– Wasza Wysokość – odparła cicho. – Obawiam się, że nie mam prawa do takiego wyróżnienia. Są inne damy, bardziej związane z Waszą Wysokością… bardziej zasłużone.
– Nie masz prawa? – Elżbieta uniosła swe wypielęgnowane brwi. – To ja decyduję, moja panno, kto ma jakie prawa w tym miejscu i w każdym innym należącym do mojego królestwa. Czy mam rozumieć, że nie chcesz towarzyszyć swojej królowej?
Anna spłonęła rumieńcem.
– Nie, Wasza Wysokość – powiedziała cicho. – Wasza Wysokość wie, że tak nie jest. Tak samo jak każda z nas, poszłabym za Waszą Wysokością na koniec świata, gdyby taki był rozkaz. – Popatrzyła na królową swymi ciemnoniebieskimi oczami.
Wielkie nieba! – pomyślała rozbawiona Elżbieta – spojrzenie Latimarów! Było ono wspólne „dla wszystkich dzieci Harry'ego, nie wyłączając małego Hala, który patrzył w taki właśnie sposób, gdy odbierał burę za niegrzeczne zachowanie podczas wesela George'a. Do urodziwej twarzy Anny to spojrzenie jakoś jednak nie pasowało. Elżbieta poczuła zakłopotanie, ale to ona była tutaj królową, więc powiedziała:
– Odejdź już i pozwól nam się spokojnie przygotować.
Anna wstała, dygnęła i z godnością wyszła z komnaty. Poczucie godności opuściło ją jednak już na korytarzu, gdzie tupnęła nogą ze złości, gdy zaś przekroczyła próg swojej sypialni, zdarła z głowy czepek i cisnęła go na łoże ze słowami:
– Mam jechać z Jej Wysokością na północ! – Na to dramatyczne oświadczenie pozostałe panny, przygotowujące się do maskarady, zareagowały chórem.
– Ty? – spytała niedowierzająco Jane. – Ale masz szczęście!
– Dlaczego właśnie ty? – wtórowała jej Frances.
– To jest wsadzanie kija w mrowisko – oświadczyła Clare. – Słyszałam, że właśnie z tego powodu lady Wilson i lady Simons omal sobie oczu nie wydrapały. – Wszystkie spojrzały na Annę z nieukrywanym zdumieniem.
Schyliła się po swój czepek. Jej matka uszyła go z marszczonego jedwabiu i ozdobiła granatami. Oczami wyobraźni Anna zobaczyła Bess przy pracy. To ją otrzeźwiło. Nie mogła zawieść matki.
– Nie mam pojęcia, dlaczego Jej Wysokość tak mnie wyróżniła, i muszę przyznać, że śmiertelnie się boję tego wyjazdu.
To wyznanie poruszyło czułą strunę w duszach jej towarzyszek. Droga Anna, pomyślały, ona naprawdę nie zdaje sobie sprawy z tego, jaki zaszczyt ją spotkał.
Przez następną godzinę wszystkie zgodnie doglądały pakowania kufra Anny, która dostała wiele szczodrych ofert pożyczenia pięknych rzeczy i jeszcze więcej dobrych rad, lecz ona cały czas myślała jednak tylko o jednym: co z Ralphem?
Ich znajomość rozwijała się wręcz cudownie, więź jednak wciąż jeszcze nie została dość mocno zadzierzgnięta. Ralph ani razu nie wspomniał, choćby nawet pośrednio, że myśli o małżeństwie, a teraz nagle zdarzył się ten wyjazd i musiała zostawić go w Greenwich, gdzie tyle rzeczy… i tyle kobiet… mogło zająć jego uwagę. Anna bowiem, nie wiedzieć dlaczego, ani trochę nie była pewna swojego ukochanego.
Dlaczego jeszcze jej się nie oświadczył? Jego ojciec, earl, patrzył na nią w Abbey Hall z wielką przychylnością, a matka nawet z entuzjazmem. Prawdę mówiąc, hrabina tak bardzo bała się, że Ralph skupi swoją uwagę na jakiejś niewłaściwej pannie, do takich bowiem czuł pociąg, że Anna Latimar wydała jej się odpowiedzią na jej żarliwe modlitwy.
To jest wymarzony związek dla wszystkich zainteresowanych, dlaczego więc Ralph mi się nie oświadcza? – smutno pomyślała Anna. Tego wieczoru zeszła do wielkiej sali jako Ondyna, zdecydowana skłonić Ralpha do wyraźnej deklaracji.
ROZDZIAŁ SZÓSTY
Bal maskowy był wyjątkowo wspaniały, nawet jak na wymogi królewskiego otoczenia. Anna rozejrzała się dookoła z wielkim ukontentowaniem. Tyle pięknych i bogatych kostiumów, taka obfitość egzotycznych potraw i wina. Dworzanie, wiedząc, że królowa wkrótce ich opuszcza, starali się pokazać, na co ich stać.
Anna natychmiast wypatrzyła Ralpha, pochwyciła jego spojrzenie i poczekała przy drzwiach, aż do niej podejdzie. Jack Hamilton zjawił się jednak pierwszy i skłonił przed nią głowę. Jako jedyny nie założył żadnego przebrania, przyszedł w swym zwyczajnym, czarnym ubraniu.
– Lady Anno, słyszałem, że masz z nami jechać jutro rano.
– To prawda – potwierdziła, nie spuszczając oczu z Ralpha, który kończył tańczyć.
– Będzie dla mnie wielką przyjemnością podjąć cię, pani, w moim domu – powiedział oschle Jack.
Panna Latimar odwróciła się zniecierpliwiona.
– To królowa nalegała, żebym jej towarzyszyła, Jack. Muszę jednak powiedzieć, że dla mnie to żadna przyjemność.
Twarz Hamiltona ani trochę się nie zmieniła.
– Czyżby? Mimo wszystko jestem zaszczycony, że córka przyjaciela wstąpi w moje progi. – Jego śmiertelna powaga wywarła na niej duże wrażenie i zrobiło jej się wstyd, że wygłosiła niestosowny komentarz.
– Dziękuję – powiedziała zaczerwieniona. – Wysoko sobie cenię te słowa, panie. Czy chciałbyś się czegoś napić?
– Może nawet chciałbym, ale widzę, pani, że zbliża się inny dżentelmen, który rości sobie do ciebie prawa. – Ralph był wystrojony w karmazyn, a rękawy wamsu miał rozcięte i podszyte szkarłatem. Jack zmierzył go wzrokiem. – Co przedstawiasz, milordzie?
– Ogień – odrzekł Ralph ż uśmiechem. – Widzę, że jesteś wodą, moja droga Anno, obawiam się więc, że nie stanowimy dobrze dobranej pary. Mimo to możemy spróbować zatańczyć.
Jack popatrzył za nimi. Od samego początku ich znajomości nie lubił Anny, i wciąż się w tym utwierdzał. No cóż, swoim zachowaniem w ostatnich tygodniach dziewczyna tylko potwierdziła opinię, że jest płytką istotą, jakich wiele w tej sali, jednak związki z rodziną Latimarów kazały mu, choćby z daleka, czuwać nad Anną. I oto miał problem, bowiem Ralph Monterey jest mężczyzną, przed którym należałoby przestrzec wszystkie damy, choćby nawet tak puste i płoche, jak córka Harry'ego.
Ralph nie podobał mu się ani w Ravensglass, ani teraz. Nie wydawało się, by od tamtej pory dojrzał. Hamilton nie myślał tu nawet o niechęci Montereya do wojskowego życia, które nie każdemu musi odpowiadać, ale podczas swego krótkiego pobytu w Ravensglass ten młody arystokrata postawił wszystko na głowie. Ciągle stwarzał kłopoty, o wszystko się wykłócał, a gdy było mu tak wygodnie, kłamał jak z nut.
Zhańbił się też uwiedzeniem jednej z niewinnych wieśniaczek. To naturalnie często się zdarzało, ale panna nie należała do takich, jakie zwykle wybierają młodzi i bogaci panicze, żeby się zabawić. To była naprawdę przyzwoita dziewczyna, którą do hańby doprowadziły zaloty zepsutego młodzieńca.
Jack słyszał, że Ralph polował teraz na panny dużo wyżej postawione i bogate. Obawiał się jednak, że Anna Latimar nie byłaby uczciwie zdobytym łupem.
W każdym razie Jack poważnie się zastanawiał, jak przysłużyć się swemu dawnemu panu i doszedł do wniosku, że mogłaby w tym pomóc królowa, gdyby przynajmniej na miesiąc zabrała pannę Latimar sprzed nosa Ralpha, bo należało się spodziewać, że po powrocie Anny do Greenwich ten niepoprawny uwodziciel okaże się zajęty już zupełnie inną panną.
Mimo to, przyglądając się Ralphowi i Annie w tańcu, Jack musiał przyznać, że fizycznie para jest dobrze dobrana. Oboje wyróżniali się w tłumie, mieli bowiem wiele wdzięku i lekkości, choć u Ralpha cechy te wydawały się owocem żmudnej nauki. Jack przez dłuższy czas przyglądał się, jak ze śmiechem dopasowują swoje kroki, i nawet nie przyszło mu do głowy, że pierwszy raz od dziesięciu lat zwrócił uwagę na kobietę.