— A dlaczego wy się tutaj znalazłyście? — odpowiedział pytaniem na pytanie.
— Perrin! — ostro odezwała się pani al’Vere. — Bacz na to, jak się zachowujesz! Mogłeś nabrać jakichś niedobrych przyzwyczajeń gdzieś w świecie, kiedy jednak wracasz do domu, musisz zachowywać się na powrót poprawnie.
— Proszę się nie kłopotać — uspokoiła ją Verin. — Perrin i ja jesteśmy starymi przyjaciółmi. Ja rozumiem, o co mu chodzi.
Wpatrzone w niego ciemne oczy rozbłysły na moment.
— Zaopiekujemy się nim. — Chłodne słowa Alarmy można było rozmaicie interpretować.
Verin uśmiechnęła się i poklepała Marin po ramieniu.
— Lepiej zrobisz, wracając do wioski. Nie chcemy, by ktoś się zastanawiał, dlaczego spacerujesz sama po lesie.
Pani al’Vere pokiwała głową. Na moment tylko przystanęła obok Perrina i położyła dłoń na jego ramieniu.
— Wiesz, że cię lubię — powiedziała delikatnie. — Pamiętaj tylko, że jeżeli dasz się zabić, to i tak niczego tym nie zmienisz. Rób, co ci każą Aes Sedai.
Odburknął coś wymijającego, ale to zdało się ją zadowalać. Kiedy pani al’Vere zniknęła wśród drzew, Verin powiedziała:
— My również cię lubimy, Perrin. Jeżeli jest coś, co mogłybyśmy zrobić, zrobimy to.
Nie chciał myśleć teraz o swojej rodzinie.
— Wciąż nie odpowiedziałaś na moje pytanie.
— Perrin! — Faile usiłowała naśladować ton pani al’Vere, co niemalże jej się udało całkowicie, ale on nie zwrócił na nią najmniejszej uwagi.
— Dlaczego tu przyjechałyście? To wygląda na zbyt szczęśliwy zbieg okoliczności. Białe Płaszcze, trolloki i wy dwie, wszyscy znaleźli się w tym samym czasie w Dwu Rzekach.
— To nie jest żaden zbieg okoliczności — odparowała Verin. — Ach, zagotowała się woda na herbatę.
Woda kipiała w kociołku, ona zaś zaczęła się krzątać wokół niego, wrzuciła do środka garść liści, posłała Faile po metalowe kubki, ukryte w jednym z tobołków pod ścianą. Alanna, zaplótłszy ręce na piersiach, nie spuszczała wzroku z Perrina, chłodny wyraz jej twarzy stanowił ostry kontrast z zapałem krzątaniny tamtych.
— Z każdym rokiem — kontynuowała Verin — odkrywamy coraz umiej dziewcząt, które można nauczyć przenoszenia. Sheriam uważa, że przez ostatnie trzy tysiące lat mogłyśmy osłabić tę zdolność w ludzkim gatunku przez to, iż poskramiałyśmy każdego mężczyznę, który potrafił przenosić. A oto dowód na to: niewielu tego rodzaju mężczyzn udaje nam się obecnie znaleźć. Cóż, choćby zapisy sprzed stu lat stwierdzają, że zdarzało się takich przynajmniej dwóch lub trzech rocznie, a przed pięciuset laty...
Alanna odkaszlnęła.
— A cóż innego możemy zrobić, Verin? Pozwolić im popadać w szaleństwo? Przyjąć opętańczy plan Białych?
— Sądzę, że nie — odparowała spokojnie Verin. — Nawet jeśli udałoby się znaleźć kobiety, które by chciały urodzić dziecko poskromionego mężczyzny, nie ma żadnych gwarancji, że będzie ono w stanie przenosić albo że będzie dziewczynką, jeśli już o to chodzi. Ja zaproponowałam tylko, że jeśli rzeczywiście chcą wzbogacić rasę, to wówczas my, Aes Sedai, powinnyśmy mieć dzieci, w szczególności zaś one same, to znaczy Białe siostry, skoro jako pierwsze podniosły tę kwestię. Alviarin nie była szczególnie rozbawiona.
— Rzeczywiście nie miała powodu — zaśmiała się Alanna. Nagły rozbłysk zadowolenia w jej ciemnych, zapalczywych oczach był doprawdy zaskakujący. — Żałuję, że nie mogłam widzieć wówczas jej twarzy.
— Wyraz jej twarzy był... interesujący — powiedziała z rozbawieniem Brązowa siostra. — Uspokój się, Perrin. Zaraz odpowiem ci na twoje pytanie. Herbaty?
Starając się nie pokazywać po sobie gniewu, który w nim płonął, zmusił się, by usiąść na podłodze, mając za plecami wsparty o ścianę łuk, a w dłoniach metalowy kubek pełen herbaty. Wszyscy zasiedli kołem na środku pomieszczenia. Alanna zajęła się wyjaśnieniem powodów ich obecności w Dwu Rzekach, być może to ona właśnie podjęła teraz ten temat, ze względu na skłonność Verin do wdawania się w kolejne dygresje.
— Tutaj, w Dwu Rzekach, gdzie, jak podejrzewam, żadna Aes Sedai nie pojawiła się w ciągu ostatniego tysiąca lat, Moiraine odnalazła dwie kobiety, które nie tylko można było nauczyć przenoszenia, ale które posiadają wrodzone zdolności, a nadto słyszała o trzeciej, która zmarła, ponieważ nie potrafiła sama opanować tej umiejętności.
— Nie wspominając już o trzech ta’veren — wymamrotała Verina, nie odejmując kubka od ust.
— Czy macie jakiekolwiek pojęcie — kontynuowała Alanna — jak wiele miasteczek i wiosek musimy zazwyczaj odwiedzić, aby znaleźć trzy dziewczyny z wrodzonymi zdolnościami? Zadziwiające więc jest tylko to, iż zabrało nam tak wiele czasu, nim przybyłyśmy po kolejne. Stara krew jest bardzo silna tutaj, w Dwu Rzekach. Byłyśmy we Wzgórzu Czat jedynie tydzień, zanim pojawili się tam Synowie, ale zachowywałyśmy całkowitą ostrożność, nie chcąc zdradzić, kim jesteśmy, przed nikim, wyjąwszy lokalne Koło Kobiet, i udało nam się znaleźć cztery dziewczęta, które można nauczyć przenoszenia oraz jedno dziecko, o którym sądzę, że może mieć wrodzone zdolności.
— Trudno w tej kwestii uzyskać pewność — dodała Verin. — Ona ma dopiero dwanaście lat. Żadna nie zbliża się nawet do możliwości Egwene czy Nynaeve, ale liczba ta jest co najmniej znacząca. W okolicach Wzgórza Czat mogą być zapewne kolejne dwie lub trzy. Nie miałyśmy okazji, by przebadać dziewczęta tutaj lub dalej na południe. Taren Ferry zaś, muszę to przyznać, okazało się całkowitym rozczarowaniem. Przypuszczam, że zbyt wielka jest tam domieszka krwi z zewnątrz.
Perrin musiał przyznać, że te wyjaśnienia brzmią sensownie. Nie odpowiedziały jednak na wszystkie jego pytania ani nie rozproszyły wszelkich wątpliwości. Poruszył się, rozprostowując ścierpniętą nogę. Rana od włóczni w udzie znowu zaczynała boleć.
— Nie rozumiem, dlaczego ukrywacie się tutaj? Białe Płaszcze aresztują niewinnych ludzi, a wy sobie siedzicie w lesie. Trolloki najwyraźniej zupełnie swobodnie wędrują po Dwu Rzekach, a wy siedzicie w lesie. — Loial mruczał coś pod nosem. Perrin pochwycił coś o „rozgniewaniu Aes Sedai” i „gnieździe szerszeni”, ale nie przestał ich naciskać. — Dlaczego nie zrobicie czegoś? Jesteście Aes Sedai! Niech sczeznę, dlaczego czegoś nie zrobicie?
— Perrin! — zasyczała Faile, a potem posłała Verin i Alarmie przepraszający uśmiech. — Proszę, wybaczcie mu. Moiraine Sedai zupełnie go zepsuła. Ona ma dość swobodne maniery, jak przypuszczam, i pozwalała mu na różne rzeczy. Proszę, nie gniewajcie się na niego. On się poprawi.
Spojrzała na niego ostro zaznaczając, że wszystko, co powiedziała, przeznaczone było w tym samym stopniu, albo nawet większym, dla jego jak i dla ich uszu. Zrewanżował się jej spojrzeniem, w którym zawarł część tego gniewu, jaki go przepełniał. Nie miała prawa wtrącać się w te sprawy.
— Swobodne maniery? — Verin aż zamrugała, powtarzając te słowa. — Moiraine? Nigdy nie zauważyłam.
Alanna gestem nakazała Faile milczenie.
— Oczywiście nic nie rozumiesz — zwróciła się do Perrina głosem pełnym napięcia. — Nie masz pojęcia, w ramach jakich ograniczeń musimy działać. Trzy Przysięgi to nie pustosłowie. Przyprowadziłam tutaj ze sobą dwóch Strażników. — Zielone były jedynymi Ajah, które nakładały zobowiązania na więcej niż jednego Strażnika od razu; wedle tego, co słyszał, zazwyczaj było ich kilku, nawet trzech lub czterech. — Synowie dopadli Oweina, gdy przekraczał otwarte pole. Czułam każdą strzałę, która trafiała w jego ciało, zanim wreszcie zginął. Czułam, jak umierał. Gdybym tam była, obroniłabym jego i siebie również, posługując się Mocą. Ale nie wolno mi używać jej, by się mścić. Nie zezwalają na to Trzy Przysięgi. Synowie są równie paskudni, jak potrafią być tylko mężczyźni, naprawdę niewiele dzieli ich od Sprzymierzeńców Ciemności, ale nie są Sprzymierzeńcami Ciemności, i z tego powodu bezpieczni są przed atakiem Mocy, wyjąwszy samoobronę. To nie podlega najmniejszej wątpliwości, nawet gdybyśmy maksymalnie rozciągnęły interpretację Trzech Przysiąg.