Выбрать главу

Po drodze do wspólnej sali zatrzymał się na szczycie schodów. Aram stanął na najniższym stopniu i obserwował go, gotów pójść za nim wszędzie. Gaul leżał wyciągnięty na sienniku w pobliżu kominka, jego lewe udo pokrywała gruba warstwa bandaża, najwyraźniej spał. Faile oraz dwie Panny siedziały ze skrzyżowanymi nogami na podłodze blisko niego, cicho rozmawiając. W odległej części pomieszczenia rozłożono znacznie większy siennik, ale Loial siedział jeszcze na ławie, z wyciągniętymi nogami, by zmieścić je pod stołem, i zgięty niemalże w pół, pisał coś szaleńczo w mdłym świetle świecy. Bez wątpienia zapisywał wszystko, co wydarzyło się podczas ich wędrówki w celu zamknięcia Bramy. I jeśli w ogóle znało się choć trochę Loiala, można było być pewnym, że całą zasługę przypisze Gaulowi, niezależnie do tego, czy tamten na to zasługiwał czy nie. Loial zdawał się uważać, że to, co zrobił, wcale nie jest brawurowym czynem, wartym zanotowania. Poza nimi we wspólnej sali gospody nie było nikogo. Wciąż słyszał, jak ktoś gra na skrzypcach. Pomyślał, że tym razem rozpoznaje melodię. Nie była to już piosenka Druciarzy. Moja miłość to dzika róża.

Faile spojrzała na schodzącego po schodach Perrina i z wdziękiem podniosła się z miejsca, by wyjść mu na spotkanie. Aram natomiast z powrotem usiadł, kiedy stwierdził, że Perrin nie idzie w kierunku drzwi.

— Twoja koszula jest mokra — stwierdziła oskarżycielskim tonem Faile. — Spałeś w niej, nieprawdaż? I twoje buty, powinnam się tego spodziewać. Nie minęła godzina, odkąd cię zostawiłam. Wracaj natychmiast do siebie, zanim spadniesz ze schodów.

— Czy widziałaś, jak Luc wyjeżdżał? — zapytał.

Jej usta zacisnęły się, ale czasami ignorowanie jej grymasów okazywało się najlepszym sposobem postępowania. Zbyt często udawało jej się zwyciężać w ich kłótniach.

— Przed kilkoma minutami przebiegł tędy i wypadł kuchennym wejściem — powiedziała na koniec. Tak brzmiały słowa, natomiast ton jednoznacznie stwierdzał, że jeszcze z nim nie skończyła.

— Czy wyglądał na... rannego?

— Tak — odrzekła powoli. — Zataczał się i przyciskał coś do piersi pod kaftanem. Być może był to opatrunek. Pani Congar jest w kuchni, ale z tego, co słyszałam, omal jej nie stratował. Skąd wiedziałeś?

— Śniłem o tym.

W jej oczach z nakrapianymi tęczówkami pojawiły się niebezpieczne błyski. Ale przecież nie może oczekiwać od niego, że wszystko od razu wyjaśni. Wiedziała o wilczych snach, lecz chyba nie spodziewała się, że będzie paplał o nich w sytuacji, gdy Bain i Chiad słyszały każde słowo, nie wspominając już o Gaulu czy Loialu? Cóż, być może Loiala można było wyłączyć, wydawał się tak pochłonięty swoimi notatkami, że zapewne nie zauważyłby, gdyby do wspólnej sali wpędzono stado owiec.

— Gaul?

— Pani Congar dała mu coś na sen oraz maść na ranę. Kiedy rankiem obudzą się Aes Sedai, jedna z nich będzie mogła go uzdrowić, jeżeli uznają, że jego rana jest wystarczająco poważna.

— Chodź i usiądź tu, Faile. Chcę, żebyś coś dla mnie zrobiła. — Podejrzliwie zmierzyła go wzrokiem. Kiedy już siedzieli, pochylił się w poprzek blatu stołu, starając nadać swemu głosowi poważne, lecz nie natarczywe brzmienie. — Chcę, żebyś zawiozła wiadomość do Caemlyn, ode mnie. Po drodze możesz zahaczyć o Wzgórze Czat i poinformować ich, jak stoją sprawy. W rzeczy samej, najlepiej byłoby, gdyby się przeprawili przez Taren, dopóki wszystko się nie skończy.

Brzmiało to jak luźny pomysł, sformułowany pod wpływem chwili.

— Chcę, żebyś poprosiła królową Morgase, aby przysłała nam tutaj część swej Gwardii. Wiem, że obarczam cię niebezpiecznym zadaniem, ale Bain i Chiad mogą cię ochraniać aż do Taren Ferry, a prom wciąż jeszcze pływa po rzece.

Chiad wstała i patrzyła na niego z niepokojem. Skąd ten niepokój?

— Nie będziesz musiała go zostawić — poinformowała ją Faile. Po chwili kobieta Aiel pokiwała głową i zajęła swoje miejsce przy Gaulu. Chiad i Gaul? Przecież byli wrogami krwi. Dzisiejszej nocy nic nie miało sensu.

— Do Caemlyn droga jest daleka — ciągnęła dalej Faile cichym głosem. Jej oczy wpatrywały się w niego intensywnie, ale twarz równie dobrze mogła być wyrzeźbiona z drewna. — Zajmie całe tygodnie, dodatkowo czas na dotarcie przed oblicze Morgase i przekonanie jej, a następnie kolejne tygodnie na powrót z Gwardią Królowej.

— Przez ten czas zdołamy się z łatwością utrzymać — powiedział jej.

„Niech sczeznę, jeśli nie potrafię kłamać równie gładko jak Mat!”

— Luc miał rację. Wokół wioski nie może być więcej niż tysiąc trolloków.

„Sen?”

Pokiwała głową. Przynajmniej choć raz zrozumiała.

— Możemy się tutaj bronić bardzo długo, ale tymczasem oni będą niszczyć plony i robić Jedna światłość wie, co jeszcze. Potrzebujemy Gwardii Królowej, aby pozbyć się ich ostatecznie. Jesteś osobą, której wybór nasuwa się logicznie. Wiesz jak rozmawiać z królową, sama będąc kuzynką królowej, i w ogóle. Faile, wiem, że to, o co cię proszę, jest niebezpieczne... — Na pewno nie w takim stopniu, jak pozostanie na miejscu. — ...Ale kiedy już dostaniesz się do promu, dalej powinnaś dać sobie radę.

Nie słyszał, że zbliża się Loial, do chwili, gdy ogir położył swą księgę z notatkami przed Faile.

— Nic nie poradzę na to, że wszystko słyszałem, Faile. Jeżeli jedziesz do Caemlyn, mogłabyś to ze sobą zabrać i schować w bezpiecznym miejscu, zanim ja się po nią nie zjawię? — Ściskając tom niemal z czułością, dodał: — W Caemlyn drukują bardzo dobre książki. Przepraszam, że przeszkodziłem, Perrin.

Ale spojrzenie jego oczu, wielkich niczym spodki, spoczywało na niej, nie na nim.

— Imię Faile pasuje do ciebie. Powinnaś latać swobodna jak sokół. — Klepnął Perrina w ramię, a potem wymruczał głębokim basem: — Powinna latać swobodnie...

I odszedł do swego siennika, gdzie legł twarzą do ściany.

— Jest bardzo zmęczony — powiedział Perrin, starając się, by zabrzmiało to jak zwykła uwaga. Głupi ogir może wszystko zniszczyć! — Jeżeli wyruszysz jeszcze w nocy, dotrzesz do Wzgórza Czat o brzasku. Po wyjeździe z wioski skręcisz na wschód, tam jest mniej trolloków. To dla mnie bardzo ważne... to znaczy dla całego Pola Emonda. Czy zrobisz to, o co cię proszę?

Patrzyła na niego w całkowitym milczeniu tak długo, że zaczął zastanawiać się, czy w ogóle ma zamiar odpowiedzieć. Jej oczy zdawały się lśnić. Potem wstała, podeszła do niego i siadła mu na kolanach, szarpiąc za brodę.

— Potrzebuje przystrzyżenia. Podoba mi się, ale nie chcę przecież, żeby sięgała ci do pasa.

Zagapił się na nią z otwartymi ustami. Podczas ich rozmów często potrafiła zmieniać temat, zazwyczaj wówczas, gdy brakowało jej argumentów.

— Faile, proszę. Potrzebuję cię, byś zawiozła tę wiadomość do Caemlyn.

Jej dłoń zacisnęła się na kosmkach jego brody, a głowę przekrzywiła, jakby sama ze sobą kłóciła się w myślach.

— Pojadę — oznajmiła na koniec — ale chcę czegoś za to. Zawsze zmuszasz mnie do robienia trudnych rzeczy. W Saldaei nie mogłabym być tą, która poprosi. Moją ceną jest... Ślub. Chcę wyjść za ciebie — skończyła pośpiesznie.

— A ja za ciebie. — Uśmiechnął się. — Dzisiejszego wieczora możemy złożyć przysięgi zaręczynowe przed Kołem Kobiet, ale obawiam się, że na ślub będziemy musieli czekać rok. Kiedy wrócisz z Caemlyn...

Omal nie wyrwała pasma włosów z jego brody.

— Dzisiejszej nocy będziesz już moim mężem — powiedziała zapalczywym, niskim głosem — albo nie jadę, dopóki to nie nastąpi!

— Gdyby był jakiś sposób, zrobiłbym to — zaprotestował. — Jednakże Daise Congar skręciłaby mi kark, gdybym odważył się występować przeciwko obyczajom. Na miłość Światłości, Faile, po prostu zawieź wiadomość, a ożenię się z tobą pierwszego dnia, gdy to tylko będzie możliwe.