Ból powrócił. Mike zrozumiał, do czego to zmierza. Wyjaśnianie zabierze sporo czasu. I co to da? Co ten policjant może zrobić?
Mike musiał skontaktować się z Tią.
– Jestem jeszcze bardzo obolały – powiedział.
Guttierez skinął głową.
– Rozumiem. Proszę, to moja wizytówka. Proszę zadzwonić, jeśli zechce pan jeszcze porozmawiać albo złożyć doniesienie, dobrze?
Guttierez położył wizytówkę na nocnym stoliku i opuścił pokój. Mike nie wziął jej. Nie zważając na ból, sięgnął po telefon i wybrał numer telefonu komórkowego Tii.
18
Loren Muse oglądała nagranie z ulicznej kamery znajdującej się niedaleko miejsca, gdzie podrzucono zwłoki NN. Nic nie rzucało się jej w oczy, ale właściwie czego się spodziewała? O tej porze przed obiektywem kamery przejechało kilkadziesiąt pojazdów. Żadnego nie można było wyeliminować. Ciało mogło leżeć w bagażniku nawet najmniejszego z nich.
Pomimo to oglądała, nie tracąc nadziei, i za swój trud została sowicie wynagrodzona.
Clarence znów zapukał i wetknął głowę w drzwi.
– Nie uwierzysz, szefowo.
– Słucham.
– Po pierwsze, zapomnijmy o tym zaginionym. O tym Baye'em. Zgadnij, gdzie był?
– Gdzie?
– W szpitalu w Bronksie. Jego żona wyjechała w interesach, a on poszedł szukać przygód i dał się obrobić jakiejś dziwce.
Muse skrzywiła się.
– Facet z Livingstone idzie na dziwki do tej dzielnicy?
– Co mogę powiedzieć, niektórzy lubią tarzać się w błocie. Jednak nie z tym przychodzę.
Clarence usiadł, nie czekając na zaproszenie, co nie było w jego stylu. Miał podwinięte rękawy koszuli i zapowiedź uśmiechu na szerokiej twarzy.
– Acura MDX Cordovy wciąż stoi na hotelowym parkingu – oznajmił. – Miejscowa policja zapukała do paru drzwi. Nie ma jej tam. Tak więc wróciłem po śladzie.
– Wróciłeś…?
– Do ostatniego znanego miejsca, gdzie była. Do centrum handlowego Palisades. Jest ogromne i mają tam dość rozbudowany system zabezpieczeń. Zadzwoniłem do nich.
– Do biura ochrony?
– Właśnie, i oto co mam. Wczoraj, około piątej po południu, przyszedł do nich jakiś gość i powiedział, że widział kobietę, która podeszła do swojego samochodu, zielonej acury MDX, załadowała coś, a potem podeszła do mężczyzny, którego biała furgonetka stała zaparkowana obok. Powiedział, że weszła do furgonetki, bez szamotaniny ani oporu, a facet zamknął za nią drzwi. Świadek pomyślał, że to nic takiego, tylko że wtedy pojawiła się inna kobieta, która wsiadła do acury. Potem oba samochody odjechały razem.
Muse wyprostowała się.
– Furgonetka i acura?
– Właśnie.
– A acurę prowadziła ta druga kobieta?
– Zgadza się. W każdym razie świadek zgłosił to ochronie, a ochroniarze… no cóż. Nie przejęli się tym, a prawdę mówiąc, co mieli zrobić? Tak więc tylko spisali jego zeznanie. Kiedy jednak zadzwoniłem, przypomnieli sobie i przysłali mi ten raport. Po pierwsze, to wszystko działo się przed sklepem Target. Świadek przyszedł zgłosić to o piątej piętnaście po południu. Wiemy, że Reba Cordova zapłaciła za zakupy w kasie Target o czwartej pięćdziesiąt dwie. Na rachunku jest wybita data i godzina.
Słyszeli dzwony, ale Muse jeszcze nie była pewna, gdzie biją.
– Zadzwoń do Target – poradziła. – Założę się, że mają kamery.
– Już uzgadniamy to z główną dyrekcją Target. Zapewne zajmie to najwyżej parę godzin I jeszcze coś. Może to ważne, a może nie. Zdołaliśmy ustalić, co kupiła. Kilka płyt DVD, trochę bielizny i ubrań – wszystko dla dzieci.
– To nie są zakupy, jakie się robi, gdy zamierza się uciec z kochankiem.
– Właśnie, chyba że zabiera się dzieci ze sobą, czego nie zrobiła. Co więcej, otworzyliśmy jej samochód stojący na hotelowym parkingu i nie znaleźliśmy w środku torby z zakupami. Mąż sprawdził w domu, czy nie zostawiła ich po drodze. Tam też nie ma zakupów z Target.
Muse przeszedł po plecach zimny dreszcz.
– O co chodzi? – zapytał Clarence.
– Chcę zobaczyć ten raport ochrony. Zdobądź numer telefonu faceta – tego, który widział, jak wsiadła do furgonetki. Sprawdź, co jeszcze pamięta – pojazdy, opis pasażerów, wszystko. Jestem pewna, że ochroniarze nie wypytywali go dokładnie. Chcę wiedzieć wszystko.
– W porządku.
Rozmawiali jeszcze parę minut, lecz jej mózg już pracował na najwyższych obrotach, a puls przyspieszył. Kiedy Clarence wyszedł, podniosła słuchawkę i zadzwoniła do swojego szefa, Paula Copelanda.
– Halo?
– Gdzie jesteś? – zapytała Muse.
– Właśnie odwiozłem Carę. Jestem w samochodzie.
– Muszę coś z tobą omówić, Cope.
– Kiedy?
– Jak najszybciej.
– Mam się spotkać w jakiejś restauracji z moją przyszłą, żeby zatwierdzić grafik usadowienia gości.
– Grafik usadowienia gości?
– Taak, Muse. Grafik usadowienia gości. Informujący ich, gdzie mają usiąść.
– To cię interesuje?
– Ani trochę.
– No to niech Lucy się tym zajmie.
– Pewnie, jakby już tego nie robiła. Ciągnie mnie wszędzie, ale nie pozwala się odezwać. Mówi, że jestem tylko ucztą dla oczu.
– Bo jesteś, Cope.
– Tak, to prawda, ale mam też mózg.
– To ta część twojego ciała, której potrzebuję – oznajmiła.
– Dlaczego, co się dzieje?
– Mam jedno z moich zwariowanych przeczuć i chcę, żebyś mi powiedział, czy coś w tym jest, czy odbija mi palma.
– Czy to ważniejsze od tego, kto siądzie przy stoliku z ciotką Carol i wujem Jerrym?
– Nie, to tylko zabójstwo.
– Poświęcę się. Już jadę.
■ ■ ■
Dzwoniący telefon zbudził Jill.
Była w sypialni Yasmin. Ta starała się upodobnić do innych dziewcząt, udając przesadne zainteresowanie chłopcami. Na jednej ścianie miała plakat Zaca Efrona, przystojniaka z filmów High School Musical, a na drugiej bliźniaków Sprouse z Suite Life. Był też jeden Miley Cyrus z Hannah Montana - zgoda, dziewczyny, a nie przystojniaka, ale jednak wisiał. Wszystko wyglądało tak żałośnie.
Łóżko Yasmin było przy drzwiach, a Jill spała pod oknem. Oba były zarzucone pluszakami. Yasmin powiedziała kiedyś Jill, że w rozwodzie najlepsza jest rywalizacja o względy dziecka – rodzice zasypują je prezentami. Yasmin widywała matkę najwyżej cztery lub pięć razy w roku, ale wciąż otrzymywała od niej prezenty. Miała co najmniej dwa tuziny Build – A – Bears, w tym jednego miśka w stroju cheerleaderki, a innego, siedzącego przy poduszce Jill, ubranego jak gwiazda pop: w metalizowanych szortach, kusym topie i z mikrofonem umocowanym przy włochatej twarzy. Na podłodze zalegały tony pluszowych zwierzaków, w tym trzy hipopotamy. Na nocnym stoliku leżały sterty ilustrowanych gazet: „J14”, „Teen People” i „Popstar”. Na podłodze leżał dywan z długim włosem, który według rodziców Jill wyszedł z mody w latach siedemdziesiątych, ale wydawał się powracać do łask w pokojach nastolatek. Na biurku stał nowiutki iMac.
Yasmin dobrze znała się na komputerach.
Jill też.
Jill usiadła na łóżku. Yasmin zamrugała i popatrzyła na nią. W oddali Jill słyszała basowy głos rozmawiający przez telefon. Pan Novak. Na nocnym stoliku między łóżkami stał zegar z Homerem Simpsonem. Pokazywał siódmą piętnaście rano.
Jill wiedziała, że to wczesna pora na telefon, szczególnie w weekend.
Dziewczęta późno poszły spać. Najpierw poszły na obiad i lody z panem Novakiem i jego irytującą nową przyjaciółką Beth. Miała ona chyba czterdzieści lat i śmiała się ze wszystkiego, co mówił pan Novak, tak jak to robiły te irytujące dziewczyny z ich szkoły, żeby przypodobać się chłopakom. Jill myślała, że z czasem się z tego wyrasta. Może jednak nie.