– Nie odpowiesz mi, panie? – przynagliła go Anna. Robert się uśmiechnął.
– Nie jestem znawcą mężczyzn, tylko kobiet. – Pochylił się i szepnął: – Spytaj mnie, pani, o siebie, a wyrażę swoje zdanie.
– Żartujesz ze mnie, mój lordzie – odparła nadąsaną – a ja mówię bardzo poważnie! – Odwróciła się i ruszyła śladem Elżbiety.
Jeśli ktokolwiek z dworzan spodziewał się nudzić w Ravensglass, to w ciągu następnych kilku dni przeżył miłe zaskoczenie. Zamek był garnizonem wojskowym, ale stacjonowało w nim mnóstwo młodych ludzi, którzy zawsze byli chętni do zabawy, jeśli tylko im się na to pozwoliło.
Naturalnie wieczorne rozrywki nie odznaczały się szczególnym wyrafinowaniem, bo wytrawni gracze rzadko zaglądali w tak odległe od cywilizacji rejony, co zaś do kobiet, to nawet mężatkom nie pozwalano na towarzyszenie mężom – żołnierzom, za wyjątkiem żon starszych oficerów, którzy byli w służbie już od dawna.
Jednak żołnierze organizowali dla królowej wspaniałe pokazy walki konnej, zapasów oraz szermierki, i bardzo się cieszyli, jeśli na życzenie Jej Wysokości mogli się popisać. Brak młodych kobiet nie był okolicznością, która martwiłaby Elżbietę.
Oprócz Anny przyjechały z nią wyłącznie matrony, które wchodziły już w wiek średni. Choć poczciwe i oddane swojej młodej pani, jednak nie stanowiły atrakcyjnego towarzystwa dla młodych mężczyzn i z pewnością nie pobudzały męskiej wyobraźni. Co innego Anna, lecz zachowywała ona taki dystans i tak bardzo żyła własnymi myślami, że nawet Elżbieta zwróciła na to uwagę. Któregoś ranka, w tydzień po przyjeździe do Ravensglass, królowa wezwała pannę Latimar na rozmowę.
– Czy wolno mi spytać, co cię trapi, łady Anno? Dziewczyna drgnęła zaskoczona.
– Słucham, Wasza Wysokość?
Elżbieta właśnie się ubrała i wyprosiła służbę z pokoju.
– Doprawdy, moja panno, oczekuję z twojej strony trochę uwagi.
Anna spłonęła rumieńcem.
– Jeśli nie wywiązałam się z jakiegoś obowiązku, Wasza Wysokość, to proszę o wybaczenie, chciałabym jednak wiedzieć, w czym zawiniłam.
– Phi! Nie mówię o obowiązku wobec mnie, tylko o twoim postępowaniu wobec naszych gospodarzy. Skromność i powściągliwość mnie cieszy, ale ty zachowujesz się prawie obraźliwie.
– Obraźliwie? – Anna była oburzona. Jeszcze nigdy nikt jej nie wytknął złych manier, a co dopiero obraźliwego zachowania, W jaki sposób mogła wobec kogoś zachować się grubiańsko? W czym okazała się gorsza od lady Fitzroy i lady Dacre, które bardzo wyniośle traktowały wszystkich mężczyzn, próbujących nawiązać z nimi rozmowę.
– No, może „obraźliwie” to zbyt mocne słowo – ustąpiła Elżbieta – ale zrozum, moja droga: ci mężczyźni są z dała od swoich domów i dzielnie strzegą naszej granicy, żebyśmy mogli spokojnie spać. Widok urodziwej panny jest w ich życiu dużym wydarzeniem, mogłabyś więc, jak sądzę, być dla nich odrobinę bardziej życzliwa.
– Nie myślałam o tym w taki sposób – powiedziała Anna, marszcząc czoło – ale naturalnie Wasza Wysokość ma rację, tak jak zwykle. – Nie było to pochlebstwo, a uśmiech przesłany Elżbiecie przez skarconą młodą damę wyglądał na całkiem szczery.
– No, dobrze. – Elżbieta stała przy wąskim oknie z widokiem na zamkowy teren otoczony potężnymi murami i gestem przyzwała swą dworkę. – Widziałaś to, lady Anno?
Dziewczyna uchyliła okno i spojrzała za wskazującym palcem królowej.
– Co takiego? Ach, krypty Hamiltonów. – Owszem, widziała budowlę z szarego piaskowca, a w sporym oddaleniu drugą, mniejszą, ze znacznie jaśniejszego marmuru.
– To pomnik ku czci jego zmarłej żony – wyjaśniła Elżbieta. – Uważam, że jest bardzo piękny.
Anna wbiła wzrok w koralowy, prostopadłościenny postument, na którym stała zgrabna statua. Rzeczywiście, była piękna i nawet przy zachmurzonym niebie wydawała się odbijać światło. Zmrużywszy oczy, dziewczyna przekonała się, że pomnik wyobraża kobietę ubraną w zwiewne szaty, mającą odwrócona twarz i błagalnie wyciągnięte ramiona.
– Dziwny człowiek z tego Jacka Hamiltona – głośno rozmyślała królowa. – Bezpośredni, by nie powiedzieć szorstki w kontaktach z innymi ludźmi, ale zdaje się, że wbrew pozorom ma duszę romantyka. Musi tak być, chyba się ze mną zgodzisz, moja panno, bo skoro mężczyzna czci zmarłą żonę taką świątynią i do tego pisze wiersz…
– Wiersz?
– Tak. Kiedy oglądałam zamek, widziałam z bliska pomnik Marie Claire. Na cokole są wyryte bardzo poruszające wersy.
– Co mówią? – Anna bardzo się tym przejęła, jednak Elżbieta zmarszczyła czoło.
– Och, dokładnie nie pamiętam. – Temat przestał już ją zajmować. Prawdę mówiąc, Elżbieta Tudor tak naprawdę nie interesowała się niczym, co nie dotyczyło spraw królestwa albo jej osobistego życia. – Wracając do rzeczy, chciałam ci coś powiedzieć, lady Anno. Jutro wieczorem do Ravensglass przyjedzie lord Thaxton i niewielkie towarzystwo z jego majątku. Lord Thaxton zamieszkuje najbliższy dwór szlachecki w promieniu wielu dziesiątek kilometrów. Chce skorzystać z okazji i odnowić swój hołd lenny. O ile wiem, lord Hamilton zamierza zorganizować stosowną uroczystość, oczekuję więc, że również moja świta udzieli mu pomocy pod każdym względem. Mam nadzieję, moja panno, że tym razem zejdziesz z piedestału i nie przyniesiesz mi wstydu.
– Na pewno nie – obiecała Anna. – Bardzo mnie zresztą interesuje, jak załoga twierdzy chce nas zabawić.
Elżbieta odwzajemniła uśmiech swojej damy.
– Ja też jestem ciekawa. Po lordzie Jacku wszystkiego można się spodziewać.
Następnego ranka, zgodnie z zaleceniami królowej, Anna poświęciła toalecie szczególnie dużo uwagi. Włożyła suknię, w której jeszcze nie występowała, uszytą z grubego aksamitu. Pełna spódnica wierzchnia miała rozcięcie, dzięki czemu widać było jedwabną spódnicę w kolorze, którego Anna również jeszcze tu nie nosiła, czyli jaskrawoszkarłatnym.
Dziewczynie bardzo spodobał się ten materiał, więc jej matka bez namysłu kazała coś z niego uszyć, jednak próba sukni przed ojcem nie wypadła dobrze. Anna widziała, że nowy strój mu się nie podoba, i dlatego długo pozostał w garderobie. Teraz jednak panował dotkliwy chłód, więc graby materiał wydawał się odpowiedni.
Tego wieczoru, oglądając swoje odbicie w lustrze, Anna zrozumiała jednak, skąd się wziął niepochlebny osąd ojca, sama teraz uznała, że suknia jest zdecydowanie zbyt śmiała. Było już jednak za późno na zmiany. Z dziedzińca dobiegało parskanie koni, a Elżbieta w towarzystwie dam opuszczała królewską komnatę. Dziewczyna ostatni raz spojrzała w lustro i pospieszyła, by do nich dołączyć.
Anna z królową zastanawiały się, w jaki sposób można zorganizować przyjęcie w Ravensglass, ale okazało się, że jednak jest to możliwe. Wprawdzie najbliższe miasto znajdowało się tak daleko, że nie wchodziło w grę, by ściągnąć dodatkową służbę i grajków, ale wśród załogi znaleziono takich, którzy potrafili na ten wieczór zamienić żołnierski strój na liberię, a wszystkich młodzieńców z dobrych domów zatrudniono przy grze na instrumentach i śpiewie.
Ze spiżarni wyjęto więcej zapasów niż zwykle, ale zachowano granice rozsądku. Żołnierze w Ravensglass musieli przetrwać zimę, a Jack, który potrafił odczytać znaki dawane przez przyrodę, był zdania, że mrozy przyjdą wcześnie. Jedzenie, choć proste, bardzo smacznie przyrządzono i elegancko podano, a słodkościami, w których tak gustowała Elżbieta, Jack trafił w dziesiątkę.