Выбрать главу

Twierdzono, że Ralph zawiódł rodzinę, jej jednak wydał się młodzieńcem, z którego można być dumnym. Z wyglądu bardzo przypominał swego przystojnego ojca, a ponieważ ostatnio królowa okazywała Ralphowi wiele łaskawości, nie mogło mu zbywać również na uroku.

– Jeszcze nie miałam okazji poznać twojego starszego brata – zwróciła się do Toma. – Może później przedstawisz nas sobie?

– Och… naturalnie. Chociaż w tej chwili Ralph jest w niełasce i dziwi mnie, że ojciec pozwolił mu dzisiaj pokazać się wśród gości. Widocznie wstawiła się za nim królowa, bo zawsze miała do niego słabość.

– Dlaczego jest w niełasce? – Anna przyzwalająco skinęła głową w odpowiedzi na gest Toma i ten natychmiast nalał jej do kielicha wyborne wino, chociaż wiedziała, że go nie wypije.

– Jest niepoprawnym graczem – wyjaśnił ze smutkiem Tom.

– Rodzina wysłała go, by załatwił ważną sprawę, między innymi miał przekazać dużą sumę kupcowi reprezentującemu mojego ojca. Po drodze jednak wdał się w kartograjstwo i pyk! pieniądze znikły przez jedną noc. – Tom skwitował tę opowieść pełną potępienia miną i przez moment wyglądał, jakby miał o dwadzieścia łat więcej.

– Jejku! – Anna uniosła brwi, ale pod nosem się uśmiechnęła. Miała słabość do uroczych graczy, bo jej czarujący ojciec też był wyjątkowo niefrasobliwym hazardzistą, zanim znalazł szczęście w małżeństwie i dom, który pomógł mu się ustatkować.

Spojrzała na Ralpha z jeszcze większą uwagą, a ten, jakby to wyczuwając, odwrócił się i ich spojrzenia się skrzyżowały. Przeprosiwszy królową, Ralph podszedł do ognia, a Tom wstał, by przedstawić go Annie.

– Lady Anna Latimar! Jakże się cieszę, że w końcu mam okazję cię poznać, pani. Wiele o tobie słyszałem od mojego brata. – Tom ponownie usiadł, natomiast on nadal stał, opierając się ręką o gzyms kominka. – Dwa lata temu w Richmond poznałem twojego brata George'a, pani. Muszę powiedzieć, że wasze podobieństwo jest wprost uderzające.

– Bo jesteśmy bliźniakami, sir. Wprawdzie bliźnięta różnych płci rzadko są do siebie podobne, ale nas to nie dotyczy. – Anna uśmiechnęła się. – Obawiam się jednak, że na wyglądzie zewnętrznym się to kończy, bowiem to George jest mądrą częścią naszego rodzeństwa.

Dzięki Bogu, pomyślał Ralph. Bardzo nie lubił George'a Latimara, zarozumialca, który wiódł w Richmond nieprzyzwoicie moralne życie i w ten sposób niechlubnie wyróżniał się spośród dworzan.

Na płycie nad kominkiem w Abbey Hall wyryto znak herbowy Montereyów, czyli lisa i różę. Pierwszy z Henryków w rodzie Tudorów przyznał pradziadkowi Ralpha tytuł earla w dowód wdzięczności za darowaną chatę myśliwską. Ralph machinalnie przesuwał palcami po spiczastych uszach zwierzęcia i płatkach róży, przyglądając się pannie skąpanej w migotliwym blasku ognia.

Urocza, pomyślał. Co za kształty, a jaki piękny uśmiech! Doprawdy szkoda, że Tom wypatrzył ją pierwszy.

Anna myślała równie pochlebnie. Tom był wysoki, miał jasną karnację i niebieskie oczy, ale przy bracie wydawał się wyblakłą kopią, Ralph bowiem zwracał uwagę świetlistymi włosami jasnoblond, ponadto przewyższał Toma, a jego niebieskie oczy miały odcień lodu, być może z powodu wyjątkowo jasnej skóry na policzkach.

Elżbieta przerwała tę chwilę wzajemnego oczarowania, podeszła bowiem do młodych. Tom powstał, a Ralph z szacunkiem się wyprostował.

– Lady Anno – powiedziała królowa surowo – earl łaskawie zaprosił mnie na nocleg. Może nie zauważyłaś, ale na dworze szaleje burza, więc nasz gospodarz nie chce, żebym naraziła się aa przemoknięcie. Zechciej natychmiast wysłać wiadomość do Greenwich i polecić, żeby dostarczono mi wszystko, co może być potrzebne podczas tej nieoczekiwanej wizyty. Żadnej z dam dwora nie musisz wzywać. Jestem pewna, że twoja służba mnie zadowoli.

To powiedziawszy, Elżbieta, która nienawidziła, gdy inna kobieta w jej obecności zwracała uwagę jakiegoś mężczyzny, a co dopiero dwóch, odwróciła się do niej plecami.

Dziewczyna wstała z niepewną miną.

– Nie martw się, Anno – powiedział życzliwym tonem Tom. – Jej Wysokość często tutaj nocuje. Załatwię przesłanie wiadomości do Greenwich, a tam służba dokładnie wie, co jest potrzebne. O co mam poprosić dla ciebie?

– Myślę, że twoja siostra będzie to wiedzieć najlepiej.

– To znaczy, że sprawa jest załatwiona. – Tom leciutko się uśmiechnął.

– Pójdę na górę i dopilnuję, by Jej Wysokości było wygodnie w sypialni. Gdzie.

Tom przywołał lokaja.

– Seton pokaże ci ten pokój, pani.

Anna ruszyła po schodach za sztywno wyprostowanym lokajem i bracia zostali sami przy kominku.

– Muszę przyznać, że podziwiam twój gust – odezwał się Ralph. – Czy udało ci się coś osiągnąć od czasu, gdy ostatnio o tym rozmawialiśmy?

– Nie. Annę tak samo trudno doprowadzić na linię startu, jak każdego z twoich koni wyścigowych, nie tracę jednak nadziei.

Ralph wbił wzrok w wino w kielichu. Lubił Toma. Bawili się razem w dzieciństwie i czasem kłócili, jak to malcy. Każdy z nich, jako szlachecki syn, w swoim czasie przeszedł drogę do rycerskiego stanu. Gdy zostali pasowani, zeszli się znowu i wtedy okazało się, że mają ze sobą niewiele wspólnego.

Obaj byli bardzo przystojni i mieli dużo pieniędzy, jednak Ralph, jak to ujął jego ojciec, zszedł na złą drogę, odkrył bowiem magię gry w karty i uroki kobiecych wdzięków. Tom oparł się tym pułapkom i pozostał przykładnym, angielskim młodzieńcem.

Ralph pamiętał jednak wspólnie spędzone dzieciństwo, dlatego żałował, że nie potrafi przekazać bratu choć ułamka nowo zdobytych doświadczeń. Wtedy mógłby powiedzieć wprost: zapomnij o niej, Tom, bo ona nie jest dla ciebie. Dobrze poznałem kobiety i z całą pewnością wiem, że lady Anna nie ma romantycznej natury.

A szkoda, pomyślał, bo uroda idzie u niej w parze z bogactwem. Ale stało się, Tom dokonał już wyboru, choć naturalnie jego uczucie jeszcze nie zostało odwzajemnione. Ralph był tego pewien, bowiem żadna dama nie przesłałaby mu w przeciwnym razie równie wymownego spojrzenia, jak uczyniła to panna Latimar.

Zdecydował się na kompromis.

– Jest jeszcze czas, Tom. Jak cię widzą jej rodzice? Słyszałem, że Harry i Bess Latimarowie mają niezwykłe poglądy na wychowanie swoich dzieci.

– To prawda – przyznał. – Nigdy nie spotkałem rodziców dających dzieciom tyle swobody. George'owi pozwolono wybrać żonę z gminu i dlatego Judith zostanie kiedyś hrabiną, chociaż była piastunką jego młodszego brata.

Ralph zrobił zdziwioną minę.

– Naprawdę? W takim razie na ciebie powinni patrzeć z ulgą. – Roześmiał się i otoczył brata ramieniem. – Tak czy owak, dzisiejszy wieczór powinien być wesoły. Królowa jest poza pałacem i szuka rozrywki, więc postaramy się, żeby tu, w Abbey Hall, ją znalazła. Go ty na to, Tom? Nie przejmuj się już, musimy stworzyć wspólny front Montereyów.

ROZDZIAŁ PIĄTY

Tego wieczoru Anna położyła się do łoża odurzona miłością. Kochała jak szalona, nieodwołalnie i na zawsze. Dostała niewielką komnatę przylegającą do komnaty królowej. Gdy Elżbieta wreszcie dała jej wolne, dziewczyna wślizgnęła się pod kołdrę, zaciągnęła zasłony i zaczęła rozkoszować się ciemnością.

Ralph! Magiczne imię, magiczna osoba. „To na nią czekałem całe życie”, powiedział George o Judith, a teraz wreszcie i Anna mogła powiedzieć podobnie.

To jest miłość od pierwszego wejrzenia, zrozumiała to w chwili, gdy Ralph do niej podchodził, a za oknem siekł deszcz i szalała burza. W każdym razie podczas długiego posiłku, który rozpoczął się po zapadnięciu zmroku i trwał trzy godziny, wiedziała to już na pewno.