Jak zwykle miał złe przeczucia, gdy musiał przebywać w otoczeniu, do jakiego nie został stworzony. Od dworskiego życia odpychało go niejedno: brak przestrzeni, nadmiar ludzi, z którymi nic go nie łączyło, hałas, nieustanne intrygi w walce o pozycję i łaski, nie kończące się dyskusje o modzie, fryzurach i ostatnich tanecznych krokach, jako że mężczyźni w tych kręgach niewiele różnili się od kobiet. Jednak najgorsze było to, że w tym rozgardiaszu nie sposób znaleźć miejsce, gdzie człowiek mógłby pobyć sam, tylko ze swoimi myślami.
Wprawdzie nalegał na to, by osobiście eskortować Jej Wysokość do pałacu w Greenwich, lecz przez cały czas wiedział, że może to oznaczać powrót do Ravensglass dopiero na wiosnę, gdy drogi znów staną się przejezdne. Nie żałował swojej decyzji, wiedział jednak, że jej konsekwencje niełatwo przyjdzie mu znosić.
Z rezygnacją przemierzał wielką połać trawy ciągnącą się przed pałacem, a nad nim zbierały się nisko płynące, ciemne chmury.
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
Również Anna wracała do królewskiej rezydencji z mieszanymi uczuciami. Gdyby było to Richmond albo Hampton, które znajdowały się w pobliżu Maiden Court, byłaby o wiele szczęśliwsza, rozpaczliwie bowiem potrzebowała rady matki i ojca.
Towarzyszki służby serdecznie ją powitały w oficjalnej królewskiej sypialni, achami i ochami reagowały na wszystkie opowieści o Ravensglass – chociaż pominęła milczeniem przygodę w Transmere – i w ogóle okazywały na każdym kroku, że jej powrót jest mile widziany.
Zaraz pierwszego wieczoru lady Allison powiedziała coś, co bardzo podniosło Annę na duchu.
– Wiesz, jest w Greenwich twój brat George z żoną. Natknęła się na nich, schodząc na swoją pierwszą kolację po powrocie. George podniósł głowę i skrzyżował z nią spojrzenia.
– Anno! – Objął ją, gdy radośnie się na niego rzuciła, a potem we troje z Judith weszli do wielkiej sali.
– Wyglądasz na bardzo szczęśliwego, George – powiedziała Anna nieco łamiącym się głosem, gdy usiedli przy jednym z długich stołów i nałożyli sobie na talerze różne specjały.
– Czemu miałoby być inaczej, siostro? – Spojrzał z zachwytem na swoją żonę.-Jestem szczęśliwy. A ty? W Maiden Court zastałem matkę w wielkim ożywieniu. Podobno jeden z zalotników wreszcie zyskał twoją przychylność. Oboje chcemy o tym posłuchać, więc, proszę, nie daj nam więcej czekać. To Ralph Monterey, prawda?
– Tak – odrzekła Anna, przyglądając się zawartości swojego talerza. W ogóle nie mogła zrozumieć, dlaczego wybrała akurat te potrawy. – Jest synem earla Monterey. Poznaliśmy się… zakochaliśmy… i…
– Czy on jest tutaj? – spytała Judith. Przed ślubem, któremu Anna początkowo była zdecydowanie przeciwna, miały dość burzliwą rozmowę, ale odkąd Judith została szczęśliwą małżonką, zapomniała o przykrych chwilach. – Czy możemy go poznać?
Anna przerwała jedzenie i rozejrzała się dookoła.
– Siedzi przy pierwszym stole – powiedziała spokojnie. – Obok królowej.
Judith zerknęła ku podwyższeniu, gdzie Ralph toczył ożywioną rozmowę z lordem Cecilem. W drodze z Ravensglass udało mu się znacznie podnieść swoją pozycję w oczach królowej, dzięki czemu tego wieczoru zaproszono go do grona nielicznych wybrańców przy stole Elżbiety. Widział, jak Anna wchodzi do wielkiej sali, ale i tym razem udał, że jej nie zauważa. Jego złość z powodu wydarzenia w Transmere już ucichła, ale uznał, że nie zaszkodzi potrzymać Annę w niepewności trochę dłużej.
– Och, jest przystojny! – ucieszyła się Judith.
George nie powiedział ani słowa. Naturalnie znał Montereya i był wypróbowanym przyjacielem jego brata Toma, w którym zawsze widział wspaniałego kandydata do ręki Anny. Ralpha jednak nie lubił, bo uważał go za czarującego hulakę, i nic więcej.
W Maiden Court, gdy tylko wrócił z podróży poślubnej, natychmiast zakwestionował poparcie ojca dla tego małżeństwa, ale Harry Latimar nie dał się sprowokować do kłótni. Powiedział jednak coś ważnego: być może wspólny pobyt z Ralphem na królewskim dworze sprawi, że Anna zmieni zdanie. George bardzo na to liczył, a póki co zamierzał spędzić w Greenwich święta i bacznie przyglądać się siostrze.
Na kolację Anna zjadła niewiele. Bardzo smakowały jej proste dania w Ravensglass, toteż te, które podano w Greenwich dla uświetnienia powrotu królowej, wydawały jej się nadmiernie przyprawione i skąpane w zbyt wielkiej ilości sosu. To jednak nie było takie ważne, przede wszystkim bowiem martwiła się tym, że jej stosunki z Ralphem uległy tak drastycznemu ochłodzeniu. Chyba nie zamierza unikać jej przez cały wieczór?
Początkowe uczucie przygnębienia wkrótce przeobraziło się w złość. Czemu on tak ją traktuje? Co takiego zrobiła? Postąpiła dość nierozważnie, to prawda, ale taką już miała naturę. W każdym razie obraźliwe były dla niej podejrzenia Ralpha, a nie zachowanie Jacka. Postanowiła powiedzieć to narzeczonemu wprost przy pierwszej nadarzającej się sposobności.
A ta nadarzyła się o północy. Królowa była w swoim żywiole. Zawsze potrzebowała niewiele snu i bez trudu wytrzymywała rozrywki trwające do późnych godzin. Tego wieczoru, gdy wreszcie wróciła do elity angielskiego towarzystwa, wydawała się jeszcze bardziej ożywiona niż zwykle, tańczyła wiec i weseliła się bez końca, a co więcej, spodziewała się, że wszyscy dotrzymają jej kroku.
Anna, mimo że jeszcze nie całkiem pewna sprawności swojej nogi, przyłączyła się do tańców i wkrótce jej partnerem został Ralph.
Zgodnie z porządkiem kroków dygnęła przed partnerem, a on podał jej ramię. Przeszli wzdłuż sali, a gdy następna para ruszyła za nimi, mogli wreszcie porozmawiać.
– I co, Ralph?! – powiedziała, patrząc na niego ze złością. – Teraz już mnie nie zignorujesz!
– Dlaczego miałbym cię ignorować? – spytał. Szczerze mówiąc, bardzo mu się w tej chwili podobała. Była w swojej czerwonej sukni i bez wątpienia należała do najatrakcyjniejszych dam na sali.
– Nie odezwałeś się do mnie ani słowem od tego wieczoru, gdy rozmawialiśmy o moim pobycie w Transmere.
To przenosiło bitwę na teren Ralpha, co mu się bardzo nie spodobało. Nie zapomniał ani tamtej rozmowy, ani wyzwania, które rzucił Hamiltonowi, i był gotów dalej iść tą drogą, aczkolwiek z czasem zmienił się jego pogląd na całą sprawę.
Przede wszystkim podczas podróży z Ravensglass królowa mimochodem wspomniała o eskapadzie Anny i Ralph nie odniósł wrażenia, by Jej Wysokość potępiała swoją damę za ten wybryk. Poza tym o tej sprawie dyskutowali również żołnierze Hamiltona, z którymi Ralph spędzał wieczory, i stąd dowiedział się, że Anna cieszy się u nich wielkim poważaniem. Zgodnie twierdzili, że jest śliczna, lecz również dobrze wychowana i skromna.
Wszyscy znali szczegóły incydentu, ale nie czynili żadnych zdrożnych sugestii i co do jednego uważali, że lady Anna zamierzała po prostu wziąć klacz na przebieżkę. Ponieważ doskonale znała się na komach, nie było w tym nic dziwnego, że chciała zapewnić trochę ruchu zwierzęciu, które długo stało w stajni.
Również to, że dowódca pojechał po pannę Latimar, wydawało im się całkiem naturalne. Nikt nie napomykał ani słowem o kompromitacji i wyglądało na to, że nikomu taka myśl nawet nie postała w głowie. Ralph powoli dochodził do wniosku, że zrobił z siebie głupca, czyniąc wiele hałasu bez powodu.
W tamtej kłótni z Anną najbardziej zirytowało go to, że dziewczyna zaciekłe broniła człowieka, którego on wręcz nie cierpiał. Ponieważ jednak za nic nie chciał zrywać zawartej z panną Latimar umowy, więc otoczył ją teraz ramieniem i odprowadził pod ścianę.