Kiedy wracali, uświadomiła sobie, że powinna podjąć ostateczną decyzję. Było już ciemno. Miała wyraźną ochotę zostać na sobotę i niedzielę w La Jolla i poznać jej niezwykłego właściciela.
Zatrzymali się na dziedzińcu, tuż przy garażu. Kyle spojrzał w jej stronę, starając się przeniknąć wzrokiem ciemności.
– Napijesz się kawy?
Maren uświadomiła sobie, że za tym niewinnym pytaniem kryją się inne – znacznie poważniejsze. Zadrżała lekko.
– Z przyjemnością – szepnęła.
Wiedziała, że robi błąd. Nie potrafiła się jednak wycofać. Czuła, że nogi ma jak z waty.
Wysiedli i skierowali się w stronę domu. Dopiero w kuchni doszła nieco do siebie. Kyle nawet jej nie dotknął. Mimo to wciąż czuła na sobie jego wzrok. Rozejrzała się z uznaniem dokoła.
– Wspaniała – powiedziała zataczając szeroki krąg ręką.
– Jest prawdziwą dumą Lydii.
– Lydii?
– To moja gosposia – wyjaśnił. – Właściwie jest kimś więcej niż gosposią.
Maren spojrzała na niego z niepokojem i z trudem przełknęła ślinę.
– Pomagała mnie wychowywać, kiedy rodzice przenieśli się z Północnej Karoliny. Jest Meksykanką. Od lat mam ją zawsze przy sobie.
Uśmiechnęła się.
– Mógłbyś to wykorzystać w reklamie.
– Na szczęście nie muszę. Lydia pomagała też wychowywać Holly, ale Rose nigdy jej nie lubiła.
Odniosła wrażenie, że mówienie o tym sprawia mu przykrość, postanowiła więc zmienić temat:
– To zadziwiające, że udaje jej się zachować czystość w całym domu.
– Och, pozwalam jej wynajmować pomoce.
– Nie wydaje ci się jednak, że ten dom jest za duży dla was dwojga?
Kyle wzruszył ramionami.
– Kiedy go kupowałem, myślałem, że będę miał kupę dzieciaków. Lubię dzieci – dodał.
Zmarszczył czoło i odwrócił wzrok. Przez chwilę bacznie przyglądał się ekspresowi, jakby chcąc sprawdzić, czy działa.
Maren poruszyła się niespokojnie i sięgnęła po znajdujące się na suszarce filiżanki. Po chwili napełniła je aromatycznym płynem.
– Przepraszam – szepnęła. – Nie chciałam się wtrącać.
Kyle spojrzał na nią znad filiżanki.
– Przecież tego nie robisz.
Przez chwilę siedzieli w milczeniu. Maren nie mogła znieść bólu w jego oczach. Wierciła się na krześle i rozglądała po kuchni, jakby chcąc lepiej przyjrzeć się miedzianym naczyniom i dekoracyjnym, pnącym roślinom.
Nagle Kyle wstał i podszedł do niej od tyłu. Jego ręce znajdowały się na poręczy krzesła. Niewiele myśląc wyciągnęła w górę ramiona. Poczuła pod palcami silne barki. Ścisnęła je mocno.
– Zaprosiłem cię tutaj, żebyś mnie lepiej poznała. To normalne, że chcesz coś wiedzieć o moim życiu.
Pocałował ją w szyję. Maren westchnęła, czując na skórze jego gorące usta.
– Ja również chciałbym się dowiedzieć paru rzeczy o tobie – dodał.
– Na przykład?
– Na przykład – wszystkiego. Chodź! – Pociągnął ją za ramię. – Przejdziemy się.
– Teraz?!
Uśmiechnął się czarująco. Znała ten uśmiech. Widywała go przecież na wielu zdjęciach. Jednak wtedy nie mogła nawet przypuszczać, że kiedyś będzie on przeznaczony dla niej.
– Mhm.
– Pozwól mi przynajmniej dopić kawę.
Wyszli po kwadransie. Kyle poprowadził ją schodami biegnącymi w dół skały. Kiedy znaleźli się już na plaży, zrzucił buty i poradził, żeby zrobiła to samo.
– To najlepsza pora na spacer – powiedział z tajemniczym uśmiechem.
– Przecież jest ciemno! – zaprotestowała.
– Niezupełnie.
Miał rację. Odbijający się w wodzie księżyc oświetlał niemal całą plażę, która z bliska nie wydawała się wcale taka mała.
– Poza tym piasek jest jeszcze ciepły – dodał po chwili wskazując swoje bose stopy.
Uśmiechnęła się.
– Nocny marek z ciebie.
– Można tak powiedzieć. Kiedy miałem koncerty, nie spałem do drugiej, trzeciej w nocy. Pewnie stąd to przyzwyczajenie.
Szli tuż nad brzegiem oceanu po wilgotnym piasku. Fale leniwie lizały im stopy. Kilka słonych kropel osiadło na spódnicy Maren.
– Powinienem ci coś wyjaśnić – zaczął poważnie.
– Słucham.
Pochylił się i patrzył na leżące na piasku, wygładzone przez wodę kamienie.
– Wiem, że słyszałaś fragment rozmowy z Rose…
– Niechcący – przerwała mu.
– Oczywiście – uśmiechnął się smutno. – Zresztą, to nie ma znaczenia. Chodzi o to, że powinienem ci wyjaśnić, jak w tej chwili wyglądają nasze stosunki.
Maren zarumieniła się. Z ulgą pomyślała, że na szczęście jest dosyć ciemno. Przez chwilę zastanawiała się, czy rzeczywiście chce to wiedzieć. I co w ogóle chce wiedzieć o Kyle’u.
– Nie musisz niczego wyjaśniać – szepnęła. – Nie przyjechałam tutaj, żeby wtrącać się w twoje sprawy.
– A po co przyjechałaś?
Pytanie wydało jej się bardzo obcesowe. Nie było jednak sensu powtarzać starych wykrętów o interesach i Festival Productions.
Wziął ją za rękę. Maren poczuła miły dreszcz. Spuściła głowę nie wiedząc, co powiedzieć.
– Dlaczego nie chcesz przyznać, że przyjechałaś dla mnie? Czy to takie trudne?
Maren z trudem podniosła na niego oczy.
– To przecież jasne, że przyjechałam dla ciebie… – zaczęła.
– Bo mnie pragniesz!
Przez moment miała ochotę zapaść się pod ziemię. Nie wiedziała, co zrobić z rękami. Miała już dosyć tego spaceru i rozmowy.
– Przyznaję, że mi się podobasz – powiedziała. – Ale w tym mieście – wyciągnęła rękę w stronę odległego Los Angeles – jest co najmniej stu takich facetów. Nie chcę zachowywać się jak głupie nastolatki, które widzą w tobie boga.
Kyle wyciągnął do niej rękę, ale po chwili ją opuścił.
– Chcę tylko, żebyś widziała we mnie mężczyznę – szepnął. Jego głos prawie zlał się z szumem oceanu. – Czy to cię przeraża?
Wargi jej drżały, mimo to spojrzała mu prosto w oczy.
– Skłamałabym mówiąc, że się ciebie nie boję, Kyle – wyznała. – Nie przywykłam do kontaktów z tak… szybkimi facetami. – Uśmiechnęła się mimo woli. – Teraz zastanawiam się, co robić…
– Nie myśl. Działaj – mruknął i jakby chcąc dać jej przykład oplótł ją ramionami.
Letnia sukienka była jej jedyną osłoną. Czuła jednak, że nie najlepszą…
Kyle ponownie pocałował jej szyję, a potem policzki, nos, powieki… Maren objęła go i przytuliła się do niego całym ciałem. Poczuła jego zęby na uchu, a potem usłyszała szept:
– Więc czego chcesz?
Westchnęła cicho. Jej dłonie nie chciały opuścić ramion Kyle’a.
– Chcę wiedzieć, że to nie tylko zwykłe pożądanie. Chcę… chcę czuć coś jeszcze…
Przytulił ją mocniej.
– Och, Maren, czy nie widzisz, co się ze mną dzieje? Próbowałem się bronić, mówić o przygodzie, ale… – zamilkł nagle i spojrzał jej głęboko w oczy.
Zrozumiała, że chce jej powiedzieć coś bardzo ważnego i czekała z napięciem.
– Wczoraj przeżyłem najbardziej samotną noc w moim życiu!
Maren nie mogła uwierzyć własnym uszom. Czy mówił prawdę? Oczywiście chciała, żeby pragnął jej tak mocno, miała jednak na tyle zdrowego rozsądku, żeby rozumieć, że teraz chce ją uwieść.
A jeśli nie? Ta myśl uderzyła ją nagle i nie miała czasu, żeby ją dobrze rozważyć.
– Chodź, będziemy się kochać…
Nie wiedziała, co powiedzieć. Kyle zaczął ją ekstatycznie całować. Rozchyliła wargi i poczuła jego niecierpliwy, wilgotny język. Dłonie Kyle’a pieściły jej rozpalone ciało. Drżała z nie spełnionego pragnienia. Czuła coś, co wydawało jej się tylko snem sprzed lat, albo marzeniem… Tyle tylko, że teraz uczucie powróciło ze zdwojoną siłą. Obawiała się, że pożądanie zaraz strawi jej ciało.