Выбрать главу

– To jest twój portret, milordzie, prawda? – spytał. Nie patrząc na obraz, Harry odpowiedział:

– Tak, powstał wiele lat temu, w czasach mojej młodości. Ralph uśmiechnął się.

– Byłeś, panie, bardzo dobrym graczem, w każdym razie tak mówią ludzie.

Tym razem odpowiedziała Bess.

– Harry dawno już zmienił zainteresowania.

Ralph upił łyk wina, które i tym razem okazało się wyśmienite. Wszystko w tym domu wydawało mu się stworzone dla wygody i przyjemności mieszkańców, a gospodarz i jego żona również sprawiali jak najlepsze wrażenie. Pomysł ożenku stawał się więc dlań coraz bardziej kuszący.

Pora robiła się późna i Bess w końcu wstała.

– Proszę mi wybaczyć, Ralph, ale chcę już udać się na spoczynek. – Obaj mężczyźni również wstali i skłonili głowy, żegnając panią domu, a potem Harry dolał wina do obu kielichów.

– Myślę, że przyszedł czas, by porozmawiać o sprawie, która cię do nas sprowadza, Ralph.

– To prawda – zgodził się Monterey. Odczekał jednak długą chwilę, nim powiedział: – Przyjechałem, panie, by powiedzieć, że pokochałem twoją córkę. Za twoim pozwoleniem chciałbym uczynić ją swoją żoną.

Harry przeniósł się ze swego miejsca przy kominku na ławę pod oknem.

– Naprawdę?

– Jesteśmy po słowie, panie – ciągnął Ralph. – Zanim Anna wyjechała na północ, uzgodniliśmy…

– Wyjechała na północ? – przerwał mu Harry.

– Och, wybacz mi, panie, oczywiście nie mogłeś o tym słyszeć… Jej Wysokość pojechała do Northumberlandu na inspekcję zamku Ravensglass, twierdzy dowodzonej przez Jacka Hamiltona, i Anna towarzyszy królowej…

– Naprawdę? – Harry rozważył tę wiadomość. To był wielki zaszczyt dla jego córki! – Och, przepraszam, panie, przerwałem ci wywód.

– Zanim Anna wyjechała, dała mi niedwuznacznie do zrozumienia, że przyjmie moje oświadczyny, jeśli i ty, panie, wyrazisz na to zgodę.

– Rozumiem. – Harry odwrócił się, by zaciągnąć zasłony. Żałował, że Bess już nie ma w komnacie. Jego żona miała bardzo wiele rozsądku i doświadczenia, mimo pozorów naiwności. On sam rzadko wiedział, co sądzić o młodzieńcach, którzy składali im wizyty, aczkolwiek tym razem poznawał pokrewną duszę. Dwadzieścia łat temu z pewnością był niezwykle podobny do Ralpha Montereya.

– Mam poparcie suwerena – skromnie wspomniał Ralph jeszcze podczas kolacji. – Jej Wysokość poświęca mi niemało uwagi.

:!

Ja też w swoim czasie mógłbym tak powiedzieć, pomyślał Harry Latimar. W swoim czasie Henryk VIII czuł do niego wielką słabość.

– Muszę jednak wyznać, że jestem zapalonym graczem – dodał Ralph, z wdziękiem obnażając swoją słabość.

I to powiedziałbym o sobie dwadzieścia lat temu, uznał nieco zakłopotany Harry Latimar.

– Cóż więc sądzisz, panie, o moich oświadczynach? – zakończył teraz Ralph. Harry znalazł się w kropce. Nie pierwszy i nie dziesiąty raz zalotnik zwracał się do niego z prośbą o rękę Anny, ale pierwszy raz wyglądało na to, że dziewczyna wyraziła zgodę. Naturalnie, tak twierdził tylko Ralph, niemniej Harry był skłonny wierzyć słowom młodzieńca.

– Nie mogę dać ci odpowiedzi, panie, zanim nie porozmawiam z córką – zastrzegł się. – Powiedz mi jednak, jak odnosi się do tego pomysłu twój ojciec. – Znał Johna Montereya i szanował jego uczciwość i pełną rozwagi mądrość.

– Mój ojciec odniósł się do tego pomysłu bardzo życzliwie – odrzekł Ralph. – Gościł niedawno Annę w Abbey Hall i pańska córka wywarła na nim jak najlepsze wrażenie.

Harry uniósł brwi, zastanawiał się bowiem, jak daleko sprany zaszły, skoro John miał okazję wyrazić przychylną opinię o tym związku.

– Przyjechałem tutaj sam, panie, nie czekając na Annę, ponieważ chcieliśmy jak najszybciej poznać twoje zdanie. Anna poprosiła mnie, bym złożył ci wizytę, a następnie niezwłocznie udał się do Northumberlandu, by przekazać jej nowinę o twoim błogosławieństwie… Lub też o twoich zastrzeżeniach – dodał po chwili. – Jak wiesz, panie, Anna ma porywczą naturę, nie chciałem więc odmawiać jej prośbie.

Harry wstał, by dolać wina do kielichów i przemyśleć w tym czasie swoją odpowiedź. Zgodnie z powszechnym obyczajem los dzieci całkowicie zależał od woli rodziców, lecz w bogatych i szanowanych rodach czyniono pod tym względem wyjątek, jeśli chodzi małżeństwo. Tutaj młodzi mieli pewną swobodę wyboru.

W zadumie podszedł do kominka i dołożył do ognia polano. Annę zapewne cieszyło, że sama mogła podjąć decyzję w tak ważnej sprawie. Ralph był najstarszym synem w rodzinie, po śmierci ojca odziedziczy więc olbrzymi majątek, tytuł i piękny dwór.

Wszystko wyglądało wprost znakomicie, Harry chciał jednak polubić swojego przyszłego zięcia, wiedział zaś instynktownie, że mu się to nie uda, jeśli do małżeństwa dojdzie zbyt szybko. Nawet zdziwiła go ta myśl, nie miał bowiem przeciwko temu młodzieńcowi żadnych zastrzeżeń, poza plotkami, że zbyt ostro się hazardował i zbyt wiele kobiet łączono z jego imieniem. Wspomniawszy jednak na własną przeszłość, Harry potrafiłby odnieść się do tych spraw pobłażliwie, z doświadczenia wiedział bowiem, że dawni hulacy często zamieniają się w przykładnych mężów, jeśli kochana przez nich kobieta opanuje ich zgubne skłonności.

Dlaczego więc od pierwszej chwili odnosił się do Ralpha nieufnie i czuł do niego niechęć? Z Bess, widział to, było wręcz odwrotnie. Gość natychmiast podbił jej serce, a przecież zawsze bardzo wnikliwie przyglądała się ludziom, których poznawała.

Przedłużające się milczenie zaczęło nieco irytować Ralpha, Przecież mógł pozostawić tę misję w rękach swojego ojca, a jednak zadał sobie trud i przyjechał do Maiden Court osobiście, by szczerze wyznać swą miłość do Anny i dać się poznać przyszłym teściom. Powoli jednak zaczynał rozumieć, że spotyka go upokarzający brak uznania.

– Może masz jakieś zastrzeżenia, milordzie – odezwał się w końcu.

– Zastrzeżenia? – powtórzył zadumany Harry. – Nie, nic mi nie przychodzi na myśl.

– Cóż więc innego?

– Czy naprawdę zamierzasz podjąć długą podróż do Ravens – glass? Czy ta sprawa nie może poczekać do powrotu Anny?

– Mogłaby, gdybym nie liczył się z uczuciami pańskiej córki – odparł chłodno Ralph – i gdybym nie wahał się złamać danego jej słowa. Lecz nawet jeśli nowina ma przynieść jej rozczarowanie, byłoby chyba lepiej, by Anna dowiedziała się o tym jak najszybciej – dodał z naciskiem. Wcześniej postanowił już, że nie będzie się trudził długą wyprawą do Northumberlandu, teraz jednak, pod wpływem chwili, znów zmienił zdanie.

Harry westchnął.

– Nic takiego się nie stanie – zapewnił go przyjaźnie. – Możesz powiedzieć Annie, że sprzyjam jej wyborowi, choć naturalnie nic nie jest postanowione, dopóki nie porozmawiam z twoim ojcem.

Ralph się odprężył. Wstał i podał Harry'emu rękę.

– Miło mi to słyszeć, sir. Proszę nie poczytać mi tego za nadmienia śmiałość, chcę jednak powiedzieć, że będę zaszczycony, mogąc stać się członkiem twojej rodziny. – Znowu zerknął na portret. – Twoja reputacja od dawna budzi mój podziw, milordzie.

– O jakiej reputacji mówisz? Ralph omal się nie roześmiał.

– Naturalnie mam na myśli wszystkie przymioty, ale szczególnie twoją zręczność przy karcianym stoliku, panie. Jak wiesz, sam często i chętnie grywam.

Harry w milczeniu popijał wino.

– Ktoś powiedział mi kiedyś, że tym układem kart, który leży przed tobą na portrecie, zdobyłeś ten piękny dom.

Polano, które Harry dołożył do paleniska, rozpaliło się na dobre i snop pomarańczowo – fioletowych iskier trysnął do przewodu kominowego. Harry odsunął się nieco i powiedział: