Выбрать главу

Faile przybrała jedną ze swych póz, znamionujących skończony upór, z brodą uniesioną do góry i pięściami wspartymi na biodrach.

— Zostaw to, Loial — powiedział Perrin. — Będę obozował jakiś kawałek dalej.

Loial spojrzał na Faile, która odwróciła się do dwóch kobiet Aiel, gdy tylko usłyszała, że Perrin się zgadza, potem potrząsnął swoją wielką głową i wykonał taki ruch, jakby chciał się przyłączyć do Perrina i Gaula. Perrin zatrzymał go delikatnym gestem, tak nieznacznym, że miał nadzieję, iż żadna z kobiet go nie zauważyła.

Obóz rozbił naprawdę niedaleko, w odległości nie większej niż dwadzieścia kroków. Brama mogła być zamknięta, ale wciąż były kruki i w powietrzu wisiało coś, co mogły zapowiadać. Chciał być blisko w razie potrzeby. Jeżeli Faile się to nie spodoba, to trudno. W takim stopniu przyzwyczaił się do ignorowania jej protestów, że drażniło go, gdy nic nie mówiła.

Nie zwracając uwagi na rwanie w boku i udzie, rozsiodłał Steppera i uwolnił od ciężarów juczne konie, pętając je i sypiąc do worków po kilka garści jęczmienia i owsa. Z pewnością tak wysoko nie było dla nich zbyt wiele paszy. Co zaś się tyczy tego, co tu było... Nasadził cięciwę na swój łuk i położył go wraz z kołczanem blisko ognia, a topór wyciągnął z pętli przy pasie.

Gaul dołączył do niego, gdy rozpalał ogień, a potem w całkowitym milczeniu zjedli posiłek złożony z chleba, sera i suszonego mięsa, który popili czystą wodą. Słońce zaszło za góry, kreśląc sylwetki szczytów i barwiąc czerwienią chmury. Cienie skryły dolinę, powietrze powoli zaczął przesycać chłód.

Otrzepawszy okruchy z dłoni, Perrin poszedł wyciągnąć z juków swój gruby płaszcz z zielonej wełny. Być może, bardziej niż mu się wydawało, przywykł do upału panującego w Łzie. Przy kobiecym ognisku, spowitym w cienie, rzecz jasna nie panowało milczenie; słyszał, jak się śmieją oraz strzępy tego; o czym mówiły, a które spowodowały, że zaczerwienił się po same uszy. Kobiety mogły rozmawiać o wszystkim, nie miały w ogóle żadnych oporów. Loial odsunął się od nich na tyle, na ile mógł, chociaż wciąż siedział w świetle i starał się zagłębić w lekturze. Przypuszczalnie nawet sobie nie zdawały sprawy, że wprawiają go w zakłopotanie; może wydawało im się, iż mówią na tyle cicho, że ogir nie słyszał.

Mrucząc coś do siebie, Perrin wrócił do ogniska i usiadł naprzeciw Gaula. Aiel zdawał się nie zwracać najmniejszej uwagi na panujący chłód.

— Czy znasz jakieś wesołe historie?

— Wesołe historie? Nie potrafię od ręki żadnej sobie przypomnieć. — Oczy Gaula pobiegły w stronę drugiego ogniska i roztaczającego się wokół niego śmiechu. — Opowiedziałbym coś, gdybym potrafił. Pamiętasz słońce?

Perrin zaśmiał się głośno, tak by tamte również go słyszały.

— Pamiętam. Kobiety!

Wesołość przy sąsiednim ognisku przycichła na chwilę, a potem rozbrzmiała na powrót z równą siłą. To powinno im wystarczyć. Inni ludzie też potrafią się śmiać. Perrin zapatrzył się ponuro w ogień. Bolały go rany.

Po chwili Gaul powiedział:

— To miejsce z każdą chwilą znacznie bardziej przypomina Ziemię Trzech Sfer niż pozostałe części mokradeł. Oczywiście jest tu wciąż zbyt dużo wody, a drzewa są zbyt wysokie i nazbyt liczne, ale nie jest tak obce jak miejsce zwane lasem.

Ziemia była tutaj kiepska, nie odrodziła się do czasu, gdy ogień zniszczył Mahetheren, rosły na niej rzadkie drzewa, wszystkie dziwacznie poskręcane przez wiatr, karłowate, o grubych pniach, nie przekraczające trzydziestu stóp. Perrin uznał to miejsce za najbardziej spustoszone ze wszystkich, jakie dotąd w życiu widział.

— Chciałbym któregoś dnia zobaczyć twoją Ziemię Trzech Sfer, Gaul.

— Być może będziesz mógł, jak uporamy się z tym, co mamy tutaj zrobić.

— Być może. — Oczywiście szanse były niewielkie. Tak naprawdę to żadne. Mógł powiedzieć o tym Aielowi, ale nie miał ochoty rozmawiać na te tematy, ani, jeśli już o to chodzi, również o nich myśleć.

— Tutaj znajdowało się Manetheren? Pochodzisz z krwi Manetheren?

— To było Manetheren — odparł Perrin. — Przypuszczam, że tak.

Trudno było uwierzyć, że w tych małych farmach i cichych wioskach mieszkają ludzie, będący ostatnimi spadkobiercami krwi Manetheren, ale tak właśnie twierdziła Moiraine. Dawna krew wciąż silna jest w Dwu Rzekach, powiadała.

— To było dawno temu, Gaul. Teraz jesteśmy farmerami, pasterzami, a nie wielkimi wojownikami ani nie wielkim narodem.

Gaul uśmiechnął się lekko.

— Skoro tak twierdzisz. Widziałem, jak tańczyłeś włócznie, widziałem też Randa al’Thora oraz tego, na którego wołacie Mat. Ale skoro tak twierdzisz...

Perrin poruszył się niespokojnie. Jak bardzo się zmienił od czasu wyjazdu z domu? On, ale także Rand i Mat? Nie chodziło tylko o jego oczy i o wilki, i o to, że Rand potrafił przenosić, to było mało istotne. Ale jak bardzo zmienili się wewnętrznie? Co jeszcze zostało z dawnych chłopców z Dwu Rzek? Z całej trójki Mat był najbardziej sobą, takim, jakim go pamiętał. Wręcz nawet jeszcze bardziej, jakby wyjazd z domu wyzwolił w nim coś, czego nie potrafił wcześniej z siebie wydobyć.

— Słyszałeś o Manetheren?

— Wiemy więcej o waszym świecie, niż przypuszczacie. Ale mniej, niż sądzimy. Dawno temu pokonałem Mur Smoka i czytałem książki przywożone przez handlarzy. Wiedziałem, że istnieją „łodzie”, „rzeki” i „lasy”, albo przynajmniej wydawało mi się, że wiem. — Słowa te w ustach Gaula zabrzmiały jak wyrazy z obcego języka. — Tak właśnie wyobrażałem sobie „las”. — Gestem wskazał rzadkie drzewa, skarlałe w porównaniu z tym, czym powinny być. — Wiara w pewne rzeczy wcale nie czyni ich prawdziwymi. A co z Jeźdźcem Nocy i bękartami Tego Który Zabija Liść? Czy sądzisz, że to przypadek, iż natknęliśmy się na trolloki w pobliżu tej Bramy?

— Nie. — Westchnął Perrin. — Widziałem kruki w dole doliny. Być może były to zwykłe ptaki, ale po spotkaniu z trollokami nie chcę ryzykować.

Gaul pokiwał głową.

— To mogły być Oczy Cienia. Jeżeli przygotowujesz się na najgorsze, wszystkie niespodzianki są potem przyjemne.

— Z przyjemnymi niespodziankami potrafię sobie poradzić. — Perrin poszukał w myślach wilków i ponownie niczego nie znalazł. — Być może dzisiejszej nocy uda mi się czegoś dowiedzieć. Może. Jeżeli coś się stanie, obudzić mnie zaraz, choćby kopniakami.

W jego własnych uszach zabrzmiało to dziwnie, ale Gaul tylko kolejny raz pokiwał głową.

— Gaul, nigdy nie próbowałeś mnie pytać o moje oczy, ani nawet nie przyjrzałeś im się po raz drugi. Żaden z Aielów tego nie zrobił. — Wiedział, że jego oczy lśnią złotem w świetle ogniska.

— Świat się zmienia — powiedział cicho Gaul. — Rhuarc, a także Jheran, wódz mojego klanu, no i oczywiście Mądre również, usiłowali to ukryć, ale teraz są już niespokojni, od czasu jak wysłali nas przez Mur Smoka na poszukiwanie Tego Który Przychodzi Ze Świtem. Przypuszczam, że ta przemiana nie będzie taka, w jaką zawsze wierzyliśmy, nie mam pojęcia, czym będzie się różnić, ale różnić się będzie na pewno. Stwórca zesłał nas do Ziemi Trzech Sfer, aby wykuć i ukształtować nas, a także by ukarać za grzech, na cóż jednak zostaliśmy ukształtowani?

Znienacka ponuro potrząsnął głową.

— Colinda, Mądra z Siedziby Gorących Źródeł, mówi mi, że jak na Kamiennego Psa, zdecydowanie za dużo myślę, a Bair, najstarsza Mądra wśród Shaarad, grozi, że wyśle mnie do Rhuidean po śmierci Jherama, czy tego będę chciał, czy nie. Mając na uwadze to wszystko, Perrin, cóż znaczy kolor oczu człowieka?