– To barbarzyństwo! – zawtórowała jej lady Fitzroy. – Śnieg w październiku! – Najwyraźniej miała pretensje do tego jałowego pustkowia, bo tylko tu mogła zdarzyć się taka przykra sytuacja.
– Wcześnie śnieg nastaje, to i wcześnie taje – próbowała uspokoić je Elżbieta. – I tak zamierzałyśmy tutaj pobyć przynajmniej dwa tygodnie, a angielska pogoda taka właśnie jest. Wkrótce znowu może się ocieplić. – Można by sądzić, że królowa dumna jest, iż włada krajem, w którym aura jest aż tak nieobliczalna i kapryśna.
Elżbieta podniosła głowę i zauważyła Annę przy drzwiach.
– Zdejmij ciężkie trzewiki i mokrą pelerynę, bo się przeziębisz, lady Anno.
Postąpiła zgodnie z tą radą i po chwili usiadła na krześle w nieznacznym oddaleniu od pozostałych dam. Najpierw martwiła się, że śnieg przeszkodzi Ralphowi w przyjeździe do Ravens – glass, a teraz zrozumiała, że chwila ich ponownego spotkania w Greenwich może się bardzo odwlec.
– Moja pokojowa powiedziała mi, że ostatnio śnieg w październiku padał tutaj dwadzieścia dwa lata temu – stwierdziła kwaśno lady Dacre. Wstała, by okryć kolana pani futrzaną narzutką.
Elżbieta podziękowała, po czym zwróciła się do panny Latimar:
– Ty nie narzekasz, łady Anno. Czyżbyś polubiła to miejsce? A może podoba ci się komendant?
Rozległ się głośny śmiech, więc Anna również wykrzesała z siebie namiastkę uśmiechu. To, że wieczorem rozmawiała z Jackiem, a rano była z nim na przechadzce, zostało oczywiście zauważone i teraz odpowiednio skomentowane. Ech, gdybyście wiedziały, co naprawdę czuję, pomyślała.
– Jack Hamilton – powiedziała zadumana łady Dacre – to niezwykłe bogaty młody człowiek z rodu mającego wielkie tradycje. Niestety, od dziesięciu lat nie okazuje zainteresowania damami, więc nie wydaje się, by dzięki którejś z nich miał zapomnieć o swej bolesnej stracie. Na pewno jednak do dzisiaj żadnej damie nie pokazywał grobu Marie Claire.
– Mnie też nie – odparła spokojnie Anna. – Chciałam się przejść, zainteresował mnie pomnik i tam go spotkałam.
– Nawet jeśli tak było – zawyrokowała łady Warwick – dla tego biedaka może to być pierwszy krok ku temu, by wyjść z żałoby.
Jack nie ma zamiaru iść tą drogą z żadną kobietą, a już na pewno nie ze mną, pomyślała Anna. Zresztą nawet gdybym była wolna, nie tworzylibyśmy dobranej pary. Oparła się jednak pokusie i nie powiedziała tego na głos. Nie zdradziła też, że serce Jacka leży w grobie przy jego zmarłej żonie, bo wiedziała, że wywołałoby to dalsze rozważania. Tajemniczo się więc uśmiechnęła i w milczeniu zerknęła ku oknu.
Ech, te kobiety, rozmyślała dalej. Nie mają swoich zajęć, więc tylko wścibiają nos w cudze sprawy. Nagle zatęskniła do matki. Lady Bess Latimar szybko przywołałaby te damy do porządku swą godnością i zdrowym rozsądkiem.
Żałowała również, że nie może się zwierzyć matce ze swych uczuć do Ralpha Montereya, była bowiem pewna, że znalazłaby u niej zrozumienie i wsparcie. Może właśnie w tej chwili Ralph gościł w Maiden Court, a jej rodzice cieszyli się z dobrego wyboru dokonanego przez córkę?
Westchnęła i pomyślała, że chciałaby mieć magiczną zdolność pokonania myślą przestrzeni dzielącej ją od domu, by móc zobaczyć, co tam się dzieje.
Przypadek zrządził, że Ralph wybrał się do Maiden Court akurat tego dnia. W okolicach Londynu pogoda wciąż dopisywała, doszedł więc do wniosku, że nie może dłużej odkładać wizyty u rodziców Anny.
Gdy znalazł się w pobliżu Maiden Court, powściągnął konia i zmierzył budowlę krytycznym okiem. Anna opowiadała o swym domu bardzo ciepło, podobnie jak jego brat, Tom. Czym tu się tak zachwycać? – pomyślał Ralph. Owszem, dwór jest utrzymany w dobrym stanie i całkiem ładny, bez wątpienia również stary i bogaty w tradycje, lecz jaki mały! Abbey Hall jest dziesięć razy większe.
Wjechał na dziedziniec przed stajniami i został dwornie powitany przez zgarbionego staruszka, który zaopiekował się jego koniem. Szybko przywołano lokaja, by zaprowadził gościa do wielkiej sali. Gdy tylko Ralph się tam znalazł, na schodach ukazała się lady Latimar. Skłoniła się przed nim, gdy uprzejmie się przedstawił.
– To miło, panie, że zechciałeś nas odwiedzić – powiedziała Bess, dyskretnie mierząc go wzrokiem.
Bardzo przystojny, pomyślała, co jak zwykle wzbudziło w niej podejrzliwość. Gość według wszelkich znaków należał do elity dworu królowej Elżbiety. Ciekawe, po co przyjechał? Powiedział, że jest bratem Toma Montereya, więc może tym należało tłumaczyć jego wizytę.
Zaprowadziła go do krzesła przy kominku, poleciła służbie podać wino i ciastka cynamonowe, po czym usiadła naprzeciwko i spojrzała nań pytająco.
– Z pewnością zastanawiasz się, pani, jaki jest powód mojej wizyty – odezwał się Ralph i przesłał jej uroczy uśmiech. – Muszę więc wytłumaczyć, że bardzo chciałbym porozmawiać z earlem o… o twojej córce, pani, czyli o lady Annie.
Ach, więc to tak, pomyślała Bess. Uśmiechnęła się dla dodania otuchy młodzieńcowi, ten jednak dopił wino i zapatrzył się w ogień.
– Mąż wróci na kolację – powiedziała. – Zechciej, panie, zjeść z nami posiłek i przyjmij, proszę, gościnę na noc.
Ralph pozwolił lokajowi ponownie napełnić swój kielich. Wino jest przednie, pomyślał. Lepszego nie pił od wielu miesięcy.
– Dziękuję, milady – odrzekł i znów szeroko się uśmiechnął. – Czekam z niecierpliwością na możliwość poznania ojca Anny, tak wiele o nim słyszałem.
Harry wrócił do domu dość późno, a tymczasem gość dotrzymywał towarzystwa Bess i zręcznie ją bawił, więc oboje zdążyli się zaprzyjaźnić. Słysząc tętent mężowskiego konia na dziedzińcu, Bess poleciła, by niezwłocznie podano posiłek, sama zaś zaprosiła Ralpha do stołu. Gdy Harry wszedł do środka, zastał swoją żonę w towarzystwie niezwykle efektownego młodego człowieka.
Przystanął przy drzwiach, ściągnął rękawice i odrzucił podbitą futrem pelerynę. Młody człowiek natychmiast do niego podszedł.
– Wyrazy uszanowania, milordzie. Jestem Ralph Monterey. – Skłonił się i w pozie wyrażającej szacunek czekał, aż earl poda mu rękę. Obaj razem podeszli do stołu.
Gdy służba podała kolację, Harry powiedział:
– To dla nas wielka przyjemność gościć cię tutaj, panie. Czyżbyś miał w tych okolicach jakieś sprawy do załatwienia?
Ralph nałożył sobie dużą porcję wybornego jadła, poczęstował się również winem. Chciał nacieszyć się tymi delicjami, zanim rozpocznie poważną rozmowę.
– Mam sprawę osobistą, sir. Mój brat często opowiadał o twoim domu, a Anna, którą miałem przyjemność poznać w Greenwich, gdzie okazała mi bardzo przyjazne uczucia, również ciepło wspominała Maiden Court. – W tym miejscu urwał, a Harry nie stawiał dalszych pytań.
Po skończonym posiłku wstali we troje od stołu i przeszli do salonu, gdzie rodzina miała w zwyczaju spotykać się po kolacji. Bess wygodnie umeblowała tę komnatę i pilnowała, by zawsze była dobrze ogrzana.
Na zaproszenie gospodarza Ralph spoczął w fotelu i rozejrzał się dookoła. Z uznaniem odnotował eleganckie francuskie stoliki, na których stały czary z suszonymi płatkami kwiatów i bukiety późnych róż, z płatkami nieco już poczerniałymi od wieczornych przymrozków. Docenił też puszyste, jaskrawe dywany na podłodze i półki pełne książek oprawnych w jedwabne płótno.
Na chwilę zatrzymał wzrok na jedynym obrazie w tym pomieszczeniu. Przedstawiał on ubranego na szaro mężczyznę – zapewne gospodarza tego domu – siedzącego przy stoliku, na którym leżały kolorowe karty do gry. Musiał to być gospodarz tego domu.