Выбрать главу

Francesca jęknęła, ale nie drgnęła. Wytrzymała już tyle, że kilka minut nie sprawiało jej różnicy. Fletcher położył jej dłonie na ramionach i odgarnął włosy. Nie lubiła, kiedy jej dotykał. Był taki pospolity, zdecydowanie nie w jej stylu.

– Francesco, wypręż bardziej kark – polecił Lloyd. – Makijaż!

– Jestem, Lloyd.

– No, dawaj.

Wizażysta zamrugał niespokojnie.

– Ale co?

– Jak to co? – Lloyd dramatycznie rozłożył ręce.

– Ach, tak. – Wizażysta się speszył i zawołał do Sally, która stała koło kamerzysty: - Ej, Calaverro, sięgnij do mojego kuferka i podaj mi kły Fletchera, dobrze?

Kły Fletchera?

Francesce zakręciło się w głowie.

Rozdział 7

– Kły! – wrzasnęła Francesca. – Niby dlaczego Fletcher zakłada kły? Sally podała wizażyście wyżej wspomniany rekwizyt.

– Skarbie, przecież to horror. Co ma nosić, stringi?

Francesca miała wrażenie, że ocknęła się w środku sennego koszmaru. Wyrwała się z objęć Fletchera i spojrzała na Byrona.

– Okłamałeś mnie! – krzyknęła. – Dlaczego od razu nie powiedziałeś, że to horror? Jezu, ze wszystkich strasznych… Pozwę cię do sądu! Obedrę cię ze skóry! Jeśli choć przez moment sądziłeś, że pozwolę, by moje nazwisko pojawiło się w… w… – Nie, to słowo nie przejdzie jej przez gardło, nigdy w życiu! Stanęła jej przed oczami Marisa Berenson, elegancka Marisa, która się dowie, co spotkało biedną Francesce Day, i będzie się śmiała do łez.

Zacisnęła pięści.

– Powiedz mi w tej chwili, o co chodzi w tym okropnym filmie!

Lloyd żachnął się, wyraźnie urażony.

– To opowieść o życiu i śmierci, o kwintesencji życia, o przekazywaniu krwi… Metafizyczna wizja, z której najwyraźniej niczego nie pojmujesz. -

Odszedł, obrażony.

Sally, wyraźnie rozbawiona, zbliżała się do Franceski.

– To opowieść o stewardesach, które wynajmują nawiedzony dom. Dawny właściciel rezydencji, nasz kochany Fletcher, po kolei wypija ich krew.

Od ponad stu lat rozpacza za swoją Lucindą. Jest też wątek poboczny, o wampirzycy i striptizerze, ale to dopiero pod koniec.

Francesca nie czekała, co Sally jeszcze powie. Posłała wszystkim oburzone spojrzenie i wyszła. Krynolina kołysała się majestatycznie, gdy Francesca szła coraz szybciej, czując, jak złość podchodzi jej do gardła. Po chwili niemal biegła do przyczepy Lwa Steinera. Zrobili z niej idiotkę! Sprzedała swoje ubrania i przejechała pół świata, żeby zagrać nieistotną rólkę w horrorze!

Drżała z wściekłości, gdy zobaczyła Steinera przy metalowym stoliku, niedaleko bufetu. Zatrzymała się gwałtownie, aż krynolina podniosła się niebezpiecznie.

– Przyjęłam tę rolę, bo powiedziano mi, że pan Byron to słynny reżyser! – Gniewnie machnęła rękaw stronę rezydencji.

Lew Steiner podniósł głowę, w ręku trzymał nadgryzioną kanapkę z szynką.

– A kto ci to powiedział?

Uśmiechnięta twarz Mirandy Gwynwyck stanęła jej przed oczami i nagle wszystko stało się jasne. Miranda, niby-feministka, oszukała inną kobietę, podejmując żałosną próbę ratowania brata.

– Mówił, że kręci arcydzieło! – wrzasnęła. – A co to ma wspólnego z energią życiową, Fellinim, alegorią?

Steiner uśmiechnął się pod nosem.

– A jak myślisz, czemu nazywamy go: Lord Byron? Sprawia, że każdy gniot wydaje się poezją. Oczywiście, gotowy film to i tak gniot, ale tego mu nie mówimy. Jest tani i szybki.

Francesca kurczowo chwytała się ostatniej deski ratunku, ostatniego źdźbła nadziei.

– A Złota Palma? – zapytała niespokojnie.

– Złote co?

– Palma. – Poczuła się jak idiotka. – Festiwal Filmowy w Cannes.

Lew Steiner przyglądał się jej przez chwilę, a potem zaniósł się donośnym śmiechem, przy czym wypluł kawałeczek szynki i chleba.

– Skarbie, palma to może Lloydowi jedynie odbić! Wiesz, co ostatnio dla mnie nakręcił? Koedukacyjną masakrę, a wcześniej takie cudeńko, Więźniarki z Arizony. Bardzo popularne w kinach dla zmotoryzowanych.

Słowa z trudem przechodziły Francesce przez gardło.

– I on sądził, że wstąpię w horrorze?

– No, przecież tu jesteś, prawda?

Błyskawicznie podjęła decyzję.

– Ale nie na długo! Za dziesięć minut będę tu z walizką. Oczekuję, że otrzymam zwrot kosztów podróży i samochód, który odwiezie mnie na lotnisko! A jeśli w tym okropnym filmie wykorzystacie choćby jedno dzisiejsze ujęcie, przyrzekam, że w sądzie zedrę z was ostatnią koszulę!

– Podpisałaś kontrakt. Niewiele zdziałasz.

– Podpisałam kontrakt, bo wprowadzono mnie w błąd.

– Bzdura. Nikt cię nie okłamał. A o pieniądzach zapomnij, póki nie dokończysz zdjęć.

– Domagam się, żeby mi zapłacono natychmiast! Jesteście mi to winni! -Czuła się jak przekupka urządzająca awanturę na targu. – Musicie mi zwrócić koszty podróży! Tak się umówiliśmy!

– Nie dostaniesz ani grosza, póki nie nakręcimy jutrzejszych scen. – Zlustrował ją wzrokiem. – Tych rozbieranych. Niewinność rozdziewiczona, tak o nich mówi nasz Lord.

– Wiesz co, Lloyd zobaczy mnie nagą, kiedy zdobędzie Złotą Palmę! – zawołała, odwróciła się na pięcie i odeszłaby, gdyby różowa fałda nie zaczepiła się o stolik. Szarpnęła gniewnie i materiał ustąpił z głośnym trzaskiem.

Steiner zerwał się na równe nogi.

– Ej, uważaj! To drogi kostium!

Porwała ze stołu butelkę majonezu i wycisnęła sporą porcję na sam środek spódnicy.

– Co za pech! – prychnęła. – Chyba trzeba ją uprać!

– Ty suko! – wrzeszczał, gdy odchodziła. – W życiu w niczym więcej nie zagrasz! Już ja dopilnuję, żeby nie zatrudnili cię nawet do sprzątania!

– Bomba! – zawołała przez ramię. – Mam dosyć!

Zagarnęła krynolinę w dłonie, zadarła spódnicę do kolan i pomaszerowała przez trawnik do kurnika. Nigdy, absolutnie nigdy nie potraktowano jej tak okropnie. Już ona pokaże Mirandzie Gwynwyck, choćby to była ostatnia rzecz, jaką zrobi w życiu. Jak tylko wróci do Anglii, wyjdzie za Nicholasa!

Wpadła do pokoju, pobladła ze złości, a widok nieposłanego łóżka bynajmniej nie poprawił jej humoru. Porwała ze stolika paskudną zieloną lampę i cisnęła przez cały pokój, aż roztrzaskała się na ścianie. To nic nie pomogło; nadal czuła się, jakby uderzono ją w żołądek. Dźwignęła walizkę na łóżko i byle jak wrzuciła do niej kilka ubrań, które wypakowała poprzedniego dnia, zamknęła wieko i usiadła na nim, żeby się domknęło. W końcu udało jej się zapiąć walizkę, ale w trakcie szamotaniny misternie upięte loki rozsypały się na ramiona, a jej dekolt pokrył się potem. Dopiero wtedy dotarło do niej, że nadal ma na sobie obrzydliwą różową suknię.

Chciało jej się płakać ze złości, gdy znowu otwierała walizkę. To wszystko przez Nicky'ego! Już ona mu pokaże! Każe się zabrać na Costa del Sol i całymi dniami będzie się tylko wylegiwała na plaży i utrudniała mu życie! Usiłowała rozpiąć haftki z tyłu, ale zostały wszyte w dwóch rzędach, zresztą Sally zasznurowała ją tak ciasno, że nie mogła sobie poradzić. Kręciła się i mocowała, klnąc przy tym paskudnie -na darmo. Pogodziła się już z myślą, że musi poprosić kogoś o pomoc, i wtedy przypomniała sobie minę Lwa Ste-inera, gdy oblała suknię majonezem. Ciekawe, jak będzie wyglądał, gdy jego drogocenny kostium zniknie za horyzontem, pomyślała.

W pobliżu nie było nikogo, kto mógłby jej pomóc, musiała więc sama taszczyć walizę w jednej ręce, a kuferek z kosmetykami w drugiej. Pomaszerowała na parking, gdzie powiedziano jej, że nikt nie może pojechać do Gulfport.