— A przeszedłem, no i dobrze. Banda cholernych łgarzy, jeśli chcesz wiedzieć! Kim oni są? Aż mi się przez nich pomyślało o wężach.
— To nie kłamcy, tak mi się wydaje. — Rand powiedział to takim tonem, jakby żałował, że nie jest inaczej. — Nie, wcale nie. Bali się mnie od samego początku. A kiedy rozległy się te dzwony... Miecz ich odstraszał, nie chcieli nawet na niego spojrzeć. Płoszyli się. Uciekali wzrokiem. Czy zdobyłeś swoje odpowiedzi?
— Nic, co by miało sens — mruknął Mat. — A ty?
Z ter’angreala wyłoniła się niespodzianie Moiraine, jakby z gracją, lekko opuszczała nicość. Świetnie by się z nią tańczyło, gdyby to nie była Aes Sedai. Na ich widok zacisnęła usta.
— To wy! Byliście tam obaj. To dlatego...! — Syknęła z irytacją. — Jeden to już fatalnie, ale dwóch ta’veren równocześnie... mogliście całkowicie zerwać połączenie i dać się tam złapać w pułapkę. Niegrzeczni chłopcy, którzy bawią się niebezpiecznymi rzeczami, nie mając pojęcia, czym one im grożą. Perrin! Czy Perrin też tam jest? Czy on też się przyłączył do waszej... eskapady?
— Kiedy ostatni raz widziałem Perrina — odparł Mat — był właśnie gotów położyć się do łóżka. — Być może już za chwilę Perrin zada kłam jego słowom, będąc następną osobą, która wyłoni się z ter’angreala, ale tak czy siak, lepiej było ostudzić gniew Aes Sedai, skoro istniała taka możliwość. Dlaczego Perrin miałby przechodzić przez to samo.
„Może chociaż on się od niej uwolni, jeżeli zdoła uciec, nim ona się o tym dowie. Przeklęta kobieta! Założę się, że urodziła się w arystokratycznej rodzinie”.
Nie było wątpliwości, że Moiraine jest zła. Krew odpłynęła jej z twarzy, oczy zmieniły się w czarne świdry, które wpiły się w twarz Randa.
— Dobrze chociaż, że udało wam się ujść z życiem. Kto wam o tym powiedział? Która z nich? Tak się z nią rozprawię, że pożałuje, iż nie zdarłam z niej skóry jak rękawiczki.
— Mnie powiedziała o tym pewna książka — odparł spokojnie Rand. Usiadł na brzegu paki, która zatrzeszczała ostrzegawczo pod jego ciężarem, i skrzyżował ręce na piersiach. Z absolutnym chłodem, Mat żałował, że jego nie stać na takie opanowanie. — Właściwie kilka książek. Skarby Kamienia oraz Co się działa z Terytorium Mayene. To niesamowite, ile można wygrzebać z książek, jeśli się je dostatecznie długo czyta, prawda?
— A ty? — Przeniosła to świdrujące spojrzenie na Mata. — Ty też wyczytałeś o tym w książkach? Wyczytałeś?
— Czytam czasami — odparł oschle.
Nie sprzeciwiłby się, gdyby Egwene i Nynaeve odrobinę obdarto ze skóry, nie po tym, co zrobiły, żeby go zmusić, by się przyznał, gdzie schował list od Amyrlin — już samo związanie go z udziałem Mocy było dostatecznie wredne, ale jeszcze ta reszta! — więcej jednak uciechy mogło przynieść zagranie na nosie Moiraine.
— Skarby. Co się działo. W książkach jest mnóstwo rzeczy. — Na szczęście nie uparła się, by powtórzył całe tytuły; nie słuchał. kiedy Rand rozprawiał o książkach.
Zamiast tego znowu zaatakowała Randa.
— A twoje odpowiedzi?
— Należą do mnie — odparł Rand i skrzywił się. — To wcale nie było takie łatwe. Sprowadzili jakąś... kobietę... żeby tłumaczyła, ale ona gadała jak stara księga. Ledwie rozumiałem niektóre słowa. W ogóle nie przyszło mi do głowy, że mogą się posługiwać innym językiem.
— To Dawna Mowa — wyjaśniła Moiraine. — W kontaktach z ludźmi posługują się Dawną Mową lub raczej jej szorstkim dialektem. A ty, Mat? Łatwo ci przyszło rozumieć twojego tłumacza?
Mocno musiał się postarać, by móc w ogóle przełknąć ślinę.
— Dawna Mowa? To była Mowa? Nie dali mi tłumacza. Właściwie to w ogóle nie udało mi się wygłosić swoich pytań. Murami zaczął wstrząsać dźwięk dzwonu i wtedy wypędzili mnie stamtąd, jakbym zostawiał krowi nawóz na dywanie.
Wciąż gapiła się na niego, jej oczy nadal szperały w jego twarzy. Wiedziała przecież, że czasami wymykało mu się coś w Dawnej Mowie.
— Prawie... rozumiałem to czy tamto słowo, ale nie tak, żebym je znał. Ty i Rand uzyskaliście odpowiedzi. Co oni z tego mają? Węże z nogami. Kiedy wrócimy na górę, nie okaże się, że minęło dziesięć lat, prawda? Tak jak było z Bilim w opowieści?
— Wrażenia — odparła Moiraine krzywiąc się. — Wrażenia, uczucia, doświadczenia. Oni je przetrząsają; czujesz, jak to robią, i cierpnie ci od tego skóra. Być może żywią się nimi w jakiś sposób. Aes Sedai, które badały ten ter’angreal, kiedy jeszcze znajdował się w Mayene, pisały, że po wyjściu z niego odczuwa się silne pragnienie zażycia kąpieli. Ja z całą pewnością mam to zamiar zrobić.
— Ale czy ich odpowiedzi się sprawdzają? — spytał Rand, gdy już się odwracała. — Jesteś pewna? Książki dawały to do zrozumienia, ale czy oni naprawdę potrafią podawać takie odpowiedzi związane z przyszłością, które się spełnią?
— Odpowiedzi się sprawdzają — powiedziała powoli Moiraine — o ile dotyczą twojej przyszłości. To akurat jest pewne. — Obserwowała ich obu, szacując efekt, jaki wywołały jej słowa. — Można natomiast tylko spekulować. w jakim stopniu są prawdziwe w odniesieniu do rzeczy bardziej ogólnych. Tamten świat jest... powyginany... w osobliwy sposób. Nie umiem wyrazić się jaśniej. Być może to pozwala im odczytywać wątek czyjegoś życia, odczytywać, jak wpleciony jest do Wzoru. Albo może ci ludzie są obdarzeni takim talentem. Niemniej jednak odpowiedzi często bywają niejasne. Oferuję swoje usługi, jeśli potrzebna wam pomoc w rozszyfrowaniu ich znaczenia.
Jej wzrok prześlizgnął się z jednego na drugiego, Mat omal nie zaklął. Nie uwierzyła, że jemu nie udzielono odpowiedzi. Chyba że Aes Sedai z zasady zwyczajnie go podejrzewała.
Rand obdarzył ją leniwym uśmiechem.
— A powiesz mi, o co sama pytałaś i co ci odpowiedzieli?
Zamiast odpowiedzieć, przyjrzała mu się spokojnie, badawczo, po czym ruszyła w stronę drzwi. Drogę oświetlała jej płomienna kula, jasna jak latarnia, która płynęła ponad jej głową.
Mat wiedział, że powinien dać sobie z tym spokój. Niech ona już pójdzie, niech zapomni, że był tam na dole — to teraz tylko się liczyło. A jednak nadal płonął w nim gniew. Ile niedorzeczności mu nagadali. Cóż, może mówili prawdę, tak przecież twierdziła Moiraine, ale miał ochotę złapać tych osobników za kołnierze czy też to, co mogłoby ujść za kołnierz w ich bandażach, i zmusić ich, by parę rzeczy wyjaśnili.
— Dlaczego nie można tam wejść dwa razy, Moiraine? — zawołał za nią. — Dlaczego?
Omal nie spytał, dlaczego tak się przejmowali żelazem i instrumentami muzycznymi, ale ugryzł się w język. Nie mógł tego wiedzieć, skoro, jak twierdził, nie rozumiał, o czym mówili.
Zatrzymała się przed drzwiami wychodzącymi na korytarz, nie sposób było stwierdzić, czy patrzy na ter’angreal czy na Randa.
— Gdybym wiedziała wszystko, Matrim, to nie musiałabym zadawać pytań.
Jeszcze przez chwilę postała w drzwiach — przyglądała się Randowi — a potem, nie mówiąc już ani słowa, oddaliła się posuwistym krokiem.
Mat i Rand patrzyli czas jakiś na siebie w milczeniu.
— Czy dowiedziałeś się tego, co chciałeś? — spytał Rand.
— A ty?
Nad wnętrzem dłoni Randa zmaterializował się jaskrawy płomień. Nie gładka, rozjarzona kula Aes Sedai, lecz gwałtowny ogień, jaki bucha z pochodni. Jako że Rand zabierał się do wyjścia, Mat dorzucił jeszcze jedno pytanie.