Więc podchodziłam do okna, przebiegałam wzrokiem jedenaście stacji metra i wpatrywałam się w koniec trasy: nie widać tam było ani nie można było sobie wyobrazić żadnego domu. „Sama widzisz: to spokojne mieszkanie jest owocem twojej wyobraźni”.
Pozostawało mi tylko przylgnąć czołem do szyby i rzucić się z okna. Jestem jedyną osobą na świecie, której zdarzył się ten cud: skacząc z okna, uratowała życie.
Do dziś pewnie zachowały się w mieście strzępy mojego ciała.
Mijały miesiące. Z każdym dniem czas coraz bardziej tracił konsystencję. Nie potrafiłam stwierdzić, czy płynie szybko czy powoli. Moja pamięć zaczynała działać jak spłuczka. Wieczorem pociągałam za łańcuch. Mentalna szczotka usuwała ostatnie ślady nieczystości.
Rytualne oczyszczenie, które niczemu nie służyło, ponieważ co rano miska mojego mózgu znowu ulegała zabrudzeniu.
Jak zauważył to ogół śmiertelników, ubikacja jest miejscem sprzyjającym medytacji. Dla mnie, która stałam się jej westalką, była też okazją do refleksji. Zrozumiałam tam jedną ważną rzecz: że w Japonii życie to przedsiębiorstwo.
Zapewne to prawda, która została już zapisana w licznych rozprawach ekonomicznych poświęconych temu krajowi. Jest jednak kolosalna różnica pomiędzy przeczytaniem czegoś w eseju a przeżyciem tego na własnej skórze. Ja mogłam się przekonać, co to oznacza dla pracowników firmy Yumimoto i dla mnie.
Moje cierpienia nie były gorsze od tych, które przeżywali oni. Może tylko bardziej poniżające. Nie był to jednak wystarczający powód, by zazdrościć innym ich pozycji. Była równie nędzna jak moja.
Księgowi spędzający po dziesięć godzin dziennie na przepisywaniu liczb byli w moich oczach ofiarami złożonymi na ołtarzu bóstwa pozbawionego wielkości i tajemniczości. Od niepamiętnych czasów maluczcy poświęcali życie sprawom, które ich przerastały: dawniej jednak próbowali dostrzec w tym jakiś aspekt mistyczny. Obecnie nie mogli już mieć złudzeń. Oddawali swoje życie bez powodu.
Japonia jest, jak wiadomo, krajem o najwyższym wskaźniku samobójstw. Jeśli o mnie chodzi, dziwię się, że samobójstwa nie zdarzają się tam jeszcze częściej.
Poza przedsiębiorstwem, co czekało na księgowych z mózgami wypłukanymi przez cyfry? Obowiązkowe piwo z kolegami równie odmóżdżonymi jak oni, godziny w zatłoczonym metrze, śpiąca już połowica, zmęczone dzieci, sen, który wciąga jak opróżniająca się umywalka, rzadkie wakacje, z których nikt nie wie, jak korzystać: nic, co zasługiwałoby na miano życia.
Najgorsze, jeśli się pomyśli, że w skali światowej ci ludzie są uprzywilejowani.
Nadszedł grudzień, miesiąc mojej dymisji. To słowo może dziwić: zbliżał się koniec kontraktu, nie mogło być więc mowy o dymisji. A jednak tak. Nie wypadało mi po prostu doczekać do 7 stycznia 1991 i odejść po uściśnięciu kilku dłoni. W kraju, gdzie do niedawna, z umową czy bez, było się nieuchronnie zatrudnionym na zawsze, nie opuszczało się pracy bez zachowania form.
Chcąc uszanować tradycję, powinnam złożyć wymówienie na każdym szczeblu hierarchii, to znaczy czterokrotnie, poczynając od najniższego stopnia drabiny: najpierw Fubuki, potem panu Saito, potem panu Omochi i wreszcie panu Hanedzie.
Przygotowywałam się duchowo do tego zadania. Było jasne, że będę przestrzegać podstawowej reguły: nie skarżyć się. Poza tym dostałam ojcowskie polecenie: w żadnym wypadku nie wolno mi dopuścić, aby ta sprawa rzuciła cień na dobre stosunki pomiędzy Belgią a Krajem Wschodzącego Słońca. Nie należało więc dawać do zrozumienia, że jakikolwiek Japończyk z przedsiębiorstwa zachował się wobec mnie niewłaściwie. Jedyne motywy, na które mogę się powoływać – ponieważ trzeba będzie wyjaśnić przyczyny, dla których opuszczam tak korzystne stanowisko – to argumenty wyrażone w pierwszej osobie liczby pojedynczej.
Z punktu widzenia czystej logiki nie miałam dużego wyboru: oznaczało to, że wszystkie winy muszę wziąć na siebie. Taka postawa była oczywiście śmieszna, liczyłam jednak na to, że pracownicy Yumimoto, wdzięczni, że ją przyjmuję, aby uchronić ich przed utratą twarzy, przerwą mi, protestując: „Proszę źle o sobie nie mówić, jest pani znakomitą osobą!”.
Poprosiłam o spotkanie z moją przełożoną. Wyznaczyła mi je późnym popołudniem w pustym pokoju. Kiedy do niej szłam, jakiś diabeł podszeptywał mi: „Powiedz jej, że jako babcia klozetowa zarobisz więcej gdzie indziej”. Z wielkim trudem udało mi się zmusić go do milczenia i o mało nie parsknęłam śmiechem, siadając naprzeciw ślicznotki.
Diabeł wybrał tę właśnie chwilę, żeby podsunąć mi kolejną sugestię: „Powiedz jej, że zostaniesz, jeśli w klopie postawią miseczkę, do której każdy użytkownik będzie wrzucał po pięćdziesiąt jenów”.
Przygryzłam sobie od wewnątrz policzki, żeby zachować powagę. Było to tak trudne, że nie mogłam wykrztusić słowa.
Fubuki westchnęła:
– No więc? Miała mi pani coś do powiedzenia?
Chcąc ukryć wykrzywiające się w śmiechu usta, schyliłam głowę najniżej, jak to było możliwe, co nadało mojej postawie wyraz pokory i zapewne ucieszyło moją przełożoną.
– Zbliża się koniec naszej umowy i z najwyższą przykrością chciałam panią zawiadomić, że nie będę mogła jej przedłużyć.
Mówiłam głosem posłusznym i lękliwym, głosem archetypicznej podwładnej.
– Tak? A to dlaczego? – spytała sucho.
Co za wyborne pytanie! A więc nie tylko ja odgrywałam komedię. Nie pozostając w tyle, udzieliłam następującej odpowiedzi:
– Firma Yumimoto dostarczyła mi wielu okazji do wykazania się. Jestem jej za to nieskończenie wdzięczna. Niestety nie stanęłam na wysokości zadania i nie potrafiłam skorzystać z zaszczytu, jaki mi uczyniono.
Musiałam przerwać, żeby znowu przygryźć sobie policzki, tak bardzo śmieszyło mnie to, co mówiłam. Fubuki natomiast najwyraźniej nie uznała tego za śmieszne, ponieważ powiedziała:
– Zgadza się. A jak pani sądzi, dlaczego nie stanęła pani na wysokości zadania?
Nie mogłam powstrzymać się od uniesienia głowy, żeby na nią spojrzeć: czy to możliwe, że pyta mnie, dlaczego nie stanęłam na wysokości biurowego kibla? Czy jej potrzeba upokarzania mnie osiągnęła tak monstrualne rozmiary? A jeśli tak, jaka jest prawdziwa natura uczuć, które do mnie żywi?
Patrząc jej prosto w oczy, żeby zobaczyć, jak zareaguje, wygłosiłam następujący tekst:
– Dlatego, że moje zdolności intelektualne okazały się niewystarczające.
Nie zależało mi szczególnie na tym, żeby dowiedzieć się, jakich zdolności intelektualnych wymaga szorowanie brudnych klozetów, chciałam natomiast zobaczyć, czy tak groteskowy dowód uległości przypadnie do gustu mojej oprawczyni.
Jej twarz dobrze wychowanej Japonki pozostawała nieruchoma i pozbawiona wyrazu, musiałam przyjrzeć się jej z najwyższą uwagą, żeby dostrzec lekki skurcz szczęk wywołany moją odpowiedzią: szczytowała.
Nie zamierzała szybko rezygnować z przyjemności. Mówiła dalej:
– Ja też tak sądzę. Jaka jest, według pani, przyczyna tej niezdolności?
Odpowiedź sama się nasuwała. Bawiłam się znakomicie.
– Niższość mózgu zachodniego w porównaniu z japońskim.
Zachwycona moją uległością wobec jej zachcianek, Fubuki znalazła adekwatną replikę:
– Na pewno jest w tym część prawdy. Nie trzeba jednak wyolbrzymiać niższości przeciętnego zachodniego mózgu. Nie sądzi pani, że ta niezdolność wynika przede wszystkim z niedorozwoju pani własnego mózgu?
– Zapewne.
– Na początku sądziłam, że chce pani sabotować Yumimoto. Proszę przysiąc, że nie robiła pani tych wszystkich głupot umyślnie.
– Przysięgam.