Godzinę później ofiara wróciła i zasiadła przy swoim biurku. Nikt na nią nie spojrzał. Ona spojrzała na mnie: jej suche już oczy nienawistnie przeszyły mnie na wylot. Było w nich napisane: „Poczekaj no tylko”.
Potem podjęła przerwaną pracę, jak gdyby nigdy nic, dając mi czas na zinterpretowanie wyroku.
Było jasne, że w jej mniemaniu mój postępek był czystym odwetem. Wiedziała, że w przeszłości pastwiła się nade mną. Nie miała wątpliwości, że moim jedynym celem była zemsta. Żeby odpłacić jej pięknym za nadobne, poszłam do toalety popatrzeć sobie, jak płacze.
Tak bardzo chciałam wyprowadzić ją z błędu, powiedzieć: „Zgoda, to było głupie i niezręczne, ale błagam, niech mi pani uwierzy: powodowało mną jedynie poczciwe i niemądre poczucie człowieczeństwa. Jakiś czas temu miałam do pani żal, to prawda, ale kiedy zobaczyłam panią tak niegodziwie upokorzoną, ogarnęło mnie głębokie współczucie. Jest pani taka inteligentna: czy nie widzi pani, że nie ma w tym przedsiębiorstwie, a nawet na całym świecie nikogo, kto jak ja, ceniłby panią, podziwiał i poddawał się pani władzy?”.
Nigdy nie dowiem się, jak by zareagowała, gdybym złożyła jej takie oświadczenie.
Następnego dnia Fubuki przywitała mnie z twarzą, na której malował się olimpijski spokój. Otrząsnęła się, czuje się lepiej – pomyślałam.
Oznajmiła poważnym tonem:
– Mam dla pani nowe zadanie. Proszę za mną.
Wyszłam za nią z pokoju. Czułam się trochę nieswojo: a więc moje nowe zadanie wykonywać będę poza działem księgowości? Co też to może być? Gdzie ona mnie prowadzi?
Mój lęk skonkretyzował się, kiedy stwierdziłam, że kierujemy się w stronę ubikacji. Nie – pomyślałam. – Na pewno w ostatniej chwili skręcimy w prawo albo w lewo, żeby wejść do innego pokoju.
Nie wykonałyśmy żadnego zwrotu (przez sztag ani przez rufę). Rzeczywiście zaciągnęła mnie do toalety.
Na pewno przyprowadziła mnie w to odosobnione miejsce, żebyśmy sobie wyjaśniły, co wczoraj zaszło – pomyślałam.
Nic z tych rzeczy. Oświadczyła najspokojniej w świecie:
– To jest pani nowe stanowisko.
Z pewną siebie miną, w niezwykle profesjonalny sposób pokazała mi gesty, które teraz będę wykonywać. Chodziło o wymianę rolki „suchego i czystego ręcznika” do wycierania rąk, kiedy ten zostanie całkowicie zużyty; chodziło też o zapewnianie świeżych dostaw papieru toaletowego do kabin – w tym celu powierzyła mi cenne klucze do magazynu, gdzie te cuda były przechowywane, z dala od zakusów pracowników przedsiębiorstwa Yumimoto.
Szczyt został osiągnięty, kiedy piękność delikatnie ujęła w dłonie szczotkę klozetową, żeby z całą powagą wytłumaczyć mi, jak należy się nią posługiwać – czyżby sądziła, że tego nie wiem? Nigdy bym nie przypuszczała, że będzie mi dane ujrzeć tę boginię dzierżącą w dłoniach taki przyrząd. W dodatku po to, by wręczyć mi go jako moje nowe berło.
Absolutnie osłupiała zadałam pytanie:
– Czyje miejsce zajmuję?
– Niczyje. Sprzątaczki wykonują te czynności wieczorem.
– Odeszły?
– Nie. Tylko, jak zapewne pani zauważyła, ich nocna praca bywa niewystarczająca. Nierzadko zdarza się, że w ciągu dnia zabraknie suchego ręcznika, w którejś z kabin skończy się papier toaletowy, albo znów jakaś miska klozetowa czeka zabrudzona aż do wieczora. To krępujące, zwłaszcza gdy przyjmujemy urzędników spoza Yumimoto.
Przez chwilę zastanawiałam się, czemu dla pracownika Yumimoto bardziej krępujące było patrzeć na miskę zabrudzoną przez osobę spoza przedsiębiorstwa niż przez któregoś z kolegów. Nie zdążyłam znaleźć odpowiedzi na to pytanie, gdyż Fubuki zamknęła sprawę:
– Odtąd, dzięki pani, nie będziemy już musieli znosić tych niedogodności.
I poszła sobie. Zostałam sama na miejscu mojego awansu. Oszołomiona stałam nieruchomo z opuszczonymi rękami. Wtedy właśnie drzwi otworzyły się znowu i ukazała się Fubuki. Jak w teatrze, wróciła, żeby zakomunikować mi najważniejsze:
– Zapomniałabym: oczywiście zakres pani obowiązków obejmuje także toaletę dla panów.
Podsumujmy. Kiedy byłam mała, chciałam zostać Bogiem. Szybko zrozumiałam, że są to zbyt duże wymagania i do mojego mszalnego wina dolałam trochę święconej wody: będę Jezusem. Wkrótce uświadomiłam sobie, że to też przerost ambicji i zgodziłam się przyjąć rolę męczennicy, kiedy będę duża.
Jako dorosła osoba postanowiłam być mniejszą megalomanką i pracować jako tłumaczka w japońskim przedsiębiorstwie. Niestety, funkcja ta przerastała moje siły i musiałam spaść o szczebel niżej, by zostać księgową. Moja gwałtowna degrengolada na tym się jednak nie zakończyła. Zostałam przydzielona na stanowisko popychadła. Na nieszczęście – powinnam była się tego spodziewać – rola popychadła także przerastała moje siły. I wtedy właśnie dostałam swój ostateczny przydział: sprzątającej kible.
Można wpaść w zachwyt, śledząc tę nieubłaganą drogę bóstwa wiodącą do ubikacji. O śpiewaczce, która może przejść od sopranu do kontraltu, mówi się, że ma dużą skalę głosu: pozwolę sobie podkreślić niesłychaną skalę moich talentów umożliwiającą mi śpiewanie we wszystkich rejestrach, zarówno boskim, jak babci klozetowej.
Gdy otrząsnęłam się ze zdumienia, pierwszą rzeczą, jaką odczułam, była dziwna ulga. Dobrą stroną czyszczenia brudnych klozetów jest to, że nie trzeba się już obawiać, iż upadnie się jeszcze niżej.
Rozumowanie Fubuki można by zapewne streścić w ten sposób: „Latasz za mną do toalety? Doskonale. Zostaniesz tam”.
Zostałam.
Domyślam się, że każdy na moim miejscu złożyłby wymówienie. Każdy, tylko nie Japończyk. Przydzielenie mi tego stanowiska przez moją przełożoną stanowiło próbę zmuszenia mnie do odejścia z pracy. Tymczasem zwolnić się znaczyłoby stracić twarz. Mycie kibli, w oczach Japończyka, nie było chwalebnym zajęciem, ale nie było też utratą twarzy.
Z dwojga złego należy wybrać to mniejsze. Podpisałam umowę na rok. Wygasała 7 stycznia 1991. Mieliśmy czerwiec. Wytrzymam. Zachowam się jak Japonka.
Pod tym względem nie odbiegałam od reguły: każdy cudzoziemiec pragnący wtopić się w Japonię stawia sobie za punkt honoru przestrzeganie obyczajów Cesarstwa. Należy zauważyć, że działa to tylko w jedną stronę: Japończycy, którzy tak łatwo buntują się przeciwko naruszaniu własnych norm, są znacznie bardziej wyrozumiali dla własnych odstępstw od cudzych zasad.
Byłam świadoma tej niesprawiedliwości, a jednak się jej podporządkowywałam. Najbardziej niezrozumiałe ludzkie zachowania często mają swoje źródło w jakiejś młodzieńczej fascynacji: kiedy byłam dzieckiem, piękno japońskiego świata tak mocno mnie naznaczyło, że w swoim postępowaniu nadal czerpałam z tego uczuciowego zbiornika. Teraz miałam przed oczyma ohydę systemu, który przeczył wszystkiemu, co kochałam, a jednak pozostawałam wierna wartościom, w które już nie wierzyłam.
Nie straciłam twarzy. Przez siedem miesięcy wytrwałam na posterunku w toaletach przedsiębiorstwa Yumimoto.
Zaczęło się więc nowe życie. Jakkolwiek może się to wydać dziwne, nie miałam wrażenia, że osiągnęłam dno. To zajęcie było w sumie o wiele lepsze niż funkcja księgowej – mam na myśli moje stanowisko kontrolerki kosztów podróży służbowych. Gdybym miała do wyboru całodzienne wydobywanie z kalkulatora coraz to bardziej schizofrenicznych liczb i wydobywanie rolek papieru higienicznego z magazynu, nie wahałabym się ani chwili.
Na obecnym stanowisku w pełni panowałam nad sytuacją. Mój upośledzony mózg radził sobie z zadaniami, jakie przed nim stawiano. Nie chodziło już o ustalanie kursu marki z 19 marca, żeby przeliczyć na jeny rachunek za pokój hotelowy, a następnie porównać moje wyniki z wynikami zainteresowanego i dojść, dlaczego jemu wychodziło 23254, a mnie 499212. Trzeba było przetwarzać brud w czystość i dbać, żeby nie brakowało papieru.