Выбрать главу

Dziewczyna ukryła dłonie w rękawach sukni. Ralph był zajęty nie kończącą się grą w karty, i trwało to dosłownie dniami i nocami. Przez pewien czas nawet mu towarzyszyła, szybko jednak ją to znużyło. Duszna, niezdrowa atmosfera w sali, gdzie eleganccy, piękni mężczyźni i kobiety starali się przechytrzyć jedni drugich, gdzie na lśniących stołach brzęczały monety i szeleściły rozdawane karty, zupełnie jej nie odpowiadała.

Wyobraziła sobie, jaką minę zrobiłby Ralph, gdyby zapytała, czy nie zechciałby z nią pojechać, i znów się uśmiechnęła. Nie przeszkadzało jej to, że narzeczony jest hazardzistą, a nawet wydawało jej się to całkiem naturalne, bo takim po prostu musiał się urodzić, ale tego dnia do zrealizowania swojego zamierzenia potrzebowała zupełnie innego mężczyzny.

– Proszę, Jack – powiedziała, bacznie obserwując kątem oka Śmigłego, i położyła Hamiltonowi rękę na ramieniu. – Weź mnie z sobą. Nie będzie tak jak w Transmere. Gdybyśmy przypadkiem wpadli w kłopoty, to znam wielu ludzi po wsiach, którzy na pewno nam pomogą, a w razie potrzeby dadzą schronienie.

Jack odsunął się od panny Latimar. Nie ufał sobie, gdy go dotykała. Byli w publicznym miejscu, dookoła kręcili się stajenni i ich pomocnicy, bez przerwy ktoś wchodził lub wychodził. A skoro tu tak reagował, to co dopiero mówić o bezludnej drodze przez las.

Anna wyczuła, że jeszcze chwila i nie zdoła go przekonać.

– Myślałam, panie, że jesteś moim przyjacielem! – użyła ostatniego argumentu.

– Przyjaciel nie zachęcałby cię, pani, do takiej wyprawy, a ja ci jej surowo zakazuję. Jeśli musisz odetchnąć świeżym powietrzem, przygotuj swoją klacz do drogi, wybierzemy się razem na krótką przejażdżkę.

– Chcę jechać do Maiden Court! – Nagle ogarnęło ją wzburzenie. – Potrzebuję tego!

Popatrzył na nią. Ostatnio ich przyjaźń tak się zacieśniła, że dziwiło go, iż kiedyś mógł uważać Annę za trzpiotowatą, płochą pannę. Desperacja pobrzmiewająca w jej głosie poruszyła w nim czułą strunę, do istnienia której nigdy by się nie przyznał.

– Dlaczego? Dlaczego, moja droga?

Ton jego głosu i poufały zwrot uszły jej uwagi, odpowiedziała mu jednak na pytanie.

– Muszę porozmawiać z matką i ojcem. Muszę ich zobaczyć i zapytać… potrzebuję ich rady, bo sama już gubię się w tym wszystkim…

– W Greenwich jest George – przypomniał. – Nikt lepiej ci nie doradzi niż brat.

– E tam, George – odparła zniecierpliwiona. – Mój brat myśli tylko o Judith! Nawet nie schodzą wieczorami na dół, żeby potańczyć albo się pobawić. Kiedy go szukam, owszem, twierdzi, że jest mu miło, ale myśli cały czas o żonie.

– Naturalnie – powiedział Jack. – Taka właśnie jest miłość.

– Bardzo jestem szczęśliwa, że tak się kochają – odparta szybko – ale ojciec… ojciec na pewno ze mną porozmawia, wysłucha mnie…

Jack włożył rękawice do konnej jazdy i starannie obciągnął je na palcach. Przyszło mu do głowy, że Latimarowie, jeśli już kochają, to całym sercem i duszą. Dla Bess Harry Latimar zrezygnował z dziedziczki fortuny, a George dla swej ukochanej porzucił perspektywę błyskotliwej kariery. Anna z pewnością tak samo kocha Ralpha.

Aż się wzdrygnął na tę odkrywczą myśl. W Greenwich starsi ludzie, którzy pamiętali ojca Anny, uśmiechali się pod nosem i mówili, że córka wybrała sobie narzeczonego podobnego do Harry'ego. Jack wiedział jednak, że jest inaczej. Lord Latimar wbrew swojej reputacji miał szczere, niezłomne serce i szlachetną duszę, podobnie zresztą jak jego syn.

Ralph nie przypomina żadnego z nich, pomyślał Jack ze złością, stwarza tylko takie pozory, bo też ma jasną karnację i mnóstwo uroku. Poza tym jest nienasycony jak marcowy kocur. Hamilton wiedział o co najmniej trzech kobietach, z którymi Ralph się zadał po powrocie z Ravensglass.

Jednak Anna go kochała i martwiła się o ich wspólną przyszłość, a Jack chciał jej pomóc. Przecież uważała go za przyjaciela.

– No, dobrze – powiedział. – Ale najpierw pójdziesz, pani, do brata i opowiesz mu, co zamierzasz. Ja tymczasem zajmę się twoją klaczą.

Annę zirytował ten warunek. George naturalnie wynajdzie tysiące przeszkód. Spojrzawszy na twarz Jacka, zrozumiała jednak, że nie ma wyboru.

– I ciepło się, pani, ubierz! – zawołał za nią.

Najpierw poszła do swojej komnaty i posłusznie wypełniła polecenie. Odziana w wełnę i futro wdrapała się wyżej, do niewielkiej komnaty, którą jej brat dzielił z żoną. Oboje byli u siebie. Przywitali ją serdecznie.

– Po co się tak grabo ubrałaś? – spytał George.

– Wybieram się na przejażdżkę – odrzekła zagadkowo. – Niezbyt długą. – Wrócimy, jak tylko najszybciej będzie można, zapewniła się w myśli.

– Kto z tobą jedzie?

– Jack Hamilton.

– Aha. – George nie widział w tym nic złego. Ostatnio dość dobrze poznał Jacka i choć trudno mu było go zrozumieć, to darzyli się wzajemnym szacunkiem.

Usiadł na krześle obok Anny i zmierzył ją wzrokiem. Ona coś knuje, doszedł do wniosku i nawet przemknęło mu przez głowę pytanie, czy siostra nie przyszła porozmawiać na ten temat. Zaraz jednak wrócił spojrzeniem do żony.

Są zajęci sobą jeszcze bardziej niż zwykle, zazdrośnie pomyślała Anna, gdy Judith wstała i wolno przeszła po komnacie, a George podążył za nią wzrokiem. Zaraz potem również wstał, aby polecić służbie podanie czegoś do jedzenia. Tymczasem Judith przerwała swój spacer i ujęła szwagierkę za ramię.

– Anno – powiedziała z lśniącymi oczami – chcę, żebyś dowiedziała się o tym pierwsza! George i ja mamy bardzo radosną nowinę. Spodziewam się dziecka! W tym tygodniu jestem już tego pewna.

Dziecko! Annę ogarnęły sprzeczne uczucia. Najpierw znowu odezwała się w niej zazdrość, bo to oznaczało definitywne przypieczętowanie małżeństwa jej brata, a potem ogarnął ją niepokój. Przecież dla kobiety poród wiązał się z dużym zagrożeniem i Anna nie mogła znieść myśli, że Judith mogłoby się stać coś złego.

W końcu pomyślała coś bardzo dziwnego: Judith zbrzydnie stanie się całkiem pospolita. Już tylko wspomnieniem zostanie ta smukła piękność, która ślubowała wieczną miłość George'owi w kaplicy w Maiden Court.

Jednak George się tym nie przejmie, uznała, i niezmiennie będzie zachwycony swoją żoną. A jak zareagowałby Ralph na wiadomość, że to ona, Anna, spodziewa się dziecka? To pytanie nie mogło jej się nie nasunąć. Kiedyś nawet rozmawiali na ten temat.

– Naturalnie urodzisz mi synów – oświadczył Ralph. – Potem możesz spokojnie i bezpiecznie żyć w Abbey Hall. – Na zesłaniu na wsi, dopowiedziała sobie Anna. Nie będę mu wchodzić w drogę, gdy zrobię się tłusta i nieruchawa.

– O czym myślisz? – spytała Judith. – Bardzo posmutniałaś.

– Och, o niczym ważnym. – Anna przerwała te jałowe spekulacje. – Szczerze ci gratuluję. Sądzę, że planujesz wkrótce osiąść w Maiden Court?

– Skądże znowu – odparła Judith. – George właśnie przyjął czasową posadę w rządzie Jej Królewskiej Mości i zamierza pozostać na dworze przynajmniej rok.

– Czy to znaczy, że urodzisz dziecko tutaj?

– Tutaj albo w innym pałacu, bo to zależy od miejsca pobytu Elżbiety. – Judith uśmiechnęła się. – Droga Anno, wiem, co sądzisz. Uwielbiasz Maiden Court, ja zresztą też, i bardzo bym chciała, żeby moje dziecko właśnie tam przyszło na świat, ale George… George nie pozwoliłby mi na rozłąkę.

Tak właśnie powinno być, pomyślała Anna i wstała.

– Muszę już iść, Judith, Pogoda jest ładna, ale może się w każdej chwili zmienić.

Judith odprowadziła ją do drzwi. Coś w twarzy szwagierki przez cały czas ją niepokoiło.