Выбрать главу

Larry Owen czuł się jak struna fortepianu napięta do ostatnich granic. Thomas Kingsley spóźnił się nieco tego ranka, a w dodatku był wściekły, że Larry czekał z otwarciem klatki piersiowej pacjenta na jego przybycie. I choć Larry wykonał swoje zadanie z rekordową szybkością, zły humor Thomasa nie uległ poprawie. Wszystko go denerwowało: Larry nie powinien był czekać z otwarciem chorego, pielęgniarki podawały mu nie te instrumenty, stażyści nie przygotowali należycie operacji, a anestezjolog okazał się niekompetentnym sukinsynem. Kiedy podano mu niewłaściwe pudełko z igłami, rzucił je o ścianę z taką siłą, że przełamało się na pół.

Larry już wcześniej przewidywał taką sytuację. Od początku zorientował się, że Thomas jest dzisiaj w złej formie z powodu skrajnego wyczerpania. Nie miał zwykłej płynności ruchów, formułował błędne konkluzje. I co najważniejsze – trzęsły mu się ręce. Larry sam omal nie dostał ataku serca, gdy obserwował, jak Thomas pochylony nad sercem z ostrą jak brzytwa igłą próbował przyszyć maleńki kawałek żyły odpiszczelowej do drobniutkiego naczynia wieńcowego.

Nie spełniły się oczekiwania Larry'ego, że drżenie rąk chirurga ustąpi w miarę upływu czasu. Na odwrót – wzrastało coraz bardziej.

– Może ja to zeszyję? – proponował kilkakrotnie. – Z mojego miejsca mam chyba lepszą widoczność.

– Jeśli będę potrzebował pańskiej pomocy, sam o nią poproszę – ciągle odpowiadał Kingsley.

W ten sposób przebrnęli przez dwa bypassy, wykonane w miarę prawidłowo. Trzecim pacjentem tego dnia był trzydziestoośmioletni mężczyzna, ojciec dwojga małych dzieci. Larry otworzył klatkę piersiową pacjenta i czekał, aż Thomas przyjdzie z pokoju chirurgów. Czuł narastanie własnego pulsu, zaczął się pocić. Kiedy w końcu Kingsley pojawił się w drzwiach sali, Larry poczuł ścisk żołądka.

Początkowo wszystko szło w miarę gładko, chociaż drżenie rąk operującego nie ustępowało, a stopień opanowania był nawet niższy. Cały zespół, rozgrzany sukcesem poprzednich dwóch operacji, czuwał nad przebiegiem tej trzeciej. Najtrudniejsze zadanie przypadło w udziale Larry'emu, który usiłował wyprzedzać każdy błędny ruch Thomasa i robić za niego wszystko, na co mu tamten pozwalał. Prawdziwy problem powstał dopiero wtedy, gdy przystąpili do przyszywania bypassów. Larry nie mógł już na to patrzeć, odwrócił więc głowę, gdy Thomas przybliżył igłę do serca.

– Do diabła! – zawołał Thomas.

Larry poczuł nagle, że żołądek podchodzi mu do gardła, gdy zobaczył jak chirurg odrywa rękę od operowanego miejsca z igłą wbitą we wskazujący palec. Jednocześnie odruchowo szarpnął jeden z cewników odprowadzających krew pacjenta do płucoserca. Rana natychmiast wypełniła się krwią, która nasączyła sterylne tampony i zaczęła kapać na podłogę. Desperackim ruchem Larry zanurzył rękę w ranie i zaczął szukać na ślepo klamry szwu spinającego główną żyłę. Na szczęście trafił na nią od razu. Delikatnie wzmocnił jej ucisk, zmniejszając upływ krwi.

– Gdyby wszystko zostało należycie przygotowane, coś takiego nie mogłoby się zdarzyć – wściekał się Thomas, wyciągając igłę z palca i rzucając ją na podłogę.

Odszedł od stołu operacyjnego i zajął się swoim palcem.

Tymczasem Larry'emu udało się usunąć krew z rany. Włączając ponownie cewnik płucoserca zastanawiał się, co teraz należy uczynić. Thomas nie powinien już dalej operować, jeśli nie miał zamiaru popełnić zawodowego samobójstwa. Wreszcie Larry poczuł, że dłużej nie wytrzyma napięcia. Zabezpieczywszy operowane miejsce, odszedł od stołu operacyjnego i zwrócił się do Thomasa, któremu pielęgniarka pomagała założyć rękawice.

– Przepraszam pana, doktorze Kingsley – oświadczył tonem nie znoszącym sprzeciwu – to był dla pana bardzo trudny dzień. Nie jesteśmy już na balu. Jest pan bardzo zmęczony. Przejmuję tę operację od pana. Proszę nie zakładać rękawic.

Przez chwilę Larry'emu zdawało się, że Thomas ma zamiar go uderzyć – mówił jednak dalej: – Pan wykonał tysiące takich operacji. Nikt pana nie będzie obwiniał za to, że na skutek zmęczenia jednej z nich pan nie skończy.

Thomas zaczął drżeć, po czym – ku zdziwieniu i uldze Larry'ego – rzucił rękawice i wyszedł.

Larry westchnął i wymienił spojrzenia z panną Goldberg. – Zaraz wracam – zwrócił się do operującego zespołu. Z rękawicami na dłoniach wyszedł z sali. Miał nadzieję, że spotka któregoś z chirurgów serca i odetchnął, gdy ujrzał George'a Shermana wychodzącego właśnie z sali numer 6. Larry wziął go na stronę i wszystko mu spokojnie opowiedział.

– Chodźmy – powiedział George. – To, co się tu wydarzyło, nie powinno się wydostać poza salę operacyjną. To mogło się przydarzyć każdemu z nas, a gdyby ludzie dowiedzieli się o tym, byłaby to katastrofa nie tylko dla Kingsleya, ale i dla całego szpitala.

– Jasna sprawa – odparł Larry.

Thomas był bardziej rozgniewany niż kiedykolwiek przedtem. Jak Larry śmiał powiedzieć, że on jest zbyt zmęczony, żeby kontynuować operację? To, co się wydarzyło, wydawało mu się koszmarem. Właśnie w obawie przed tego rodzaju sytuacją wziął wcześniej tabletkę nasenną. Był całkowicie pewien, że jest w stanie operować i gdyby nie to, że tak bardzo wstrząsnęła nim niewierność Cassi, nie musiałby opuścić sali operacyjnej przed czasem. Jak oszalały wpadł do pokoju chirurgów i chwycił słuchawkę telefoniczną. Zadzwonił do Doris, żeby upewnić się, że nie ma do niego pilnych spraw, i poprosić o przełożenie wszystkich dzisiejszych wizyt popołudniowych na dzień następny.

Czuł, że nie byłby dziś w stanie rozmawiać z pacjentami. Doris już miała odłożyć słuchawkę, gdy nagle przypomniała sobie, że dzwonił doktor Ballantine i prosił, aby Thomas do niego wstąpił.

– Czy wiesz, czego chciał? – dopytywał się Thomas.

– Nic mi nie powiedział – odrzekła Doris. – Pytałam go, o jaką sprawę chodzi, na wypadek gdybyś musiał zabrać z sobą teczkę jakiegoś pacjenta: odpowiedział, że po prostu chciałby się z tobą zobaczyć.

Thomas uprzedził dyżurną pielęgniarkę, że gdyby był do niego telefon, będzie u doktora Ballantine'a. Dla uspokojenia, a także w związku z rosnącym bólem głowy, wziął kolejną tabletkę percodanu. Narzucił na siebie biały fartuch laboratoryjny i udał się do szefa oddziału, zastanawiając się po drodze, czego może od niego chcieć. Nie przypuszczał, żeby chodziło o scenę z Shermanem na przyjęciu, ani o epizod z Larrym Owenem. Sprawa musi dotyczyć oddziału kardiochirurgii w ogóle. Przypomniał sobie dziwną uwagę członka zarządu szpitala na przyjęciu i doszedł do wniosku, że Ballantine prawdopodobnie chce go wprowadzić w swoje plany. Być może myśli już o odejściu na emeryturę i pragnie z nim omówić przekazanie mu spraw oddziału.

– Dziękuję, że przyszedłeś – powiedział Ballantine, kiedy Thomas już usadowił się naprzeciwko niego w fotelu. Robił wrażenie skrępowanego, Thomas pochylił się więc ku niemu.

– Sądzę, że powinniśmy porozmawiać ze sobą szczerze – zaczął w końcu Ballantine. – Mogę cię zapewnić, że nic nie wydostanie się poza ściany tego pokoju.

Thomas założył nogę na nogę; spoczywająca na podłodze noga zaczęła wybijać rytmiczne tempo.

– Mówi się w szpitalu, że nadużywasz narkotyków.

Noga Thomasa zastygła w bezruchu. Ból głowy stał się nie do zniesienia. Mimo narastającego gniewu, jego twarz pozostała nadal pokerowa.

– Chciałbym, żebyś mnie zapewnił, że sprawa nie wykracza poza przyjęte zwyczajowo granice – oświadczył Ballantine.

– Jakich to narkotyków podobno nadużywam? – zapytał Thomas, usiłując za wszelką cenę nad sobą zapanować.

– Chodzi o deksedrynę, percodan i talwin – odparł Ballantine. – Specyfiki raczej dość pospolite.

Mrużąc oczy, Thomas obserwował twarz Ballantine'a. Nie znosił protekcjonalnego sposobu bycia szefa. Fakt, że ten ograniczony bufon występował w tej chwili w roli sędziego, doprowadzał go do szału. Na szczęście przyjęty przed spotkaniem percodan zaczął już działać uspokajająco.

– Chciałbym wiedzieć, kto rozpowiada o mnie takie kłamstwa – zapytał z pozornym spokojem.

– To nie jest ważne. Jakie to ma znaczenie…

– Dla mnie to ważne – przerwał mu Thomas. – Jeśli ktoś zajmuje się tego rodzaju złośliwymi plotkami, powinien ponieść za to odpowiedzialność. Spróbuję zgadnąć: George Sherman.

– Na pewno nie – odparł Ballantine. – Ale przypomniałeś mi coś: rozmawiałem z George'em o tym godnym pożałowania incydencie podczas przyjęcia. Był zaszokowany twoimi oskarżeniami.