– Dziękuję, sir. – Wymownie spojrzał Harry'emu w oczy. – To naprawdę był kaprys.
– Jesteśmy głodni jak wilki! – wesoło zawołała Anna, rozglądając się po swym ukochanym domu. – Czy macie tu cokolwiek do jedzenia?
– Bez wątpienia – odrzekł Harry. – Walterze?
– Natychmiast się tym zajmę, panie – powiedział stary Walter i skłonił się przed earlem. Jak wspaniale jest znów ujrzeć panienkę Annę, myślał, wolno idąc do kuchni. Jak bardzo brakowało jej w tym domu!
Harry posadził gości przy ogniu rozpalonym w kominku.
– Teraz wszystko mi opowiedzcie. Jak udało wam się dostać pozwolenie, żeby tu przyjechać?
Anna wykonała nerwowy gest.
– Jej Wysokość powiedziała do mnie: „Jeśli kiedykolwiek będziesz chciała odwiedzić swoją rodzinę, lady Anno, wiedz, że możesz to zrobić”. Dzisiaj poczułam, że muszę, więc przyjechałam, chociaż nie prosiłam o specjalne pozwolenie.
– Rozumiem. A ty, Jack?
– Ja jestem na dworze wolnym człowiekiem, sir – odparł z powagą. – Kiedy lady Anna wyjawiła mi swój zamiar odwiedzenia Maiden Court, naturalnie postanowiłem jej towarzyszyć.
Naturalnie? – zdziwił się Harry. Co jest w tym naturalnego? Jeśli Anna tak nagle i nierozważnie zdecydowała się przyjechać do domu, to powinien jej towarzyszyć Ralph Monterey. Poza tym, jeśli wydaje jej się, że tak lekceważącą postawą wyrobi sobie dobrą pozycję na dworze, to jest w grubym błędzie. Wprawdzie gwarne i tłumne pałacowe życie może sprawiać wrażenie chaosu, nad którym nikt nie panuje, ale wszelkie przyjazdy i wyjazdy są pod ścisłą kontrolą.
Harry liczył się nawet z tym, że królowa niezwłocznie usunie Annę z dworu za niestosowanie się do przyjętych zasad. Czy jednak warto o tym wspominać? Zapadał wieczór, a pogoda się nie poprawiła, więc nocny powrót do Greenwich byłby niemożliwy. Po tej konstatacji Harry zaczął wypytywać córkę o Northumberland.
Anna, szczęśliwa z powrotu do domu, bardzo się ożywiła i z dużą dozą humoru opisała wizytę królowej w granicznej twierdzy. Wszyscy troje szczerze się zaśmiewali. Dziewczyna entuzjastycznie wypowiadała się też o samym Ravensglass, czym zaskoczyła Jacka. O jego domu, który darzył wielkim sentymentem, często mówiono, że jest wyjątkowo ponury, tymczasem Anna dostrzegła jego surowe piękno, a ponieważ umiała barwnie opowiadać, nagle odmalowała przed ich oczami całe otoczenie twierdzy.
Również Harry był zaskoczony. Ravensglass odwiedził dwukrotnie i podobnie jak większość ludzi przyzwyczajonych do pałaców i ziemiańskich dworów obsadzonych dookoła drzewami, odczuwał niejasny lęk na widok pustki i jałowego krajobrazu. Sądził, że Anna zareaguje podobnie, ona tymczasem nagle pokazała się z zupełnie nie znanej mu strony.
Godzinę później Jack wstał i powiedział, że jest zmęczony, więc Walter odprowadził gościa do komnaty, natomiast Harry i Anna zostali przy kominku. Dziewczyna bardzo się zmieniła przez ostatnie miesiące, ale jedno pozostało po staremu: wciąż tak samo się zachowywała, gdy pragnęła zrzucić ciężar z serca.
Kiedy w domu zapadła cisza, Harry dolał sobie wina do kielicha i spytał:
– No, Anno, o czym chciałaś porozmawiać? A może przyjechałaś zobaczyć się z matką?
Westchnęła.
– Nie, ojcze, chodziło mi o ciebie. Naturalnie o matkę też, ale przede wszystkim o ciebie.
– Mów więc.
To nie jest takie łatwe, pomyślała. Wstała i przespacerowała się po sali. Po drodze zmieniła ustawienie kilku ozdobnych przedmiotów, przekomponowała bukiet gałązek z jaskrawymi jagodami stojący w wazonie na stoliku, oraz zatrzymała się przy oknie, by popatrzeć na rozległe trawniki osrebrzone księżycową poświatą.
– Dalej, odwagi – zachęcił ją Harry. – Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko.
Odwróciła się do ojca. Na jej policzkach igrały refleksy ognia, podkreślające kształt twarzy. Harry pomyślał, że podobnie jak wszyscy Latimarowie, córka zachowa urodę nawet wtedy, gdy jej młodość minie. Nagle zdał sobie sprawę z tego, jak wiele Anna dla niego znaczy.
– Czy chodzi o Montereya? Coś się między wami popsuło? Podeszła i znowu usiadła.
– Nie to, żeby się popsuło, ojcze. Nie chodzi o niego, lecz raczej o mnie. – Urwała, ale Harry spokojnie czekał, aż znajdzie potrzebne słowa. – On jest jak dla mnie stworzony, ale ja… jakoś nie potrafię się przekonać, że ja jestem stworzona dla niego. – Powoli nabierała pewności w tym, co mówi. – On nigdy ze mną nie rozmawia. To znaczy, owszem, rozmawia, jest bardzo zabawny, wymowny, prawi mi piękne komplementy, ale…
– Ale?
– Ale nigdy nie mówi nic, co byłoby ważne. Kiedy jesteśmy razem, wiem, jak bardzo go kocham, ale przez cały czas się zastanawiam, gdzie jest reszta. Czego jeszcze nam brakuje? To przykre myśleć tak w obecności człowieka, którego się kocha i pragnie się kochać do końca życia. – Przerwała na chwilę. – Poza tym, kiedy jesteśmy razem, nieustannie przychodzi mi do głowy, że Ralph jest bardzo podobny do ciebie, i że zawsze chciałam kogoś właśnie takiego, ale martwię się, bo to wcale nie daje mi poczucia, że jestem szczęśliwa.
Harry wbił wzrok w kielich. Biedne dziecko, pomyślał. Dostaje pierwszą lekcję miłości: przedmiot uczuć nie zawsze dorasta do oczekiwań. Postanowił skupić się na ostatniej części wywodu córki.
– Czy z tego powodu wybrałaś Ralpha? Bo wydawało ci się, że jest podobny do mnie?
– Naturalnie! Przecież wiesz, że od dawna pragnę poślubić takiego mężczyznę jak ty, ojcze. Tylko do tej pory nie spotkałam nikogo, kto byłby godny porównania.
– Jednak z twojego opowiadania wynika, że również ten mężczyzna nie jest tego godny – delikatnie zwrócił jej uwagę Harry.
– No, owszem… – Anna zmarszczyła czoło. – Właśnie dlatego do ciebie przyjechałam, ojcze. Chciałam, żebyś mi poradził i wskazał, gdzie popełniam błąd.
Harry dopił wino. Nie umiał pojąć, dlaczego Anna, która miała dziesiątki wspaniałych zalotników, postanowiła połączyć swój los z człowiekiem podobnym właśnie do niego. W młodości Harry zdecydowanie nie świecił przykładem, na szczęście jednak spotkał Bess, która, jak sama twierdziła, a on się z nią zgadzał, potrafiła wydobyć z niego to wszystko, co najlepsze… ale miała co wydobywać, bo to czekało na nią ukryte w jego sercu. A teraz Harry zastanawiał się, co kryje się w sercu Montereya.
– Nie bardzo wiem, jak ci poradzić w tej sprawie – odrzekł – mogę tylko pokusić się o kilka sugestii. Może stawiasz mu za duże wymagania? Ralph jest młodym człowiekiem, dopiero szuka swojego miejsca na świecie. Cieszy się względami królowej, nawet tu, na prowincji, krążą na ten temat plotki, a poza tym żyje swoim nałogiem. Całym dniami gra w karty. Ponieważ hazard zajmuje mu wiele czasu, odwraca to jego uwagę od poważnych rozmów. Myślę, że podobnie można powiedzieć o większości dworzan Elżbiety… Z drugiej strony Ralph przyjechał do mnie z pokorą prosić o twoją rękę i to mu się chwali. Poza tym pochodzi z dobrej, szanowanej rodziny. Czy pokłóciliście się o coś konkretnego?
– Owszem, była między nami kłótnia – przyznała i szczerze zrelacjonowała ojcu wydarzenia w Transmere, jak również wszystkie ich następstwa. – Ralph był bardzo zły z tego powodu – zakończyła.
Harry uniósł brwi.
– Nic dziwnego! Co właściwie innego, ty i Jack, sobie wyobrażaliście?
Gestem wyrażającym zniecierpliwienie odgarnęła włosy do tyłu.
– Nic, walczyliśmy o życie! – zapewniła ojca. – Jednak Ralph w ogóle nie słuchał moich tłumaczeń i chciał wyzwać Jacka na pojedynek, by bronić mojego honoru! Naturalnie do tego nie mogłam dopuścić i z kolei ja wpadłam w złość, że Ralph widzi powody do pojedynku. Jednakże.