Выбрать главу

Pod tym słońcem, które przypominało grudę stopionego złota zawieszoną wysoko na bezchmurnym niebie, powietrze nie było ani odrobinę bardziej wilgotne, a skwar nie mniej niemiłosierny. Owinął głowę shoufą, usiłując osłonić się przed jego promieniami, często też popijał wodę ze skórzanego worka przymocowanego do siodła Jeade’ena. O dziwo, noszenie kaftana wydawało się pomagać; niby nie pocił się mniej, ale skryta pod czerwoną wełną koszula zachowywała wilgoć, chłodząc go nieco. Mat użył skrawka tkaniny, by przymocować wielką, białą chustę do czubka głowy, tworząc coś w rodzaju dziwnej czapy, której tył opadał mu na z kark, stale ponadto osłaniał oczy przed łuną żaru. Swą mieczowłócznię ze znakiem kruka niczym lancę wsparł końcem o strzemię.

Ich grupa składała się z około czterystu Jindo; Rand i Mat jechali na przedzie, obok Rhuarka i Heirna. Aielowie oczywiście szli pieszo, namioty i część łupów z Łzy dźwigały konie i juczne muły. Kilka Panien Jindo utworzyło grupę zwiadowczą, rozciągniętą przed nimi w wachlarz, Kamienne Psy podążały na końcu w charakterze tylnej straży, trzon głównej kolumny asekurowały zaś czujne oczy oraz trzymane w pogotowiu włócznie i łuki z naciągniętymi strzałami. Pokój Rhuidean obowiązywał podobno tak długo, aż ci, którzy wyprawili się do Chaendaer, nie wrócą do swych siedzib, niemniej jednak, jak Rhuarc wyjaśnił Randowi, znane były przypadki pomyłek, a wszak przeprosinami oraz ceną krwi nie da się wydobyć zmarłych z ich grobów. Rhuarc natomiast uważał, iż prawdopodobieństwo pomyłki jest tym razem szczególnie duże, z pewnością po części spowodowane obecnością Shaido.

Ziemie klanu Shaido leżały za ziemiami Taardad Jindo, patrząc od strony Chaendaer; ich grupa szła równolegle do Jindo, oddzielona dystansem około ćwierć mili. Zdaniem Rhuarka Couladin powinien był poczekać jeszcze jeden dzień na powrót brata. Niczego to nie zmieniało, że Rand był świadkiem, jak Muradin wydłubał sobie oczy; wyznaczony czas wynosił dziesięć dni. Wcześniejsze odejście równało się porzuceniu tego, który wszedł da Rhuidean. A jednak Couladin nakazał Shaido zwinąć namioty, gdy tylko spostrzegł, że Jindo mocują bagaże na grzbietach swych jucznych zwierząt. Shaido zdążali teraz równo z nimi, z własnymi zwiadowcami i tylną strażą, pozornie ignorując Jindo, ale dzieląca ich przestrzeń trzystu kroków ani na moment się nie powiększyła. Kiedy jakiś człowiek podejmował próbę zdobycia piętna wodza klanu, zazwyczaj przywoływano świadków z około pół tuzina większych szczepów, i dlatego ludzie Couladina górowali liczebnie nad Jindo, w stosunku co najmniej dwóch do jednego. Rand podejrzewał, iż to obecność trzeciej grupy, w połowie drogi między Shaido i Taardad, stanowiła powód, dla którego ta przestrzeń ani razu nie zmniejszyła się niespodzianie, zwiastując użycie siły.

Jak wszyscy Aielowie, Mądre szły pieszo w towarzystwie tych dziwnych, odzianych w biel mężczyzn i kobiet, których Rhuarc nazwał gai’shain; prowadzili ich zwierzęta juczne. Niby nie służba, ale Rand nie był pewien, czy właściwie pojął wyjaśnienia Rhuarka dotyczące honoru, obowiązku i jeńców; Heirn wyrażał się jeszcze bardziej niezrozumiale, zupełnie jakby zmuszano go, by tłumaczył komuś, dlaczego woda jest mokra. Moiraine, Egwene i Lan przyłączyli się do Mądrych, obie kobiety jechały konno. Strażnik prowadził konia nieco bliżej Shaido, obserwując ich tak samo bacznie, jak otaczające ich dzikie okolice. Moiraine i Egwene zsiadały niekiedy z koni i przez jakiś czas szły pieszo, rozmawiając z Mądrymi. Rand oddałby ostatni grosz, by usłyszeć, o czym mówią. Często popatrywały w jego kierunku ukradkowymi spojrzeniami, których on bez wątpienia miał nie zauważać. Egwene, powodowana nie wiedzieć czym, zebrała włosy w dwa warkocze niczym panna młoda, wplatając w nie czerwone wstążki. Nie miał pojęcia, dlaczego to zrobiła. Przed wyjazdem z Chaendaer skomentował jej wygląd — właściwie tylko napomknął o tych warkoczach — a wówczas ona omal nie urwała mu za to głowy.

— Kobietą dla ciebie jest Elayne.

Spojrzał zakłopotany na Aviendhę. Do jej niebieskozielonych oczu powróciło wyrywające spojrzenie, nadal jednak nakładała się na nie warstwa intensywnej niechęci. Kiedy wstał tego ranka, czekała przed jego namiotem i od tego czasu nie oddaliła się odeń dalej jak na trzy kroki. Najwyraźniej Mądre zapędziły ją do szpiegowania, czego on najwyraźniej miał być nieświadom. Była piękna, jego zaś widocznie uważano za dostatecznie głupiego, by się miał w niczym nie zorientować. Bez wątpienia taki był prawdziwy powód, dla którego nosiła obecnie spódnice i nie miała przy sobie żadnej broni prócz małego noża przy pasie. Kobiety chyba uważały mężczyzn za naiwnych. Żaden Aiel, jak się nad tym zastanowić, nie skomentował tej zmiany w ubiorze Aviendhy, ale nawet Rhuarc unikał przypatrywania jej się zbyt długo. Prawdopodobnie wiedzieli, dlaczego mu towarzyszy albo przynajmniej przeczuwali w tym rękę Mądrych i dlatego nie chcieli o niczym rozmawiać.

Rhuidean. Nadal nie rozumiał, dlaczego tam poszła; Rhuarc burknął coś o „sprawach kobiet”, najwyraźniej nie kwapiąc się do dalszej dyskusji w jej obecności. Wziąwszy zaś pod uwagę fakt, że tak uporczywie nie odstępowała boku Randa, należało wyciągnąć wniosek, że ten temat w ogóle nie będzie podlegał dyskusjom. Wódz klanu z pewnością przysłuchiwał im się teraz, podobnie zresztą Heirn i wszyscy Jindo znajdujący się w zasięgu głosu. Czasami trudno się było połapać, o co chodzi Aielom, odniósł jednak wrażenie, że teraz znakomicie się bawią. Mat cicho pogwizdywał, ostentacyjnie patrząc na wszystko, tylko nie na nich dwoje. Tak czy inaczej, był to pierwszy raz, kiedy się do niego odezwała tego dnia.

— O co ci chodzi? — spytał.

Szła obok Jeade’ena, sute spódnice nie ograniczały jej ruchów. Nie, nie szła. Skradała się. Machałaby ogonem, gdyby była kotem.

— Elayne to mieszkanka mokradeł, pochodzi z tej samej rasy co ty. — Arogancko podrzuciła głowę. Brakowało jej krótkiego warkoczyka, jakie wojownicy Aiel nosili zaplecione na karku. Złożona chusta, którą obwiązała skronie, niemal całkowicie zakrywała włosy. — Odpowiednia kobieta dla ciebie. Czyż nie jest piękna? Proste plecy, szczupłe, silne nogi, wargi jak dojrzałe jabłuszka. Włosy niczym szczere złoto, oczy jak niebieskie szafiry. Skórę ma gładszą od najlepszego jedwabiu, łono piękne i miło zaokrąglone. Jej biodra są jak...

Przerwał jej nerwowo, czując, jak pałają mu policzki.

— Wiem, że ona jest piękna. Ale co ty teraz robisz?

— Opisuję ją. — Aviendha spojrzała na niego krzywo. — Widziałeś ją kiedyś w kąpieli? Nie muszę jej opisywać, jeśli widziałeś...

— Nie widziałem!

Wstyd mu było, że przemawia do niej głosem dobywającym się jakby ze zdławionego gardła. Nie ulegało wątpliwości, Rhuarc i pozostali słuchali, najwyraźniej rozbawieni, co jednoznacznie znamionowały ich nadmiernie poważne oblicza. Mat przewrócił oczami, nie tając szelmowskiego uśmiechu.

Aviendha wzruszyła jedynie ramionami i poprawiła chustę.

— Szkoda, że się o to nie postarała. Ja za to widziałam i mam zamiar postępować jak jej prawie siostra. — Akcent położony na to słowo zdawał się mówić, że jego „prawie siostra” zapewne uczyniłaby to samo; obyczaje Aielów były dziwne, ale to już zakrawało na czyste szaleństwo! — Jej biodra...

— Skończ z tym!

Spojrzała na niego z ukosa.

— Ona jest kobietą dla ciebie. Elayne złożyła serce u twych stóp jak ślubny wianek. Uważasz, że był ktoś taki w Kamieniu Łzy, kto o tym nie wiedział?