Выбрать главу

— Włókna, które zgromadziliśmy pod wodospadem, poddaliśmy procesowi wywołującemu szybki rozkład — odparł szym. — W ciągu kilku godzin wszystko się zmyje, ser. Kiedy nieprzyjaciel wyśle tu ekipę ratunkową, nie dowie się, jakiego podstępu użyliśmy, by zwabić w pułapkę tę bandę.

Obserwowali, jak goryle przyłączyły się do grupy szymskich wojowników grzebiących w szczątkach trzech gubryjskich czołgów poduszkowych. Wreszcie, upewniwszy się, że nie ma żadnego niebezpieczeństwa, szymy zawiesiły na plecach swe kusze i zaczęły wydobywać różne, zdatne jeszcze do użytku przedmioty, rozkazując gorylom, by usunęły im z drogi ten głaz czy tamten kawałek roztrzaskanego pancerza.

Nieprzyjacielski patrol zjawił się szybko, podążając za wonią ukrytej zwierzyny. Instrumenty powiedziały Gubru, że ktoś znalazł schronienie za wodospadem. Było to zresztą miejsce znakomicie nadające się na podobną kryjówkę, otoczone barierą trudną do spenetrowania dla zwykłych detektorów. Jedynie ich specjalne rezonansowe anteny przeszukujące rozjarzyły się, zdradzając Ziemian, którzy zabrali tam ze sobą produkty swej techniki.

By wziąć przebywających w ukryciu z zaskoczenia, czołgi poleciały prosto wzdłuż kanionu, osłaniane od góry przez rój gotowych do walki robotów bojowych najwyższej jakości.

Nie czekało ich tam jednak wiele walki. W rzeczywistości za kaskadą wody nie było żadnych Ziemian, a jedynie wiązki cienkiego jak pajęczyna włókna.

I drut wyzwalający pułapkę.

I — porozmieszczane wokół na zboczach — kilkaset kilogramów nitrogliceryny domowej roboty.

Pył wodny zmył kurz, a wiry zabrały miriady maleńkich fragmentów, niemniej większa część gubryjskiego oddziału szturmowego spoczywała tam, gdzie znajdowała się w chwili, gdy wznoszącymi się nad nią ścianami wstrząsnęły eksplozje, które wypełniły niebo deszczem ciemnego, wulkanicznego kamienia. Athaclena obserwowała wydostającego się ze szczątków szyma. Wyciągnął, pohukując, rękę, w której trzymał mały, śmiercionośny pocisk gubryjski. Wkrótce strumień nieziemskiej amunicji znalazł drogę do plecaków oczekujących goryli. Wielkie, przedrozumne istoty zaczęły wspinać się z powrotem przez wielobarwny pył wodny.

Athaclena przyjrzała się uważnie wąskim paskom błękitnego nieba widocznym pomiędzy koronami drzew. Za kilka minut najeźdźcy sprowadzą tu myśliwce. Kolonialne oddziały nieregularne muszą do tego czasu zniknąć albo podzielą los nieszczęsnych szymów, które w zeszłym tygodniu wznieciły powstanie w dolinie Sindu.

Tylko nieliczni uchodźcy zdołali po tej klęsce dotrzeć w góry. Fiben Bolger nie znajdował się wśród nich. Nie zjawił się też żaden posłaniec z obiecanymi notatkami Gailet Jones. Ze względu na brak informacji, sztab Athacleny mógł jedynie zgadywać, ile czasu upłynie, zanim Gubru zareagują na tę ostatnią zasadzkę.

— Tempo, Benjamin — Athaclena spojrzała znacząco na swój czasomierz. Jej adiutant skinął głową.

— Pójdę ich pogonić, ser.

Zbliżył się bokiem do sygnalistki. Młoda szymka zaczęła wymachiwać powiewającymi na wietrze chorągiewkami.

Na krawędzi urwiska pojawiło się więcej goryli i szymów. Wdrapały się na lśniącą, wilgotną trawę. Gdy szymscy poszukiwacze cennych szczątków wygramolili się z wyrzeźbionej przez wodę rozpadliny, uśmiechnęli się do Athacleny i ruszyli przed siebie, wskazując swym większym kuzynom drogę ku tajnym ścieżkom prowadzącym przez las.

Teraz Athaclena nie musiała już ich do niczego nakłaniać pochlebstwem i perswazją. Została honorową Ziemianką. Nawet ci, którzy przedtem czuli się dotknięci, że rozkazuje im „nieziemniaczka”, teraz wykonywali jej polecenia szybko i z radością.

Był w tym element ironii. Podpisując umowę, która uczyniła ich małżonkami, Athaclena i Robert spowodowali, że widywali się teraz rzadziej niż kiedykolwiek. Jako że nie był jej już potrzebny jego autorytet jedynego przebywającego na wolności dorosłego człowieka, Robert wyruszył w inne miejsce, by siać tam spustoszenie na własną rękę.

Żałuję, że nie nauczyłam się więcej o takich sprawach — zadumała się. Nie była pewna, jakie skutki prawne miało podpisanie podobnego dokumentu w obecności świadków. Międzygatunkowe „małżeństwa” zawierano z reguły celem uproszczenia formalności prawnych. Współudziałowcy w przedsiębiorstwie mogli zawrzeć „ślub”, nawet jeśli pochodzili z całkowicie różnych linii genetycznych. Gadopodobny Bi-Gle mógł wstąpić w podobny związek z pokrytym chityną F’ruthianinem. Nie spodziewano się po podobnych małżeństwach potomstwa, na ogół jednak oczekiwano, że partnerzy będą lubić przebywać w swoim towarzystwie.

Athaclena czuła się dziwnie z powodu całej tej sprawy. W pewnym, szczególnym sensie miała teraz „męża”.

I był on nieobecny.

A więc tak to wyglądało dla Mathicluanny przez te wszystkie, samotne lata — pomyślała, dotykając palcami medalionika, który miała zawieszony na łańcuszku na szyi. Pasmo stanowiące przekaz od Uthacalthinga dołączyło tam do witki jej matki. Być może ich duchy laylacllapt’n splotły się tam razem w węzeł tak ciasny, jak łączący ich za życia.

Być może zaczynam rozumieć coś, czego nigdy o nich nie wiedziałam — pomyślała.

— Ser?… Hmm, proszę pani?

Athaclena mrugnęła i podniosła wzrok. Benjamin kiwał na nią ręką z początku ścieżki, gdzie jedna z wszechobecnych kępek pnączy zgromadziła się wokół małej kałuży różowawej wody. Szymska techniczka przykucnęła przy luce w skupieniu roślin, nastawiając delikatny instrument.

Athaclena podeszła do niej.

— Czy masz wiadomość od Roberta?

— Tak jest, ser — odparła szymka. — Wyraźnie wykrywam jeden ze śladowych związków chemicznych, jakie zabrał ze sobą.

— Który? — zapytała z napięciem Athaclena. Szymka uśmiechnęła się.

— Ten z lewoskrętną spiralą adeniny. Ten, który — jak się umówiliśmy — oznacza zwycięstwo.

Athaclena odetchnęła nieco swobodniej. A więc grupa Roberta również odniosła sukces. Wyruszyła ona z zamiarem zaatakowania niewielkiego nieprzyjacielskiego posterunku obserwacyjnego, położonego na północ od Przełęczy Lorne. Atak musiał nastąpić wczoraj. Dwa drobne sukcesy w ciągu dwóch dni. W tym tempie uda im się wyczerpać siły Gubry za jakiś, powiedzmy, milion lat.

— Odpowiedz, że my również osiągnęliśmy swój cel. Benjamin uśmiechnął się, gdy wręczał sygnalistce fiolkę z przezroczystym płynem. Szymka wlała go do kałuży. Po upływie kilku godzin dodane do niego molekuły będzie można wykryć w odległości wielu mil stąd. Jutro zapewne sygnalista Roberta zamelduje mu o jej przekazie.

Ta metoda była powolna, lecz Athaclena sądziła, że Gubru nie mają o niej absolutnie żadnego pojęcia — przynajmniej na razie.

— Skończyli z wydobywaniem materiałów, pani generał. Lepiej spływajmy stąd. Skinęła głową.

— Tak jest. Zaraz spłyniemy, Benjaminie.

Po upływie minuty biegli już razem zieloną ścieżką w stronę przełęczy i domu.

W niedługą chwilę później drzewa za ich plecami zaskrzypiały i niebem wstrząsnął grzomt. Zabrzmiał donośny huk i przez chwilę ryk wodospadu ustąpił miejsca wrzaskowi drapieżnego ptaka zawiedzionego w swym pragnieniu zemsty.

Za późno — cisnęła pogardliwie ku nieprzyjacielskim myśliwcom.

Tym razem.

53. Robert

Nieprzyjaciel zaczął używać lepszych robotów. Tym razem dodatkowy wydatek ocalił go przed unicestwieniem.

Sponiewierany gubryjski patrol wycofywał się przez gęstą dżunglę, niszcząc po drodze wszystko w promieniu dwustu metrów. Drzewa rozpadały się, a kręte pnącza wiły niczym torturowane robaki. Poduszkowe czołgi nie zaprzestały dzieła zniszczenia, dopóki nie dotarły na teren wystarczająco otwarty, by mogły na nim wylądować ciężkie dźwigacze. Tam pozostałe wehikuły utworzyły krąg, skierowany na zewnątrz, i kontynuowały niemal nieprzerwany ogień we wszystkich kierunkach.