Otwarte drzwi stajni, o szerokości piętnastu kroków, wieńczył łuk. Perrin dał krok do środka i zatrzymał się. Powietrze było ciężkie od zapachu słomy i siana, od nakładających się na nie woni żyta, owsa, skóry i końskiego nawozu. Pod ścianami, a także w poprzek pomieszczenia, ciągnęły się rzędy przegród z dorodnymi, taireńskimi wierzchowcami, cenionymi na całym świecie. Pracowało przy nich kilkunastu stajennych, którzy czyścili i czesali konie, usuwali nawóz, naprawiali uprząż. Nie przerywając pracy, ten i ów zerkał czasem w stronę miejsca, gdzie czekali Loial i Faile, w wysokich butach, gotowi do podróży. Towarzyszyły im Bain i Chiad, podobnie jak Gaul uzbrojone i obwieszone kocami, butlami na wodę i garnkami.
— Dlaczego one tu są, przecież tylko ty postanowiłeś spróbować? — spytał cicho Perrin.
Gaul wzruszył ramionami.
— Zrobię, co mogę, ale one staną po jej stronie. Chiad należy do Goshien.
— Jej przynależność klanowa coś zmienia?
— Jej klan z moim dzieli waśń krwi, Perrin, a ja nie jestem dla niej siostrą włóczni. Ale być może powstrzymają ją przysięgi wody. Nie zatańczę z nią włóczni, dopóki sama nie zaproponuje.
Perrin potrząsnął głową. Dziwny naród. Co to są przysięgi wody?
— Dlaczego one jej towarzyszą?
— Bain twierdzi, że chcą zobaczyć więcej waszych ziem, ja jednak uważam, że je fascynuje twój spór z Faile. One ją lubią, a kiedy usłyszały o wyprawie, postanowiły, że pojadą z nią miast z tobą.
— Cóż, byle tylko strzegły jej przed kłopotami. — Zdziwił się, kiedy Gaul odrzucił głowę w tył i wybuchnął śmiechem. Zafrasowany podrapał się po brodzie.
Zbliżał się do nich Loial, długie brwi obwisły, sygnalizując niepokój. Kieszenie kaftana miał wypchane, jak zwykle, gdy wybierał się w podróż, głównie kanciastymi kształtami książek. Przynajmniej już tak mocno nie kulał.
— Faile się niecierpliwi, Perrin. Moim zdaniem może obstawać przy natychmiastowym wyjeździe. Błagam, pośpieszcie się. Beze mnie nie uda wam się nawet odnaleźć Bramy. Co wcale nie znaczy, rzecz jasna, że nie mielibyście próbować. Wy, ludzie, tak mnie skołowaliście, że ledwie potrafię odnaleźć własną głowę. Błagam, pośpieszcie się.
— Nie zostawię go — zawołała Faile. — Nawet jeśli jest zbyt uparty i głupi, by poprosić o zwykłą przysługę. Skoro tak, to może iść moim śladem jak zabłąkane szczenię. Obiecuję, że będę go drapała za uszami i dbała o niego.
Kobiety Aiel zaśmiały się podwójnie głośno.
Gaul ni stąd, ni zowąd dał susa w górę, przebierając w powietrzu nogami, na wysokość dwóch, może więcej kroków nad podłogą, jednocześnie kręcąc młynka jedną ze swych włóczni.
— Będziemy się skradać za wami niczym górskie koty — krzyknął — jak grasujące wilki.
Wylądował zwinnie, lekko. Loial wytrzeszczył oczy, oniemiały ze zdumienia.
Bain leniwie rozczesywała palcami swe krótkie włosy ognistej barwy.
— W mojej siedzibie wyścielam sobie łóżko znakomitą wilczą skórą — powiedziała do Chiad znudzonym głosem. — Wilki dają się łatwo chwytać.
Z gardła Perrina wydobyło się warczenie, obie kobiety naraz spojrzały na niego. Przez chwilę wydawało się, że Bain zaraz powie coś więcej, ona jednak spojrzała tylko krzywo na jego żółte oczy i powstrzymała się, wprawdzie nie przestraszona, lecz nagle czujna.
— To szczenię jeszcze nie zostało oswojone — wyznała Faile na użytek kobiet Aiel.
Perrin uparcie nie patrzył na nią. Podszedł natomiast do przegrody, w której stał jego kasztanowy ogier, wysoki jak taireńskie konie, bardziej masywny od nich w zadzie. Odprawił gestem ręki stajennego, wziął Steppera za wędzidło i sam wyprowadził go na zewnątrz. Stepper był tak długo więziony, że z miejsca zaczął dziarsko brykać, szybkimi krokami, które to właśnie sprawiły, że otrzymał swe imię. Perrin uspokajał go z wprawą człowieka, który podkuł bardzo wiele koni. Nie miał żadnych kłopotów z nałożeniem siodła z wysokim łękiem i przymocowaniem z tyłu podróżnych toreb oraz zrolowanego koca.
Gaul obserwował to z kamienną twarzą. Nie jeździł konno, dopóki nie musiał, a i wówczas ani kawałka dalej, niż to było konieczne. Tak postępowali wszyscy Aielowie. Perrin nie potrafił pojąć dlaczego. Być może z powodu dumy, z umiejętności pokonywania biegiem dalekich dystansów. Aielowie sprawiali wrażenie, że za tym kryje się coś więcej, podejrzewał jednak, że żaden nie umiałby tego wytłumaczyć.
Naturalnie należało również przygotować juczne zwierzę, ale to poszło szybko, wszystko bowiem, co Gaul zamówił, czekało na równo spiętrzonym stosie. Jedzenie i bukłaki z wodą. Owies i żyto dla koni. To wszystko było niedostępne w Drogach. I jeszcze inne rzeczy, takie jak pęta i jakieś medykamenty dla koni na wszelki wypadek, zapasowa hubka i temu podobne.
Większą część miejsca w wiklinowych koszach zajęły skórzane butle, na wzór tych, jakich Aielowie używali na wodę, tyle że większe i wypełnione oliwą do lamp. Pracę ukończono, gdy latarnie na długich tykach zostały przymocowane na szczycie pozostałych rzeczy.
Wepchnąwszy łuk pod popręg z wodzami jucznego konia w ręku, Perrin wskoczył na siodło Steppera. I potem przyszło już tylko czekać i gotować się z gniewu.
Loial siedział już w siodle swego olbrzymiego wierzchowca z jasnymi pęcinami, wyższego od wszystkich pozostałych w stajni o kilka całych dłoni, a przy tym wyglądającego niemalże jak kucyk, kiedy z jego boków zwisały długie nogi ogira. Był kiedyś taki czas, gdy ogir dosiadał konia z równym niemal wstrętem jak Aielowie, zdążył się jednak przyzwyczaić do konnej jazdy. Faile natomiast szafowała czasem, poddając swego wierzchowca takiemu badaniu, jakby nigdy przedtem nie widziała swej błyszczącej klaczy, choć Perrin wiedział, że sprawdziła konia przed kupnem, wkrótce po ich przybyciu do Kamienia. Koń, zwany Jaskółką, stanowił wspaniały okaz taireńskiej rasy, obdarzony smukłymi kończynami i karkiem wygiętym w łuk, skory do stawania dęba, wyglądający na szybkiego i wytrzymałego, aczkolwiek jak na gust Perrina, zbyt lekko podkuty. Te podkowy nie były trwałe. I tym razem dołożyła wszelkich starań, aby pokazać mu, gdzie jest jego miejsce.
Faile, ubrana w wąskie, dzielone spódnice, dosiadła wreszcie konia i podjechała do Perrina. Konno jeździła znakomicie, ona i jej wierzchowiec poruszali się niczym jedna istota.
— Dlaczego nie chcesz poprosić, Perrin? — spytała łagodnie. — Starałeś się trzymać mnie z dala od tego, co jest dla mnie właściwe, więc teraz musisz poprosić. Czyżby taka prosta rzecz miała być aż tak trudna?
Kamień jęknął głucho niczym dzwon monstrualnych rozmiarów, podłoga stajni podskoczyła, sklepienie zadrżało tak mocno, jakby miało zaraz runąć na ziemię. Stepper też podskoczył, zaczął rżeć i potrząsać łbem, Perrin ledwo utrzymał się w siodle. Stajenni, którzy padli na podłogę, gramolili się z niej teraz niezdarnie i miotali, rozpaczliwie starając się uspokoić przeraźliwie rżące konie, które usiłowały przeskoczyć ponad przegrodami boksów. Loial przywarł do karku swego ogromnego wierzchowca, Faile natomiast utrzymała się bez trudu na grzbiecie Jaskółki, mimo że klacz wierzgała i rżała jak oszalała.
Rand. Perrin wiedział, że to on. Czuł, jak szarpie go przyciąganie ta’veren, tak jak dwa wiry w strumieniu, które przyciągają się wzajemnie. Kaszląc od sypiącego się z powały pyłu, który drapał w gardle, potrząsnął głową energicznie, napinając z całej siły mięśnie po to, by nie spaść z konia, i po to, by nie pobiec z powrotem w głąb Kamienia.
— Ruszamy! — krzyknął, mimo drżeń, które wciąż targały fortecą. — Ruszamy zaraz, Loial! Już!
Faile również najwyraźniej nie znalazła żadnych powodów do dalszej zwłoki, wbijając pięty w boki klaczy, zmusiła ją do opuszczenia stajni. Zajęła miejsce tuż obok znacznie wyższego rumaka Loiala i pogalopowali do samej Bramy Muru Smoka, prowadząc za sobą oba juczne konie. Obrońcy rozpierzchli się we wszystkie strony, choć niektórzy wciąż jeszcze nie zdążyli się podnieść. Ich obowiązki polegały na tym, by nie wpuścić intruzów do wnętrza Kamienia, nikt im jednak nie rozkazał, by zatrzymywać kogokolwiek w twierdzy. Faktem jest jednak, że w zaistniałej sytuacji, nawet gdyby otrzymali odpowiednie polecenia, zapewne nie potrafiliby myśleć na tyle jasno, by się do nich zastosować, kiedy nad ich głowami trzęsła się i nadal jęczała spazmatycznie forteca Kamienia Łzy.