Przy wejściu na wewnętrzny dziedziniec pałacu Ralph zeskoczył z konia i podał ramię Elżbiecie. Mimo irytacji Dudleya władczyni przyjęła pomoc Ralpha, a potem majestatycznym krokiem weszła do pałacu. Wtedy Ralph zwrócił się ku Annie i razem przekroczyli próg. W niewielkiej sieni przystanęli, patrząc sobie w oczy.
– Teraz długo będziemy razem pod tym dachem, najmilsza – szepnął.
– Wiem – odszepnęła Anna. – Jestem taka szczęśliwa, Ralph. Jeszcze żadna kobieta nie była taka szczęśliwa, jak ja w tej chwili.
– Najmilsza – powtórzył Ralph. – Och, czy wolno mi tak się do ciebie zwracać?
– Wolno. I teraz, i zawsze.
Ralph zawahał się. Poprzedniego wieczoru rozmawiał z ojcem o Annie i wprawdzie spotkał się z entuzjastyczną reakcją, jednak earl wolał zachować ostrożność. Dlatego napomniał syna, by nie podejmował dalszych kroków, póki nie porozmawia z ojcem Anny.
Kiedyś John Monterey służył razem z Harrym Latimarem na dworze Henryka VIII Potem Latimar przestał się obracać w kręgach dworskich, ostatnio jednak obecna władczyni uhonorowała go tytułem earla.
John Monterey uważał, że droga do tego małżeństwa powinna odpowiadać wszelkim wymogom etykiety. Zgodził się, by Ralph udał się do Greenwich i spędził pewien czas na dworze w pobliżu panny, pouczył jednak syna, by spokojnie czekał, aż obie rodziny ustalą wszystkie szczegóły. Ponieważ należało się liczyć z osobistym zainteresowaniem królowej, nie wolno niepotrzebnie się spieszyć.
Ralph rozważał jeszcze ojcowskie nakazy, gdy na wąskich, stromych schodach biegnących spiralnie za kwaterami dla służby, rozległ się odgłos energicznych kroków. Przy kuchennym wejściu ukazał się Jack Hamilton, skłonił głowę.
– Lady Anno, witam znowu w Greenwich.
– Och… dziękuję, Jack. Czy znasz, panie, Ralpha Montereya?
– Znam. Jak się masz, Ralph.
– Całkiem dobrze, Jack. Nieczęsto widujemy cię na dworze.
– Jestem tutaj tylko przejazdem. Mam eskortować Jej Wysokość do Ravensglass.
– Słyszałem o tej wyprawie. Co ostatnio słychać na pograniczu? Wciąż trzymasz w szachu zbuntowanych Szkotów? – Powiedział to tonem człowieka zaprawionego w bojach, przy okazji, niestety, przypomniały mu się jednak miesiące spędzone w Ravensglass, tej zatęchłej dziurze! Przebywał tam w dość niespokojnych czasach, gdy zamek nieustannie ostrzeliwano…
Jack uśmiechnął się posępnie. Pamiętał dobrze Ralpha z tamtych trudnych dni. Miły chłopak, ale na pewno nie wojownik. Jackowi ulżyło, gdy się go pozbył.
– Słyszałem, że na szkockim tronie zasiadła kuzynka Jej Wysokości – odezwał się Ralph. – Ciekawe, na jak długo?
– Mnie to nie ciekawi – odparł z powagą Jack – bo politykę zostawiam politykom. Miłego wieczoru i do zobaczenia. – Skłonił się i sprężystym krokiem wyszedł na dwór, gdzie zapadał już zmierzch.
Ralph parsknął śmiechem.
– Cóż za krępujący człowiek. I pomyśleć, pani, że musiałaś znosić jego towarzystwo przez całą drogę z Kew. Współczuję. – Ten człowiek jest naprawdę nie do zniesienia, dodał w myślach, i przypomniały mu się wszystkie reprymendy, które usłyszał od Jacka w Ravensglass.
Anna nieznacznie zmarszczyła czoło.
– Wcale nie było źle… Zapewne wiesz, że on i mój ojciec żyją w wielkiej przyjaźni.
– Wiem. – Ralph strzepnął wyimaginowany pyłek z rękawa. – Chociaż zupełnie nie rozumiem, co mają ze sobą wspólnego. Jack jest marnym kompanem, a o ile wiem, z twoim ojcem, pani, jest wręcz przeciwnie.
Znów odzyskała pogodę ducha. Nic dziwnego, że zakochała się w tym mężczyźnie, który stoi u jej boku. Ralph ma tyle taktu, że komplementuje nawet drugiego kochanego przez nią mężczyznę.
Przez następne dziesięć dni Anna śniła na jawie. Królowa, jak zwykłe przed dłuższą podróżą, w której oczywiście będą jej towarzyszyć tylko wybrani dworzanie i dwórki, spędzała ze swą świtą dużo czasu i weseliła się na wszelkie możliwe sposoby. Północne regiony kraju, które zamierzała objąć inspekcją, zawsze były zacofane, panowały tam skrupulatnie przestrzegane surowe zasady moralne, a tamtejsi ludzie mieli zupełnie inną mentalność niż jej otoczenie w stolicy. Dlatego więc w Greenwich co wieczór weselono się: a to maskarada, a to sztuka teatralna, przedstawienie mimów albo kuglarzy. Anna oglądała to wszystko z dużym upodobaniem.
Ralph nieustannie otaczał ją uwagą, toteż z każdym dniem kochała go coraz bardziej. Towarzyszki z komnaty zazdrościły jej: Ralph Monterey, którego niejedna panna próbowała usidlić bez skutku, nagle okazał względy damie, która spędziła na dworze zaledwie dwa tygodnie! Anna bardzo zyskała w oczach dworek i stała się pożądaną uczestniczką najrozmaitszych towarzyskich przedsięwzięć.
Jednakże audiencja u królowej w ostatnim dniu września położyła raptowny kres tej idylli.
Panna Latimar sądziła, że została wezwana na rozmowę o ostatnim balu maskowym przed wyjazdem Elżbiety, najbardziej wyrafinowanym z dotychczasowych. Weszła więc pewnym krokiem do komnaty i dygnęła. W tych sprawach były z królową niemal na przyjaznej stopie, jako że Anna miała bujną wyobraźnię i mnóstwo pomysłów, a Elżbieta zawsze musiała przyćmiewać wszystkich zebranych.
Królowa odłożyła książkę.
– Łady Anno, usiądź, proszę.
Anna rozpostarła swe jedwabne spódnice, uśmiechając się przy tym niepewnie, bo choć w rozmowach o strojach i przebraniach królowa traktowała ją prawie jak równą sobie, to jednak dworka przez cały czas pozostawała dworką. Rada, jaką w swoim czasie udzieliła córce Bess, okazała się uzasadniona i jak najbardziej słuszna. Królowa rzeczywiście zawsze miała rację i nikt nie ważył jej się przeciwstawić w żadnej sprawie.
Elżbieta przeszyła wzrokiem swoją damę. Przez ostatni miesiąc Anna się zmieniała, nabrała ogłady i lśniła coraz jaśniejszym blaskiem. To Elżbiecie nie przeszkadzało, nawet chciała, by jej damy były pięknie wystrojone i nadążały za modą.
Mimo to Anna wybijała się spośród wszystkich dworek. Elżbieta, słusznie odgadując powód tego stanu, uznała, że panna jest zakochana w Ralphie Montereyu. Jednak nawet to nie wzbudziło jej sprzeciwu. Uważała, że każda dworka powinna czasem mieć w swoim życiu jakiegoś Ralpha. W tym wypadku zresztą niczym to nie groziło, bowiem Bess Latimar bez wątpienia odpowiednio wychowała córkę.
Lecz ta para postępowała zbyt ostentacyjnie! Niczego jeszcze nie ustalono, a było nie do pomyślenia, by dwie rodziny, które cieszyły się królewskimi łaskami, połączyły swoje dzieci bez zgody władczyni. Mimo to Elżbieta potraktowała Annę łagodnie.
– Od dłuższego czasu zastanawiam się, które damy wziąć z sobą do Ravensglass – odezwała się. – To niełatwa decyzja.
Panna Latimar przybrała zatroskaną minę, tak jak należało. Sprawa istotnie była kłopotliwa. Służba w najbliższym otoczeniu Jej Wysokości zawsze stanowiła kość niezgody wśród dam. Najdostojniejsze z nich już od dawna rozprawiały o zbliżającej się podróży królowej. Rozmowy te nie dotyczyły w zasadzie kręgu Anny, żadna z jej towarzyszek nie liczyła bowiem na taki zaszczyt, lecz i one zastanawiały się, na kogo padnie wybór, a nawet czyniły zakłady. Anna czekała z niepokojem na następne słowa królowej.
– Jak powiedziałam – ciągnęła Elżbieta – decyzja była niełatwa, ale w końcu ją podjęłam. Lord Hamilton wyraził życzenie, by ze względów bezpieczeństwa ograniczyć liczebność świty, a ja nie zamierzam podważać opinii człowieka tak kompetentnego w swoim rzemiośle. Wezmę więc z sobą jedynie cztery damy: łady Warwick, lady Dacre, lady Fitzroy i… ciebie.
Anna przeżyła wielkie zaskoczenie. Nawet przez myśl jej nie przeszło, że coś takiego może się stać! Przecież pozostawała w służbie królowej zaledwie kilka tygodni. Nie miała aż takich ambicji. Poza tym wcale nie chciała tam jechać! Miałaby opuścić Greenwich i swoje szczęście?! Opuścić Ralpha?! Nie, niemożliwe!