Выбрать главу

– Może uda mi się przekonać ojca, żeby zgodził się na mój powrót do służby w Greenwich – odrzekł bez wahania.

W duchu przekonywał się, że nie ma innego wyjścia. Dumał nad tą kwestią przez cały wieczór: oto pojawiła się odpowiednia kandydatka na żonę, która spełniałaby nawet wysokie wymagania ojca, chciał więc bez zwłoki wprawić w ruch matrymonialną machinę. Postanowił porozmawiać z earlem jeszcze tego wieczoru. Wspomnieć o wzajemnym upodobaniu i wytłumaczyć mu, że w tej sytuacji głupio byłoby, gdyby Anna wróciła bez niego do królewskiego pałacu, gdzie wkrótce mógłby jej się oświadczyć inny, jeszcze bardziej zdecydowany dżentelmen.

W przeszłości John Monterey powtarzał kilka razy, że starszy syn powinien postarać się o żonę, która pomogłaby mu spoważnieć i byłaby dlań jak kotwica, a teraz Ralph chętnie zgodził się z ojcem. Zbliżały się jego dwudzieste szóste urodziny, najwyższy czas na stabilizację.

– Może ojciec pozwoli, żebym ci, pani, towarzyszył – dodał i przesłał Annie swój piękny uśmiech.

– Och, byłoby wspaniale. – Annie zaparło dech w piersiach. i po co zamartwiała się przez ostatnią godzinę, że musi opuścić Ralpha?! – Czy i ja powinnam z nim porozmawiać?

– Po co? – zdziwił się, rozbawiony.

– Nie żartuj, Ralph – odrzekła przekornie. – Na pewno masz powód.

Roześmiał się, ale zaraz spoważniał i zatrzymał wzrok na Elżbiecie.

– Wszystko zależy teraz od Jej Wysokości. Rok temu mój ojciec zwrócił się do niej z prośbą, by zwolniła mnie ze służby, i wtedy wyraziła zgodę. Skłonienie jej do podjęcia odwrotnej decyzji może okazać się teraz trudne.

– Nie sądzę. Królowa, jak zauważyłam, ma do ciebie wyraźną słabość, panie.

– Zauważyłaś to, pani? – powtórzył przekornie. – To wydaje mi się nieco zaborcze z twojej strony, najmilsza.

Anna spojrzała na niego karcąco.

– W mojej rodzinie – oznajmiła surowo – nie ma zwyczaju szafowania czułościami, jeśli nie płyną z serca.

– Zapewniam cię, pani, że ta płynęła z serca – odparł. W duchu jednak nie mógł się nadziwić. Córka Harry'ego Latimara zarzuciła mu nieszczerość? Znawcy dwora Tudorów mieliby powody do śmiechu, jako że ojciec Anny przeszedł tam do legendy jako uwodziciel. Ralph był pewien, że w swoim czasie Harry prawił damom jeden pusty komplement za drugim.

Wiedział również, że żona Latimara, Bess, jest osobą niezwykle zasadniczą, może więc córka odziedziczyła tę cechę po niej? Zresztą nie miał nic przeciwko temu. Chciał, żeby jego narzeczona była skromna i czysta, jak przystoi przyszłej hrabinie. Póki co musiał jednak porozmawiać najpierw ze swoim bratem, a potem z ojcem.

Gdy damy wstały, by udać się na spoczynek, a dżentelmeni przeszli do salonu wypić jeszcze coś przed snem, Ralph położył rękę na ramieniu brata.

– Pozwól na chwilę, Tom. Wyjdźmy na dwór. Deszcz przestał padać, a ja muszę z tobą porozmawiać.

Wokoło Abbey Hall znajdowały się wypielęgnowane ogrody, bowiem rozebrane obecnie zabudowania klasztorne stały na olbrzymim terenie, który potem otoczono potężnym murem i wytyczono liczne alejki, żeby spożytkować cały budulec.

– Przyjemny wieczór – stwierdził Ralph, dotykając szmaragdowego kolczyka w uchu i z napięciem rozmyślając, jak najlepiej podejść do sprawy.

– Co chciałeś mi powiedzieć? – spytał Tom, opierając się o pień jednego z posępnych cedrów, stojących na straży dworu.

– Porozmawiajmy o Armie Latimar – odrzekł Ralph i zamilkł.

Po chwili milczenia Tom powiedział niepewnie:

– Dziś wieczorem widziałem, jak na siebie patrzycie. Bardzo mi się nie podoba, że nie potrafisz oprzeć się upodobaniom do podbojów i chcesz dodać do swojej długiej listy pannę, która nie jest mi obojętna.

– Źle to odczytujesz – powiedział uspokajająco Ralph. – Sam jednak wspomniałeś, że Anna nic do ciebie nie czuje, a ona to potwierdziła, gdy z nią rozmawiałem. Przykro mi Tom, ale między sobą nie musimy niczego owijać w bawełnę.

Tom potarł gładką korę drzewa. Cedry są symbolem Libanu, a ten został stamtąd przywieziony do Anglii przez krzyżowca, przodka rodu. Tom wiedział, że brat ma rację, wolałby jednak nie usłyszeć tego, czego należało się spodziewać.

– Masz rację, ale na twoim miejscu nie osłabiałbym mojej pozycji jeszcze bardziej. Tego się nie robi przyjacielowi, a bratu tym bardziej. Skoro jednak już poruszyłeś ten temat, to określ jasno swoje zamiary. Wiesz, że ona nie jest panną lekkich obyczajów.

– Naturalnie, że o tym wiem! Tym razem mam jak najuczciwsze zamiary. Jestem jednak przekonany, że najpierw muszę rozmówić się z tobą.

W milczeniu rozważał słowa brata. Może rzeczywiście… Ralph nie jest kłamcą, ale za to jest absolutnie nieodpowiednim kandydatem na męża Anny. Tom, wbrew swej pozornej prostolinijności, odznaczał się dużą intuicją. Panna Latimar go nie kochała, no cóż, trudno, lecz mimo to uważał, że popełniłaby duży błąd, gdyby wybrała Ralpha.

– W jakim stopniu jej niewątpliwie dobre warunki materialne wpłynęły na twoje nagłe zainteresowanie? – spytał.

Ralph roześmiał się, aby ukryć zakłopotanie.

– Lubisz nazywać szpadel przyrządem do kopania w ziemi, co, Tom? No cóż, rozumiem cię. Z pewnością nie widziałbym w Annie kandydatki na żonę, gdyby nie była bogata i nie miała szans wzbogacić się jeszcze bardziej. Jej ojciec ma duży majątek, a Anna i jej brat są powiązani z obecną władczynią i z przyszłym władcą…

– Skąd to przekonanie? – Tom powątpiewał w słowa brata.

– Po prostu wiem – odrzekł Ralph nieco zawstydzony. – Pamiętasz, co się działo, gdy wróciłem do domu skompromitowany służbą w wojsku na północy? Przez dłuższy czas trzymałem się dworu Williama Cecila. Cecil był w tym czasie doradcą królowej Marii, a teraz pełni tę samą funkcję na dworze Elżbiety. Jako człowiek wprawny w pisaniu i mający swój rozum, zostałem przez Cecila zatrudniony przy sporządzaniu katalogu zobowiązań Korony. W dokumentach dołączonych do ostatniej woli króla Henryka, których postanowienia mieli uszanować wszyscy jego następcy, znalazł się również taki, który ustanawiał dożywocie dla dzieci Latimara, a przynajmniej dla tych dwojga, które były wówczas na świecie. – Zamyślił się na chwilę. – Henryk obdarzył je naprawdę wyjątkowym przywilejem! W razie gdyby zaciągnęły jakieś długi, Koroną miała je niezwłocznie spłacić, miano również okazać im wszelką pomoc w razie kłopotów… Nie wierzyłem własnym oczom, kiedy to czytałem, Tom! Tak uprzywilejowane istoty nigdy dotąd nie chodziły po angielskiej ziemi!

– Nie wolno ci tego rozpowiadać! – krzyknął Tom. – Wprawdzie George, jak sądzę, nie miałby kłopotów, bo ma już swojego anioła stróża, lecz jego siostra… cóż, Anna zapewne nie opędziłaby się od zalotników, a wszyscy mieliby jak najniższe pobudki.

– Nigdy nikomu o tym nie powiem – obiecał Ralph – ale mnie wiedza o tym zapisie nie przeszkadza.

– Wierzę… – stwierdził ironicznie Tom.

– I jak, bracie? Uczciwie ci wszystko wyznałem. Co ty na to?

Tom spojrzał w dał. Jak okiem sięgnąć, ciągnęły się skąpane w księżycowej poświacie żyzne pola. Gdyby obrócił głowę, zobaczyłby dom, w którym się urodził, cichy i spokojny… ale to wszystko miało w przyszłości należeć do Ralpha. Tak samo jak panna, która jemu, Tomowi, była droga.

– A co mam powiedzieć? Mogę tylko życzyć ci powodzenia.

Anna wróciła do pałacu Greenwich w towarzystwie Ralpha Montereya. Była to zupełnie inna podróż niż ta, którą odbywała niedawno pod opieką Jacka Hamiltona. Po drodze z Abbey Hall nie zdarzały się chwile niezręcznego milczenia ani utarczki słowne, bo przez cały czas panowała niezmącona harmonia. Anna wiedziała, że tę krótką jazdę zapamięta na całe życie.