zostanie osiągnięty consensus tak, by stało się jasne, kto jest najsilniejszy!

Suzeren wyćwierkał modlitwę do utraconych Przodków. Pozostali natychmiast zanucili w odpowiedzi.

Gdyby tylko istniał jakiś sposób, by się upewnić, na którą stronę przechyla się szala bitew, tam, w galaktycznym wirze! Czy odnaleziono już statek delfinów? Czy floty jakiegoś sojuszu zbliżają się w tej chwili do wracających Starożytnych, by wywołać koniec wszechrzeczy?

Czy czas Zmiany już się rozpoczął?

Gdyby kapłan był pewien, że Prawo Galaktyczne rzeczywiście załamało się poza możliwość naprawy, uznałby, że jest władny zignorować trudny do przełknięcia parol i implikowane przez niego uznanie rozumności neoszympansów.

Były jednak, rzecz jasna, pewne sprawy, które przynosiły mu pocieszenie. Nawet jeśli ludzie będą im służyć przewodnictwem, te prawie zwierzęta nigdy nie odgadną właściwych sposobów na wykorzystanie faktu tego uznania. Tak to już było z gatunkami dzikusów. Ignorowały one subtelności starożytnej kultury galaktycznej, pchały się naprzód, stosując bezpośrednią taktykę, i niemal zawsze ginęły.

— Pocieszenie — zaćwierkał suzeren. — Tak jest, pocieszenie i zwycięstwo.

Istniała jeszcze jedna sprawa, którą trzeba było się zająć — potencjalnie najważniejsza ze wszystkich. Kapłan ponownie zwrócił się do dowódcy ekspedycji.

— Ostatnim z warunków waszego zwolnienia było zobowiązanie się — przyrzeczenie — zaprzysiężenie, że nigdy już nie odwiedzicie tego miejsca.

Uczeni zatańczyli na znak potwierdzenia. Wstęp na ten mały skrawek powierzchni Garthu był dla Gubru zabroniony, dopóki gwiazdy nie pospadają z nieboskłonu lub dopóki zasady nie ulegną zmianie.

— A przed atakiem znaleźliście — odkryliście — odnaleźliście ślady tajemniczej działalności — manipulacji genetycznych — sekretnego Wspomagania?

To również znajdowało się w ich raporcie. Suzeren wypytywał ich dokładnie o wszelkie szczegóły. Mieli czas na jedynie powierzchowne badania, wskazówki jednak były nieodparte. Wnioski zdumiewające.

Tam, w górach, szympansy ukrywały przedrozumny gatunek! Przed inwazją oni oraz ich ludzcy opiekunowie byli zaangażowani we Wspomaganie nowej podopiecznej rasy!

Tak jest! — zatańczył suzeren. Dane wydobyte z tymbrimskiego kopca nie były kłamstwem! W jakiś sposób, jakimś cudem, ten zniszczony katastrofą świat urodził skarb! A teraz, mimo że Gubru panowali nad powierzchnią oraz niebem. Ziemianie nadal ukrywali przed nimi swe odkrycie!

Nic dziwnego, że planetarną Filię Biblioteki ogołocono z wszystkich danych dotyczących Wspomagania! Próbowano ukryć dowody.

Teraz jednak — radował się suzeren — wiemy już o tym cudzie.

— Możecie odejść — oddalić się — odlecieć na swych statkach do domu — zezwolił uczonym o niechlujnym wyglądzie. Następnie zwrócił się do swych przybocznych Kwackoo, zgromadzonych pod grzędą.

— Skontaktujcie się z Suzerenem Wiązki i Szponu — rozkazał z niezwykłą dla niego zwięzłością. — Powiedzcie mojemu partnerowi, że pragnę niezwłocznie odbyć naradę.

Jeden z puszystych czworonogów pokłonił się natychmiast i popędził wezwać dowódcę sił zbrojnych.

Suzeren Poprawności zastygł nieruchomo na grzędzie. Obyczaj zakazywał mu postawienia stopy na gruncie, dopóki nie zostaną zakończone ceremonie ochrony.

Od czasu do czasu przestępował z nogi na nogę. Oparł dziób o pierś pogrążony głęboko w myślach.

CZĘŚĆ CZWARTA ZDRAJCY

Nie chciej oskarżać Natury, gdyż ona To uczyniła, co uczynić miała; A ty czyń swoje… JOHN M1LTON Raj utracony

50. Rząd w ukryciu

Posłaniec siedział na tapczanie w kącie gabinetu rady. Otulił sobie ramiona kocem i popijał z kubka parującą zupę. Od czasu do czasu młody szen dygotał, przede wszystkim jednak wyglądał na wyczerpanego. Jego mokre włosy wciąż tworzyły splątane kłaki wskutek przeprawy przez lodowate morze, która stanowiła ostatni etap jego niebezpiecznej podróży.

To cud, że w ogóle udało mu się tu dotrzeć — pomyślała Megan Oneagle, spoglądając na niego. — Wysłaliśmy tyle szpiegów i ekip rekonesansowych, wyposażonych w najlepszy sprzęt. Nikt z nich nigdy nie wrócił. A jednak ten mały szym zdołał do nas dotrzeć, żeglując na maleńkiej tratwie wykonanej z pni i wyposażonej w ręcznie tkane żagle.

I przyniósł wiadomość od mojego syna.

Megan ponownie otarła oczy. Przypomniała sobie pierwsze słowa, jakie wypowiedział do niej kurier po przepłynięciu ostatniego odcinka podziemnych jaskiń, dzielącego go od ich znajdującej się głęboko pod wyspą reduty.

— Kapitan Oneagle przesyła swe pozdro… swe pozdrowienia proszę pani.

Wyciągnął paczkę — impregnowaną sokiem z drzewa oli — i wręczył ją jej, po czym opadł w ramiona techników medycznych.

Wiadomość od Roberta — pomyślała zdumiona. — On żyje. Jest wolny. Pomaga w dowodzeniu armią.

Nie wiedziała, czy się radować, czy drżeć na tę myśl.

Z pewnością był to powód do dumy. Robert mógł być jedynym dorosłym człowiekiem przebywającym w tej chwili na wolności na powierzchni Garthu. I choć jego „armia” była niczym więcej niż obdartą bandą małpich partyzantów, to, cóż, przynajmniej osiągnęła ona więcej niż jej własne starannie chronione pozostałości regularnej milicji planetarnej.

Robert nie tylko napełnił ją dumą, lecz również przyprawił o zdumienie. Czy to możliwe, by w tym chłopcu było więcej niż się jej dotąd zdawało? Być może przeciwności pomogły wydobyć to na wierzch?

Może mieć w sobie więcej z ojca, niż byłam skłonna przyznać.

Sam Tennace był pilotem statków międzygwiezdnych, który zatrzymywał się na Garthu mniej więcej co pięć lat — jednym z trzech mężów Megan, którzy wszyscy byli astronautami. Każdy z nich przebywał w domu zaledwie po kilka miesięcy — niemal nigdy jednocześnie — po czym odlatywał ponownie. Inne fem mogłyby nie być w stanie poradzić sobie z takim układem, co jednak odpowiadało astronautom. Było też zgodne z jej potrzebami jako polityka i zawodowego dyplomaty. Z tej trójki jedynie Sam Tennace dał jej dziecko.