– Lord Byron mówił, że prawdziwa z ciebie piękność, ale mu nie wierzy łem. Co dowodzi, jaki ze mnie głupiec. – Mlasnął nieelegancko. – Skarbie, tylko aktorzy grający główne role mieszkają w hotelu, i to wyłącznie dlatego, że mieli to w kontrakcie. Reszta biedaków musi zostać, gdzie jest.
– Biedaków? Tak się to więc określa w branży? – syknęła. Zapomniała, że ma być miła i urocza. Czy wszyscy filmowcy są tacy nieokrzesani? Ogarnęła ją wściekłość na Mirandę Gwynwyck. Ciekawe, czy miała pojęcie, jakie okropne tu panują warunki?
– Jak nie chcesz tej roboty, mam z tuzin lasek, które chętnie wskoczą na twoje miejsce. – Lew Steiner wzruszył ramionami. – Zatrudnił cię Jaśnie Pan Lord, nie ja.
Lasek! Francesca czuła, jak ogarniają furia, i już otwierała usta, by mu o tym powiedzieć, gdy poczuła dłoń na ramieniu.
– Francesca! – Lloyd Byron odwrócił jądo siebie i pocałował w policzek. Chwilowo zapomniała o gniewie. – Wyglądasz rewelacyjnie! Cudowna, prawda, Lew? Te zielone kocie oczy! Te usta! Nie mówiłem, że jest idealna do roli Lucindy? Warta każdego centa, którego wydaliśmy, żeby ją tu sprowadzić?
Francesca już miała mu przypomnieć, że na razie to ona wydała te centy i bardzo chciałaby je odzyskać, ale Lloyd Byron nie dał jej dojść do słowa:
– Suknia jest idealna. Niewinna, dziecinna, jednak zmysłowa. Fantastyczna fryzura. Halo, kochani, przedstawiam wam Francescę Day!
Francesca skinęła głową. Byron odciągnął ja na bok i wytarł sobie czoło jasnożółtą chusteczką.
– Dzisiaj i jutro kręcimy twoje sceny. Nie mówisz żadnych kwestii, więc się nie denerwuj.
– Nie denerwuję się – odparła. Na rany boskie, spotykała się z księciem Walii, a miałaby się denerwować małą rólką w filmie? To śmieszne!
– Lloyd, ta suknia…
– Cudowna, prawda? – Popchnął ją w kierunku saloniku, przeprowadził między dwiema kamerami na statywach i gąszczem reflektorów, na plan. Stały tam białe stylowe krzesełka, kanapa obita adamaszkiem i cięte kwiaty w srebrnych wazonach. – W pierwszym ujęciu staniesz tu, przy oknie. Światło będzie stłumione. Masz czekać na znak i zbliżać się powoli, żeby ta twoja cudowna twarz ukazywała się nam stopniowo.
Wzmianka o cudownej twarzy ułagodziła ją trochę i spojrzała na niego cieplejszym wzrokiem.
– Pamiętaj, myśl o energii życiowej – pouczał. – Widziałaś, jak Fellini pracował z niemymi postaciami? Lucinda nie odzywa się ani razu, ale jej obecność musi przenikać cały dom, musi także porazić widza w kinie i ze wzruszenia ścisnąć go za gardło. Ona symbolizuje nieokreślone, nieuchwytne: witalność, promienność, magię! – Wydął usta. – Boże, mam nadzieję, że ci idioci na widowni wyczują ezoteryczny klimat.
Przez najbliższą godzinę Francesca stała bez ruchu, gdy ustawiano oświetlenie, później bez końca powtarzały się próby. Przedstawiono jej Fletchera Halla, śniadego, ponurego aktora w surducie, który grał główną rolę męską. Francesca pilnie studiowała kroniki towarzyskie, ale jego nazwisko jeszcze nigdy nie obiło się jej o uszy i po raz kolejny ogarnęły ją wątpliwości. Dlaczego nie słyszała o żadnym z tych ludzi? Może jednak pochopnie zaangażowała się w to przedsięwzięcie… Może najpierw trzeba było przeczytać scenariusz… Ale przecież nie dalej jak wczoraj przejrzała swój kontrakt i wszystko wydawało się w porządku, przypomniała sobie.
Jej wątpliwości się rozwiały, gdy padł pierwszy klaps. Bez trudu wypełniała polecenia Lloyda, szła powoli od okna w stronę kamerzysty
– Cudownie! – krzyczał Lloyd. – Bosko! Francesco, masz talent!
Komplementy sprawiały jej przyjemność i choć nadal czuła się nieswojo w tej okropnej sukni, odprężyła się na tyle, że w przerwach flirtowała z członkami ekipy, którzy poprzedniej nocy okazali się tacy uczynni.
Lloyd nakręcił już ujęcia, gdy idzie przez salonik, dyga głęboko przed Fletcherem Hallem i tęsknie patrzy mu w oczy. Podczas lunchu, gdy na godzinę wyzwoliła się z gorsetu, złapała się na tym, że w gruncie rzeczy świetnie się bawi. Po przerwie Lloyd ustawiał ją w różnych miejscach salonu i kręcił mnóstwo zbliżeń.
– Jesteś piękna! – wołał. – Boże, ta twarz w kształcie serca, te oczy! Rozpuść włosy! Cudownie, tak, tak!
Kiedy ogłosił przerwę, Francesca przeciągnęła się jak szczęśliwa kotka.
Po południu upał i duchota stłumiły jej entuzjazm. Wentylatory porozstawiane na planie nie radziły sobie z podwójną dawką gorąca – od słońca i reflektorów. Poza tym wyłączano je na czas zdjęć.
Ciężki gorset i halki potęgowały uczucie gorąca do tego stopnia, że trudno jej było zaczerpnąć tchu.
– Nie mogę już dłużej – oznajmiła, gdy wizażysta delikatnie ocierał jej z czoła kropelki potu, które w obrzydliwy sposób pojawiły się tuż pod linią włosów. – Lloyd, umieram z gorąca.
– Jeszcze tylko jedna scena, skarbie. Tylko jedna. Widzisz, jakie teraz mamy światło? Twoja skóra nabiera takiego blasku… Błagam cię, księżniczko, najpiękniejsza, zgódź się…
Jak mogłaby odmówić?
Lloyd kazał jej stanąć niedaleko kominka. Na początku filmu, tak wynikało ze scenariusza, na plantację przyjeżdża angielska uczennica, która ma poślubić właściciela tej posiadłości, samotnika – jak sądziła- mężczyznę w stylu pana Rochestera Jane Eyre. Choć zdaniem Franceski Fletcher Hall był zbyt pospolity, by grać rolę bohatera romantycznego. Niestety – choć na szczęście dla Franceski – uczennica ginie tego samego dnia. Francesca już sobie wyobrażała scenę jej tragicznej śmierci, którą zagra z wielkim zaangażowaniem. Nie wiedziała jeszcze, co Lucinda i właściciel plantacji mają wspólnego z głównym wątkiem filmu, który dział się współcześnie, a sądząc po liczbie kobiet na planie, przewidziano dla nich chyba wiele ról. Francesca nie zawracała sobie tym jednak głowy.
Lloyd otarł czoło świeżą chusteczką i podszedł do Fletchera Halla.
– Masz stanąć za Francesca, położyć jej ręce na ramionach i odgarnąć jej włosy z szyi, żebyś mógł pocałować dziewczynę w kark. Francesco, pamiętaj, że żyłaś dotąd w złotej klatce. Jego dotyk szokuje, ale i sprawia przyjemność. Rozumiesz?
Poczuła, jak między piersiami spływają jej strużki potu.
– Jasne – warknęła. Wizażysta upudrował jej kark. Kazała podać sobie lusterko, żeby obejrzeć efekt jego pracy.
– Pamiętaj, Fletcher – ciągnął Lloyd. – Nie masz jej pocałować… to ma być dopiero zapowiedź pieszczoty. No, dobra, spróbujmy.
Francesca zajęła wyznaczone miejsce i znowu czekała całą wieczność, zanim ustawiono oświetlenie. Potem ktoś zobaczył plamę potu na surducie Fletchera i Sally musiała biec do garderoby po zapasowy.
Francesca tupnęła nogą.
– Jak długo jeszcze mam tu sterczeć? Mam tego dosyć! Lloyd, daję ci jeszcze pięć minut, potem wychodzę!
Spojrzał na nią lodowato.
– Francesco, zachowujmy się jak zawodowcy. Wszyscy jesteśmy zmęczeni.
– Ale nie macie na sobie pięciokilogramowego kostiumu! Ciekawa jestem, czy zachowywałbyś się jak zawodowiec w czymś takim!
Jeszcze tylko parę minut – poprosił, zacisnął dłonie i dramatycznym gestem uniósł do piersi. – Francesco, wykorzystaj tę złość. Zagraj nią. Niech poczuje ją Lucinda, młodziutka dziewczyna wysłana na koniec świata, by wyjść za nieznajomego. Cisza na planie! Cisza, mówię! Niech Francesca poczuje jej niepokój.
Dźwiękowiec, który przez cały dzień nie spuszczał wzroku z obnażonych piersi Franceski, nachylił się do kamerzysty:
– Ja tam wolałbym poczuć co innego.
– Nie ty jeden, bracie.
W końcu przyniesiono nowy surdut i nakręcono scenę.
– Nie ruszajcie się! – krzyknął Lloyd. – Jeszcze tylko zbliżenie, jak Fletcher całuje Lucindę w szyję i koniec na dzisiaj. To tylko moment. Gotowi?