Nigdy nie przyszło jej do głowy, że mężczyźni za nią szaleją, bo przy nich pokazuje się od najlepszej strony. Nie musieli znosić jej ataków złości, nie wiedzieli, że się zawsze i ciągle spóźnia, nie widzieli, jakie urządza awantury, gdy sprawy nie układają się po jej myśli. Przy mężczyznach rozkwitała. Przynajmniej na jakiś czas… póki się nie znudziła. Wówczas stawała się nie do zniesienia.
Musnęła usta koralowym błyszczykiem i uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie swojej najbardziej spektakularnej zdobyczy. Co za szkoda, że biedak tak bardzo przeżył ich rozstanie. No, ale co miała robić? Kilka miesięcy na dalszym planie, gdy on pełnił obowiązki reprezentacyjne, sprawiło, że oprzytomniała i z bliska zobaczyła, jak wygląda dziecinne marzenie o życiu w królewskim pałacu; marzenie nie tak całkiem nierealne dla dziewczyny wychowanej w sypialni księżniczki.
Kiedy wreszcie zrozumiała, że nie chce spędzić życia w cieniu Imperium Brytyjskiego, zerwała z nim najdelikatniej, jak umiała. Ale i tak bardzo to przeżył. Do dzisiaj nie zapomniała, jak wtedy wyglądał. Miał na sobie świetnie skrojony garnitur, doskonale ostrzyżone włosy, gładko wygolone policzki. Niby skąd miała wiedzieć, że mężczyzna o jego aparycji ma kompleksy? Przypomniała sobie, jak dwa miesiące wcześniej zrywała z najbardziej pożądanym kawalerem na Wyspach Brytyjskich.
Właśnie zjedli kolację w jego apartamencie. W blasku świec wyglądał młodo i bardzo delikatnie. Spojrzała na niego nad stołem nakrytym obrusem sprzed stuleci i robiąc poważną minę, starała się dać mu do zrozumienia, że to dla niej bardzo trudna rozmowa.
– Rozumiem – powiedział, gdy skończyła, nąjłagodniej jak umiała, wyliczać powody, dla których nie powinni dalej się spotykać.
– Naprawdę? – Przechyliła głowę na bok i włosy zsunęły się na ramię, odsłaniając kolczyki w uszach.
Zaskoczył ją.
– Szczerze? Nie. – Wstał gwałtownie. – W ogóle tego nie rozumiem. -Wbił wzrok w podłogę. – Wiesz, Francesco, zaangażowałem się, a ty dawałaś mi powody, bym mógł sądzić, że nie jestem ci obojętny.
– Bo nie jesteś! – zawołała. – Naprawdę…
– Ale nie zależy ci na mnie na tyle, by znosić pewne niedogodności związane z moją pozycją.
Połączenie dumy i urazy w jego głosie wywołało w niej poczucie winy. A przecież członkowie rodziny królewskiej powinni ukrywać uczucia!
– Bo to poważna sprawa – zauważyła.
– No tak. – Roześmiał się gorzko. – Ależ ze mnie idiota. Łudziłem się, że zależy ci na mnie na tyle, że to zniesiesz.
Francesca zmarszczyła brwi na wspomnienie tamtej sceny. Ponieważ sama jeszcze nigdy się nie zakochała, zawsze ją zaskakiwało to, że jej partnerzy reagowali tak emocjonalnie, kiedy z nimi zrywała.
Jednak już za późno, żeby coś zmienić. Zakręciła buteleczkę błyszczyku i uśmiechnęła się do swojego odbicia.
– Wychodzę, skarbie! – Chloe stanęła w progu i poprawiła kremowy kapelusik na ciemnych lokach. – Gdyby dzwonił Helmut, powiedz mu, że wrócę o pierwszej.
– Jeśli Helmut zadzwoni, powiem mu, że umarłaś. – Francesca wzięła się pod boki. Brązowe paznokcie przypominały migdałki.
Chloe zapięła futrzany kołnierz.
– Ależ kochanie…
Francesca poczuła wyrzuty sumienia, gdy spostrzegła, że matka jest zmęczona, ale zaraz odsunęła tę myśl, tłumacząc sobie, że Chloe sama jest sobie winna. Dążyła do autodestrukcji, wiążąc się z nieodpowiednimi mężczyznami, a ona, jako córka, ma obowiązek zwrócić jej na to uwagę.
– To żigolak, mamusiu. Wszyscy o tym wiedzą. Udaje niemieckiego księcia, a w rezultacie robi z ciebie idiotkę. – Sięgnęła do szafy po złoty pasek, który kupiła podczas ostatniej wizyty w Nowym Jorku. – Martwię się o ciebie, mamusiu. Masz cienie pod oczami, jesteś wiecznie zmęczona, nie sposób z tobą wytrzymać. Nie dalej jak wczoraj kupiłaś mi kremowe kimono Givenchy, a przecież prosiłam o srebrne. Chloe westchnęła.
– Przepraszam, skarbie, ostatnio miałam sporo na głowie, źle spałam… Dzisiaj kupię ci srebrne.
Choć Francesca ucieszyła się, że dostanie, czego chciała, nie przestała niepokoić się o matkę. Najdelikatniej jak umiała starała się dać jej do zrozumienia, że sprawa jest poważna.
– Mamusiu, masz czterdzieści lat. Musisz bardziej o siebie dbać. Słuchaj, przecież ty od miesiąca nie byłaś u kosmetyczki!
Zdziwiła się, widząc, że sprawiła jej tym przykrość. Podbiegła do matki, uściskała ją delikatnie, by nie zepsuć sobie makijażu.
– Nie przejmuj się -powiedziała. – tak cię uwielbiam. I nadal jesteś najpiękniejszą mamą w Londynie.
– No właśnie… Jedna matka w tym domu wystarczy. Nadal bierzesz pigułki, prawda, kochanie?
Francesca jęknęła zirytowana. Błagam, nie zaczynaj znowu…
Chloe wyjęła rękawiczki z torebki ze strusia od Chanel i naciągnęła je starannie.
– Nie zniosłabym myśli, że jesteś w ciąży. Jesteś jeszcze taka młoda, a cią ża bywa niebezpieczna.
Francesca niecierpliwe odrzuciła włosy do tyłu i zerknęła w lustro.
– Tym lepiej, że pamiętam o tabletkach, prawda? – mruknęła.
– Uważaj na siebie, kochanie.
– Mamusiu, czy ja kiedykolwiek straciłam głowę dla mężczyzny?
– Na szczęście nie. – Chloe postawiła futrzany kołnierz i ukryła w nim twarz. – Szkoda, że nie byłam podobna do ciebie, kiedy miałam dwadzieścia lat. – Zachichotała. – Kogo ja chcę oszukać? Szkoda, że dzisiaj taka nie jestem. – Posłała jej całusa, pomachała torebką na pożegnanie i wyszła.
Francesca spojrzała na siebie krytycznie, wyjęła grzebień z włosów i podeszła do okna. Nagle, nie wiadomo skąd, powróciło wspomnienie tamtej nocy z Evanem Varianem. Wzdrygnęła się. Zdawała sobie sprawę, że większość kobiet ma do seksu inny stosunek, lecz ona straciła wszelkie zainteresowanie tą dziedziną po tamtym przeżyciu. Nie ryzykowała nawet z mężczyznami, którzy się jej podobali. Nie zapomniała jednak słów Evana, że jest oziębła. Wracały w najmniej oczekiwanych momentach. W końcu w zeszłym roku zebrała się na odwagę i poszła do łóżka z przystojnym szwedzkim rzeźbiarzem, którego poznała w Marrakeszu.
Skrzywiła się na to wspomnienie. Oczywiście wiedziała, że seks to coś więcej niż wysłuchiwanie czyjegoś stękania i pozwalanie, by obmacywano ją spoconymi łapskami, lecz w niej wywoływał jedynie irytację. Denerwowało ją, że traci kontrolę, że jest odkryta na ciosy. A gdzie się podziała owa bliskość, o której pisali poeci? Dlaczego nigdy tego nie doznała?
Obserwując liczne związki Chloe, Francesca już dawno zrozumiała, że seks to towar, jak wszystko inne. Wiedziała, że prędzej czy później znowu pójdzie z kimś do łóżka, ale postanowiła, że nastąpi to dopiero wtedy, gdy zyska pewność, że panuje nad sytuacją, a nagroda będzie warta poświęcenia. Nie miała tylko pojęcia, jaka. Nie pieniądze, to pewne. Pieniądze były zawsze, o nich się nie mówi i nie myśli. Nie pozycja społeczna, bo tę ma od urodzenia. Ale coś… To coś ulotnego, czego jej brakowało od dziecka…
Pozostała w głębi duszy optymistką i dlatego uważała, że w rezultacie dobrze wyszła na swoim podejściu do seksu. Wiele jej znajomych zmieniało partnerów jak rękawiczki i przy tym tracili całą godność. Ona nie pchała się nikomu do łóżka, a jednak udawało się jej wmówić wszystkim, nawet własnej matce, że jest bardzo doświadczoną kochanką. Była to fascynująca kombinacja, która przyciągała najciekawszych mężczyzn.