— Jego łapówki to nie nasz problem, Elayne — powiedziała z rozdrażnieniem Nynaeve. — Nie dbam o to, nawet jeśli daje je całemu miastu i przemyca...
Przerwało jej walenie do drzwi. Spojrzała ostrzegawczo na pozostałych i warknęła:
— Siedź cicho — do Egeanin, a potem podniosła głos:
— Wejść!
Juilin wsadził do pokoju głowę przez szparę w uchylonych drzwiach, na głowie miał ten głupi stożkowaty kapelusz; jak zwykle zmarszczył brwi na widok Domona. Ciemna smuga zakrzepłej krwi na policzku również nie była niczym niezwykłym; ostatnimi czasy ulice stały się znacznie bardziej niebezpieczne za dnia, niźli przedtem bywały w nocy.
— Czy mogę pomówić z tobą na osobności, pani al’Meara? — zapytał, gdy dostrzegł siedzącą za stołem Egeanin.
— Ach, wejdź — ostro rozkazała Nynaeve. — Po tym, co już usłyszała do tej pory, nie ma znaczenia, jeśli dowie się jeszcze czegoś. Czy ty również odnalazłeś je w Pałacu Panarcha?
Zamykając drzwi, zacisnął usta i obrzucił Domona zagadkowym spojrzeniem. Przemytnik uśmiechnął się, trochę nazbyt ostentacyjnie. Przez moment wyglądało na to, iż obaj rzucą się na siebie.
— A więc Illianin tym razem mnie wyprzedził — wymamrotał ponuro Juilin. Ignorując Domona, zwrócił się do Nynaeve. — Powiedziałem ci, że kobieta z pasmem siwych włosów doprowadzi mnie do nich. To jest rzadko spotykana cecha. I widziałem tam również kobietę Domani. Z oddali... nie jestem na tyle głupi, by przyłączać się dobrowolnie do ławicy srebraw... ale nie wierzę, by w całym Tarabon znalazła się druga kobieta Domani prócz Jeaine Caide.
— A więc ty też twierdzisz, że one są w Pałacu Panarcha? — wykrzyknęła Nynaeve.
Wyraz twarzy Juilina nie zmienił się, ale jego ciemne oczy rozszerzyły się lekko, na moment uciekając w stronę Domona.
— Nie dostarczył dowodu — wymruczał zadowolonym głosem.
— Miałem dowód. — Domon unikał spoglądania na Tairenianina. — Nawet jeżeli był dla ciebie nieprzekonujący przed przyjściem tego rybaka, pani al’Meara, to nie jest to moja wina.
Juilin się wyprostował, ale Elayne wtrąciła się, zanim łowca złodziei zdążył przemówić.
— Obaj je odnaleźliście i obaj dostarczyliście dowody. Najprawdopodobniej żaden nie byłby wystarczający bez drugiego. Teraz wiemy już, gdzie są, a to dzięki wam obydwóm.
Jej przemowa doprowadziła do tego, że teraz obaj wyglądali na jeszcze bardziej niezadowolonych niż przedtem. Mężczyźni czasami są skończonymi głupcami.
— Pałac Panarcha. — Nynaeve szarpnęła mocno garść warkoczyków, potem zdecydowanym ruchem głowy przerzuciła je sobie przez ramię. — To, czego szukają, musi tam być. Ale jeżeli już to zdobyły, to dlaczego wciąż przebywają w Tanchico? Pałac jest wielki. Może jeszcze nie znalazły? Tylko cóż nam po tym, skoro one są w środku, a my na zewnątrz?
Thom wszedł jak zwykle bez pukania i jednym spojrzeniem objął całą sytuację.
— Pani Egeanin — wymamrotał z eleganckim ukłonem, którego nie zniekształciło w najmniejszej mierze jego kalectwo. — Nynaeve, chciałbym porozmawiać z tobą sam na sam. Przynoszę ważne wieści.
Świeże skaleczenie na jego policzku napełniło Elayne gniewem nawet większym niźli nowe rozdarcie w dobrym, brązowym płaszczu. Ten człowiek był już za stary, by nie zważać na niebezpieczeństwa ulic Tanchico. Jakichkolwiek ulic, jeśli już o to chodzi. Nadszedł czas, by zadbała o jakąś pensję dla niego oraz bezpieczne i wygodne miejsce, gdzie mógłby spokojnie żyć. Już nie dla niego zawód barda wędrującego ód wioski do wioski. Ona tego dopilnuje.
Nynaeve rzuciła Thomowi ostre spojrzenie.
— Nie mam teraz na to czasu. Czarne siostry są w Pałacu Panarcha, a z tego, co wiem, Amathera pomaga im w przeszukiwaniu go od piwnic aż po strych.
— Dowiedziałem się o tym mniej niż godzinę temu — powiedział niedowierzającym tonem. — W jaki sposób...?
Spojrzał na Domona i Juilina, którzy wciąż boczyli się na siebie niczym chłopcy, z których każdy chce dostać całe ciastko.
Było oczywiste, że nie podejrzewa nawet, iż którykolwiek z nich odegrał rolę źródła informacji Nynaeve. Elayne widziała wręcz, jak na siłę robi dobrą minę do złej gry. Był przecież tak dumny ze swej orientacji we wszystkich zakulisowych manipulacjach, w sekretnej grze sił.
— Wieża ma swoje sposoby, Thom — oznajmiła mu tonem chłodnym i tajemniczym. — Lepiej nie wnikać w metody Aes Sedai.
Zmarszczył czoło, krzaczaste siwe brwi niepewnie opadły. Wiedziała, że Juilin oraz Domon patrzą na nią złym wzrokiem i nagle nie potrafiła zapanować nad rumieńcem. Gdyby coś powiedzieli, wyszłaby na głupią. W końcu mogli tak postąpić, mężczyźni zdolni byli bowiem do takich rzeczy. Najlepiej pokryć to czymś, szybko, i mieć nadzieję, że nic nie powiedzą.
— Thom, czy słyszałeś coś, co mogłoby wskazywać, że Amathera jest Sprzymierzeńcem Ciemności?
— Nie. — Zdenerwowany szarpnął jeden ze swych wąsów. — Najwyraźniej nie spotkała się ani razu z Aldrikiem, odkąd przywdziała Koronę Drzewa. Być może kłopoty na ulicach uczyniły podróż między Pałacem Króla a Pałacem Panarcha nazbyt niebezpieczną. Może zwyczajnie zrozumiała, że jej władza jest obecnie równa jego pozycji i nie jest już dłużej usłużna jak przedtem. Niestety, nie umiem powiedzieć, w jakie teraz weszła sojusze.
Spojrzawszy na ciemnowłosą kobietę, siedzącą na krześle, dodał:
— Wdzięczny jestem za pomoc, z jaką pospieszyła pani Egeanin podczas ataku tych bandytów, ale po zastanowieniu się doszedłem do wniosku, że w istocie jest to dość przypadkowa przyjaciółka. Czy mogę zapytać, dlaczego wprowadza się ją w całą sytuację? Zdaje mi się, że muszę ci przypomnieć, Nynaeve, o konieczności zawiązania węzła na każdym nieostrożnym języku.
— Ona jest Seanchanką — poinformowała go Nynaeve. — Zamknij usta, zanim połkniesz ćmę, Thom. I usiądź. Możemy zjeść posiłek i w trakcie zastanowić się, co robić dalej.
— W jej obecności? — zdumiał się Thom. — Seanchanki?
Słyszał trochę opowieści z Falme od Elayne — trochę — i z pewnością dotarły do jego uszu tutejsze plotki, nic dziwnego więc, że wpatrywał się w Egeanin takim wzrokiem, jakby się zastanawiał, gdzie ukryła rogi. Sądząc po wybałuszonych oczach Juilina, ten najwyraźniej się dusił; on również musiał słyszeć tanchicańskie plotki.
— Sugerujesz, że powinnam poprosić Rendrę, by zamknęła ją w spiżarni? — zapytała spokojnie Nynaeve. — To dopiero wywołałoby komentarze, nieprawdaż? Jestem najzupełniej przekonana, że trzech wielkich, owłosionych mężczyzn potrafi obronić Elayne i mnie, kiedy ona wyciągnie seanchańską armię ze swej sakwy. Siadaj, Thom, albo jedz, stojąc, ale przestań tak na mnie patrzeć. Wszyscy siadajcie. Mam zamiar zjeść, zanim wszystko całkiem wystygnie.
Zrobili, jak im kazała, Thom spoglądał złym okiem na Juilina i Domona. Czasami brutalne maniery Nynaeve sprawdzały się zupełnie nieźle. Być może nawet Randa dałoby się sprowokować do jakiejś reakcji okazjonalną brutalnością.
Przegnała ze swej głowy myśl o Randzie i postanowiła, że nadszedł czas, by też się na coś przydać.
— Nie potrafię zrozumieć, w jaki sposób Czarne siostry mogą przebywać w Pałacu Panarcha bez wiedzy Amathery — powiedziała, przysuwając sobie krzesło. — Według mnie są trzy możliwości. Po pierwsze, Amathera jest Sprzymierzeńcem Ciemności. Po drugie, uważa je za Aes Sedai. Oraz, po trzecie, jest ich więźniem.
Z jakiegoś powodu aprobujące skinienie głowy Thoma spowodowało, że poczuła ciepło w środku. Głupie. Nawet jeśli znał się na Grze Domów, to był tylko głupim poetą nadwornym, który odrzucił wszystko, by zostać prostym bardem.
— W każdym przypadku ona pomoże im w poszukiwaniach tego, co chcą znaleźć, ale wydaje mi się, że jeśli uważa je za Aes Sedai, to możemy liczyć na jej pomoc, kiedy tylko dowie się prawdy. A jeśli jest więźniem, możemy jej pomóc, uwalniając ją. Nawet Liandrin i jej towarzyszki nie będą mogły pozostać w Pałacu, jeśli Panarch zarządzi, że mają go opuścić, co da nam wolną rękę w poszukiwaniach.