Выбрать главу

— A to co takiego? — zapytał ze zdumieniem.

Wubslin czknął, po czym odpowiedział znudzonym tonem:

— Ta sama, co tu już… No wiesz. Ej, ty! — zwrócił się do maszyny. — Kapitan chce sprawdzić kanały łączności.

— Ja już naprawdę wszystko skończyłam! — zapiszczała drona nieszczęśliwym głosikiem. — Zostało mi tylko trochę do posprzątania.

— W takim razie pospiesz się — warknął Horza, po czym włączył główny komunikator statku. — Kto zajmuje się kontrolą ruchu? — zapytał Wubslina. — Zapomniałem, do kogo mam się zwrócić. Wiesz, chodzi o to, że gdyby zależało nam na otwarciu doku… Wubslin przez kilka sekund przyglądał się Horzy z pijackim zdziwieniem, po czym wzruszył ramionami.

— Kontrolą ruchu zajmuje się kontrola ruchu. Dokładnie tak jak wtedy, kiedy przylecieliśmy.

— No jasne. Oczywiście. — Pstryknął przełącznikiem na konsolecie. — Kontrola ruchu, tu…

Przerwał w pół zdania. Nie miał pojęcia, jaką nazwę statku podał Kraiklyn, ale jednego był pewien: bez wątpienia nie posłużył się prawdziwą. Horza zamierzał ustalić to zaraz po spławieniu Balvedy, musiał jednak przyspieszyć realizację swych planów, kiedy dowiedział się, że ktoś go szuka.

— Tu… eee… jednostka z doku 27492. Proszę o zezwolenie na natychmiastowe opuszczenie doku i Specjalizowanej Jednostki Kontaktowej. Zamierzamy samodzielnie oddalić się od orbitala.

— Tu kontrola lotów portu Evanauth do doku 27492. Zaczekaj chwilę.

Horza wyłączył komunikator i odwrócił się do Wubslina.

— Mam nadzieję, że ta skorupa jest gotowa do lotu?

— Że… że co? — wyjąkał mechanik. — Do lotu? — Poskrobał się po piersi, zerknął na dronę wciąż zmagającą się ze splątanymi przewodami, podrapał się po głowie. — No, chyba tak, ale… Horza nie pozwolił mu dokończyć.

— Świetnie.

Zaczął kolejno włączać wszystkie systemy statku. Nie omieszkał zauważyć, że na ekranach pojawiła się również informacja o pełnej gotowości dziobowej baterii laserów. A więc Kraiklyn zdążył usunąć przynajmniej część uszkodzeń.

— Do lotu? — powtórzył Wubslin po raz kolejny, znowu podrapał się po piersi i odwrócił w fotelu. — Ty naprawdę chcesz dokądś lecieć?

— Jasne. Zbieramy się stąd. — Horza palcami przebiegał po klawiszach, przełącznikach i suwakach, budząc statek do życia, zupełnie jakby od lat nie robił nic innego.

— Będziemy potrzebowali holownika — wymamrotał Wubslin. Horza zdawał sobie sprawę, że mechanik ma rację. Antygrawitacyjne generatory „Wiru” były w stanie wytworzyć tylko pole wewnątrz statku; silniki napędu gwiezdnego eksplodowałyby z powodu bliskości ogromnej masy „Granicy Pomysłowości”, a nikt przy zdrowych zmysłach nie korzystałby w zamkniętym pomieszczeniu z napędu termojądrowego.

— Dadzą nam go. Powiem, że mamy sytuację awaryjną: znaleźliśmy bombę na pokładzie albo coś w tym rodzaju.

Wreszcie ożył główny ekran, wypełniający przestrzeń nad konsoletą między nim a Wubslinem. Na ekranie pojawiła się panorama tylnej części doku.

Mechanik wywołał na jednym z mniejszych ekranów jakiś skomplikowany plan; Horza stwierdził, że to szczegółowa mapa tego poziomu Specjalizowanej Jednostki Kontaktowej, na którym się obecnie znajdowali. Natychmiast przestał zwracać uwagę na główny ekran, na minutę lub dwie skoncentrował uwagę na planie, po czym wywołał na główny ekran mapę całego wnętrza „Granicy”.

— A co… — Wubslin czknął głośno, skrzywił się, potarł żołądek i spróbował raz jeszcze: — A co z… z Horzą?

— Zgarniemy go później. — Horza wciąż nie odrywał wzroku od planu SJK. — Na wszelki wypadek wyznaczyłem mu drugie miejsce spotkania. — Włączył komunikator. — Kontrola ruchu, kontrola ruchu, tu dok 27492. Proszę o zgodę na start awaryjny. Powtarzam: proszę o zgodę na start awaryjny i o natychmiastowe przysłanie holownika. Mamy awarię reaktora. Powtarzam: awaria reaktora, sytuacja krytyczna.

— Co takiego?! — zapiszczał cienki głosik. Coś otarło się o nogę Horzy i spod konsoli wytoczyła się drona naprawcza. W plątaninie różnobarwnych przewodów wyglądała jak uczestnik hucznej zabawy obwieszony serpentynami. — Co powiedziałeś?

— Zamknij się i wynoś ze statku! — warknął Horza. — Szybko! Pokręcił potencjometrem głośności i pomieszczenie wypełnił szum głośników.

— Z przyjemnością! — Drona strząsnęła kable na podłogę. — Jak zwykle dowiaduję się o wszystkim ostatnia, ale możecie być pewni, że… Zanim zdążyła dokończyć zdanie, w doku zgasły światła. W pierwszej chwili Horza pomyślał, że to awaria głównego ekranu, ale zaraz potem zewnętrzne kamery automatycznie przełączyły się na podczerwień i na ekranie pojawiły się rozmazane zarysy konstrukcji. — Oho! — powiedziała drona oskarżycielskim tonem. — Zdaje się, że nie zapłaciliście czynszu?

— Głucho — odezwał się Wubslin.

Drona zrzuciła na podłogę ostatni fragment przewodu, a Horza spojrzał na mechanika.

— Co mówisz?

Wubslin wskazał przyrządy przed swoim fotelem.

— Głucha cisza. Ktoś odciął nas od kontroli lotów. Przez kadłub przebiegło doskonale wyczuwalne drżenie i niemal jednocześnie zapłonęła kontrolka automatycznego zamykania głównej śluzy. Horza poczuł na policzku podmuch powietrza, na konsolecie zapłonęły kolejne światełka, kilka zaczęło migotać. — Cholera! A to co znowu?

— Chyba już sobie pójdę — wymamrotała drona, przemknęła jak pocisk do drzwi sterowni, otworzyła je i popędziła korytarzem.

— Spadek ciśnienia? — mruknął z niedowierzaniem Wubslin i ponownie podrapał się po głowie. Ze zmarszczonymi brwiami patrzył na wskazania przyrządów.

— Kraiklyn! — To był głos Yalson. Migająca lampka na konsolecie informowała o tym, że kobieta jest w hangarze.

— Czego?

— Co się dzieje, do cholery?! — wrzasnęła Yalson. — Mało nas nie zmiażdżyło! Powietrze zaczęło uciekać z doku i drzwi pozamykały się automatycznie. Co się stało?

— Później ci wytłumaczę. — Zaschło mu w ustach, w żołądku czuł lodową kulę. — Czy panna Gravant jest jeszcze z tobą?

— Jasne, że jest ze mną! A niby gdzie miałaby być, do kurwy nędzy?!

— Słusznie. W takim razie wracajcie do mesy. Natychmiast.

— Posłuchaj, Kraiklyn… — zaczęła Yalson, ale zagłuszył ją inny głos, znacznie wyższy i coraz donośniejszy:

— Zamknięte? Jak to, zamknięte? Dlaczego drzwi są zamknięte? Co tu się właściwie dzieje? Halo, sterownia! Słyszysz mnie, kapitanie?! Halo! Dlaczego nie mogę stąd wyjść?! Żądam, żeby natychmiast…

— Spadaj, kretynko! — syknęła Yalson. — To znowu ta pieprzona drona.

— Ty i Gravant, prędko do środka! — powtórzył Horza. — Ale już! — Wyłączył zewnętrzny komunikator, odwrócił się z fotelem i klepnął Wubslina w ramię. — Zapnij pasy, przygotuj wszystko do startu. — Zaraz potem zerwał się z fotela i rzucił do drzwi, gdzie prawie zderzył się z Avigerem, który otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale Horza nie dał mu szansy. — Nie teraz. — Przecisnął się obok niego, stanął przed drzwiami zbrojowni, dotknął zamka. Drzwi otworzyły się z cichym mlaśnięciem.

— Chciałem tylko zapytać…

— …co się dzieje, do wszystkich diabłów? — dokończył za niego Horza. Zdjął ze stojaka największy paralizator, zamknął drzwi i szybkim krokiem podążył korytarzem w kierunku śluzy. Minął mesę, gdzie Dorolow jakby nigdy nic spała w fotelu, a kiedy dotarł do sekcji mieszkalnej, odbezpieczył paralizator, ustawił na największą moc i schował go za plecami.