– Wszystko w porządku – uspokajał go Nauczyciel. – Teraz musimy jak najprędzej zabrać was stąd. Czy możesz iść o własnych siłach?
Okazało się, że tak. Wszyscy pomogli rozwiązać Dolga i wynieść go ze strasznej doliny. Marco próbował z nim rozmawiać, wypowiadał niezwykłe słowa w języku, którego nie znali, lecz przypuszczali, że to mowa Czarnych Sal.
– Niebieski szafir – szepnęła Sol do Marca. – Ty możesz go dotykać, prawda? I farangil nie zapłonie pełnią blasku?
– Myślę, że pogodzi się z tym ze względu na Dolga – przyznał Marco. – Wydaje mi się jednak, że ty się lepiej do tego nadajesz.
– Ja?
– Zauważyłem to w Nowej Atlantydzie. Nie pytaj mnie jak, ale uważam, że powinnaś spróbować.
– Dobrze, ale, do diabła, nie wiem, w której sakiewce Dolg przechowuje niebieski kamień. A jeśli otworzę czerwony? Przyjdzie kres na Sol, ostateczny kres.
– Szafir jest po jego prawej stronie. To bardzo dobry pomysł, dlaczego wcześniej na niego nie wpadłem? Niebieski kamień szybciej ze wszystkim sobie poradzi.
– Pomyślałam po prostu, że bardzo ciężko jest wam go ciągnąć – powiedziała Sol, ale jaśniała z dumy.
Wyjęła niebieską kulę, z nabożeństwem podniosła ją do góry, wpatrzona w jej baśniowy pulsujący blask.
– Kamień zgadza się współpracować – mruknęła i przyłożyła kulę do piersi Dolga.
Niedługo potem Dolg otworzył oczy i popatrzył na nich ogromnie zdziwiony. Czym prędzej wyjaśnili, co się stało.
– Znów cię ocaliłam, Lanjelinie – pisnęła Fivrelde i przesadnie głośno westchnęła.
Uśmiechnął się do niej, mógł już teraz usiąść.
– Rzeczywiście, Fivrelde, to bardzo miły zwyczaj, nie porzucaj go. Bardzo ci dziękuję, co ja bym bez ciebie zrobił?
Fivrelde jaśniała jak słoneczko. Tylko ona nie wychwyciła tonu ironii dźwięczącego w jego głosie.
Dotarli już prawie na samą górę, kiedy Nidhogg zawołał:
– Tu leży twój telefon, Kiro! Jest trochę potłuczony, wygląda też, że bestie próbowały go nadgryzać.
– Dobrze, że go znalazłeś – ucieszył się Kiro. – Rzeczywiście jest trochę nadwerężony, ale Madragowie chyba go naprawią, myślę, że nie musimy angażować w to szafiru.
Wybuchnęli śmiechem, uradowani, że cała grupa Kira się odnalazła.
Wkrótce dogonili nosze ze zwierzętami, tamta grupa bowiem posuwała się bardzo powoli. Akurat się zatrzymali, bo łania wstała.
Dolg natychmiast przystąpił do akcji, używając niebieskiego kamienia, jasne bowiem było, że w tej sytuacji kamień jest bardzo potrzebny. Łagodnie przemawiając do zwierzęcia, przyłożył kulę do jego grzbietu. Łania stała spokojnie, z lękiem tylko spoglądając na cielątko, kręcące się przy jej nogach.
Wkrótce łania odzyskała siły, ale Siska musiała usiąść w gondoli razem z cielątkiem, gdyż ono nie dawało rady iść tak daleko i tak prędko. Jori utrzymywał gondolę nisko nad ziemią tuż przy nich i łania cały czas mogła widzieć swoje dziecko. Wszyscy starali się zapewnić zwierzętom poczucie bezpieczeństwa. Wreszcie grupa posuwała się szybciej.
W końcu dotarli na łąkę, gdzie długo już ich wypatrywano.
Gdy wszyscy się przywitali ze wszystkimi, łącznie z czterema jeleniami, Tell, koordynator akcji, usiłował zapanować nad całością.
– Musimy mieć absolutną pewność, że w komplecie dotrzemy do domu – stwierdził. – Królestwo Światła opuściło dwadzieścia siedem osób.
– Dwadzieścia osiem – rozległ się cichy głosik.
– Oczywiście, Fivrelde, przepraszam, twoja pomoc była nieoceniona, dwadzieścia osiem. Spróbujemy teraz sprawdzić listę obecności, ale wydaje mi się, że nikogo nie brakuje.
I zaczął wymieniać.
– Najpierw jelenie: rodzina składająca się z trzech zwierząt wraz z dwunastką przebywającą w pobliżu niemieckiej osady, czyli łącznie piętnaście sztuk, odbywa kwarantannę w Królestwie Światła. Osiem zwierząt z ulubionego miejsca Helgego i sześć z ukrytej w górach doliny, razem z samcem samotnikiem, znajduje się uśpione w Juggernaucie i czeka na nas. Na Święte Słońce, jak my je wszystkie zmieścimy? Para jeleni i łania z cielątkiem są tu na łące. Liczyliśmy, że przywieziemy wszystkie trzydzieści trzy zwierzęta żyjące w Ciemności, tymczasem mamy ich trzydzieści cztery. Wcale nie najgorszy wynik!
– Jeszcze nie jesteśmy w domu – zauważył weterynarz, jak zawsze nastawiony negatywnie.
– Ale przynajmniej na razie. Teraz my: Chor, Móri, laborant i Goram są przy Juggernaucie, gdzie Chor śpi, czekając na nas. Bardzo mu tego potrzeba, przemierzał przecież morze piasku tam i z powrotem niemal bez przerwy, przyda mu się odpoczynek przed ostatnią podróżą do domu.
Niejednemu by się to przydało, pomyślała Siska, wszyscy sprawiają wrażenie, jakby zaraz mieli zasnąć.
– Miranda, Elena, Berengaria, Oriana, Thomas i matka Helgego, Frida, są już w Królestwie Światła dzięki wahadłowym kursom Joriego. Weterynarz i Lenore przybyli tutaj, są tu również Nidhogg, Nauczyciel, Sol i Zwierzę, jemu przydałaby się kuracja szafirem, Dolgu.
Dolg kiwnął tylko głową i zaraz zajął się rannym przyjacielem, a Tell kontynuował wyliczanie. Teraz każdy, słysząc swoje imię, musiał się zgłosić, zupełnie jak w szkolnej klasie.
– Gondagil, Helge, Jaskari, Jori, Marco, Dolg, Kiro, Siska, Tsi, Oko Nocy, Indra, Ram i ja. Ojej! Ile nas jest! Ale trzeciej tury nie będziemy wyprawiać. I jeszcze ósemka nowych, Hannagar, Elja i sześcioro mieszkańców osady. Witajcie wśród nas! O nikim nie zapomniałem? Ach, oczywiście, o najważniejszej ze wszystkich, o Fivrelde!
Mało brakowało, a ogromnie by uraził tę maleńką istotkę.
Tell bardzo się martwił. Sześć osób było już w domu i tym samym ulżyło nieco Juggernautowi, na ich miejsce jednak mieli teraz ośmioro nowych, a nawet dziewięcioro, licząc Helgego. I jedna z osób, które opuściły Ciemność gondolą, również była nowa, matka Helgego.
– Najlepsze ze wszystkiego zaś jest to, że nikogo nie utraciliśmy podczas tej wyprawy, przeciwnie, jest nas nawet więcej. O straszydła z Gór Czarnych niech się martwią Obcy, będą musieli uporać się z nimi jak najszybciej. Należy usunąć ich z tych małych państewek w Ciemności, lecz jeśli się nie mylę, strachy zawrócą, gdy tylko Hannagar i Elja znajdą się w Królestwie Światła.
Ram kiwnął głową.
– Właśnie dlatego przy pokonywaniu ostatniego odcinka do Juggernauta musimy trzymać się razem, nie dać im szansy zaatakowania Elji i Hannagara ani też nikogo z nas.
– Masz rację – przyznał Tell. – Niech oni dwoje idą w środku grupy. Jori, ile osób możesz zabrać do gondoli?
– Pięć, oprócz mnie samego.
Tell prędko wybrał tych, którzy mieli lecieć razem z Jorim.
– Helge, żebyś się mógł upewnić, czy twoja matka dobrze się czuje, Gondagil, wracaj do domu, do Mirandy. Jeden weterynarz, Jaskari zostaje. Kiro, który po tym uderzeniu nie może się pozbyć piekielnego bólu głowy. I Siska. Och, na Święte Słońce, Sisko, jak ty wyglądasz! Wiem, że ciebie, Tsi i oba jelenie wymyto do czysta w rzece, ale jak zdołałaś sprawić sobie tego sińca pod okiem?
– Kopniak rozgniewanego i wystraszonego cielątka – wyjaśniła, uśmiechając się żałośnie.
Jaskari prędko przygotował kompres i przyłożył jej do oka, a Kiro dostał dwie silne tabletki od bólu głowy. Jaskari poczuł nagle, że i jako lekarz może się do czegoś przydać, nie tylko niebieski szafir może leczyć.
Nikt z wybranej piątki nie zaprotestował. Wszyscy pragnęli jak najprędzej znaleźć się już w domu.
– Czy mam obrócić kolejny raz? – spytał Jori. – Spotkać się z wami na morzu piasku i zabrać jeszcze kogoś?