Выбрать главу

Nagle znaleźli się w silnym przeciągu. Drzwi biblioteki gwałtownie się otworzyły i do środka wszedł Ralph Monterey.

– Anna? Szukam cię wszędzie! Opuściłaś komnatę królowej, nie czekając na pozwolenie.

– Lady Allison powiedziała mi, że już nie jestem potrzebna.

– To prawda. Jej Wysokość, dzięki Bogu, zasnęła, ale na nas czeka w swoich apartamentach Thornton. Jesteśmy zaproszeni na prywatną kolację, może sobie przypominasz?

– Przepraszam, Ralph, zupełnie zapomniałam.

– Zapomniałaś… – Monterey podszedł ze złością do okna i zdawkowo skłonił się przed Jackiem. – Trudno mi uwierzyć, że o kimś tak dostojnym jak lord Thornton można tak po prostu zapomnieć. – Edward Thornton, śmiertelny wróg Dudleya, wziął Ralpha pod swoje skrzydła i przy każdej okazji polecał jego usługi królowej.

– Mniejsza o to – zbagatelizowała problem Anna. – Bardzo przepraszam. Zaraz do ciebie przyjdę, tylko skończę rozmawiać z Jackiem.

– Pójdziesz ze mną teraz! – oznajmił Ralph.

– Gdy skończę rozmowę z lordem Jackiem – powtórzyła stanowczo Anna.

Ralph gwałtownie ujął ją za ramię.

– Powiedziałem: teraz!

Hamiltonowi zwęziły się oczy, lecz nie zareagował. Panna Latimar wyszarpnęła się z uścisku, a twarz jej spochmurniała.

– Proszę, Ralph, nie mów do mnie takim tonem. Monterey, którego wyobrażenie o sobie osiągnęło ostatnio niebotyczną wysokość, co spowodowały względy okazywane mu przez królową, arogancko odparł:

– Będę do ciebie mówił, pani, takim tonem, jakim mi się podoba. Jako moja przyszła żona nie będziesz mi się sprzeciwiać. Chodź!

– Zabierz tę rękę, człowieku, i przestań narzucać się damie – syknął Jack, zniecierpliwiony.

– Słucham?! – Ralph cofnął się o krok. – Czy mogę spytać, panie, co cię obchodzi moja ręka oraz to, co mówię do tej damy?

Irytacja Anny przerodziła się w lęk. Czyżby miała sprowokować następną konfrontację tych dwóch mężczyzn?

– Jestem gotowa, Ralph – powiedziała. – Chodźmy do apartamentów lorda Thorntona.

– Jeszcze nie skończyliśmy rozmowy – stwierdził spokojnie Jack. – Może jednak Ralph pozwoli nam to zrobić.

– Powiedziałem wyraźnie, że jesteśmy oczekiwani na prywatnej kolacji dużej wagi – odparł Monterey, ostentacyjnie podkreślając swoją świętą cierpliwość. – Jako dżentelmen z pewnością wiesz, panie, że spóźnianie się jest grubiaństwem. – Chciał zmiażdżyć Jacka spojrzeniem, ten jednak miał zbyt wiele godności i wewnętrznej siły, by mu na to pozwolić.

– Jeśli pójdziesz tam, panie, i powiesz, że lady Anna wkrótce do ciebie dołączy, całkowicie zadośćuczynisz wymaganiom etykiety.

– Nie pierwszy raz, panie, próbujesz stanąć między Anną a mną! – powiedział Ralph ze złością. – Pytam, jakim prawem?

Istotnie, jakim prawem? – pomyślał Jack. Monterey słusznie okazywał swe niezadowolenie, a gdyby znał myśli Jacka, to miałby również podstawy do znacznie bardziej gwałtownych uczuć. Zerknął na Annę, która przypatrywała się młodzieńcowi w dość dziwny sposób.

Chyba naprawdę kocham tego człowieka, ale nie jestem pewna, czy go lubię. Może zastanowił ją widok tych dwóch mężczyzn obok siebie?

Ralph był nieskazitelnie wystrojony w atłasy i aksamity, kręcone włosy miał napomadowane, a wokół niego unosiła się silna woń pachnidła. Natomiast Jack nosił codzienny strój i pachniał po prostu czystością, bowiem ograniczał się do mycia w studziennej wodzie każdego ranka, bez względu na pogodę.

To jednak Ralph jest mężczyzną, jakiego zawsze chciałam, pomyślała rozdrażniona tym porównaniem. Jest częścią dworskiego życia, w którym zawsze pragnęłam uczestniczyć.

– Anna? – W głosie Ralpha pobrzmiewało zniecierpliwienie. Ta scena była irytująca, ale nie miała dlań większego znaczenia. Nie traktował Hamiltona jako rywala w walce o uczucia panny Latimar, bo niby dlaczego? To jest żołnierz, prostak należący do tej dziwnej, choć niezbędnej grupy mężczyzn, którzy pilnują bezpieczeństwa granie i którzy wsiadali w Tilbury na okręty, by przelewać krew na obcej ziemi, gdy Anglia broniła swych interesów.

Elżbieta darzyła takich ludzi szacunkiem, to naturalne, wszak bez nich Anglia nie mogłaby stać się potęgą, jednak gdy zjawiali się na dworze, tak jak ostatnio Jack, od razu stawało się widoczne, że pasują do eleganckiego towarzystwa jak woły do karety. Co właściwie Anna mogła mieć do powiedzenia takiemu człowiekowi?

Nie, sam na sam Jacka z Anną w słabo oświetlonej bibliotece stanowczo nie budziło niepokoju Ralpha. Po prostu ten widok wyprowadzał go z równowagi.

Ta jego postawa, jakby w każdej chwili spodziewał się ataku, jego pospolity strój i widoczna pogarda dla męskich ozdób, wreszcie mina, którą przybierał, gdy dworzanie opowiadali swawolne, lecz zabawne anegdoty, przyprawiały Ralpha o furię, natomiast bezpośredniość, szczerość i bezwzględna uczciwość Hamiltona budziły w nim przykre wspomnienia z lat młodości, gdy usiłował spełnić oczekiwania ojca, co mu się nie udawało.

Tak czy owak miał poczucie, że w razie konfliktu z Hamiltonem musi twardo obstawać przy swoim, i tego się trzymał.

– Anno, domagam się, abyś natychmiast ze mną poszła. Jeśli odmówisz, będę skłonny uważać, że nasz związek… nasze narzeczeństwo… jest zagrożone.

– Niech tak będzie, Ralph – odparła spokojnie Anna. Obaj mężczyźni wymienili zdumione spojrzenia.

– Chyba nie zrozumiałaś, co przed chwilą powiedziałem – wycedził Monterey. Uświadomił sobie nagle, że ilekroć spotyka tych dwoje razem, sytuacja wymyka mu się spod kontroli.

– Doskonałe zrozumiałam – odrzekła z powagą Anna. – Powiedziałeś, że jeśli natychmiast nie pójdę z tobą na kolację do lorda Thorntona, to przemyślisz ponownie kwestię naszych zaręczyn.

Niewątpliwa korzyść, jaką Ralph wyniósł z udziału w grach hazardowych, polegała na tym, że zawsze wiedział, kiedy trzyma w dłoni przegrywające karty. Teraz była właśnie taka chwila.

– Jak sobie życzysz. – Z wdziękiem skłonił się przed Anną. – Tymczasem odchodzę i mam nadzieję, że jutro będziesz bardziej podatna na głos rozsądku. – Znikł za progiem, trzasnąwszy drzwiami.

– I tyle – powiedziała Anna.

Jack przeciągnął dłonią po swych krótko ostrzyżonych włosach.

– Co zamierzasz, pani? Jeśli ktoś wspomina o zerwaniu zaręczyn, to znaczy, że sprawa jest poważna. Nie należy wtedy ulegać kaprysowi!

– Wiem – odparła Anna. To, co zaszło przed chwilą, bardzo ją poruszyło, lecz również skłoniło do zadumy. Decyduję teraz o reszcie swojego życia, myślała, i chcę mieć absolutną pewność, że podejmuję właściwą decyzję. – Nie pozwolę, żeby ktoś mi dyktował, co mam robić. Żaden mężczyzna.

Nie spuszczając wzroku z jej twarzy, Jack powiedział:

– Wszyscy mężczyźni tak postępują.

– Mój ojciec nie – sprzeciwiła się. – Myślę, że ty, panie, również byś tego nie robił.

To była dla niej zupełnie nowa myśl, przecież Jack potrafił narzucać jej swoją wolę… ale zawsze dla mojego dobra! – uświadomiła sobie nagle. W swoim czasie nieraz ją zirytował, ale wszystko, co robił, było dla niej korzystne.

Jack machnął ręką.

– Dwóch mężczyzn na milion… Powinnaś, pani, iść za Ralphem i go udobruchać. Skoro wybrałaś sobie takie życie, jakie wybrałaś, to nie możesz traktować w ten sposób mężczyzny, którego popiera twoja rodzina i który bez wątpienia będzie jednym z najbardziej uprzywilejowanych dworzan. Zresztą oboje, w przeciwieństwie do mnie, jesteście stworzeni do takiego życia.

– To prawda – przyznała. – Ralph i ja dobrze czujemy się na dworze, ale przede wszystkim musimy wiedzieć, że dobrze czujemy się w swoim towarzystwie. Dopiero potem mogę mu ślubować wierność na całe życie. Czy chciałbyś mnie skazać, Jack, na spędzenie reszty moich dni w towarzystwie kogoś, kto nie jest dla mnie odpowiedni?