Выбрать главу

— A zatem musimy go bacznie obserwować i mieć nadzieję. — Bair westchnęła. — Aviendha, będziesz się spotykała z Randem al’Thorem każdego dnia po przebudzeniu i nie opuszczała go na krok, dopóki nocą nie wejdzie pod koce. Będziesz trzymała się go tak blisko jak włosy głowy. Twoje szkolenie, obawiam się, będzie ograniczone przez to dodatkowe obciążenie, ale nie da się tego uniknąć. Jeśli będziesz z nim rozmawiała, a przede wszystkim go słuchała, nie powinnaś mieć trudności z trzymaniem się blisko niego. Mało który mężczyzna odeśle piękną kobietę, która go pilnie słucha. Być może coś mu się niechcący wymknie.

Przy tym słowie Aviendha zesztywniała. Kiedy Bair skończyła mówić, wypluła:

— Nie zrobię tego!

Zapadła martwa cisza, a wszystkie spojrzenia zwróciły się w jej stronę, ona mimo to nie spuściła wzroku.

— Nie zrobisz? — spytała cicho Bair. — Nie zrobisz.

Powtórzyła, cedząc słowa przez zęby.

— Aviendha — powiedziała łagodnie Egwene — nikt cię nie prosi, byś zdradziła Elayne; masz tylko z nim rozmawiać.

Była Panna Włóczni wyglądała tak, jakby desperacko zastanawiała się, gdzie może znaleźć jakąkolwiek broń.

— Czy to jest ta dyscyplina, której obecnymi czasy uczą się Panny? — spytała ostro Amys. — Jeśli tak jest, to przekonasz się, że nasze wymagania są znacznie bardziej surowe. Jeśli istnieje jakiś powód, dla którego nie możesz się trzymać blisko Randa al’Thora, to zechciej nam go zdradzić, bardzo proszę.

Bunt Aviendhy odrobinę osłabł, zaczęła coś niesłyszalnie mruczeć. Głos Amys ciął niczym ostrze noża.

— Masz powiedzieć, cóż to takiego, rzekłam!

— Nie lubię go! — wybuchnęła Aviendha. — Nienawidzę go! Nienawidzę.

Gdyby Egwene nie wiedziała, jak jest naprawdę, pomyślałaby, że przyjaciółce zbiera się na płacz. Te słowa zaszokowały ją jednak; Aviendha z pewnością nie mogła żywić takich uczuć wobec Randa.

— Nie pytamy, czy go kochasz, ani czy zabierzesz go do swego łóżka — wycedziła drwiąco Seana. — My ci każemy słuchać tego mężczyzny, a ty okażesz nam posłuszeństwo.

— Dziecinada — parsknęła Amys. — Jakiż to rodzaj młodych kobiet rodzi dziś świat? Czy wy nigdy nie doroślejecie?

Bair i Melaine zareagowały jeszcze ostrzej; starsza zagroziła, że przymocuje Aviendhę do grzbietu konia Randa w miejsce siodła — mówiła to takim tonem, jakby rzeczywiście miała zamiar to zrobić — Melaine zaś zaproponowała, by Aviendha zamiast spać, spędzała noce na wykopywaniu i zasypywaniu dziur, co jej pomoże oczyścić myśli. Egwene pojęła, że te pogróżki nie miały do niczego zmusić; te kobiety spodziewały się posłuszeństwa z jej strony i zamierzały je wymóc. Wszelka bezużyteczna praca, na jaką zasłuży sobie Aviendha, będzie stanowiła karę za upór. Upór ten wydawał się słabnąć pod wpływem czterech par wwiercających się w nią oczu Mądrych — klęcząc, przybrała jeszcze bardziej defensywną postawę — — ale obstawała przy swoim.

Egwene pochyliła się, by położyć dłoń na ramieniu Aviendhy.

— Powiedziałaś mi, że jesteśmy prawie siostrami i moim zdaniem tak jest. Czy zrobisz to dla mnie? Traktuj to tak, jakbyś opiekowała się nim dla Elayne. Wiem, że ją też lubisz. Możesz mu powiedzieć, że ona naprawdę myślała to, co przekazała mu w listach. Ucieszy się, słysząc to.

Przez twarz Aviendhy przebiegł spazm.

— Zrobię to — odparła, wiotczejąc. — Będę go pilnowała dla Elayne. Dla Elayne.

Amys otrząsnęła się.

— Głupota. Będziesz go obserwowała, bo my ci tak każemy, dziewczyno. Jeśli sądzisz, że masz jakiś inny powód, to przekonasz się, że się boleśnie mylisz. Więcej wody! Para rzednie!

Aviendha cisnęła jeszcze jedną garść wody na kamienie takim ruchem, jakby rzucała włócznią. Egwene ucieszyła się, widząc, że odzyskuje ducha, postanowiła jednak, że ją ostrzeże, kiedy będą same. Było bowiem kilka takich kobiet — te cztery Mądre na przykład albo Siuan Sanche — wobec których zdrowy rozsądek nakazywał nie zdradzać stanu własnego ducha. Można było pokrzykiwać na Koło Kobiet przez cały dzień, a i tak ostatecznie spełniało się ich żądania, żałując na dodatek, że nie trzymało się ust na kłódkę.

— Teraz, kiedy to już ustalone — powiedziała Bair  — rozkoszujmy się parą w milczeniu, póki możemy. Niektórym z nas pozostało jeszcze wiele do zrobienia podczas tej i kilku następnych nocy, skoro mamy zorganizować zgromadzenie w Alcair Dal dla Randa al’Thora.

— Mężczyźni zawsze wynajdują sposoby, by dać kobietom zajęcie — powiedziała Amys. — Dlaczego Rand al’Thor miałby się od nich różnić?

W namiocie zapadła cisza, zakłócana jedynie sykiem pary, który rozlegał się za każdym razem, gdy Aviendha polewała wodą rozgrzane kamienie. Mądre siedziały z rękoma ułożonymi na kolanach i oddychały głęboko. Wilgotne ciepło, lepki, oczyszczający pot na skórze miały nawet całkiem przyjemne, wręcz relaksujące działanie. Egwene przyszło do głowy, że warto stracić odrobinę snu z tego powodu.

Moiraine natomiast wcale nie wyglądała na zrelaksowaną. Wpatrywała się w parujący kocioł takim wzrokiem, jakby w istocie patrzyła na coś innego, na coś, co znajdowało się gdzieś bardzo daleko.

— Tak źle było? — spytała Egwene szeptem, by nie zakłócić spokoju Mądrych. — Pytam o Rhuidean.

Aviendha szybko podniosła głowę, ale nic nie powiedziała. — Wspomnienia blakną — odparła Moiraine równie cicho. Nie odrywała wzroku od swej odległej wizji, a jej głos był tak chłodny, że zdawał się niemalże wypierać ciepło z powietrza. — Większość już przestała istnieć. Niektóre znałam wcześniej. Inne... Koło obraca się tak, jak chce, a my jesteśmy tylko wątkiem we Wzorze. Poświęciłam życie na odszukanie Smoka Odrodzonego, na odszukanie Randa i przygotowanie go do Ostatniej Bitwy. Dopilnuję, by to się dokonało, niezależnie od kosztów. Nic i nikt nie liczy się bardziej.

Dygocząc mimo potu, Egwene zamknęła oczy. Aes Sedai nie życzyła sobie, by ją pocieszano. Była grudą lodu, nie kobietą. Egwene usadowiła się wygodniej, starając się odzyskać wrażenie tamtego błogostanu. Podejrzewała, że w najbliższej przyszłości niewiele ją czeka takich doświadczeń i niełatwo je będzie osiągnąć.

36

Błędne kierunki

Podczas gdy dopiero co wschodzące słońce zarysowało ostro sylwetki oddalonych gór, Aielowie zlikwidowali obozowisko i opuścili Rhuidean. Podzieleni na trzy grupy, klucząc po zboczach Chaendaer, schodzili ku nierównym płaskowyżom naznaczonymi wzgórzami, wysokimi, kamiennymi iglicami oraz zwieńczonymi płasko pagórkami, wśród których królowały szaroście, brązy i wszelkie inne pośrednie kolory, przetykane niekiedy wydłużonymi spiralami czerwieni i brunatnej żółci. Tu i ówdzie, w drodze na północny zachód, przechodzili pod wielkimi, naturalnymi łukami albo gigantycznymi płytami skalnymi, które osobliwie balansowały w chwiejnej równowadze, wciąż grożąc upadkiem. Rand gdzie nie spojrzał, widział w oddali wierzgające jakby, poszarpane górskie wierzchołki. Wszystkie szczątki pozostałe po Pęknięciu Świata zdawały się gromadzić w tym miejscu, zwanym Pustkowiem Aiel. Twarde podłoże, tam, gdzie nie tworzyła go spękana glina żółtej, brązowej tudzież nieokreślonej zupełnie, pośredniej barwy, było kamieniste i nagie, a wszędzie przecinały je wyschłe parowy i kotliny. Uboga roślinność, mizerna, niewysoka, składała się głównie z ciernistych krzewów oraz dziwnych kolczastych tworów pozbawionych liści; nieliczne kwiaty, białe, czerwone lub żółte, budziły w przygodnym widzu zadziwienie swą wyjątkowością. Gdzieniegdzie grunt pokrywały połacie stwardniałej trawy, a niezwykle rzadkie karłowate drzewa miały, jak było do przewidzenia, albo ciernie, albo kolce. Niemniej jednak, w porównaniu z Chaendaer i doliną Rhuidean, flora tych okolic zasługiwała nieomal na miano bujnej. Powietrze było tak czyste, ziemia zaś tak naga, że Randowi wydawało się, iż ogarnia wzrokiem całe mile.