Выбрать главу

– Co się stało, kiedy spotkali się na ubitej ziemi? – przerwał córce Harry.

– Nie spotkali się. Jack obiecał mi, że potem porozmawia z Ralphem na ten temat i przypuszczam, że to uczynił.

– Dzięki Bogu! – Harry omal się nie roześmiał. – Inaczej nie miałabyś narzeczonego i znikłby powód do zmartwień.

Anna przez chwilę milczała.

– Odeszliśmy od tematu – powiedziała w końcu. – To, o czym ci opowiedziałam, zdarzyło się już dawno, lecz od tamtej pory nie opuszczają mnie wątpliwości. Dlatego przyjechałam do domu, żebyś utwierdził mnie w przekonaniu, że słusznie postępuję.

Przesłała mu spojrzenie, jakie widział u niej tysiące razy: „Tato, ratuj! Boli palec, starłam kolano, zachorował mój ulubiony źrebak, babcia umarła, chociaż tak ją kochałam!”.

To nie takie proste, pomyślał kwaśno Harry. Nie lubił Ralpha Montereya i dlatego nie zamierzał zbyt gorliwie bronić jego interesów. Zresztą to, co powiedziała Anna, w opinii Harry'ego wcale nie świadczyło na korzyść Ralpha. Zachował się bardzo małostkowo, nie uwierzywszy narzeczonej i zwątpiwszy w słowa Hamiltona.

Szkoda, że mnie tam nie było, kiedy Jack z nim rozmawiał, pomyślał. Zaraz potem nawiedziła go następna myśl, jeszcze bardziej niepokojąca.

– Chyba nie chcesz mi powiedzieć, że jeszcze inny mężczyzna zwrócił twoją uwagę?

– Och, nie! – wykrzyknęła Anna. – Skądże! Na dworze w Greenwich Ralpha i mnie uważa się już za parę i żaden inny mężczyzna nie próbował się do mnie zbliżyć. W każdym razie nic takiego nie zauważyłam.

– A Jack Hamilton też nie?

Anna spojrzała na ojca szczerze zdumiona.

– Nie, ojcze. On nie myśli w taki sposób o żadnej kobiecie z wyjątkiem swojej zmarłej żony. Czy wiesz, że w Ravensglass wystawił świątynię ku jej czci? Nie wspomniałam o tym wcześniej, bo szanuję jego uczucia, ale fakt pozostaje faktem. Jack myśli o swojej Marie Claire nawet wtedy, kiedy odjedzie daleko od domu. – Zamilkła na moment. – Jesteśmy tylko przyjaciółmi, co sobie bardzo cenię, ale nic poza tym. On nie interesuje się mną jako kobietą. A ja nim jako mężczyzną – dodała szybko.

Znowu zapadło milczenie. Anna zastanawiała się, dlaczego to ostatnie zdanie wypowiedziała zupełnie bez przekonania.

Harry przypominał sobie, jak Jack patrzył na Annę przez cały wieczór, z jaką czułością wziął od niej przemoczoną pelerynę i pomógł jej usiąść na krześle przy kominku. A potem surowo spytał, czy nie przemoczyła trzewików i czy nie wolałaby raczej czegoś rozgrzewającego do picia, zamiast swojej ulubionej maślanki.

Przez czterdzieści lat Harry napatrzył się na różne dziwaczne związki i uważał, że potrafi poznać oznaki wzajemnego zainteresowania, i teraz był pełen jak najgorszych przeczuć. Wołałby bowiem Montereya ze wszystkimi jego wadami niż Jacka z nienormalnym stosunkiem do swej przeszłości.

– No dobrze, moja droga, pośpijmy teraz, a rano porozmawiamy jeszcze raz, kiedy wstanie matka. Ona doskonale umie dawać takie rady, jakich potrzebujesz.

Wstał, żeby zgasić świece, a potem ustawił zasłonę przed kominkiem.

– Prawdę mówiąc, wątpię, czy ujdzie ci na sucho ten wyjazd z Greenwich – rzucił z udaną beztroską. – Elżbieta bardzo rygorystycznie wymaga posłuszeństwa.

Anna niechętnie podniosła się z krzesła. Jeszcze parę chwil i po prostu zasnęłaby przed kominkiem.

– Jestem pewna, że mnie zrozumie. Wytłumaczę się przed królową.

Harry dyskretnie się uśmiechnął. Anna była bardzo bystra i szybko orientowała się w toku każdej dyskusji, ale na ludziach się nie znała. Jakże naiwnie sądziła, iż zdoła się wytłumaczyć przed Elżbietą swoją tęsknotą za domem i tym, że Jack Hamilton jest „tylko przyjacielem”. Ale…

Zmierzwił smoliste włosy córki i podawszy jej ramię, odprowadził na piętro.

ROZDZIAŁ DWUNASTY

Jack, który zawsze wstawał wcześnie, tuż przed świtem cicho zszedł po schodach i z zaskoczeniem stwierdził, że Harry już jest w wielkiej sali. Zobaczywszy gościa, wstał i zaprosił go do salonu na kufel piwa przed śniadaniem. Poprzedniego wieczoru zwróciło jego uwagę, że Jack nie pije winą, więc gdy usiedli w salonie, zaczął niefrasobliwie:

– Wciąż zachowujesz wstrzemięźliwość, Jack?

– Owszem. Nikt nie może powiedzieć, że Hamilton zapomina tego, czego się nauczył. Kto raz się sparzył…

Harry rozprostował swoje długie nogi przed kominkiem. Trzaskał już ogień, Walter bowiem rozpalił go natychmiast, gdy usłyszał pana na schodach.

– Rozumiem, że również unikasz wszelkich sytuacji, w których mógłbyś się sparzyć.

– O co konkretnie ci chodzi?

– Nie owijajmy w bawełnę, Jack, to nie przystoi starym przyjaciołom. Masz mi coś do powiedzenia, prawda? O Annie.

Hamilton wstał i podszedł do okna. Za szybą rozciągał się widok, który nawet przy tak mało zachęcającej pogodzie nie tracił uroku. Dzięki talentom Bess w Maiden Court ogród mienił się kolorami przez cały rok, a nadchodząca wiosna zaczynała dawać znaki dwa miesiące wcześniej niż gdzie indziej. Jacka nie zdziwiło, że Harry zorientował się w jego uczuciach do Anny, zawsze bowiem był bystry w takich sprawach.

– Kocham ją – powiedział. – Zakochałem się w niej. Nagle zdarzył się ten cud, o którym mówiłeś wiele lat temu w Ravens – glass.

Harry dolał sobie piwa, chociaż wolałby w tej chwili napić się czegoś mocniejszego.

– Nie graj na zwłokę, mój chłopcze, tylko mów, jak jest. Jack odwrócił się od okna.

– Nie kpij ze mnie, Harry.

– Za nic na świecie bym się nie ważył, powinieneś to wiedzieć. Powiedz mi jednak, Jack, jak wyobrażasz sobie ciąg dalszy.

– W ogóle go sobie nie wyobrażam – odparł bezbarwnie Hamilton. – Nie mam pojęcia, jak to się może skończyć. Wiem tylko jedno. Anna wybrała sobie bezwartościowego człowieka, któremu nie powierzyłbyś swojego konia, Harry.

To był ich stary żart; powiedzonko, którego Latimar używał jeszcze za swoich dworskich czasów. Harry jednak się nie uśmiechnął.

– Pochodzi ze starej i szanowanej rodziny – powiedział z wyrzutem – poza tym nagle i dość niespodziewanie zaczął się cieszyć łaskami królowej. Młodemu człowiekowi może od czegoś takiego zaszumieć w głowie. Pewnie potrzebuje czasu, żeby przyzwyczaić się do sytuacji.

– Jemu od urodzenia szumi w głowie – odparł szorstko Jack. – Kiedy miał siedemnaście lat, w niczym nie mogłem na nim polegać. Strach było zostawić go z kobietą albo dać najprostszą pracę do wykonania. Może jednak nie wiesz, że przez rok służył w Ravensglass?

Harry zrobił zdziwioną minę.

– Rzeczywiście, nie wiedziałem o tym… ale twoja północna forteca może przestraszyć nawet najlepszego chłopaka…

– Wiem! Przez ostatnie dziesięć lat przewinęły się tam tysiące młodych mężczyzn. Niektórzy są w stanie sprostać wyzwaniu, inni nie, i to wcale nie wpływa na moją ocenę ich charakteru. Jednak Ralph wcale nie był przestraszony, jak to ująłeś, bo on tym gardził. Gardził wartościami, które my wszyscy, również i ty, Harry, stawiamy tak wysoko, że bylibyśmy gotowi oddać za nie życie. – Przystanął i zerknął na zamknięte drzwi. – Naturalnie nie powinienem mówić w ten sposób. Nie przystoi człowiekowi zajmującemu moją pozycję krytykować swoich podwładnych, choćby i byłych.

Harry poczuł, że jednak musi się napić czegoś mocniejszego, by dalej prowadzić tę rozmowę. Znalazł wino i szczodrze napełnił nim kielich.

Jack Hamilton był niezwykłym młodym człowiekiem, pomyślał. Jako paź, w wieku piętnastu lat sprawiał tyle kłopotów, że żaden dworzanin o pozycji Harry'ego nie zatrzymałby go w służbie, a jednak on tolerował jego wybryki, a co więcej, nawet podziwiał młodzieńca. I to się nie zmieniło.