Mimo iż bolał go bok, spróbował odpowiedzieć im na wszystkie pytania. Byli rozczarowani, gdy dowiedzieli się, że nie widział Białej Wieży, a także króla czy królowej. Pomyślał, że Berelain mogłaby być odpowiednikiem królowej, ale gdy Faile znajdowała się w pobliżu, nie chciał o niej wspominać. Pewne rzeczy pominął: Falme i Oko Świata, Przeklętych, Callandor. To były niebezpieczne sprawy, wiodące prosto do Smoka Odrodzonego. Zamiast tego mógł im trochę opowiedzieć o Caemlyn, o Łzie, a także o Ugorze i Ziemiach Granicznych. Zaskakujące było przekonać się, w co wierzą, a w co nie. Połknęli z łatwością informacje o zniszczonym, zdeprawowanym krajobrazie Ugoru, który zdawał się gnić, gdy się nań patrzyło, a także o żołnierzach Shienarańskich z wygolonymi głowami i włosami związanymi w czub, o steddingu ogirów, w którym Aes Sedai nie były w stanie przenosić Jedynej Mocy, a Pomory bały się wchodzić. Ale rozmiary Kamienia Łzy, rozległe miasta...
Na temat swoich rzekomych przygód rzekł jedynie tyle:
— Przeważnie starałem się tylko uchronić przed rozłupaniem czaszki. Na tym właśnie chyba polegają przygody, żeby przeżyć, mieć miejsce do spania i coś do zjedzenia. Przeżywając przygody, zazwyczaj jesteś głodny, a w nocy cierpisz z powodu zimna i wilgoci.
Niezbyt im się to spodobało. Łatwiej im było uwierzyć w to, że Kamień jest tak wielki jak nieduża góra. Upominał się, że sam także nic nie wiedział o świecie, zanim nie wyjechał z Dwu Rzek. Nie pomogło. Nigdy przecież nie miał takich wybałuszonych oczu. Naprawdę? We wspólnej sali zaczęło się robić duszno. Powinien zdjąć kaftan, ale nie miał siły, by się choćby poruszyć.
— A co z Randem i Matem? — dopytywał się Ewin. — Jeżeli wszystko polega na tym, że jest się głodnym i nocuje w deszczu, to dlaczego nie wrócili do domu?
Do gospody weszli Tam i Abell z łukami w dłoniach, Tam zaś również z mieczem przypasanym przy prostym kaftanie — dziwna rzecz, miecz zdawał się pasować do niego, niezależnie od tego, w co był odziany — a więc powtórzył im to, co mówił już wcześniej, że Mat spędza czas na hazardzie w tawernach i uganianiu się za dziewczętami, a Randa ostatni raz widział w świetnym kaftanie z piękną dziewczyną u boku. Z Elayne zrobił szlachetnie urodzoną, zakładając, iż nigdy nie uwierzą, że jest Dziedziczką Tronu Andoru, i przekonał się, że miał rację, kiedy zareagowali na tę informację z całkowitym niedowierzaniem. Wydawali się jednak zadowoleni, to było właśnie to, czego oczekiwali, ich niedowierzanie zaś zmniejszyło się odrobinę, gdy Elam zauważył, że Faile również jest szlachetnie urodzona, a mimo to podróżuje z Perrinem. Słysząc tę uwagę, Perrin uśmiechnął się; ciekawe, co by powiedzieli, gdyby oznajmił im, że Faile jest kuzynką królowej.
Z jakiegoś powodu Faile nie wydawała się już dłużej rozbawiona. Odwróciła się i popatrzyła na nich wzrokiem, który mógłby konkurować z najmniej przyjemnymi spojrzeniami Elayne, uniosła głowę, a na jej twarzy zastygł lodowato wyniosły grymas.
— Dosyć już go zmęczyliście. Jest ranny. Idźcie sobie, dajcie mu spokój.
O dziwo, skłonili się niezgrabnie, Dav nawet dziwacznie ugiął nogę, przez co wyglądał jak kompletny głupiec, i mamrocząc słowa przeprosin — do niej, nie do niego! — odwrócili się, by odejść. W drzwiach zderzyli się z Loialem, który przeciskał się przez wejście z nisko pochyloną głową. Zagapili się na niego, jakby go widzieli po raz pierwszy w życiu, potem zerknęli jeszcze raz na Faile i uciekli. To jej zimne, arystokratyczne spojrzenie najwyraźniej okazywało się skuteczne.
Kiedy Loial wyprostował się, jego kudłata głowa sięgała niemalże do powały. W pojemnych kieszeniach kaftana jak zwykle odznaczały się prostokątne kształty książek, ale w dłoni trzymał potężny topór. Jego drzewce wysokie było jak on sam, natomiast ostrze, choć ukształtowane na podobieństwo ostrza siekiery, było równie wielkie jak ostrze perrinowego topora bojowego.
— Jesteś ranny — zahuczał Loial, gdy jego spojrzenie spoczęło na Perrinie. — Powiedzieli mi, że wróciłeś, ale nie wspomnieli, że jesteś ranny, bo wtedy przyszedłbym szybciej.
Na widok topora Perrin wzdrygnął się. Powiedzenie ogirów: „używać topora z długim trzonem” oznaczało raptowność lub gniew — z jakiegoś powodu ogirowie nie odróżniali do końca tych dwóch emocji. Loial rzeczywiście wyglądał na rozzłoszczonego, zakończone pędzelkami uszy przylegały mu do czaszki, marszczył czoło w taki sposób, że krzaczaste długie brwi spadały mu aż na szerokie policzki. Bez wątpienia powodem była wycinka drzew. Perrin miał ochotę porozmawiać z nim w cztery oczy i dowiedzieć się, czy odkrył coś dotyczącego Alarmy. Albo Verin. Przesunął dłonią po czole i zdziwił się, że zostały sucha, miał wrażenie, jakby cały spływał potem.
— Jest taki uparty — powiedziała Faile, spoglądając na niego tym samym rozkazującym spojrzeniem, jakim przedtem zmierzyła Dava, Elama i Ewina. — Powinieneś położyć się do łóżka. Gdzie jest Alanna, Verin? Ma go przecież uzdrowić, więc gdzie jest?
— Zjawi się. — Aes Sedai nawet nie uniosła wzroku znad swych notatek. Marszcząc brwi z namysłem, nadal pisała coś w swej książeczce.
— Powinien iść do łóżka!
— Na to zawsze będzie dość czasu — twardo odparował Perrin. Uśmiechnął się do niej, aby złagodzić wymowę swych słów, ale udało mu się osiągnąć tyle tylko, że wyglądała na jeszcze bardziej zmartwioną i nie przestawała mruczeć pod nosem: „uparciuch”. W obecności Verin nie mógł zapytać Loiala o Aes Sedai, ale były inne jeszcze rzeczy, nie mniej istotne. — Loial, Brama jest otwarta ponownie, a trolloki dalej przez nią przechodzą. Jak to się mogło stać?
Koniuszki brwi ogira opadły jeszcze bardziej, zastrzygł nerwowo uszami.
— Mój błąd, Perrin — zagrzmiał z żalem. — Zostawiłem na zewnątrz oba liście Avendesory. Sprawiłem, że Bramy nie da się otworzyć od wewnątrz, jednak od zewnątrz każdy to może zrobić. Cień skrywa Drogi już od pokoleń, lecz to my, ogirowie, je wyhodowaliśmy. Nie potrafiłem zmusić się, by zniszczyć Bramę. Przykro mi, Perrin. Mój błąd.
— Nie wierzę, by można było to zrobić — zauważyła Faile.
— Nie miałem na myśli zniszczenia w dosłownym sensie. — Loial wsparł się na drzewcu swego topora. — Wedle Damelle, córy Ali, córy Soffery, Brama została już raz zniszczona, pięćset lat po Pęknięciu, ponieważ znajdowała się w pobliżu stedding, które pochłonął Ugór. Oprócz niej w Ugorze unicestwione zostały ponadto dwie lubi trzy Bramy. Napisała jednak, że było to niezwykle trudne zadanie, wymagające obecności trzynastu Aes Sedai pracujących z ter’angrealami. Kolejna próba, o której donosiła, zdarzyła się podczas Wojen z Trollokami, wówczas dziewięć Aes Sedai zniszczyło Bramę, jednakże z takim skutkiem, że same zostały wessane do środka...
Przerwał, uszy obwisły mu z zakłopotania, potarł kciukiem swój szeroki nos. Wszyscy patrzyli na niego, nawet Verin i Aielowie.
— Czasami pozwalam sobie na nadmierne odbieganie od tematu. Brama. Tak. Nie potrafię jej zniszczyć, ale jeżeli usunę całkiem oba liście Avendesory, wówczas one obumrą. — Skrzywił się do swych myśli. — Jedynym sposobem otworzenia na powrót Bramy będzie wtedy wezwanie Starszych z Talizmanem Wzrostu. Chociaż przypuszczam, że Aes Sedai byłyby zdolne wyciąć w takiej nieczynnej Bramie otwór prowadzący do Dróg.
Tym razem aż cały zadrżał. Dla niego zniszczenie Bramy musiało być czymś w rodzaju podarcia książki na strzępy. Chwilę później jednak uśmiechnął się ponownie.