Выбрать главу

— Jeden znajduje się w odległości niecałej godziny jazdy od miejsca, w którym się właśnie znajdujemy — kontynuował. — Aielowie pozwolili kupcowi odejść, jako że był zwykłym kupcem, który miał przy sobie tylko muła i taką ilość wody, jaką był w stanie udźwignąć na swym grzbiecie. Udało mu się w końcu dotrzeć aż do stedding w Grzbiecie Świata, gdzie spotkał człowieka, zwanego Soran Milo, który pisał książkę zatytułowaną Zaborcy spod znaku czarnego woala. Bibliotekarz przyniósł mi sfatygowany egzemplarz, kiedy poprosiłem o książki na temat Aielów. Milo najwyraźniej oparł wszystko, co napisał, na swych spotkaniach z Aielami, którzy przybywali do stedding handlować, a zresztą według Rhuarca i tak wszystko opisał źle, niemniej Kamień Portalu nie może być niczym innym, jak tylko Kamieniem Portalu.

Przestudiował kilkanaście innych map i rękopisów, rzekomo poznając Łzę i jej historię, poznając kraj — nikt nie mógł wpaść na to, co naprawdę zamierza, dowiedzieli się o tym dopiero teraz, przed kilkoma minutami.

Moiraine pociągnęła nosem, a siwa klacz, Aldieb, wykonała kilka żwawych kroków, wzmagając jej irytację.

— Podejrzana historia opowiedziana przez rzekomego kupca, który twierdził, że widział złote miasto płynące w chmurach. Czy Rhuarc widział ten Kamień Portalu? On przecież był w Rhuidean, Nawet jeśli kupiec rzeczywiście trafił do Pustkowia i rzeczywiście widział Kamień Portalu, mogło mieć to miejsce dokładnie wszędzie. Człowiek, który opowiada jakąś historię, zazwyczaj stara się upiększyć rzeczywistość. Miasto w chmurach?

— Skąd wiesz, że jest inaczej? — spytał. Rhuarc zazwyczaj witał śmiechem wszystkie te błędne informacje, które Milo przekazał na temat Aielów, ale w kwestii Rhuidean nie okazał się do tego stopnia wylewny. Stropił się raczej, można by rzec. Aielowie nie chcieli nawet komentować tych części książki, które rzekomo dotyczyły Rhuidean. Rhuidean jest położone na terenach będących własnością Jenn Aiel, klanu, którego nie ma — to było mniej więcej wszystko, co Rhuarc zechciał powiedzieć. O Rhuidean nie należało mówić.

Aes Sedai nie była szczególnie zachwycona tą lekceważącą uwagą, on jednak nie dbał o to. Za wiele tajemnic trzymała dla siebie, za często kazała mu ślepo robić to, czego chciała. Więc teraz kolej na nią. Powinna wreszcie zrozumieć, że on nie jest jakąś tam kukiełką.

„Przyjmę jej radę, gdy uznam, że jest słuszna, ale już nigdy więcej nie będę tańczył, jak mi zagra Tar Valon”.

Zginie na własnych warunkach.

Egwene podjechała bliżej na swym siwym koniu, prawie stykali się teraz kolanami.

— Rand, naprawdę masz zamiar ryzykować nasze życie, opierając się na... przypadku? Rhuarc nic ci nie powiedział, prawda? Kiedy ja pytałam Aviendhę o Rhuidean, zamykała się szczelnie jak skorupa orzecha.

Mat miał taką minę, jakby go mdliło.

Rand zachował nieruchomą twarz, nie zdradzając ani cienia wstydu. Nie chciał straszyć swoich przyjaciół.

— Tam jest Kamień Portalu — upierał się. Znowu potarł twardy kształt ukryty w sakwie. Musi mu pomóc.

Mapy, które pokazał mu bibliotekarz, były stare, ale w pewnym stopniu okazały się przydatne. Łąki, które teraz przemierzali, w czasach, gdy sporządzano te mapy, porośnięte były lasami, ale drzew pozostało już po nich niewiele: z rzadka rozsiane, skupione w mizerne zagajniki białe dęby, sosny, a także wysokie, samotne drzewa, których nie znał, z powyginanymi, wrzecionowatymi pniami. Z łatwością potrafił rozpoznać ukształtowanie terenu, wzgórza, obecnie porośnięte przeważnie wysokimi trawami.

Na mapach dwa wysokie, wygięte grzbiety, położone blisko siebie, były zwrócone w stronę skupiska okrągłych wzgórz, na których stał Kamień Portalu. O ile te mapy sporządzono właściwie. O ile bibliotekarz rzeczywiście zrozumiał jego opis i miał rację twierdząc, że zielony znak w kształcie diamentu naprawdę oznacza starożytne ruiny.

„Po cóż miałby kłamać? Robię się zanadto podejrzliwy. Nie, ja muszę być podejrzliwy. Ufny jak jadowity wąż i równie zimny”.

Wcale jednak mu się to nie podobało.

Na północy widział jedynie nagie wzgórza pocętkowane małymi, ruchomymi plamkami; z pewnością konie. Stada Wysokich Lordów, które pasły się w miejscu, gdzie ongiś był gaj ogirów. Miał nadzieję, że Perrin i Loial przejechali tędy bezpiecznie.

„Pomóż im, Perrin — pomyślał. — Pomóż im jakoś, bo ja nie mogę”.

Widok gaju ogirów oznaczał, że te pofałdowane grzbiety muszą być już blisko i niebawem wypatrzył je na południu, podobne do dwóch strzał, umieszczonych jedna w drugiej, kilka drzew rosnących rzędem na szczycie tworzyło cienką linię na tle nieba. Za nimi, niskie, owalne wzgórza, podobne do porośniętych trawą baniek, zachodziły jedno na drugie. Więcej wzgórz niż na starej mapie. Za wiele, skoro cała ich grupa miała zajmować mniej niż kwadratową milę. A jeśli mapa niewiernie oddaje rzeczywistość, jak się przekonać, na zboczu którego wzgórza znajduje się Kamień Portalu?

— Aielowie są liczni — cicho podpowiedział Lan — i mają bystry wzrok.

Rand skinął głową z wdzięcznością i ściągnął wodze Jeade’ena, zostając w tyle, by przedstawić problem Rhuarcowi. Opisał tylko Kamień Portalu nie mówiąc, czym on jest — starczy na to czasu, gdy zostanie odnaleziony. Nauczył się już zatajania tajemnic. Zresztą Rhuarc prawdopodobnie nie miał pojęcia, czym jest Kamień Portalu. Mało kto je miał, z wyjątkiem Aes Sedai, On sam nie wiedział, co to takiego, dopóki mu nie wyjaśniły.

Kroczący wielkimi krokami obok pstrokatego ogiera Aiel skrzywił się lekko — tym samym grymasem niepokoju co większość pozostałych — po czym skinął głową.

— Poszukamy tego. — Podniósł głos. — Aethan Dor! Far Aldazar Din! Duadhe Mahdi’in! Far Dareis Mai! Seia Doon! Sha’mad Conde!

Gdy tylko przebrzmiał jego rozkaz, członkowie wymienionych społeczności wojowników wybiegli naprzód, w rezultacie jedna czwarta wszystkich Aielów skupiła się wokół niego i Randa. Czerwone Tarcze. Bracia Orła. Poszukiwacze Wody. Panny Włóczni. Czarne Oczy. Wędrowcy Grzmotu.

Rand wyłuskał wśród nich przyjaciółkę Egwene, Aviendhę, wysoką, piękną kobietę o hardym spojrzeniu pozbawionym choć cienia wesołości. Panny strzegły jego drzwi, ale nie myślał, by spotkał ją wcześniej, to znaczy zanim Aielowie zebrali się razem przed wyjazdem z Kamienia. Spojrzała na niego, dumnie, niczym zielonooki jastrząb, a potem odrzuciła głowę i przeniosła uwagę na wodza klanu.

„Cóż, chciałem być znowu zwyczajnym człowiekiem” — pomyślał z pewnym smutkiem. Z pewnością od Aielów nie mógł oczekiwać innego traktowania. Nawet wódz klanu cieszył się u nich tylko posłuchem opartym na szacunku, pozbawionym śladu tej uległości, którą wymuszali rozmaici lordowie w pozostałej części świata, a więc podporządkowywano się jego decyzjom, ale uważano za równego sobie. On sam również niewiele więcej mógł się od nich spodziewać.

Rhuarc zwięzłymi słowami wydał instrukcje i przywołani Aielowie, rozstawieni w wachlarz, rozbiegli się swobodnymi, sprężystymi krokami po pokrytym wzgórzami terenie. Niektórzy na wszelki wypadek zasłonili twarze. Reszta czekała, stojąc albo kucając obok obładowanych mułów.

Reprezentowali niemal wszystkie klany wraz z kilkoma takimi, które łączyła waśń krwi, i takimi, które toczyły między sobą walki — z wyjątkiem Jenn Aiel rzecz jasna. Randowi nie udało się dowiedzieć, czy Jenn rzeczywiście istnieją, jako że z rzadkich wzmianek Aielów nic pewnego nie wynikało. Nie po raz pierwszy zastanawiał się, co ich trzyma razem. Czy tylko proroctwa o upadku Kamienia i poszukiwaniu Tego Który Przychodzi ze Świtem?