· Nie. Uwierzyłam mu, kiedy mówił, że mnie zabije. – Schowała rewolwer do kieszeni w kurtce. – Nieważne. Pomyślałam, że być może Homer nie zdążył sprzedać mojej biżuterii… Że może ją gdzieś tutaj ukrył.
· Przeszukałam cały dom – powiedziałam – i nie znalazłam żadnej damskiej biżuterii, ale możesz się jeszcze rozejrzeć na własną rękę.
Wzruszyła ramionami.
· Beznadziejna sprawa. Powinnam była przyjść tu wcześniej.
· Nie bałaś się, że natkniesz się na Hannibala? – zapytała Lula.
· Liczyłam na to, że Alexander będzie na pogrzebie, a Hannibal zostanie w rezydencji na wybrzeżu. Zeszłyśmy na dół.
· A co z garażem? – zapytała Cynthia. – Zajrzałyście tam? Nie sądzę, żebyście znalazły mojego srebrnego porsche?
· Ja cię kręcę! – rzuciła Lula, na której zrobiło to piorunujące wrażenie. – Masz porsche?
· Miałam. Homer podarował mi go z okazji naszej sześciomiesięcznej rocznicy… – Westchnęła. -Jak już mówiłam, potrafił być naprawdę czarujący.
„Czarujący” w znaczeniu „hojny”.
Hannibal miał garaż na dwa samochody, przylegający do domu. Prowadziły do niego drzwi z holu, zamknięte na zasuwkę. Cynthia otworzyła je i pstryknęła wyłącznikiem. I oto naszym oczom ukazał się… srebrny porsche.
· Mój porsche! Mój porsche! – wrzasnęła Cynthia. -Nigdy bym nie pomyślała, że jeszcze kiedyś zobaczę ten wóz. – Umilkła i zmarszczyła nos. – Co to za smród?
Popatrzyłyśmy się na siebie z Lula. Znałyśmy ten smród.
· Fuj! – powiedziała Lula. Cynthia podbiegła do samochodu.
· Mam nadzieję, że zostawił mi kluczyki. Mam nadzieję. – Nagle przystanęła i zajrzała do środka. – Ktoś śpi w moim samochodzie!Podeszłyśmy z Lula i także zajrzałyśmy do wnętrza wozu.
· Tak. Zimny trup – powiedziała Lula. – Zdradziły go te trzy dziury w czole. Jesteś szczęściarą – oświadczyła Cynthii. – Wygląda na to, że ten koleś zarobił kalibrem dwadzieścia dwa. Gdyby zastrzelili go czterdziestką piątką, mózg rozprysnąłby się po całym samochodzie. Dwudziestka dwójka wchodzi do środka i drąży mózg.
Trudno było coś powiedzieć o mężczyźnie osuniętym na siedzeniu, ale wyglądał na trochę mniej niż metr osiemdziesiąt i może dwadzieścia pięć kilo nadwagi. Ciemne włosy, krótko ostrzyżone. Wiek około czterdziestu pięciu lat. Ubrany w koszulę z dzianiny i sportowy płaszcz. Sygnet z różowawym diamentem. Trzy dziury w czole.
· Poznajesz go? – zapytałam Cynthię.
· Nie. Nigdy go nie widziałam. Potworne. Jak to się mogło stać? Na mojej tapicerce jest krew.
· Nie jest tak źle, biorąc pod uwagę, że dostał trzy strzały w głowę – pocieszyła ją Lula. – Tylko nie myj tego gorącą wodą. Gorąca woda utrwala plamy krwi.
Cynthia otworzyła drzwi i próbowała wyciągnąć nieboszczyka z samochodu, ale on nie chciał współpracować.
· Może któraś mogłaby mi pomóc? – zapytała Cynthia. – Trzeba go popchnąć z drugiej strony.
· Hej, poczekaj – powiedziałam. – To jest miejsce zbrodni. Powinnaś zostawić wszystko tak, jak jest.
· Ani mi się śni – rzekła Cynthia. – To mój samochód i mam zamiar nim odjechać. Pracuję u prawnika. Wiem, co się stanie. Skonfiskują ten samochód i będą go trzymać do końca świata. A potem prawdopodobnie dostanie go jego żona. – Wyciągnęła ciało do połowy, ale nogi były sztywne i nie chciały się rozprostować.
· Przydałby się tutaj Siegfried i Roy – powiedziała Lula. – Widziałam ich w telewizji, jak przecięli kogoś na pół i nawet nie narobili bałaganu.
Cynthia trzymała gościa za głowę, mając nadzieję, że zadziała system dźwigni.
· Noga zaczepiła mu się o lewarek – zauważyła. -Ktoś musiał go kopnąć w stopę.
· Nie patrz na mnie – zdenerwowała się Lula. – Na widok trupów przechodzą mnie ciarki. Nigdy nie tykam żadnych nieboszczyków.
Cynthia chwyciła nieboszczyka za płaszcz i pociągnęła.
· Nie uda się. Nie uda mi się wyciągnąć tego idioty z mojego samochodu.
· Może jakbyś go naoliwiła? – zastanowiła się Lula.
· Może jakbyście mi pomogły – odpaliła Cynthia. -Obejdź wóz z drugiej strony i pchnij faceta w tyłek, a Stephanie pomoże mi go ciągnąć.
· Pod warunkiem, że tylko nogą – powiedziała Lula. -Myślę, że tyle mogę zrobić.
Cynthia chwyciła trupa za głowę, ja za połę koszuli, a Lula wypchnęła go jednym porządnym kopniakiem.
Natychmiast go puściłyśmy i zrobiłyśmy krok do tyłu.
· Jak myślisz, kto go zabił? – zapytałam, w zasadzie nie oczekując odpowiedzi.
· Homer, z pewnością – odparła Cynthia. Pokręciłam głową.
· Za świeży trup, żeby to mogła być robota Homera.
· Hannibal?
· Nie sądzę, żeby Hannibal zostawił ciało we własnym garażu.
· Dobra, nie obchodzi mnie, kto go zabił – oświadczyła Cynthia. – Mam swój wóz i jadę do domu.
Martwy gość leżał na podłodze jak kłoda, z dziwacznie powyginanymi nogami, zmierzwionymi włosami i rozchełstaną koszulą.
· A co z nim? – zapytałam. – Nie możemy go tak zostawić. Ta pozycja jest taka… niewygodna.
· To przez nogi – wyjaśniła Lula. – Zastygł w pozycji siedzącej. – Wzięła krzesło ogrodowe ze sterty na końcu garażu i postawiła je obok trupa. – Jeśli posadzimy go na krześle, to będzie wyglądał bardziej naturalnie, jakby czekał na podwiezienie czy coś takiego.
Podniosłyśmy go, posadziłyśmy na krześle i odeszłyśmy dalej, żeby mu się przyjrzeć. Jak tylko odeszłyśmy, spadł z krzesła. Trzask, prosto na twarz.
– Dobrze, że nie żyje – orzekła Lula. – Bo inaczej cholernie by go zabolało.
Dźwignęłyśmy faceta z powrotem na krzesło, ale tym razem przywiązałyśmy go sznurem. Miał trochę zgnieciony nos i jedno oko otworzyło się wskutek wstrząsu przy upadku, więc to było otwarte, a drugie zamknięte, ale poza tym trup nie wyglądał najgorzej. Znowu cofnęłyśmy się i stanęłyśmy w miejscu.
– Spadam stąd – oświadczyła Cynthia. – Otworzyła wszystkie okna w samochodzie, nacisnęła przycisk otwierania garażu, wycofała wóz i odjechała w górę ulicy.
Drzwi od garażu zjechały w dół i zostałyśmy z Lula sam na sam z trupem.
Lula przestępowała z nogi na nogę.
– Może powinnyśmy zmówić jakąś modlitwę za zmarłych? Lubię okazać należną cześć nieboszczykom.
– Myślę, że powinnyśmy stąd wiać.
– Amen – podsumowała Lula i przeżegnała się.
– Myślałam, że jesteś baptystką.
– Tak, ale u nas nie ma żadnych specjalnych gestów na takie okazje.
Opuściłyśmy garaż, wyjrzałyśmy przez tylne okno, żeby się upewnić, że nikogo nie ma w pobliżu, i wybiegłyśmy przez drzwi od werandy. Zamknęłyśmy za sobą bramkę i ruszyłyśmy ścieżką rowerową do samochodu.
– Nie wiem jak ty – powiedziała Lula – ale ja mam zamiar iść do domu i stać pod prysznicem parę godzin, a potem spłukać się cloroxem.
To był niezły pomysł. Tym bardziej że prysznic będzie pretekstem do odwleczenia spotkania z Morellim. Co ja mu powiem? „Wiesz co, Joe, włamałam się dzisiaj do domu Hannibala Ramosa i znalazłam tam trupa. Potem zatarłam ślady na miejscu zbrodni, pomogłam pewnej kobiecie usunąć dowody i uciekłam. Więc jeśli po dziesięciu latach spędzonych w więzieniu nadal będę dla ciebie atrakcyjna…". Nie mówiąc już o tym, że Komandos po raz drugi wychodził z miejsca, w którym popełniono zabójstwo.
Zanim dotarłam do domu, zarejestrowałam u siebie wszystkie oznaki złego nastroju. Pojechałam do Hannibala, szukając informacji. Teraz wiedziałam więcej, niż chciałabym wiedzieć, i nie miałam pojęcia, co to wszystko znaczy. Zostawiłam wiadomość Komandosowi i zrobiłam sobie obiad, który na skutek mojego stanu rozkojarzenia składał się wyłącznie z oliwek. Znowu.